Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Lęki

przez cclaire 13 sie 2006, 14:06
Miałam to samo.
Niespełnione nadzieje,zle ulokowane uczucia,przerwane studia dla kogos kto nie byl tego wart. Poswieciłam sie dla rodziny. Urodziłam syna, potem chora jak sie okazało córke. Zostałam sama ze swoimi problemami. Maz obecnie juz były. Nie interesował sie dziecmi, nie pomagał nie chodził do lekarza neurologa. Nie był nigdy na zadnej wywiadówce. Obecnie syn ma 19 córka 17 lat. Wcale nie tesknia za Ojcem. Dawał mi do zrozumienia,ze jestem od niego zalezna bo nie pracuje. Ba nawet nie dawał pieniedzy na zycie. Jak chciałam pieniedze to zadał seksu. Był typem tyrana despoty Pana władcy. Pod płaszczykiem delegacji zdradzał mnie. W dodatku brudas, po prostu od niego smierdziało z uszu bo miał od dziecka chorobe i grozila mu utrata słuchu. Nie wiedziałam o wielu rzeczach mimo wspólnie spedzonych 17 lat. To nie jest łatwe zapomniec 17 lat samego złego. Własnie jak zapomniec. Mam psa malucha 4miesiecznego przygarnietego z azylu. Straciłam w maju psa musiała byc uspiona. Mam zajecie spacery,obiadki,zabawy. Zawsze chetnie sie bawie z nia kochana ERIS zapominan wtedy o lekach kłopotach bo przesłania mi wszystko co złe.[/i]
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
12 sie 2006, 20:05
Lokalizacja
Krakow

przez magdalena4 13 sie 2006, 18:40
czesc!
No tak czasami zycie daje tak w kość, ze sie go odechciewa. Ale mysle ze najwazniejsza jest wiara, nadzieja w lepsze dni.
Ostatnio czytalam ksiazke,dosc ciekawą.Wywnioskowalam z niej ze to jak sie czujemy,jak odbieramy nasza rzeczywistosc, nasze porazki zalezy od tego jak sobie je wyjasniamy.Najwazniejsze to w takich momentach wierzyc ze bedzie lepiej,poprawa nie musi nastapic od razu-ona przyjdzie z czasem,ale sposob w jaki wyjasniamy sobie wszystko jest bardzo istotny,a wiara naprawde moze czynic cuda.
Pozdrawiam

[ Dodano: Nie Sie 13, 2006 6:48 pm ]
To co przeczytalam to tez jest sposob na nasza nerwice,jak wyjasniamy sobie ataki,leki,czy tak samo porazki.

[ Dodano: Nie Sie 13, 2006 6:57 pm ]
A ciebie cclaire moge tylko pocieszyc, pomysl sobie ze juz z nim nie jestes, masz dzieci wiec teraz odszukaj w sobie tą nadzieję wiarę ze jest jeszcze duzo przed tobą, że masz juz doswiadczenie, wiesz czego chcesz i juz nigdy nie dasz sie tak skrzywdzic,ze mozesz nawiazac inne relacje z ludzmi na takich zasadach jak ty chcesz, nie musisz byc od nikogo zalezna. Może jak bedziesz myslała bardziej optymistycznie to w koncu peknie w tobie to cos i zaczniesz życ na nowo, zaczniesz bawic sie z psem z radosci, a nie zeby zapomniec o czyms.
Moj psycholog np uswiadomiła mnie ze wazne jest działanie, działanie i jescze raz działanie. dzieki dzialaniom mozemy poczuc ze jestesmy w stanie cos z naszym zyciem zrobic, zmienic je wedlug naszych pragnien, nie mysleniem tylko dzialaniem.
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
14 maja 2006, 20:33

Lęk napadowy a napad lęku

przez Moniczka 26 sie 2006, 08:59
To,co przezylam ostatniej nocy bylo przerazajace.Obudzilam sie okolo 3 w nocy z ogromnym (niezaleznym ode mnie) przekonaniem,ze zaraz albo za jakis czas zwariuje.Czulam to uczucie niemal psychicznie.Glowa mi pekala,czulam ze robi sie wielka jak balon,odczuwalam straszny natlok mysli o chorobach psychicznych.Tak bylo do rana.Zasnelam dzieki ziolowym tabletkom ale wciaz mocno bije mi serce i tak sie boje,choc nie ma ku temu obiektywnych powodow...Co to bylo?Mysle,ze napad leku,ktory trwa dluzej i jest jakby wolnoplynacy,bardziej nic lek napadowy-popularna panika,ktora przeraza nas na pare minut.Tutaj przezylam straszny szok lekowy :cry:
Moniczka
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Dąbrówka 28 sie 2006, 10:10
tydzień temu też miałam taki atak, okropność, miotałam się całą noc z rozsadzającym bólem głowy, drżeniami mięśni, uczuciem zapadania się i natłokiem myśli
Offline
Posty
142
Dołączył(a)
19 sie 2006, 12:24

przez LitlBitl 28 sie 2006, 10:13
proponuję w takim stanie starać się wyciszyć, ja sobie mówię, że nic mi nie będzie, że to tylko nerwica, która nie kończy się w szpitalu. wiem, że to trudne, ale trzeba próbować!
Pewnego dnia pokonam cię NERWICZKO!
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
21 sie 2006, 21:15

przez Moniczka 28 sie 2006, 13:04
A czy slyszeliscie o tzw.zaburzeniu somatyzacyjnym ktore wystepuje najczesciej u kobiet po 20 roku zycia i sluzy wyparciu wszelkich zlych przezyc i emocji?Leki zamieniaja sie na dziwne schorzenia somatyczne nie dajace potwierdzenia w badaniach.Wystepuja zaburzenia trawienne,neurologiczne i dziwne porazenia.Nigdy nie zapomne tego jak pewnego dnia cala od stop do glow zdretwialam jadac na wycieczke.To tak jakby organizm mnie chcial powstrzymac przed tym wyjazdem.Zdretwialam jak kij,nie moglam sie ruszyc a inni nie mogli mnie wydostac z auta.Te pare minut histerii organizmu zapamietam do konca zycia.Nikomu nie zycze....Dala bym wiele by ktos mnie przekonal,ze nie mam zadnej schizy,psychozy,ze to tylko nerwy i histeryczne paniki....
Moniczka
Offline

przez Sonia 28 sie 2006, 13:24
Moniczka napisał(a):.Dala bym wiele by ktos mnie przekonal,ze nie mam zadnej schizy,psychozy,ze to tylko nerwy i histeryczne paniki....

Moniczko wielokrotnie Cię przekonywano, że to tylko nerwica, żebyś sie nie nakręcała, nie myślała o chorobach i nie szukała nowych dolegliwości a ty ciągle swoje....ciągle tkwisz w tym samym punkcie, szukasz nowych chorób, rozmyslasz nad tym co jeszcze może Ci się zdarzyć, zamiast wziąć się za walkę z ta chorobą.
Ilekroć tu zaglądam ( a robię to bardzo rzadko) widze Twoje nowe tematy, posty z coraz to nowszymi problemami. W ten sposob nigdzie nie dojdziesz, opisując swoje przezycia "przerabiasz" je na nowo, wkręcasz się i to powoduje narastanie napięcia a w rezultacie...wiadomo co. Błędne koło.
Offline
Posty
117
Dołączył(a)
24 paź 2005, 10:50

przez psycholozkaWtoku 28 sie 2006, 13:52
Calkowicie popieram Sonie.

Co do Twojego ostatniego postu to zachwycila mnie Twoja logika;]Sama opisujesz swoje dolegliwosci jako zaburzenie somatyzacyjne,a potem sie boisz,ze schiza czy psychoza itp..
Badacze uznaja zaburzenie somatyzacyjne za jedno z zaburzen nerwicowych albo w klasyfikacjach opisuja oddzielnie jako jedno z z zaburzen somatomorficznych!!!!
Nie jest to wiec zadna psychoza ani schizofrenia,bo wtedy by to inaczej opisywali i klasyfikowali.Wiec chocbys nawet cierpiala na owo zaburzenie,nie ma to nic wspolnego z jakakolwiek schizofrenia czy inna psychoza!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Przy diagnozowaniu zaburzenia somatyzacyjnego nie stwierdza sie zadnych dolegliwosci fizycznych,jest ono calkowicie urojone.....mimo,ze odczuwa sie je jako tak fizycznie realne!
Pozdrawiam
Posty
34
Dołączył(a)
17 sie 2006, 21:42

przez Moniczka 29 sie 2006, 09:47
Chcialabym wlasnie sie nie nakrecac,nie szukac sobie nowych chorob (lacznie z jakimis zaburzeniami somatycznymi).mam w domu pelno ksiazek psychiatrycznych w ktore sie wczytuje ale ja chyba musze byc tepa bo do mnie i tak nie dociera,ze nie mam nerwicy.I ani lekarze ani leki mi nie pomagaja wiec jak przerwac to bledne kolo?
Moniczka
Offline

przez Sonia 29 sie 2006, 10:28
Moniczka napisał(a): jak przerwac to bledne kolo?

Moniczko sama musisz chcieć to przerwać! Jak? Cięzko doradzić takiej osobie jak Ty, bo niby sama zdajesz sobie sprawę z tego co się dzieje, a jednak nie potrafisz sama sobie pomóc, a w tym przypadku bardzo wiele zależy właśnie od Ciebie, nikt nie zmieni Twojego toku myślenia. Nie wiem czy teraz bierzesz coś na lęki, ale to jest dobry pomysł, żeby wyciszyć się lekami i na spokojnie zacząć działać.
Ja też bardzo długo brałam tabletki, po odstawieniu wszystko wracało, wracałam znowu do tabletek i po kolejnym odstawieniu i nawrocie objawów powiedzialam dosyć! Jak ja sama nie zabiorę się za to, nikt mi nie pomoże.Pierwsze co to postanowiłam nie przejmować się tym co się ze mną dzieje, bo wiedziałam, że nic nie trwa wiecznie i jutro będzie lepiej, czyli ignorowałam wszelkie "zjawiska nerwicowe".Tłumaczylam sobie, że to co się dzieje to są TYLKO EMOCJE i nic złego nie może mi się stać.Jak wychodziłam do miasta, na zakupy i czułam, że coś się dzieje to nie zawracałam do domu tylko szłam dalej i powtarzałam sobie w myślach, że to tylko emocje.
Tym sposobem funkcjonuję od ponad roku bez tabletek, czuję się w miarę dobrze, zdarzają się chwilowe załamki, ale nie poddaję się im. I tego Tobie zyczę z całego serca, bo nie mogę już czytać ciągle jak Ci źle, marnujesz czas dziewczyno.Spróbuj działać tak jak ja, może Tobie pomoże ten sposób.
Offline
Posty
117
Dołączył(a)
24 paź 2005, 10:50

przez Moniczka 29 sie 2006, 11:07
Oj Sonia,juz to przerabiam co Ty piszesz.Codziennie mowie sobie,ze to tylko moje nerwy i emocje,mam nawet zeszyt w ktorym codziennie namolnie zapisuje jedno zdanie: jestem psychicznie zdrowa i zrownowazona ale to i tak nie pomaga nic a nic.Wciaz pojawia sie natlok mysli,przerazajaca panika i bole serca,duszenie,dretwienia...Biore od ponad pol roku seroxat i mam tez do wspomagania alprox ale te leki na mnie nic nie dzialaja...Nawet stopniowo je odstawiam bo szkoda sie szprycowac czyms,co nie dziala na czlowieka.Czy to tak silna obsesja?W kazdym poradniku jest rozdzial o szczegolnie trudnych przypadkach pacjentow z nerwica,na ktorych nie dzialaja leki ani terapia.Ogolnie to mam wrazenie,ze to jakis straszny sen,horror ktory za dlugo trwa.Jestem jakby nie soba odkad zaczela sie ta "choroba",zyje za gruba szyba,roztrzepana,nie mogaca sie skupic,inna niz kiedys.Nie zamykam sie w domu,pre do przodu,ide dalej,wychodze do ludzi ale wciaz czuje,ze cos ze mna nie tak,ze jestem jakas inna... Jutro mam wizyte u psychiatry,on znowu doda recepte na seroxat i powie,ze to tylko nerwica lekowa...Ale co dalej?:cry:
Moniczka
Offline

przez Martuśka86 29 sie 2006, 11:41
wiesz też czasem tak miewam wtedy próbuje sobie wmowić to nie tak to nie prawda jakos z tym walcze ale też to nie zawsze pomaga i musze niestety też zasiegnąc po coś na uspokojenie
Każda kobieta jest dla mężczyzny bogiem, który może dokonać w nim cudu.
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 sie 2006, 17:55
Lokalizacja
Białystok

przez znerwicowana16 29 sie 2006, 12:41
Ja miewalam takie cos:
Przewaznie jak mialam goraczke, noc, spie, mam sen. W tym snie mam za zadanie robic cos kilkakrotnie, nie umiem dokladnie opisac co mam do zrobienia, ale tak np jesli dobrze pamietam, musze zmiescic w jakiejs tam przestarezni "to i owo", bo inaczej mnie zabije, ale to ciagle sie nie miesci, ja powtarzam czynnosc, boje sie, denerwuje, nie moge nic zrobic, budze sie, dalej to widze, jak sen na jawie, nie wiem co zrobic, proboje myslec, ze nic sie nie dzieje, przez sekunde sie udaje, potem znowu nadchodzi, walcze i walcze, a konca nie widac, tak mam od tego przebudzenia z 5 minut i zasypiam. Inny przyklad: jak jakies klocki lego ulozone na wzor boku gory, ja musze to dalej ukladac, albo sie wspinac na ta gore - nie pamietam dokladnie, nie udaje sie oczywiscie i dziala na tej samej zasadzie co wyzej. Nastepny przyklad: Grob, podzielony na 4 czesci, w kazdej ktos jest, w jednej ja, i nie wiem o co w tym chodzilo za bardzo, ale chyba musielismy sie dobrze ulozyc - na swoich miejscach, a ja tym kierowalam i nie dawalam rady - dalej tak samo. Ale najgorszy byl ten jeden raz - ostatnio - moj brat poszedl na impreze (nie ma jeszcze 18 lat, ale juz prawie), moja mama bardzo sie bala o niego jeszcze wieczorem, jak sie polozylysmy spac, zasnelam, mialam oczywiscie goraczke. I nadszedl ten moment. Snilo m sie, ze brat jest pod klubem i ktos go goni, chce go zabic. Ja sie boje, on krzyczy, zeby mu pomoc. Mam zadanie: ustawiac figurki z jego wizerunkiem na przemian: raz jedna gdzie pokazany jest jako starszy chlopak - tylko jego glowa - w ogole nie podobny, raz druga jako maly chlopczyk - caly wizerunek, podobny. Jak tego nie zrobie to go zabija. Wiec proboje i proboje, juz nie moge wytrzymac. Budze sie, strach. Ide do lazienki, czuje, ze nie wyrabiam, przychodzi mysl - musisz sie zabic, wez zyletke, pociachaj sie, to nic sie nie staje. Przemywam twarz, dalej to czuje, nie wyrabiam, ale mowie nie nie moge tego zrobic. Ide do lozka, ukladam figurki, mysle - kiedy to wreszcie sie skonczy. I zasypiam po tych 5 minutach...
Kiedys mialam to jak bylam malym dzieckiem, teraz niedawno powrocilo - co prawda bylo tylko 3 czy 4 takie sny, ale jednak... Nie umiem tego wyjasnic.
Mial ktos z was kiedys cos takiego? Moze podzielicie sie "wrazeniami"?

Poza tym jak czasem wstaje rano i ide umyc twarz, to gdy zamykam oczy, mam taki maly napad lekowy, i nie wiem co sie dzieje, jakby cos mi sie w tej chwili dzialo itp. do tego slysze jakies szmery, glosy. Nie wiem dlaczego. Czasem to tez tak mam jak cos mi sie przysni, przewaznie jakis koszmar i sie obudze, to nie moge zamknac oczu, bo mnie to lapie.

Prosze pomozcie :!:
Damy rade!!!
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
06 lip 2006, 14:02
Lokalizacja
Łódź

przez steffi 29 sie 2006, 13:37
kiedyś jak byłam mała miałam podobne sny... tzn zdarzały mi się jak miałam wysoką gorączkę, jak dostałam nerwicy to też przez kilka tygodni zdażało mi się coś takiego.
a mianowicie w latach młodości szczenięcej zawsze gdy byłam chora śnił mi się sen że jest jakaś ogoromna istota, taka dziwna obła i ma wielką monstrualną paszczę i chce koniecznie coś zjeść, więc w tym śnie dawałam jej zawsze, nie wiem czemu taką malutką, pyciupeńką zapałeczkę... to było straszne, nie mam pojęcia czemu! ale po tym budziłam się i wymiotowałam... miałam też sen że jeżdzę po lodowisku i na początku ono jest zupełnie gładkie, po prostu najgładsze jakie może być ale nagle zmienia się w coś okropnie szorstkiego... nie wiem, może bałam się tego kontrastu, w każdym razie te sny były dla mnie przerażające.
Ostatnio miałam sny, bardzo realistyczne, dotyczące tego co się wokól mnie dzieje, po prostu tak jakby wymyślałam sobie w snie jakieś syt (zazwyczaj wtedy gdy drzemałam) a później się budziłam i musiałam dociekać czy to zdarzyło się naprawdę czy to tylko sen. nie było to jakieś specjalnie koszmarne, nie pamiętam anwet treści tych snow, ale były realistyczne.
Njagorsze co przeżyłam to jak na początku nerwicy podczas jednej nocy śniło mi się 4, 5 snów takiej samej treści, z których po prostu nie mogłam się obudzić! śniło mi się np że śpię w moim łózku, budzę się i idę pod pokój moich rodziców, ale nawet nie że idę, że jakby tam płynę i nie mogę dopłynąć... zawsze strasznie chciałam się z tego snu wybudzić, ale żeby to zrobić musiałam wyciągać ręcę i się jakby z tego wyszarpywać :shock: brzmi dziwnie ale tak było, na szczęscie już mi przeszło! tylko raz wróciło ale tak pojedynczo jak miałam zapalenie oskrzeli. ale bylo to na tyle dziwaczne że zastanawiałam się czy ine są to czasem jakieś projekcje astralne:P:P:P :roll: :shock: nigdy jednak nie zdarzały mi się na jawie żadne omamy słuchowe, więc nie wiem co to może być....
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
16 sie 2006, 17:38

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do