Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez kasiotla 18 paź 2011, 21:24
koagir7, to ja wczoraj napisałam:) Wiesz, myślę sobie, że w grupie jest poprostu łatwiej...jest łatwiej, gdy masz świadomość, że to wszystko przytrafia się nie tylko Tobie ale setkom innych ludzi - czyli w sumie może nie jest takie dziwaczne. Mnie też ciężko:( ale wierzę, że będzie lepiej - już kiedyś miałam chwile oddechu od nerwicy, teraz wprawdzie zaatakowała mnie ze zdwojoną siłą i nie bardzo radzę sobie z życiem - tak jak pisałam - nie mogę połykać:( ale mam nadzieję, że obudzę się któregoś dnia zdrowa. Czego nam wszystkim życzę:)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
24 maja 2011, 21:07

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Noopii 19 paź 2011, 03:33
Wczoraj też mnie dopadło trudny dzień,sponiewierała mnie te lęki okropnie..przeżyłem jednak..i dziś będzie lepiej..życze wam dni bez lęków.:)
Noopii
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez lukashem 19 paź 2011, 09:14
Czesc : ) jestem tutaj nowy. Myślałem, że juz prawie wygrałem z tymi lękami. Na początku wyjście do sklepu równało się ze słabościami, strachem. Wyjazd do głupiego miasta 20km leżącego dalej był masakra. W mieście człowiek czuł się jak pijany, a w autobusie prawie mdlałem. Naszczęście poradziłem sobie z tym w miarę. Lecz lęki tydzien temu wróciły, najgorsze to, że mam też je w moim domu, co było niemożliwe kiedyś, bo czułem tam bezpieczeństwo etc. Ale mam pewność, że sobie z tym poradzę, bo musze. Studiuje we Wrocławiu co leży 150km od domu. Musze, nie mam wyjścia.

Nie wiem , czy w pełni na temat, ale musiałem to z siebie wypluć ; )

Pozdrawiam, życze miłego dnia, bo na pewno będzie miły, uśmiech na twarzy i do przodu !
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
19 paź 2011, 09:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez pazura75 19 paź 2011, 10:53
Witam serdecznie:)
mam 36 lat i od 11 walcze z nerwica....od 10 nerwica zaleczona...ale nie wyleczona...takze ..czasami zdarzaja sie słabsze dni...ale co chciałam powiedziec...mi bardzo pomogło leczenie grupowe....12 osób w grupie...z tego kazdy inne fobie i leki...i inne problemy....Wspaniale było mi opowiadac o swoich lekach....słuchajac ze nie tylko ja przezywam...takie emocje...po pewnym czasie odkryłam co jest przyczyna mojej nerwicy(oczywiscie za pomaca grupy i pani psycholozki)...nie jak myslałam choroby rodziców...czy tego ze ja jestem jakas nie taka....tylko co sie wydało ze osoba z która byłam zwiazana od małego ...która bardzo kochałam...i wydawała sie mi najlepsza osoba pod słoncem....ona była moim problemem...po uswiadomieniu tego jeszcze długo nie mogłam w to uwierzyc....ale kolejne sesje..tylko to potwierdzały...i wtedy zrozumiałam ze byłam jak ptaszek w klatce....ze zawsze widziałam tylko jededna strone medalu ...drugiej nie widziałam wogóle...
Oczywiscie tam mnie nauczono jak pozbywac sie leku...i oczywiscie lepiej sie walczy z lekiem jak wiesz co jest przyczyna....takze od czasu do czasu mam napady paniki ale juz tak nie panikuje jak kiedys:) smiesznie to brzmi ale jest prawdziwe...wiem ze to zaraz przejdzie i nie nakrecam sie tak mocno....ostatni napad miałam 2 lata temu ni z gruszki ni z pietruszki....byłam w 6 miesiacu ciazy..było lato i jecha łam sobie autobusem...i nagle czuje ze mnie bierze...pierwszy odruch ucieczka...czyli zeby wisiasc z autobusu...ale nie mówie sobie to tylko nerwica przeciez nic ci sie nie stanie jak pojedziesz dalej...a nawet jak zemdlejesz to jest tyle ludzi w autobusie ze napewno ktos ci pomoze....i ku mojemu zdziwieniu uswiadomienie sobie tego po 2 przystankach mi przeszło....ale przypomniało o nerwicy....wspomniało kołatanie serca...głeboki oddech...i uczucie niemocy....dlatego mówie ze z tym da sie zyc i to zyc całkiem normalnie...tylko trzeba znalesc przyczyne...Dlatego naprawde namawiam wszystkich na terapie ...pamietam czasy gdzie nie mogłam chodzic po marketach...sama mysl o jezdzie autobusem powodowała atak paniki...bałam sie wszystkiego...ale miałam syna...wiec cos musiłam z soba zrobic...rozpoznanie było takie''nerwica lekowa...depresja''....Jest to obrzydliwa choroba...ale całkiem zaleczalna...mozna wrócic do stanu z przed....czego wam wszystkim zycze....Jakby ktos chciał cos wiecej wiedziec prosze pisac...pazura75@wp.pl

-- 19 paź 2011, 11:03 --

JESZCZE ZAPOMNIAŁAM WAM NAPISAC ZE PROBLEMY Z KULA W GARDLE TEZ MIAŁAM...DOPIERO PO ZWIEDZENIU 1000 LEKAZY MADRY LARYNGOLOG MI POWIEDZIAŁ ZE TO GLOBULUS HISTERIKUS...I ZE MAM ISC DO PSYCHIATRY....DODAM ZE TO BYŁ PIERWSZY OBJAW JAKI ZNIKŁ..PO TERAPI....
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 paź 2011, 10:23

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez chocovanilla 19 paź 2011, 15:19
noopi nie chodzę na terapie a leki hmmm zmniejszyłam dawkę bo i tak nie widzę różnicy... dałam sobie tydzień na decyzje czy iść do innego lekarza...
Słuchajcie wczoraj byłam w Warszawie ok 170 km od domu... strasznie przeżywałam ten wyjazd, tam miałam rożne natrętne myśli, były leki ale malutkie, troszkę z mężem pospacerowaliśmy trochę popracowaliśmy bo taki był cel podroży i żyję!!!! nic mi się nie stało..... nie oszalałam nie narobiłam sobie wstydu....
Wszystko jest ok!!! Wiem że póki mam to coś nigdy nie będę spokojna przed wyjazdem ale może z każdym następnym lek będzie mniejszy:)
Ktoś pytał czy wierzymy w to co piszemy innym co im doradzamy, czy wierzymy że wyzdrowiejemy... Więc odpowiedź brzmi TAK...
Ja w rodzinie mam dowód ze to jest uleczalne to po pierwsze.
Po drugie sama miałam piękne okresy bez tej choroby tylko że ja za szybko kończę leczenie i to wraca.
Po trzecie zawsze czekam na najgorsze objawy... JAk zaczyna mnie coś łapać nie sięgam po leki bo zawsze może być gorzej i tak dochodzę do dna... może gdybym w gorszej chwili się czymś wspomogła nie pogarszało by się z dnia na dzień bo nie wiem jak wy ale jak mam jeden atak to później się zadręczam że mi się znowu pogarsza i ciągle się boję że będzie drugi, zamykam się coraz to w mniejszym kręgu aż nigdzie nie wychodzę....
Myślałam na początku jak weszła na to forum że mam mega pogorszenie ale myliłam się, nie jest źle, jem normalnie co akurat mnie nie cieszy bo po ciąży chciałabym zrzucić parę kilo a tu psikus, łażę wszędzie nawet w warszawie wałęsak mi się włączył... jeszcze tramwajem bym pojeździła bo u nas nie ma ale mąż się bał... co? on się bał!!! a ja nie?? heloł to ja choruje więc jak to jest?
Do sedna czasem są gorsze dni ale po nich możemy czuć się tylko lepiej;) Warto czekać i walczyć o to lepiej;)
Bardzo Was wszystkich kocham za to że jesteście, wspieracie, piszecie, Jesteście takimi słoneczkami.... Super że mamy takie możliwości porozmawia ze sobą pomimo że dzielą nas setki kilometrów... Każdy post mnie cieszy nawet jak się źle czujecie bo to jest już jakieś osiągnięcie mówić o problemach bo to też jest jakiś krok do przodu, chęć powrotu do zdrowia a bez tego ani rusz...
Ale się rozpaplałam... Pozdrawiam:)
Offline
Posty
1864
Dołączył(a)
06 paź 2011, 23:59

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Misiek_NL 19 paź 2011, 16:43
juta1111, Mam bardzo podobnie.... Trzymaj się będzie dobrze... :)
Misiek_NL
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Noopii 19 paź 2011, 16:53
chocovanilla,nosek do góry:) wiem bywa ciężko,ale nie damy się tym paskudnym lękom:) Pozdrawiam.
Noopii
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez magdunia20 20 paź 2011, 01:07
Witajcie, jestem nowa na tym forum. Nazywam sie Magda i cierpie na nerwice natrectw od 13 r.z. Pozniej doszla jeszcze nerwica lekowa,a do tego "dziwne, nieprzyjemne stany". Kazy komu o tym mowie pyta co to znaczy "nieprzyjemne stany." Szczerze mowiac samej mi to ciezko zdefiniowac ale gdybym miala w jakis sposob przyblizyc jak taki stan u mnie wyglada-jest to ogromny bol wewnetrzny,polaczony z lekiem,poczuciem odrealnienia,ze zaraz nie wytrzymam tego ciepienia i zwariuje. Czuje, ze dzieje sie wtedy ze mna cos dziwnego. Jestem w pelni swiadoma tego co sie wokol mnie dzieje, nie mam omamow ale te dziene stany mnie niepokoja. Co o tym myslicie? Tez mieliscie cos podobnego? Bo mimo, ze lekarz stwierdzil, ze mam nerwice lekowa to jednak jak tak czytam Wasze wypowiedzi to nie opisujecie, ze macie takie dziwne, nienormalne uczucie. Niepokoi mnie to, wydaje mi sie czasem, ze to moze byc cos powazniejszego. Od 3'ech tyg.biore leki(Citabax i Trittico) i widze jakas tam stopniowa poprawe. Zaczelam tez ostatnio terapie. Dodam, ze moje zycie nie jest i nigdy nie bylo latwe-patologiczna sytuacja w domu, problemy w relacjach z rowiesnikami, wysmiewanie, ponizanie. Przeciez nic nie bierze sie z niczego raczej...Ale najbardziej interesuje mnie CO MYSLICIE O TYCH MOICH STANACH CIERPIENIA I POCZUCIA, ZE ZARAZ OSZALEJE I NIE WYTRZYMAM TEGO WEWN.BOLU.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
20 paź 2011, 00:38

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez aqnieszka 20 paź 2011, 02:36
No proszę, to musiało się stać...po trzech latach (samej "tylko" hipochondrii, lęku przed przemocą i innymi konkretnymi obawami) jest atak. Tzn był parę godzin temu. Ostatnie dni miałam mega nerwowe (tak jak 3 lata temu), ale nie miałam żadnych tego typu objawów, a tu nagle wieczorem siup! serce mi mega wali, cała spocona, zaraz się rozlecę na milion kawałków...choć przyznam było mi dużo łatwiej niż parę lat temu, za pierwszym razem, wtety nie wiedziałam co mi jest, wtedy byłam pewna, że umieram, pogotowie... Teraz choć było mega nieprzyjemnie, myślałam sobie, po prostu muszę przeczekać. Mój chłopak jakimś cudem zmusił mnie do takiej jakby gry, kto wymieni więcej ras psów. Mega głupie co, ale pomogło, choć teraz moja kolej, a nie mam pomysłu...zresztą mój współ-gracz śpi. Ja rozmyślam, mam jeszcze trochę drgawki gdzieniegdzie, przez co trudno mi spać. No i piszę, bo to mi zajmuje myśli, a to u mnie chyba najlepszy sposób. Mam nadzieję, że nikogo nie przeraziłam moją historią. Mi od tego pisania przynajmniej drgawki przeszły.

-- 20 paź 2011, 02:38 --

Magdunia, nawet nie wiesz jak dobrze wiem o czym piszesz...niestety.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
18 cze 2010, 14:08
Lokalizacja
Toruń

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Noopii 20 paź 2011, 02:48
Hej!nie nie przeraziła,wiem o czym piszesz tak to jest z tym paskudztwem.Dopada znienacka..okropieństwo..wczoraj miałem jazdy..trzymaj się!jakoś pamietaj nie jesteś sama!pozdrawiam.
Noopii
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez niewypowiedziana 20 paź 2011, 02:53
Pisz śmiało, to pomaga nie tylko Tobie, ale tez takim jak ja, dobrze jest wiedzieć, że nie jest się samemu z tym paskudztwem. Ta świadomość też pomaga.
Bywa, iż sobą zdumiewam siebie.
Posty
272
Dołączył(a)
27 sie 2011, 00:50

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez aqnieszka 20 paź 2011, 03:14
Nawet nie wiecie, jak mi dzięki Wam teraz raźniej, w środku tej przerażającej nocy. Parę lat temu po pierwszym ataku weszłam na to forum i dowiedziałam się co mi jest. Jakby nie to forum to jednak mimo zapewnień lekarzy, pewnie jednak gdzieś w środku nie byłabym pewna czy przypadkiem nie umrę w czasie takiego ataku, bo w 100% tak się właśnie wtedy czuję. Mam duże wsparcie u mojego chłopaka, stara się odciągnąć moje myśli od ataku, jednak na szczęście sam tego nigdy nie przeżył i mimo najszczerszych chęci, nigdy nie będzie wiedział co to znaczy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
18 cze 2010, 14:08
Lokalizacja
Toruń

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Noopii 20 paź 2011, 07:24
Pisz jak potrzebujesz:) po to jest forum..nawet nocą ktoś odpisze musimy sie wspierać:)
Noopii
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez kasiotla 20 paź 2011, 07:56
Mnie dziś od rana dopadło. W pracy. Przyjechałam sobie spokojnie, przeżyłam korki bez paniki, co wprawiło mnie w niezły nastrój - siegnełam po kanapke - i koniec - jedzenie w gardle, panika... krztuszenie się. Znowu. Coś jest nie tak:(Już zaczynam znowu szaleć, że to nie nerwica, tylko rak. Ja umre jeśli ktoś mi nie pomoże. Terapia nic nie daje:(, może dlatego że ja w nią nie wierze... nie wiem. Gdzieś wciąż mam uczucie, że to koniec, smiertelna choroba. Tkwi to we mnie jak drzazga:( a jednocześnie nie mam siły na jakieś kolejne specjalistyczne badania - po pierwsze boje sie badań, po drugie diagnozy - złej. wystarczy, że przeżyłam stroboskopię. To już za dużo jak dla mnie :(
Wydaje mi się, że po kuracji lekami czuje się gorzej niż wcześniej:(
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
24 maja 2011, 21:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do