Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez rozowapantrea 03 maja 2011, 09:36
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
02 maja 2011, 15:12

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy).

przez laska160 03 maja 2011, 17:55
dwa lata spokoju bylo i znowu zaczely mi sie leki niepokoj pieczenie gardla ale o wiekszym nasileniu zyc sie nie chce plakac mi sie chce do tego zawroty glowy i drzenie glowy siedze w domu nie chodze do pracy mam nudnosci szukam sobie chorob wszystko mnie denerwoje jestem wybuchowy panikuje boli mnie szyja nic mnie nie cieszy siedze z glowa spuszczona i sie wkurzam mam uderzenia goraca bylem u psychiatry dal mi tritiico 150 mg na noc citabax 20 rano i doraznie afobam ale to nic nie pomaga biore juz tydzien nie moge wytrzymac psychicznie nic mnie nie interesuje prawie nic nie robie bo nie mam na nic sily ja nie wytrzymuje plakac mi sie chce; moze jestem na cos poważnie chory robilem krew i wszystko w porzadku lekarze nic nie widza a ja czuje sie strasznie trzese sie caly czas najgorzej jest rano jak ja sie boje nie mam juz nadziei ze to sie skonczy
Ostatnio edytowano 03 maja 2011, 18:44 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na zbliżoną problematykę
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
13 cze 2008, 19:55

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy).

Avatar użytkownika
przez rozowapantrea 03 maja 2011, 18:21
Witajcie,

pisze poniewaz potrzebuje pomocy. Rozstalam sie z partnerem i nie umiem sobie z niczym poradzic a w sczegolnosci ze soba. Mam nerwice lekowa wiec teraz napady paniki mam co pare godzin:( ciagle placze. Czuje sie taka niedowartosciowana. Cale poczucie wlasnej wartosci budowalam na partnerze a nie na sobie. Boje sie co teraz ze man bedzie albo, ze nigdy nie pozbede sie tych atakow a ja chce normalnie zyc.
Ostatnio edytowano 03 maja 2011, 18:38 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na zbliżoną problematykę
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
02 maja 2011, 15:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy).

Avatar użytkownika
przez rozowapantrea 03 maja 2011, 18:24
Nie wiem czy Ci to pomoze ale mam to samo :((((((
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
02 maja 2011, 15:12

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy).

przez laska160 03 maja 2011, 18:33
no to siedzimy i zdychamy przerypana sprawa
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
13 cze 2008, 19:55

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 03 maja 2011, 18:42
rozowapantrea, Nie możesz poczucia własnej wartości budować dla kogoś czy w oparciu o kogoś. Ty masz być ważna dla samej siebie.
Pewnie masz niską samoocenę. Mylę się?
Może wybrałabyś się na psychoterapię?
Bierzesz jakieś leki?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez rozowapantrea 03 maja 2011, 18:48
Dziwne temat sam przeskoczyl??
Czytam o wartosci samego siebie http://www.structum.pl/czytelnia/Jak-zw ... rening.pdf jezeli komus pomoze to polecam.
Lecze sie od pol roku i zawsze byl przy mnie moj partner a teraz jestem tylko ja i ta choroba.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
02 maja 2011, 15:12

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 03 maja 2011, 18:56
rozowapantrea, Nie, nie przeskoczył.Połączyłam go z tym wątkiem bo uważam,ze problematyka jest podobna. No......,żeby bałaganu na forum nie robić ;)
Dlaczego rozstaliście się?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez rozowapantrea 03 maja 2011, 19:05
W sumie to od dawna sie klocilismy. Ale teraz on dostal lepsza prace, dobrze platna (wczesniej to ja zawsze lepiej wygladalam i lepiej zarabialam) i od tego momentu zaczelo sie walic. Nie bylam aniolem w tym zwiazku ale pracuje nad soba a najwazniejsze ze sie staram.
Kurcze ja wiem, ze my nie mozemy byc razem i w sumie to rozumiem ale mam jakis problem, zeby pogodzic sie ze stratami, nawet tymi co sprawiaja mi bol. Bo kazdy czlowiek ma plusy i minusy. Ale pomimo tego, ze to rozumiem to nie potrafie pozbyc sie tych napadow paniki.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
02 maja 2011, 15:12

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy).

przez agan82 03 maja 2011, 19:27
rozowapantrea napisał(a):Witajcie,

pisze poniewaz potrzebuje pomocy. Rozstalam sie z partnerem i nie umiem sobie z niczym poradzic a w sczegolnosci ze soba. Mam nerwice lekowa wiec teraz napady paniki mam co pare godzin:( ciagle placze. Czuje sie taka niedowartosciowana. Cale poczucie wlasnej wartosci budowalam na partnerze a nie na sobie. Boje sie co teraz ze man bedzie albo, ze nigdy nie pozbede sie tych atakow a ja chce normalnie zyc.


-- 03 maja 2011, 19:29 --

http://zenforest.wordpress.com/2008/02/ ... od-innych/
Przeczytaj to i zobacz jak nieswiadomie uzalezniamy swoje szczescie od drugiego człowieka zamiast szukac go w sobie
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 10:53

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Natalia123 03 maja 2011, 19:39
rozowapantrea napisał(a):ale mam jakis problem, zeby pogodzic sie ze stratami, nawet tymi co sprawiaja mi bol


Poruszyłaś sedno patrzenia na świat osoby z nerwicą. Otóż, w nerwicy zawsze musimy mieć wyjście awaryjne, zawsze musimy mieć możliwość "cofnięcia się". Jednak w życiu bywa różnie, rozstajemy się z miejscami, rzeczami, pracą, także z ludźmi. Czasem na zawsze. Nie możemy tego cofnąć. Z ludźmi jest o tyle ciężej się rozstać, że przywiązujemy się do nich, nierzadko kochamy ich. Nasze emocje "pracują", szczególnie w związkach damsko-męskich. Kobieta z nerwicą pokłada wszelkie nadzieje w partnerze, wszystko mu oddaje, zawierzając na 150%. Jest to podejście jak najbardziej błędne, ponieważ po pierwsze, nie każdy na takie zawierzenie zasługuje, po drugie, często angażujemy się przedwcześnie bo nasze emocje nie są jeszcze dobrze uporządkowane. Myślimy, że relacja z kimś uzdrowi nas, poprawi nasze samopoczucie, nada sens i zmotywuje. Gdy jej zabraknie lub gdy nieoczekiwanie się urwie, popsuje, czujemy się gorzej niż przed wejściem w nią. Nie zawsze ale bardzo często kobiety z nerwicą są wykorzystywane, czy to psychicznie czy w najłatwiejszy sposób czyli emocjonalnie, są zdominowane przez partnerów, bez których nie mogą żyć. Nerwica bowiem utrudnia nabrania dystansu, obniża samoocenę, sprawia, że robimy wszystko by danej relacji nie utracić, jaka by ona nie była. Utrata jest gorsza niż cokolwiek. Dlatego też kobieta w takim związku często poniża się, to jej zależy, to ona zabiega, to ona drży o kolejne dni. I często mężczyźni to wykorzystują.
Moja rada jest taka: najlepiej poczekać z wchodzeniem w kolejne relacje do momentu osiągnięcia większej stabilności emocjonalnej a jeśli już w relację wchodzimy to najlepiej, o ile to możliwe, zachować dystans dopóki danej osoby lepiej nie poznamy, budować relację metodą małych kroczków, wówczas trudniej o zranienie. Dobrze też budować sobie własne cele w życiu, rozwijać swoją wysoką samoocenę ale tak by nie była ona od kogokolwiek uzależniona. Dopiero wtedy możemy wejść w relację na "równych zasadach", posiadając umiejętność asertywnej obrony własnych praw, nawet za cenę zakończenia związku bez większych zranień. Uważam, że jeśli związek nie przetrwał, jeśli mężczyzna o nas nie powalczył - po prostu nie był nam pisany. W nerwicy nie widzimy wielu negatywów, wybielamy innych biorąc winę na siebie. Dopiero po jakimś czasie, gdy stać nas na bardziej trzeźwą analizę, dziwimy się jak mogłyśmy wpakować się w coś takiego. Skoro takie błędy popełniają osoby bez nerwicy, cóż dopiero kobiety nią dotknięte. Głowa do góry! Świat jest piękny a każda z nas posiada niezbywalną wartość :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
01 maja 2011, 21:36

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez rozowapantrea 03 maja 2011, 21:26
dziekuje kochani za wasze posty, milo mi bardzo, ze piszecie. Czuje sie tak podle, ze kazdy przejaw ludzkiej zyczliwosci to dla mnie bardzo wiele.
Js mam to wiedze, ze nie mozna budowac swojego szczescia trybem pasozytniczym, tak jak ja to robie. Zawsze kiedy konczyl sie jeden zwiazek ja juz przeskakiwlam na nastepny i nigdy nie dalam sobie chwili pomyslec, dlaczego akurat wybieram takich parnterow albo czego ja wlasciwie chce. Dopiero terapia mi to uswiadomila, ale teraz po tylu latach zwiazkow, nie radze sobie z samotnoscia hmmm moze nie tyle z samotnoscia co z brakiem swiadomosci, ze jest ktos co zrobi dla mnie wszytko:(
Wiem, ze musze zaczac sama zyc i sama budowac swoje szczescie, na terapii tez mowiono, ze najlepiej dla mnie bedzie jak bede pare miesiecy sama. Od 9 lat nie bylam sama, ciagle ktos byl obok mnie, kogo moglam wykorzystywac a teraz . . mimo tej wiedzy i swiadomosci, nie umiem pozby sie tych atakow, jakby nie one to moglabym spokojnie dalej zyc.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
02 maja 2011, 15:12

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Natalia123 03 maja 2011, 21:38
To nie jest wykorzystywanie. To po prostu rozbicie emocjonalne, które powoduje, że musisz być z kimś. "Naturalna" oznaka kobiecej nerwicy :)
Przez to krzywdzisz nie jakiegoś faceta tylko siebie. To kobieta z nerwicą potem cierpi, nie facet. Zapamiętaj.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
01 maja 2011, 21:36

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez KeithRichards89 04 maja 2011, 17:00
Hmm... Jak wygląda mój atak i jak sobie radzę: To drugie byłoby prostsze. Nie radzę sobie. Ale walczę i próbuję.
Wygląda to zupełnie nieschematycznie, że tak to ujmę. Zazwyczaj jest to jednak poprzedzone gwałtownym spadkiem nastroju... Ale nie w każdym przypadku. Najgorszy dla mnie moment, to ten w którym odczuwam wewnętrzne drżenie w okolicach mostka, w środku klatki piersiowej, okolice przepony. Chociaż to raczej nie jest atakiem, lecz objawem trwającym długo po ataku. Straszne. Nie potrafię tego zlokalizować ręką, a czuję to w sobie. Sam atak to najczęściej jedna wielka duszność. Trudno się oddycha. Drżenie rąk, nóg... bardziej wyczuwalne niż widoczne. Fala gorąca. Zamykam się w swojej głowie. Często płaczę. Niestety jestem dość wrażliwy. No okej, przewrażliwiony. I łzy wcale nie pomagają. Od tego raz dostałem nawet zapalenia spojówek. Towarzyszy temu również "uczucie" dziwnego bicia serca, wtedy łapię się w okolicach piersi i uspokajam troszeczkę czując że bije normalnie. Jestem na granicy łączenia tego w parę... Skutki są widoczne, przyczyny nie. Pomimo tego, że prawdopodobnie to przez relacje z moją matką, bo dzieje się tak po awanturach, kłótniach, a ona sama inaczej postrzega rzeczywistość, w samym momencie ataku ucieka gdzieś racjonalne myślenie i pojawia się myśl, że coś z moim ciałem nie tak, że umrę, że to jakaś choroba. Nie jest to hipochondria. Po prostu obawa, lęk... A może jest... W każdym razie lekarka stwierdziła, że nie jestem hipochondrykiem. Jak sobie radzę. Psychoterapeuta kazał mi się temu poddać, zaakceptować te objawy, ale wtedy to wszystko się nasila, więc staram się robić cokolwiek innego w danym momencie (dopiero niedawno się nauczyłem bo wcześniej wchodziłem pod kołdrę i leżałem bez ruchu). A ostateczności biorę xanax, neurol czy jakiś inny alprazolam jaki mam. W dawce najczęściej 1.5 mg. Wtedy mija. Ale zostaje cholerne wewnętrzne i zewnętrzne drżenie, jakiś niepokój itp itd... I tak żyję..
Życie zaskoczyło mnie tak bardzo, gdy okazało się, że to, co przezwyciężyłem, po prostu schowałem najgłębiej jak tylko mogłem...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
26 mar 2011, 21:46
Lokalizacja
Katowice

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 30 gości

Przeskocz do