Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez fabio9 27 maja 2010, 22:34
Słuchajcie wszyscy. Nie ma co wyszukiwać sobie chorób. Ja już przechodziłem w głowie Raka Płuc i dzieki temu rzucilem palenie:P potem guz mózgu po stwardnienie rozsiane.:D nie dajmy się zwiariować naszej chorej główce. Poprostu jeśli uważacie że coś wam dolega idzicie do lekarza i podajcie tylko same objawy a i nie mówcie że myślicie że coś tam bo was poprostu na miejscu lekarz "wysmieje" i powie że to nerwica. Poprostu trach skierowanko badania. To taka rada dla wszystkich. A przedewszystkim nie bać się bo wam nic nie jest, a i zachęcam do korzystania z porad i wizyt u lekarza psychiatry. Sam kiedyś uważalem że to dla czóbków ale naprawdę wam pomoże a przedewszystkim przepisze coś na "fazę" po której poczujecie sie lepiej;). ELO:)
"Mroczny pasażer ze mną jedzie, siedzi obok choć tyle pustych siedzeń"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
10 maja 2010, 22:10

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez jolanta 1985 28 maja 2010, 09:56
czesc nie wiem czego ten lek dotyczy napewno nie chorób bo juz wiem ze nic mi nie jest .moze to glupie ale jestem od niedawna mezatka i wiadomo ze czas pomyslec o rodzinie boje sie ze sobie nie poradze chodzi o dzieci nie jestem gotowa jeszcze.problem w tym ze moja mama zmarla jak bylam malutka nawet jej nie pamietam i caly czas gdzies podswiadomie brakowalo mi jej tylko ze mialam szkole kolezanki i nawet o tym nie myslalam a teraz mieszkam daleko od domu i praktycznie nie mam tu nikogo mysle ze stad ten lek obawa przed samotnoscia moze ciagle praca dom praca dom .poza tym mialam mnustwo stresu przez dluzszy czas to mnie dobilo nie umiem sie odnalesc w tym wszystkim .wszystko kreci sie wokol pieniedzy czlowiek zaczyna sobie wszystkiego odmawiac.troche taki nacisk kladzie tesciowa bo zawsze powtarzala ze pracujemy a nic nie widac a ja sie naprawde staram.teraz po slubie naprawde duzo zrobilismy i wreszcie to zauwazyla tylko nie widzi ze doprowadzila mnie do nerwicy.nie chce opisywac co sie stalo ale przez ta osobe zylam w ciagly stresie probowala rozwalic nasz zwiazek w zazdrosci o syna i powiedziala za duzo rzeczy ktore wzielam sobie za bardzo do siebie a teraz ja musze zrzucic z siebieten ciezar tylko nie wiem jak.do tego coraz bardziej tesknie za domem za tym co bylo ciagle wspominam dawne czasy.jest mi ciezko nic mnie nie cieszy jak dawniej ja biegiem szlam do pracy a teraz wyjscie z domu to niechec i lek i placz .panika drzenie rak i koniec bez lekow nie wyjde.napewno jest cos jeszcze czego sobie nie uswiadomilam zebralo sie tego napewno duzo w mojej glowie przez cale zycie ale nie zdawalam sobie sprawy ze az tak bardzo.moim marzeniem jest wygrac z ta nerwica i wyjsc bez leku z domu umowic sie ze znajomymi na piwo i zobaczyc jak moj maz sie cieszy ze juz mi przeszlo bo mi go zal ze patrzy na moje zachowanie.mam wspanialego meza naprawde a czuje ze jest nieszczesliwy bo widzi jak mnie wszystko meczy.wiem ze jak wychodzi zapalic to placze i bo kiedys jak bylismy na weselu i przesadzil z alkocholem to mi sie zwierzyl non stop patrzyl mi w oczy i mowil ze mnie kocha i ze chce juz miec dziecko.tylko ze ja nie jestem gotowa poprostu sie boje czasami to juz nie wiem czego.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
27 maja 2010, 00:27

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez fabio9 29 maja 2010, 00:07
Jolu może warto jest zaryzykować i zdecydować się na dzidziusia:). Napewno wtedy odkryjesz w swoim życiu nowy cel, i twoje starania zaczną cię cieszyć. A co do tej pogoni za pieniędzmi to rozumiem cię doskonale jak chyba każdy. Jestem w tym samym wieku co ty i tak samo czasami myśle mam takie poczucie że niczego nie osiągnąłem, ale to nie jest do końca prawdą, bo trzeba się cieszyć i zauważać nawet te najmniejsze rzeczy. A sam fakt że żyjemy teraz w takich czasach zupełnie nieprównywalnych do tych w jakich żyli nasi rodzicie czy też twoja teściowa.Teraz nie dostaniesz domu czy mieszkania zakładowego, ale to nie powód do rozczarowań. Dla twojego męża jak widzisz nadal jesteś najważniejszą osobą , więc główka w górę:). A na jakieś takie myśli sceptyczne dobrze jest posłuchać ulubionej muzyki powspominać te dobre czasy.. mi to pomaga i często też odwiedzam znajomych rozmawiamy sobie przy piwku etc. i życie jest nadal piękne:)!
"Mroczny pasażer ze mną jedzie, siedzi obok choć tyle pustych siedzeń"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
10 maja 2010, 22:10

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez jolanta 1985 29 maja 2010, 10:45
wiem czasami mysle ze naprawde potrzeba nam dziecka ze nasz dom jest pusty ale jak znow ta nerwica kiedys wroci i ja znow sie zalame ciezko jest zajac sie samym soba w tej chorobie a co dopiero dzieckiem ja chyba boje sie miec dzieci by ich kiedys nie zostawic tzn boje sie choroby tak jak moja mama zmarla zostawila mnie kiedy mialam nie cale 6 lat.do tej pory nigdy tak o tym nie myslalam .poprostu wydawalo mi sie ze sie ztym pogodzilam az do wesela kiedy tesciowa zaczela nas rozdzielac i walczyc o syna zrozumialam ze nie ma mnie kto bronic ze gdyby zyla byloby mi lzej w tej trudnej chwili za duzy ciezar spadl na mnie nie wiedzialam co robic jak sie zachowac bylo mi baaaardzo ciezko
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
27 maja 2010, 00:27

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez xr1 30 maja 2010, 01:29
siema witam, trafiłem na stronę szukając info na temat 15686. choroby która mnie toczy:) przerabiałem sporo, kolejne "sporo" przede mną. obecnie rozkminiam przewlekły zespół płucno - sercowy, o coś w ten deseń. wcześniej miałem raka, wylew, zawał, zapaść, nadciśnienie, niedociśnienie, arytmie, 150 innych chorób serca, miażdżyce... w pyte! a zaczęło się niewinnie, chyba jak u każdego. od kilku lat mam jedną stałą playliste loopoujących się ataków; najczęściej zawroty głowy, kołatanie serca, lęk przed śmiercią, czasem uczucie tej jebanej arytmii, czasem wysoki puls, czasem brak pulsu (wiem to głupie, ale za każdym razem daje nieźle popalić kiedy nie jestem pewny czy mi bije serce haha), skurcze, drętwienia, duszności, łapie tlen w płuca wydając dźwięk kopary na budowie - no stąd ostatnio moje podejrzenia bezdechu sennego, ale podobno nie chrapie, dlatego teraz jak mi ciężko oddychać wpadłem na pomysł zgłębienia zagadnienia jakim jest przewlekły zespół plucno-sercowy no i jestem na etapie przyswajania go. czekam aż pojawią się objawy tego gówna co by za parę dni się śmiać z tego:) aczkolwiek wcale nie jestem pewny, bo nie badałem się w tym kierunku. tzn już nawet mi się nie chce. ze 3-4 lata temu robiłem EKG, echo serca, nawet Holtera i nic. (o /cenzura/ ale mi się zrobiło duszno w tym momencie, chyba umieram!!). potem próbowałem się przyzwyczajać do moich przypadłości raczej-nie-zacnych. przez ten czas odwiedziłem 150 lekarzy. w styczniu po bardzo ciekawej rozmowie z moją ciotką - hipochondryczką, doszedłem do wniosku, że mam za duży kałdun! no to dobra, nigdy nie uprawiłem sportów oprócz grania na instrumentach i siedzenia na ławce, ale nie ma tragedii. 4 miesiące temu zrobiłem ponownie badania krwi, wszystkie możliwe, wybuliłem ze 4 stówy - i NIC, jestem zdrowy jak ryba! nawet cholesterol mam spoko (no jedynie lekko podwyższona hemoglobina), no bo w końcu coś tam się ruszam i nie mam jakiejś super nadwagi, może ze 3-4 kg haha. potem poszedłem do kardiologa, osłuchała mnie, ogarnęła starsze badania, ogarnęła nowsze badania. dała mi Betaloc, śmieszną dawkę 12,5 mg, żeby tylko zablokował mi jakąś tam noradrenalinę, co bym się nie denerwował. a no i ciśnienie górne miałem trochę podwyższone, ale to dlatego, że dostaję białej gorączki i ataków lęku jak jestem u lekarza - nie był to jakiś hardkor bo 140/73 (zwykle mam bardzo dobre ciśnienie). teraz mamy maj, ja od dwóch dni sobie wkręcam że znowu mam coś z sercem albo z kręgosłupem. fakt mam krzywy, ale od kiedy na stronie było napisane, że od jakiejś tam wady kręgosłupa można zaliczyć wyżej wspomniany zespól płucno-sercowy - ja oczywiście cierpie na to. od paru godzin ;) a właściwie od dwóch dni. jak siedzę i rozmyślam nad tym to fakt, fatalnie się czuję. ale kiedy się za coś biorę i zapominam, to przechodzi. ale lęk przed tym gównem, czy chociażby śmiercią jest silniejszy. myśle czy znowu nie iść zrobić EKG, bo może tym razem serio jest coś nie tak? haha, to już się śmieszne zaczęło robić. może serio zacznę zarzucać jakieś prochy. od paru lat jestem totalnie wyłączony z życia. alkohol w ogóle przestałem pić, rzuciłem fajki, ganje. pracuję w domu bo lipa jak przy ludziach wkręcam sobie jazdę lękową, wtedy wyglądam jak debil. jak gram z zespołem gdzieś w klubie czy nie daj pan-szatan na festiwalu to konam. i tak ograniczyłem to do minimum chociaż jaram się graniem, ale nie daję zwyczajnie rady. kiedyś zajebałem za namową ziomka lsd co by odpłynąć i nie myślec o tym, ale o ile przyzwoicie idzie basowanie z palca, tak slap jest nie do ogarnięcia na kwasie. więc więcej razy nie praktykowałem tego. no i co, siedzę tak tu sam jak palec, w grę nie wchodzi żadna bibka, jestem obstawiony sprzętem i instrumentami co by pracować w domu, piję /cenzura/ wodę i myśle czy nie zejdę tej nocy. a spać pewnie pójdę dopiero koło 5-6. w sumie nie żaliłem się nikomu bo nie mam tego w zwyczaju, ale kiedy mi panna powiedziała nie dalej niż 2 miesiące temu że nie może na mnie patrzeć bo wyglądam jakbym nie żył od miesiąca i zachowuje się jak kretyn (co najlepsze wcale o tym z nikim nie gadam, po prostu to jest tak bardzo widoczne) i że ona już dłużej tego nie ogarnie, pomyślałem: /cenzura/ ALE BIJACZ!... a tak na serio, że faktycznie coś jest nie tak. więc na razie się kisze i po raz pierwszy wypluwam moje pojebane jazdy na klawiature. a co tam u Was?!;)
xr1
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
30 maja 2010, 00:48
Lokalizacja
Warszawa

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez kasja 30 maja 2010, 09:46
też tak miałam około 13 lat temu ,w końcu poddałam siei poszłam do psychiatry i zyje w miare normalnie, mam leki które mi osobiście pomagaja.pracuje, mam rodzine, pokończyłam studia a było bardzo żle i czasami też mnie jeszcze dopada szczególnie w tłumie ludzi i z dala od domu ale jest lepiej, da się jakos życ, masz klasyczne objawy nerwicy lękowej,zrób cos z tym.pozdrawiam
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
18 sty 2009, 11:17

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez fabio9 31 maja 2010, 22:37
Ale dzisiaj miałem zrypany dzień:/. Non stop ten ból w klatce i w plecach, teraz na wieczór jeszcze żołądek. Znowu się myśli dziwne włączają. A to wszystko zasługa dzisiajszych zakupów eeehh cholera nie wiem może pójdę znów do lakarza a moze do piątku dam rade wytrzymać bo muszę iść do doktorka po dalszą partie leków. Ku**a normalnie z żyć się odechciewa z tym sukinsyństwem. A jutro jeszcze trzeba wstać wczesniej niż zwykle... Już sam nie wiem czy coś mi dolega to śmieszne bo robilem badanie 2msc temu ale chyba pojdę dla mojego Chorego-Świętego Spokoju:P .Co mi tam najwyżej Witaminki w aptece kupię. :)
"Mroczny pasażer ze mną jedzie, siedzi obok choć tyle pustych siedzeń"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
10 maja 2010, 22:10

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez jolanta 1985 03 cze 2010, 20:31
ja tez mam problemy z zoladkiem non stop chodze do lazienki.wogole mam juz dosc do tego deprecha totalna
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
27 maja 2010, 00:27

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez anna87 03 cze 2010, 22:26
Witam,
Mam nerwice lękową i mam tak samo jak piszecie, boje tzn. balam sie wchodzic do kosciola, tramwajow, autobusow itd itd KOSZMAR teraz ucze się z tym życ, mam leczenie farmakologiczne, i po roku leczenia stwierdzilam ze to mi nie wystarcza i zapisalam sie na psychoterapie .... i SUPER normalnie pracuje, jezdze pociągami, tramwajami, i busami, autobusami wchodze do kosciola, wiadomo za kazdym razem sie denerwuje i mam "te" objawy ale za kazdym razem mniej, i czuje ze powoli mi wszystko "znika". Jesli bedziecie uciekac, unikac tego to bedzie to w was narastac. Bardzo dobrze wiem jak to jest .... kolejnym moim ruchem będzie zapisanie sie na kurs Salsy :), bo przez ta chorobe odcielam sie od ludzi, zrezygnowalam ze studiow, z zycia towarzyskiego, znajomi sie odwrocili ode mnie, czesto mnie nie rozumieli, w koncu zostalam sama. "boje" sie ludzi, tzn denerwuje sie strasznie w kontaktach, caly czas mi sie wydaje ze ta druga osoba mysli o mnie "ze jestem brzydka", ze jestem gruba itd itd. kolejnym moim krokiem bedzie kurs salsy, strasznie sie denerwuje ze zemdleje, ze mnie nie zaakacaptuje bo bedzie widac moje spiecie itd. ale jednoczesnie wiem ze jak sie nie rusze, nie pojde zrezygnuje "to sie cofne" a chce sie tego gowna pozbyc. Bo to strasznie utrudnia zycie, dlatego nie unikajcie takich sytuacji, zemdlejecie to zemdlejecie pamietajcie ze nie jestescie sami i zawsze wam ktos pomoze :) w takich chwilach koncentrujcie uwage na czyms innym, liczcie ludzi itd.
ok to chyba narazie na tyle :) pozdrawiam serdecznie
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
03 cze 2010, 22:14

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez mm_ 10 cze 2010, 08:49
Podobnie jak Wy bałam się wejść do kościoła, autobusu, zatłoczonych pomieszczeń, kiedyś uciekłam z koncertu-przeraził mnie otaczający tłum.... Kilka razy zemndlałam albo zrobiło mi się słabo w takich miejscach i potem długo bałam się że to się powtórzy. Do tej pory nie lubię ciasnych tłocznych pomieszczeń. Niedawno byłam w takim miejscu gdzie dużo osób siedziało na krzesłach, myślałam że nie wytrzymam przez ten czas...a no i w takich sytuacjach stresowych zaczynam nerwowo ślinę przełykać. Często mam też problemy żołądkowo - jelitowe. Ciągle boję się, że dopadną mnie np. podczas badań, jakichś imprez itp...a ja nie będę mieć na to żadnego wpływu...W lecie bardzo się pocę (zaburzenia hormonalne) i w takiej sytuacji boję się, że zrobi mi się słabo bo się odwadniam a wtedy zaczynam się jeszcze bardziej pocić...wtedy chodzę ciągle osłabiona.
Unikam też imprez gdzie jest tłoczno: wesel, sylwestrów...
Masakrycznie boję się też wszelakich zabiegów lekarskich...jestem w stanie zwiać dosłownie sprzed drzwi - co niestety już mi się zdarzyło...

Czasami mam już tego dość...Dobrze że jest to forum gdzie można podzielić się doświadczeniami, bo przecież jest nas dużo z nerwicą a jest to wciąż temat tabu.
Powiem Wam jedno, żadna nerwica nie bierze się bez przyczyny, tylko czasami ta przyczyna nie jest uświadomiona...To jest moje zdanie na podstawie własnego życia i swoich doświadczeń.
Avatar użytkownika
mm_
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
07 cze 2010, 14:56

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez roberto120 11 cze 2010, 08:04
Widzę że u was w zdecydowanej większości panuje lęk paniczny tzn. że w ciągu dnia dajmy na to w domu jesteście spokojni a w momencie jakiejś sytuacji tj kościół, autobus itd odczuwacie silny atak lęku? U mnie to wygląda trochę inaczej. Mam stresa przez cały dzień może tylko nie z rana, jak się budzę to się zastanawiam co mi k.rwa odjebało że się tak męczę codziennie. No ale potem przychodzą jakieś myśli o sytuacjach związanych ze mną wśród ludzi i zaczynam się cały dzień denerwować serce i głowa boli mnie ciągle boli od 2 miesięcy. Mam również jakieś takie dziwne zachowania braku pewności siebie i przestraszenia wśród ludzi, o ciągłej derealizacji nie wspomnę, lecz to według mnie bierze się z tego że na co dzień jestem nie spokojny. Też ma ktoś tak z was czy ja jakiś odmieniony jestem? Dodam tylko że wcześniej byłem osobą bardzo pewną siebie i nigdy nie odczuwałem lęku w stosunku do innych osób. Znam podłoże tej nerwicy, jest ono związane z konkretną sytuacją, ale nie wiem jak sobie radzić z tym bo czasami jestem w takim stanie, że ,,leże na glebie" i nic nie mogę zrobić.
Zaastanawiam się od czego zacząć bo czuję że niekiedy sama psychoterapia pomoże gdyż w momencie gdy coś pomyślę o sytuacji która wywołała tą nerwicę momentalnie mi przechodzi na jakiś czas, czuję że sam mogę zwalczać te lęki, natomiast gdy jestem w fatalnym stanie czuje się okropnie dochodzi mi do tego jakaś deprecha i czuję że bez leków to nie ma bata.
Stąd moje pytanie do was. Jak wy sobie radzicie z leczeniem? Co wam bardziej pomaga psychoterapia czy leki? I co zrobili byście na moim miejscu? I czy to prawda że po leczeniu farmakologicznym lęki wracają?
roberto120
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez mm_ 11 cze 2010, 14:56
Ja czasami też mam stresa w dzień jak sobie pomyślę o jakiejś trudnej sytuacji społecznej i zanim ona faktycznie nastąpi bywa że jestem już nerwowo wyczerpana samym myśleniem o niej. Ja tez znam podłożę, wiem skąd to się u mnie wzięło ale jakoś sobie dzięki temu nie poradziłam.

A leki, hmm...pozwalały przeżyć najgorszy lęk ale one nie są wyjściem...
Avatar użytkownika
mm_
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
07 cze 2010, 14:56

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez roberto120 11 cze 2010, 17:07
A powiedzcie czy wy w większości mieliście tak, że w pewnych sytuacjach to już od dzieciństwa mieliście problemy ze swoimi lękami? Bo ja to zawsze byłem faighterem nigdy się nie bałem kontaktów z ludźmi, zawsze tylko czekałem na jakieś spięcia bo podświadomie wygrane sprawiały mi dużą satysfakcje a teraz to istna masakra kompletnie wszystko o 180' się przewróciło.
roberto120
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez halenore 11 cze 2010, 22:38
Cześć.
Też byłam kedyś nie do zdarcia.Ciężko żyje się z myślą,że nia masz takiego powera jak kiedyś...
Chyba zacznę tu pisać,bo brakuje mi miejsca i ludzi,z którymi mogłabym o przykrym doświadczaniu lęków pogadać.Nie jestem w "grupie poczatkującej",więc wymyślanie sobie nowych dolegliwości mam za sobą.Już na wszystko chorowałam :smile: Teraz jestem chyba na etapie złości na to,że irracjonalny lęk istnieje i że przytrafił się właśnie mnie.No może nie jest taki do końca irracjonalny.Kurde miałam świetne 1,5 miesiąca,a teraz znowu klapa.Ciężko żyje się z tymi nawrotami,a ja z ich powodu dostaję szału.Człowiek nie może dłużej pocieszyć się wolnością od lęku i dobrym nastrojem,bo zaraz coś cię walnie...
My mother said to get things done.
You'd better not mess with Major Tom...
Avatar użytkownika
Offline
Natręt Gramatyczny
Posty
4811
Dołączył(a)
12 kwi 2010, 21:32

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 22 gości

Przeskocz do