Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez atena30 06 lut 2010, 22:38
Moniko 1974, zgadzam się z Tobą. Życie osobiste niewątpliwie ma ogromny wpływ na tę naszą nerwicę. U mnie myśl, że to może 9 lat pracy w szkole doprowadziło mnie do tego stanu pojawiała się, ponieważ dopadło mnie właśnie wtedy, gdy ustabilizowało się moje życie prywatne. Paradoks.
Mam kochającego męża - dość wyczekanego :) , swój dom, nieczego mi nie brakuje i teraz, gdy wreszcie mogę i mam powody, by być szczęśliwą - ja chodzę zmęczona, obojętna, obolała albo nerwowa. Nie lubię siebie takiej i bardzo chciałabym to zmienić. Zastanawiam się tylko czy jestem w stanie poradzić sobie sama...
Nie chciałabym brać żadnych leków, boję się uzależnić. A przed psychoterapią mam chyba opory - nie wiem czy chcę rozdrapywać i analizować przeszłość, dzieciństwo, choć dobrze wiem, że ono na pewno przyczyniło się do nerwicy. Myślałam, że mam już to za sobą. :(
Dobrze rozumiem też Twój perfekcjonizm :) wkurzają mnie okruszki na stole albo krzywo wisząca firanka. Gdy coś robię, np. przygotowuję lekcję na hospitację musi być do końca przemyślane, zaplanowane i jeszcze musi posiadać wyjście awaryjne na wypadej, gdyby poszło coś nie tak. Męczące, ale takie moje, że trudno to zmienić. :)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
03 lut 2010, 21:54

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 06 lut 2010, 22:51
Atena leki sa i takie, ktore nie uzalezniaja, co do psychoterapii, to naprawde trzeba trafic na dobrego psychoterapeute, bo jezeli wyrzucimy wszystko z siebie a on nie bedzie umial nas poskladac to moze sie nam bardzo pogorszyc.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 07 lut 2010, 00:12
ateno 30

Ktoś kto jest perfekcjonistą...chodzi mi o negatywne tego slowa znaczenie, ciągle sprząta, zbiera okruszki, sklada, musi miec błysk i posprzątane....to podświadomie układa na zewnątrz bo w środku jest niepoukładany. NIe bierz tego do siebie, ale coś w tym jest. U mnie to się częściowo zgadza, etapami mnie dopada.
Też moglabym uchodzić w oczach innych za szczęśliwą, ale niestety.....zeby móc o sobie powiedzieć,ze jestem szczęsliwa to chciałabym znać znaczenie tego słowa. Zawsze mi do szczęscia czegos brakuje. N Ie wiem, nie jestem pazerna, chciałabym móc cieszyc się dniem dzisiejszym, czesto zastanawiam się czego mi potrzeba na chwilę obecną, aby tak było......i nie wiem....
Czasami mi się wydaje,że nie ma takiej rzeczy, takiej sytuacji, nawet takiej osoby, która by to uczyniła. Albo jestem takim samolubem, egoistką,że nie dostrzegam i nie posiadam umiejętności cieszenia sie z małych rzeczy, albo błędnie pojmuję słowo "szczęście".
Miałam zycie prywatne....to na własne życzenie z niego zrezygnowałam.....zdaniem terapeutki nie do konca na własne życzenie....... Wobec drugiej osoby mam wygórowane oczekiwania.....a sama z siebie nie daję nic, albo z łaską.Wiele we mnie złości, to napewno.
Często zastanawiam się skąd u niektórych osób jest tyle radości, nawet u tych, którzy zostali dotknięci chorobami fizycznymi..... Czyżby dzieciństwo mnie tak ukształtowało?
Od 3 miesięcy chodzę na terapię psychodynamiczną, wcześniej były to sesje dwa razy w tygodniu, a od stycznia raz w tygodniu. Myślę,że terapeutka jest kompetentnym fachowcem, nieraz powątpiewam w terapię, nieraz dostrzegam,że mi otwiera oczy, różnie z tym bywa.
Jestem zmęczona ciągłą obserwacją siebie....zastanawianiem się co zmienić, co wybrac,żeby sobie polepszyć samopoczucie.
Wiesz........ja nawet nie potrafię się porządnie zrelaksować.Zamknąć oczy, poleżeć chwilkę nie skupiając się na niczym......nawet tego nie potrafię. Dobrze,że przynajmniej się wysypiam.
Trochę pomarudzilam, pewnie tez dlatego,ze przez ostatnie 11 dni mam potworne bóle głowy.Nie wiem czy to przez nowy lek, który właśnie biorę od zeszłego wtorku, albo od zmian pogodowych, czy moze od tego,ze cośsobie zaczynam uświadamiać. Nie umiem jeszcze zauważyc tej zależności. A moze to od napięcia....

Od kiedy zauważyłaś u sobie poczucie,że cos jest takie jakie nie powinno być? Chodzi mi o poczucie choroby.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez ameba123 07 lut 2010, 15:44
:smile: Witam. Mam 52 lata. Na depresje i nerwice lękową cierpię od 27 roku życia. Miałam w moim życiu taki okres , że lęki dopadały mnie i w kościele i w pracy, w pojazdach i na ulicy, również w domu. Nie ma na to reguły. Czasem jeszcze i teraz zdarza mi się poddać irracjonalnemu lekowi . Jednak można chociaż w części wyeliminować to dziadostwo ze swojego życia. Najpierw trzeba uświadomić sobie co jest przyczyną lęków ( na skutek czego one powstały). Potem znaleźć dobrego , zaufanego lekarza psychiatrę. Mądry lekarz znajdzie odpowiednie lekarstwa , które uciszą trochę nasze leki. Ale nie pokładajmy nadziei w samych lekarstwach. Konieczna jest tarapia pod okiem fachowców. Lekarz skieruje np . do odpowiedniego sanatorium albo na dzienny oddział psychiatryczny. Trzeba z tego korzystać jak najczęściej i poddać się sugestiom lekarzy i psychologów. Ono nauczą cię samowyciszenia, relaksacji. Nasz organizm poddaje sie samoleczeniu kierowanemu przez nasz własny umysł. Otaczajcie sie ludźmi życzliwymi, empatycznymi. Nie zamykajmy sie w sobie i wychodźmy do ludzi. Wchodźmy w życie małymi kroczkami i z każdym dniem coraz dalej. Nauczmy się żyć dla siebie , sobie sprawiać radość, akceptować siebie.
Ja to wszystko robię od lat a skutek jest taki , że coraz rzadziej sięgam po lekarstwa. Pozdrawiam.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
07 lut 2010, 15:24

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez BB1 07 lut 2010, 16:20
Witam :) Mam takie pytanie. Nie jest to atak lecz bardziej jak tik nerwowy czy coś podobnego. Od 6roku życia (lub troche mniej lub więcej) jak byłem sam i siedziałem lub wieczorem leżałem "bawiłem się" palcami obu rąk - wyglądało to tak że palce obu rąk jakby się drapały po końcówkach, wiem że trwało to dość długo bo chyba aż do 15-16 roku życia. Czego to może być przyczyna ? Mieliście/ macie coś podobnego ? Zaznaczam, że nigdy nie byłem u psychologa a nerwica lękowa to tylko moje przepuszczenia. Swoją historię napisałem w postach, jak ktoś by miał ochote to może przejrzeć jest ich nie wiele. ;)

Monika1974; jak z Twoją medytacją ? pytałaś mnie się w temacie o medytacji czy możesz jej się sama nauczyć. zrobiłaś coś w tym kierunku ?? Ja zaczynam medytacje teraz od podstaw, bo je wcześniej pominołem. Jak narazie nauczyła mnie żyć chwilą obecną i koncentracją, jestem zadowolony że zacząłem medytować :D Zrób to dla mnie ;) zacznij medytować.
Avatar użytkownika
BB1
Offline
Posty
223
Dołączył(a)
04 gru 2008, 18:41

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez milky5 07 lut 2010, 22:28
dobrze wam ze nie macie naglych atakow :-| jak ja bym chciala tego nie miec wtedy i leki by mi minely bo zaczely sie jak dostalam kilka atakow pod rzad ...i od tego czasu stale sie boje lub podswiadomie mysle zeby tylko nie dzis nie teraz...wrrrrrr :mrgreen: a jak cos poczuje cokolwiek to zaraz mysle..aha nadchodzi pewnie...co niekoniecznie sie konczy atakiem ;)
"NIGDY, NIGDY, NIGDY NIE PODDAWAJ SIE" W.CHURCHILL

Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
25 sty 2010, 15:42
Lokalizacja
Londyn

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez marc3l 08 lut 2010, 00:13
Hej dziewczyny, bo przegladajac watek widze wiekszosc pan :) podobnie jak agusiaww biore Alventa, (75mg) juz ponad poltora roku, w sumie na poczatku bylo nie za tego, zawroty, glupie sny nienaturalne, nawet po ziolku nie maja niektorzy takich ale do rzeczy: biore juz dosyc dlugo ten swoj lek ale czuje sie mniej wiecej jak na poczatku zazywania, chodzi o to ze mam takie objawy, oprocz niby tych nerwicowych, ze siedze spokojnie i nagle w klatce piersiowej robi mi sie goraco, w tym samym czasie goraco to promieniuje dalej a z glowy jakby szedl impuls z mozgu, nastepuje zawrot glowy, w buzi robi sie mniej wiecej sucho i dretwo i jakbym rozgryzl 2-3 ziarenka mocnego pieprzu, wydaje sie ze zaraz zemdleje i ogolnie nie czuje sie dobrze, z tetnem jest roznie, czasem skacze cisnienie 110 na 190 czy tam odwrotnie :) ale nie zawsze, czesto przykladam paluchy do szyi i slucham, jest rownomiernie, ostatnio dokladnie co 7 dni mialem tak jakby czestoskurcz? w nocy okolo 2 godziny, za drugim razem kopsnelem sie na NPL nocna pomoc lekarska i doktorek wyslal mnie do szpitala gdzie posiedzialem 3 godziny, dostalem kroplowke i heja do domku, dodam ze EKG wychodzi w miare dobrze, juz mnie maja dosyc chyba :) zamierzam rzucic w cholere te proszki bo wydaje sie ze tak samo sa te ataki przed braniem Alventy jak i po 1,5 roku, a serduszko moze obciazone, mam wizyte do kardiologa umowiona, zobacze co powie, chociaz boje sie ze mnie zechce zbyc, gdyz te 1,5 roku temu bylem w szpitalu 5 dni gdzie zrobione mialem EKG, echo serduszka i konsultacja neurologiczna gdzie przyszla pani, badanie trwalo doslownie 3 minuty ( dotknij paluszkami do czubka nosa, ktora noge dotykam itp, itd) po czym stwierdzila nerwica a moze i depresja, nie wiem czy slusznie czy nie, ale juz 1,5 roku pakuje te proszki w siebie i nie wiem czy dobrze robie, okolo roku temu mialem rezonans w Aninie kolo WaWy, wyszlo ze nie ma zmian, wiec niby ok (bez kontrastu). Boje sie ze to z serduszkiem cos chociaz nigdy nie mialem z nim klopotu a juz stara dupa ze mnie (35 lat), na rowerze w cieple dni spokojnie smigam 40-50 km co drugi dzien i nie bylo zadnego problemu, wiec co radzicie dziewczyny? Mialem Holtery w szpitalu, cisnieniowy i serduszkowy ale w warunkach szpitalnych wiec nie wiem po co, bo lezalem w wyrku cala dobe. Ogolnie w szpitalu dali mi za duzo proszkow na zmniejszenie cisnienia i juz pierwszej nocy mieli problem bo z kibla sam nie wrocilem tylko wyrznelem na korytarzu, bo po tych prochach mi zjechalo cisnienie, nawet na karcie nie napisali bo sie chyba wstydzili :) Humor mam, zawsze go mialem , z ludzmi lubilem zagadac i takie tam, dodam jeszcze tylko ze przed tym wszystkim schudlem 10 kilo w ciagu 1,5 miesiaca, czulem sie swietnie a potem jak mi sie te akcje zaczely dziac to w szpitalu jeszcze 2 -3 kilo ale to akurat rozumiem. No i co Wy na to? Pozdrawiam serdecznie, licze na kilka cieplych slow. Marcin
marc3l
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez atena30 08 lut 2010, 00:21
Moniko 1974
pytasz kiedy zauważyłam objawy choroby... nie pamiętam jakiegoś konkretnego momentu. To chyba działo się stopniowo i narastało latami. Nie miałam łatwego dzieciństwa - byłam najstarszym dzieckiem - "bohaterem", w rodzinie dotkniętej chorobą alkoholową ojca. Jesteś pedagogiem to wiesz jakie przyjmowałam role - zawsze samodzielna, maksymalnie odpowiedzialna, próbująca żyć normalnie, robiąca wszystko, by poza cztery ściany nie wyszło, że u nas coś jest nie tak, taka pozornie poukładana. Stąd pewnie ten mój perfekcjonizm.
Pierwsze problemy zdrowotne pojawiły się u mnie rok po śmierci taty - zmarł na nowotwór, a ja zaczęłam panicznie bać się tej choroby. Było to już prawie 8 lat temu. Od tamtej pory ciągle towarzyszy mi lęk przed rakiem, miewam takie okresy, że chodzę do różnych lekarzy i zaczynam się badać. Oczywiście zawsze badania wskazują, że wszystko jest ok. Lęk jednak jest. Podczas jednego z badań wyszło, że mam wrodzoną torbiel w głowie, maleńką, niegroźną, która rosła razem ze mną - od tamtej pory cierpię na bóle głowy, które zawsze wiążą się z lękiem, że może ona urosła, albo może to nie torbiel tylko guz. Zawsze byłam dość nerwowa, ale przypisywałam to bardziej swemu charakterowi.
To, że coś dziwnego dzieje się ze mną zauważyłam jakieś półtora roku temu. Byłam coraz częściej zdołowana, bez chęci do życia. Bez powodu wybuchałam. Głowa pękała mi od przeróżnych myśli, na niczym nie mogłam się skupić. Założyłam swój dom i zauważyłam, że mam obsesję sprzątania, chciałam być doskonałą panią domu, ale nie dawałam rady więc ciągle się wkurzałam. Pojawiły się jakieś dziwne lęki - przed wyjściem z domu, bo może się przewrócę na ulicy albo w pracy. Sprawdzałam zawsze przed wyjściem czy mam w torebce legitymację ubiezpieczeniową na wypadek gdybym trafiła z ulicy do szpitala. Czasem zanim wstałam z krzesła zastanawiałam się czy na pewno nie zakręci mi się w głowie i nie zemdleję, a ponieważ wstać w końcu musiałam robiłam to bardzo powoli, jakby czekając na upadek. I tak mogłabym jeszcze pisać i pisać.
Do tego doszły problemy w pracy - dostałam nową klasę a w niej bardzo trudnego ucznia, który chyba wyssał ze mnie resztki zapału i chęci nauczania a przede wszystkim zafundował mi ogromny stres, z którym zostałam sama. I tak to się wszystko na siebie ponakładało. Czułam już od jakiegoś czasu, że sobie nie radzę, że moja głowa tego nie ogarnia, że tracę kontrolę nad swoim życiem, ale nie rozumiałam samej siebie, nie wiedziałam skąd to wszystko. Tak naprawdę dopiero, gdy poczytałam wypowiedzi na tym forum uświadomiłam sobie, że to nerwica i szczerze mówiąc na razie jestem nią trochę przestraszona. Ale nie zamierzam się poddać.
A jak było u Ciebie? Rozumiem to Twoje zmęczenie ciągłą obserwacją siebie i wyciąganiem wniosków - tego właśnie boję się w psychoterapii.
Ale skoro daje ona jakieś efekty... choć ja nie jestem na razie zdecydowana. A trafiłaś od razu na dobrą terapeutkę?
Pozdrawiam :)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
03 lut 2010, 21:54

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez polakita 08 lut 2010, 11:37
marc3l, miałam bardzo podobne objawy do twoich, ataki, kręci mi się w głowie, czuję że zemdleję a może umrę, serce zaczyna bić szybko, czasem gula w gardle. U mnie to nerwica - na pewno. U ciebie wygląda to bardzo podobnie. Miałeś zrobionych już mnóstwo badań, na serce, tomograf, jeżeli z nich nic nie wyszło to naprawdę nie sądzę żeby tym razem wyszło... zbadać się oczywiście nie zaszkodzi, ale jak w przeszłości miałeś dobre wyniki tak pewnie teraz też będzie. Ciśnienie też może skakać od nerwicy, więc to nerwicę trzeba leczyć a nie wysokie ciśnienie.

Jeżeli natomiast chodzi o wagę to powinieneś zbadać hormony tarczycy: TSH, FT3, FT4, bo nagłe chudnięcie może mieć z tym coś wspólnego!
polakita
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez albina77 08 lut 2010, 14:30
Marcin,
ja podobnie jak Ty miałam zrobione wszystkie możliwe badania, bo wydawało mi się, że jeśli tak się źle czuję, to muszę być na coś chora :-) ale ku mojejmu zdziwieniu wszystkie badania wychodziły bardzo dobrze i każdorazowo słyszłam jest pani zdrowa jak ryba, żeby każdy miał takie wyniki itp. itd. Ja tak naprawdę "przeżywam" tą swoją nerwicę od 18 lat, tylko wcześniej nie wiedziałam co to jest, nie było tylu informacji na ten temat i nigdy nie zostałam skierowana do psychiatry....może i wyszło mi to na dobre, bo pomimo takiego stażu nie stosuję żadnych leków, no prawie żadnych - doraźnie jakieś ziołowe uspokajające. Jednak ataki mam, całkiem podobne do tych które opisujesz, nagły odpływ krwi, uderzenie gorąca, zawroty głowy, wrażenie umierania, ból w klatce piersiowej, zaburzenia widzenia i jeszcze mnóstwo innych, aż szkoda wymieniać....ale jak na razie próbuję walczyć z tym sama, nie wiem jeszcze jak długo wytrzymam....podczas ataku próbuję sobie cały czas tłumaczyć, że to tylko nerwica, bardzo to trudne, oj bardzo. Będę walczyła do końca, a Ty w związku z tym, że masz odczucie że lek nie działa udaj się do po jakiś nowy specyfik, może jakaś terapia? Życzę Ci dużo zdrowia. Trzymaj się!
P.S. ja w ostrej fazie w ciągu miesiąca schudłam 10 kg :-)
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
31 sty 2010, 12:38
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 08 lut 2010, 15:57
marc3l, na moje oko to bierzesz za mala dawke Alventa, skoro nadal masz atak lęku. Po 1) na co dokladnie dostales Alventa -jakie zaburzenie? Bo jezeli dostales na nerwice, to po dwoch m-c zazywania jezeli nie bylo poprawy, powinni Ci byli zwiekszyc dawke, takie jest postepowanie. Ja dostalam Alventa na nerwice i depresje, raz mialam atak w ciagu brania Alventa ale maly, w sumie tygodniowy (zawroty, bole glowy) ale przeszlo. Rozmawialam z moja psychiatra, i zostalysmy przy dawce 75 mg, wiesz nikt nie powiedzial ze jak bierzesz lek to atakow juz nigdy miec nie bedziesz. Dodatkowo Alventa podnosi cisnienie, twoj lekarz powinien Ciebie systematycznie badac (mnie akurat Alventa jeszcze obnizyla i tak niskie cisnienie) i ewwntulanie lekarz internista powinien Ci przepisac leki na nadcisnienie. Ja tez schudlam z 49 kg na 45 -jak zaczelam brac lek przytylam znowu :) i waze aktualnie 49 kg. Na serce kup sobie Kardiol-kropelki kosztuja ok 8 zł, jak czujesz ze Ci serce zacznie walic, czy bolec, wez sobie 10 kropelek na lyzeczke cukru, i polknij. Ja tak kiedys bralam na serducho, te krople sa na stany nerwicowe i pomaga. Czasami ale juz b, rzadko tez biore i pomaga.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez marc3l 08 lut 2010, 19:11
Dzieki za odzew, spiesze nadmienic :) ze Alvente dostalem w szpitalu, podczas tych 5 dni tam wlasnie spedzonych, po orzeknieciu przez ta sliczna mloda pania neurolog ( niekoniecznie orzekajaca wlasciwe diagnozy ), na silna nerwice i moze nawet depresja - to stwierdzenie pani neurolog,zadnych innych proszeczkow nie dostalem, piersze 2-3 tygodnie bylo nieciekawie jak juz wspomnialem, nasilone objawy, zakrecona glowa, dziwne mysli, nienaturalne sny, potem wydawalo sie ze jest lepiej i tak sobie to trwalo kilka miesiecy. Teraz mi doktor ta rodzinna, ktora mi przepisuje Alvente, powiedziala ze mi nie da nastepnej recepty jak nie pojde do psychiatry, ktory to ma orzec czy mam brac dalej czy nie. Wczesniej jak mnie rodzinna olewala i nie widziala 4 miesiace tonie pytala kto mi przepisal a teraz mi nie chce dac nowej recepty, malo tego, tylko raz i to przez moj upor wysepilem badanie na krew, LDLe, triglicerydy i takie tam. Najbardziej niepokoja mnie te napady goraca i to dretwienie przy tym konczyn, mrowienie, suchosc w buzi. Byl czas ze czulem sie super. Dodam ze bylem u okulisty i mam zapisane szkielka na stale ale przez te leki ostatnio (mamy - po udarze ponad 200 na miesiac plus moje) nie mam na kupno brylkow :) Moze u mnie to krecenie w glowie dodatkowo przez delikatny astygmatyzm prawego oczka? lewe troszke lepsze ale tez z pol dioptrii. Dodatkowo nie moge wyeliminowac tzw. zrodla zagrozenia jak ja to nazywam a uwazam ze jest ono kluczowe: czyli brak pracy juz 2 rok, stan zdrowia mojej mamy, brak kasy, nienajlepsze stosunki z sasiadami (blokowisko - jak mialem 15 lat i mowilem wszystkim dzien dobry to bylo ok a potem zaczelem miec swoje zdanie :)). Ech duzo by tego wymieniac, no i ostatnio tak mi sie zdaje te 2 czestoskurcze, przez kilka minut serducho wskoczylo na wysokie obroty, na tetnicy szyjnej puls w miare byl rowny ale szybki a serduszko ze 200 moze wiecej spokojnie mialo przez te 5-10 minut. Wiadomo ze przy tym doszedl strach. No i ma jeszcze bole glowy silniejsze z prawej strony, takie uczucie jakby glowa byla wieksza i ciezsza z prawej strony, np. przy podnoszeniu bani z rana do gory, oparty na lokciach jak zwalniam to napiecie zeby glowa mogla spokojnie opasc to mam w glowie taki trzask, czasem tez jak masuje glowe lub wycieram po kapieli, tak pocieram i mocniej nacisne u gory po prawej stronie to tez ten trzask, takie suche strzelenie mam, po lewej stronie nic sie takiego nie dzieje, skoro rezonans nie wykazal nic to skad to? Mam takiego lekarza na NPL ktory troszke mi pomogl i nie smial sie ze mnie ze nerwicowiec i nie olal, powiedzial ze raczej malo prawdopodobne zeby jakis guz byl i ze nie robi sie ot tak przez kilka miesiecy po badaniu, tez powiedzial ze to nerwicowe rzeczy. Ech mowie wam kochani, ciezko z tym zyc, nie mam nikogo tylko mame, no i ten strach ze zostane sie samiutki, wiecie jak to jest jak matka cale zycie byla ta jedyna osoba, taka prawdziwa, kochana. Moze i taki jestem przez to wychowanie matczyne, takie cieple kluseczki ale ogolnie dam sie lubic hihi. Moze jakies badania jeszcze zrobic, moze EEG bo nie mialem, nie wiem jak ugryzc doktora zeby dal na badanie przeplywu krwi w zylach Doppler. Na tarczyce postaram sie zrobic. Dziekuje serdecznie za rady i prosze o jeszcze, pozdrawiam.
marc3l
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 08 lut 2010, 21:50
marc3l, musisz koniecznie isc do psychiatry, z lekami bywa tak ze moga przestac dzialac, wiec albo Ci psychiatra powinien zwiekszyc dawke, albo zmienic na inny lek.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez polakita 08 lut 2010, 23:29
marc3l, to prawda nawet jak inni lekarze są fajni i mili to nikt tak się nie zna na nerwicy jak psychiatra, ja polubiłam tych psychiatrów których poznałam, są najczęściej rzeczowi i fachowi, więc naprawdę nie zaszkodzi się wybrać! Fajnie piszesz o sobie, jasne że problemy ze zdrowiem też są skorelowane z życiem i trudno być spokojnym skoro nie masz pracy, i inne problemy... może znajdziesz jakieś rozwiązanie?
polakita
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 37 gości

Przeskocz do