Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 05 lut 2010, 01:13
Ateno 30


Ja na początku choroby......poprostu poszłam na L-4, nie chciałam,żeby moi pracownicy widzieli mnie w takim stanie. Wróciłam po prawie 2 miesiącach do pracy.
Zarządzam przedszkolem integracyjnym. Teraz jest znacznie lepiej. Ale to jeszcze nie jest komfort 100%-owy.
Ja bardzo lubie swoją pracę, nie sadze,żeby miała wpływ na moje zaburzenia depresyjno-lękowe. Poprostu ostatni 2009 r. był dla mnie ciezki, dużo problemów natury zdrowotnej, osobistej.
Napewno z tej choroby można wyjśc, tylko jest to bardzo cieżka orka. Wymaga to systematycznego uczeszczania na terapię, wspomagania się lekami, pracy nad sobą.

Sprawdzone metody...to napewno zaakceptowanie choroby, nie walczenie z nią. Przypatrzenie się dlaczego mogła sie pojawić. Napewno przez emocje...te, które zostały stłamszone lub przez nas skumulowane. Złość powoduje w nas dużo konfliktów, zwłaszcza zlość kontrolowana. Nie wspomne już o frustracji czy poczuciu winy, ale te z kolei to przez nas projektowane odczucia. Niemożność radzenia sobie z problemami tkwi w dziecinstwie, teraz zbieramy plony.
Nauka nowych wzorców zachowania podczas terapii oraz uswiadomienie sobie konfliktów powoli wyprostowują nasze myślenie. Zdajemy sobie sprawę z tego z czego wcześniej nie zdawalismy sobie sprawy......czyli na jaw wychodzi to co nieuświadomione...........uruchamiają sie w nas nowe mechanizmy zachowań, wzorce....powoli powracamy do zdrowia.
To tak w skrócie.......napisałam to w oparciu o własne doświadczenia.
Jeszcze długa droga przede mną. Ale........uważam,że warto.

Tobie tego też życzę :-)
Monika.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez albina77 05 lut 2010, 13:34
Dziewczyny,
podziwiam Was, ja nie wyobrażam sobie pracy ani w przedszkolu ani w szkole.....jak sobie radzicie z atakami? Przecież nie możecie uciec z klasy zostawiając dzieci.
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
31 sty 2010, 12:38
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Megi79 05 lut 2010, 21:54
Właśnie też jestem ciekawa
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
05 lut 2010, 20:54

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 05 lut 2010, 23:13
Ja tez pracuje w szkole, i powiem Wam ze mialam okres fobii kiedy w ogole sie balam wchodzic do klasy, poza tym jestem psychologiem w szkole i czesto mam zebrania z rodzicami, np z 500-do 1000 osob. Czasami jest ciezko, ale odkad zaczelam sie leczyc jest ok. Biore leki, nie mam juz atakow, czuje sie bardzo dobrze :) W koncu mnie cieszy praca, znowu mi sie chce przebywac z dziecmi. W szkole pracuje juz 6 rok.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez milky5 06 lut 2010, 11:24
a jaki leki dostalas?
"NIGDY, NIGDY, NIGDY NIE PODDAWAJ SIE" W.CHURCHILL

Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
25 sty 2010, 15:42
Lokalizacja
Londyn

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez kasja 06 lut 2010, 14:39
ja gdy mam atak w pracy ale już teraz nie za często , to wołam moją pomoc do dzieci a ja do ubikacji i polewam nadgarstki i szyję zimna wodą. Najgorsz są wycieczki i wyjazdy wtedy tabletka pierwszej pomocy przy sobie obowiązkowo.
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
18 sty 2009, 11:17

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 06 lut 2010, 15:10
Milky dostalam Alventa 75 mg :)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez milky5 06 lut 2010, 16:50
agusia jak dlugo bierzesz i jest poprawa???
wlasnie czytalam na necie i pisze zeby nie zadlugo stosowac i sprawdzac cisnienie i cholesterol bo po tym moze wzrastac :roll:
ja dostalam sertraline tu w UK a przedtem z polski dali mi asertin czyli to samo
"NIGDY, NIGDY, NIGDY NIE PODDAWAJ SIE" W.CHURCHILL

Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
25 sty 2010, 15:42
Lokalizacja
Londyn

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 06 lut 2010, 18:03
Milky ja dostalam Alventa jest to najnowoczesniejszy w sumie lek, biore juz prawie rok. Dostalam go na zaburzenie depresyjno lękowe, bo oprocz neriwcy mam i depresje. Od tej pory moje wszystkie dolegliwosci minely, jest swietnie, wszystko mnie cieszy, nic mnie nie boli( w nerwicy mialam bole) wreszcie zyje normalnie. Waga utrzymuje sie w normie, nie tyje ani nie chudne, cholerestol w normie, reszta tez :) Jestem spokojniejsza, bardziej wyrozumiala dla dzieciakow, pracuje takze w gimnzajum i mam naprawde trudne przypadki, takze jest teraz o 100% lepiej.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez albina77 06 lut 2010, 19:50
agusiaww,
a jak ze skutkami ubocznymi? Jak je przeżyłaś, było strasznie? Ja to się boję brać lekarstwa, bo wydaje mi się że zaraz umrę itp. itd. (to oczywiście lęk).
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
31 sty 2010, 12:38
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez atena30 06 lut 2010, 21:13
Dziewczyny, a na czym polegają Wasze ataki np. w szkole? Mnie poza tym jednym razem, o którym pisałam nie zdarzyło się jeszcze poczuć aż tak źle, żebym nie mogła tego opanować. Najczęściej jestem po prostu poddenerwowana, mało cierpliwa, trudno mi się skupić na temacie, gdy w klasie między dzieciakami ciągle coś się dzieje, drażni mnie hałas, pobolewa mnie głowa i kręci mi się w głowie. Ale nie przybiera to formy jakiegoś silnego ataku w jednym momencie.
Czuję się czasem idąc korytarzem pełnym krzyczących dzieciaków jak na małym rauszu :) Byle jakoś dotrzeć do pokoju nauczycielskiego i schronić się przed wszystkimi bodźcami zewnętrznymi, a najlepiej, pójść już do domu. Nie zawsze też tak jest, bywają dni zupełnie dobre, tylko tych kryzysowych mam ostatnio coraz więcej. :(
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
03 lut 2010, 21:54

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 06 lut 2010, 21:13
Albina ja mialam na poczatku tzn przez dwa i pol tygodnia wszystkie skutki uboczne, wymioty, biegunke, zawroty glowy, bole brzucha, bezsennosc (nie spalam chyba z 6 nocy), i mase innych. Ogolnie jestem przeciwna lekom, i staram sie brac jak najmniejsze dawki, mialam do tego antydepresanta przepisany wspomagacz(Hydroxizyne) ale go nie wykupilam (wspomagacz jest po to by dalo sie przejsc latwiej te skutki uboczne). Jedynym skutkiem ubocznym ktory mi zostal, jest bezsennosc (dostalam do tego neuroleptyk 7 mg) i poty w nocy, ale sie zmniejszyly. Zarowno antydepresant jak i ten neuroleptyk sa lekami nieuzalezniajacymi :) Nigdy nie bralam lekow uzalezniajacych. Z atakami sobie radzilam za pomoca np lekow dostepnych bez recepty, itd, ale niestety mi niewiele pomagaly albo wcale.
Atena jak ja mialam atak to od razu mialam masakryczne zawroty glowy, bol z tylu potylicy i szybkie bicie serce, dodatkowo mi sie robilo slabo. W takich chwilach zazwyczaj siadalam i prowadzilam dalej lekcje. Bo co mialam robic -wyjsc nie mozna.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 06 lut 2010, 22:07
ateno 30

Ja teżnie mam ataków. U mnie jest to tzw. przewlekły stan nerwicowo-depresyjny. Źle się czuję w większości czasu podczas dnia. Boli mnie głowa, jestem poddenerwowana, rozytargniona, za szybko chciałabym zrobić wszystko naraz. Do tego ten mój perfekcjonizm...dobija mnie, chę nad tym popracować, ale tego z dnia na dzień niestety nie da się zrobić. Nie umiem spędzać wolnego czasu, w weekendy kiedy nie chodzę do pracy jeszcze bardziej boli mnie głowa. Raczej na dzieci nei przelewam swych złych emocji, one mnie nie drażnią. Lubię dzieci, lubię z nimi rozmawiać.Lubię też ludzi. Denerwuje mnie stan, w ktorym rozmyslam o egzystencji mej. Nie czuję wtedy przerażenia czy lęku, ale niekomfortowo sie z tym czuję.
Lubię chodzić do pracy, lubię rodziców, ktorzy mają dzieci w moim przedszkolu.
Samą pracą człowiek nie żyje.Napewno musiałabym zmienić swoje życie osobiste. Ale tego teżz dnia na dzień nie zrobię. Mam tego świadomość. NIe wiem czy sama świadomość wystarczy...........................
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez danusia86 06 lut 2010, 22:31
U mnie ataki teraz wyglądają zupełnie mniej groźnie niż kiedyś, chociaz ktoś może się ze mną nie zgodzić. Ogólnie to mój stan jest ciągły - ciągły stres, podenerwowanie, wybuchowość, złość, ciągła depresja, brak zaintaresowania otoczeniem, jestem w stanie pod wpływem nerwów komuś coś zrobić. Od jakiegoś czasu miewam myśli, a raczej chęci śmierci, które mnie co jakiś czas prześladują. Miewam ataki płaczu wybuchowe bez większych przyczyn. Poza tymi objawami, kiedy mam atak trwa on rożnie, nawet kilka dni, miesięcy... Nie moge jeść, nawet mi się nie chce, płacze, mówię sama do siebie chwilami, cała się trzęsę. Serce mi kołata, nie wiem gdzie się podzać, nie mogę się uspokoić. Fluanxol mi wtedy nie działa.
danusia86
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do