Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez narthex 01 sty 2010, 19:52
No wlasnie gdzie jest ta granica? Nawet jak komus przejdzie to dalej bedzie czul lek przed nawrotem. :roll:
Moze jakies wymazanie pamieci cos by dalo....
Najpierw prawda jest ośmieszana, potem spotyka się z gwałtownym oporem, a na koniec traktowana jest jako oczywistość.
Arthur Schopenhauer
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
26 lis 2009, 18:25
Lokalizacja
Lublin

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez angsthasse 01 sty 2010, 20:02
bee84 napisał(a):Niestety powieje teraz pesymizmem noworocznym .....
ciekawi mnie na jakiej podstawie niektórzy z Was stwierdzają, że sie wyleczyli? ..... gdzie jest granica między nerwicą a nie-nerwicą??? ... i po jakim czasie bezobjawowym stwierdzacie, że już jest ok ....
Przeciez nerwica ma to do siebie, że nigdy nie można powiedzieć, że już się jej nie ma ... bo za rok, miesiąc, godzine, albo za minute może wrócić ....
Ja zdycham sześć lat .... i juz miałam przyjemność zaznać trwającego 2 lata, cudownego "ozdrowienia" i zaklinałam się,że to juz koniec .... ale okazało się, że nie ....... nie dość tego .. okazało się, że może być gorzej i jeszcze gorzej ....
DLATEGO zwycięstwem nie jest "wylecznie się" tylko przyzwyczajenie się ...........moje slowa bodajze 2 dni temu!!!!
I mysle, że jesli ktoś twierdzi, że się wyleczył to po prostu nie miał typowej, chronicznej nerwicy ... tylko jakiś stresujący epizod czy coś ....mialam nerwice generalna, nerwice lekowa i postraumatisches stress syndrom (trauma). Gwalcenie w wieku dziecka, pchanie wozka inwalidzkiego wlasnego dziecka itd. nazwala bym wszystkim ale nie epizodem stesujacym...
Bo z tego co wiem (z własnego doświadczenia) prawdziwy "psychol" z nerwicą nigdy nie przestanie "czuwać" .... bo własnie na tym polega ta "fascynująca" przypadłość ...jesli dobrze sie nauczylas obchodzic sie z ta choroba nie musisz czuwac bo i tak jestes przygotowana. Wrecz powinnas przestac czuwac, aby choroba nie byla centrum twojego zycia.
Dlatego wg mnie najlepiej jechać na lekach i już .... nie oszukujmy się - lepiej sie naszprycowac niż sie powiesić ......jesli chodzi o leki, jak juz wielokrotnie pisalam, lekarz dezyduje czy sa pomocne. Odradzac tez nie odradzam neguje jedynie Benzoss bo uzalezniaja. Sa leki nieuzalezniajace.
Psychoterapia na mnie w ogóle nie działa, męczyło sie ze mną trzech terapeutów .... mimo to ciągle wierze, że się kiedyś do niej przekonam .... i tego sobie życze na Nowy Rok :mrgreenDo psychoterapeuty nie musisz sie przekonywac zawsze sie znajdzie jakis ktory bedzie ci pasowal, ale to ty musisz sie otworzyc i pomijajac okrutny strach wiem o czym pisze odwrucic sie do tylu i zobaczyc co sie w twoim zyciu stalo:


[Dodane po edycji:]

narthex ..a co do strachu przed powrotem...na tym polega wyjscie z spirali strachu aby stracic strach przed strachem..czyli tez strach przed powrotem bo jesli raz zrozumiales jak to funkcjonuje to tez juz tego nie zapomniesz. Wymazywanie pamieci bylo by wobec tego fatalne
angsthasse
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bee84 01 sty 2010, 20:28
angsthasse .. nie będe wypisywac kolejnych argumentów bo zapewnie i tak je "odbijesz" ..... ale wg mnie nie masz racji .... albo nie wiesz co to jest nerwica .... albo masz INNĄ nerwice ....
p.s. Co do cięzkich przezyc to raczej nie ma powodu aby się nimi licytować .... po prostu na podstawie tego, iz sobie świetnie radzisz wnioskuje, że masz silniejszą psychike, być może mniejsze lęki ... i tyle ....
Twoje wypowiedzi wprowadzają u mnie myśli tego typu ...... "ku*wa skoro TO jest takie proste czemu mi się nie udaje" ......
Avatar użytkownika
Offline
Posty
442
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:36
Lokalizacja
gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez angsthasse 01 sty 2010, 20:37
Paradoks tego jest ten ze wlasnie ze tak proste to az tak trudne.
Licytowac przezyciami tez sie nie chce bo kazdy ma swoje ale nie zanjac mnie i mojego zycia napisalas ze moze milam epizody stressowe...wiec napisalem malenki ulamek moich epizoduw stresowych aby ci pokazac ze kazdy z nas tu ma swoj bagaz do dzwigania...i nigdy nie mozemy oceniac tego co sie komus wydarzylo jak straszne to bylo bo kazdy przezywa wszystko innaczej, dlamnie muj syn w wuzku inwalidzkim jest tragedia a dla inny ch blacjostka bo przezyli jeszcze straszniejsze rzeczy, i odwrotnie.

A psychike mialam bardzo slaba to zuplenie nowe ze mam silna dzieki zrozumienu siebie i swojej przeszlosci
angsthasse
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bee84 01 sty 2010, 20:45
napisałam "stresujący epizod czy coś" ... dajac do zrozumienia czytającym, że nie wiem jak to nazwać ... i nie mając zamiaru rozwodzic sie na temat nateżenie tychże epizodów ....
poza tym stan człowieka nie zależy od tego co mu sie przytrafiło ... tylko czy umie z tym sobie poradzic .... niektórzy sie wieszają bo maja o 10kg za dużo ..... a niektórzy mają dzieko na wózku i żyją i to szcześliwie ....
wniosek końcowy ... masz silna psychikę ...
... swoją drogą to straszne, że masz dziecko na wózku ... ja sobie tego nie wyobrażam ... watpie, że bym sobie poradziła ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
442
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:36
Lokalizacja
gdańsk

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez OnaGdynia 01 sty 2010, 20:46
Wow dyskusja jest napięta ... i dobrze ...

Na wstępie zaznaczę że według mnie wypowiedzi angsthasse są mądre i jej rady również - w sposób podobny ćwiczę nad własnym ciałem i umysłem.

Co dalej...
Jestem zaskoczona jak bardzo, nie którzy wierzą tylko i wyłącznie lekom - poprostu życia poza lekami nie widzą. To straszne, a gdzie wiara w siebie ??!! Myślenie, że tylko leki pomagają (owszem namacalnie to widać, pomagają) prowadzi to tego, iż Twój umysł ma to już zakodowane i to jest błędne koło.

agusiaww napisała:
Bo Ty z kolei podchodzisz do tego jak do cudu, uwierz ze nie kazdym to pomaga, a odciagnie ludzi od lekow tez nie jest najlepsze. Dla Ciebie psychoterapia byla dobra, ale nie dla wszystkich.


Cóż za oburzenie, nikt nie podchodzi do tego jak do cudu, to Ty tak uważasz - wydaje mi się, ze to Twoje oburzenie bierze się stąd, iż nie dajesz sobie rady ze sobą w tej chwili, źle odbierasz dobre rady. Po drugie nikt nie odciąga ludzi od leków. Jeśli naprawdę nie jesteś w stanie funkcjonować to jasne bierz leki, sama brałam na początku, ale to nie może wyglądać tak że bierzesz w nieskończoność leki, TRZEBA PRACOWAĆ NAD SOBĄ, WZIĄŚĆ SIĘ W GARŚĆ I POWIEDZIEĆ SOBIE DAM RADE, UDOWODNIĘ SOBIE ZE POTRAFIĘ I PIELĘGNOWAĆ POSTĘPY,CIESZYĆ SIĘ NIMI. A i umysł zacznie to inaczej wiązać.

przykład z mojego życia:

(uwaga z tym czasie brałam też leki)
Przez pewien czas miewałam silne lęki kiedy to jeździłam na popołudnie (na rano było lepiej) do pracy, wiadomo od rana myśli : będą korki, autobusy zapchane ludźmi a ja wśród nich, zwymiotuje, zasłabnę będzie wstyd itp. Więc kiedy już rano wstawałam od pierwszej chwili rozmyślałam o tym co mnie czeka i mnie paraliżowało. Na przestankach ostra selekcja autobusów, byle był jak najbardziej pusty i ogólnie osiągałam taki stan że potrafiłam przez godzinę stać na przestanku i czekać na ten pusty (w godz. szczytu rzadko się zdarza) przy tym miękkie nogi, sina twarz, serce biło jak oszalałe, chęć ucieczki - ogólnie panika. Do czego zmierzam, miałam tak przez długi czas... Z pomocą psychologa zrozumiałam, że mój umysł zakodował sobie te wszystkie sytuacje, że pomimo tego jak już byłam na etapie 'normalnego funkcjonowania' i tak lęk popołudniu był. Poprostu sobie wmówiłam że zawsze jadąc do pracy na popołudnie mam lęki. Kiedy zrozumiałam że to mój umysł zakodował to w ten sposób, że jak już wychodziłam z domu zachodziły te reakcje z mózgu ... LĘKI MI PRZESZŁY AUTOMATYCZNIE PRZED JEŻDŻENIEM DO PRACY W GODZINACH POPOŁUDNIOWYCH!!!! Zrozumieć i dojść do tego - to jest ważne!

drugi przykład innej osoby z życia:

Pewna osoba która pracowała w dużej firmie X żaliła się na terapii psychologowi, że od miesiąca odczuwa kluchę w gardle co utrudnia jej życie. Po rozmowach w psychologiem doszły do tego, iż powodem tej kluchy był powód taki: Ta osoba miała dostać awans w swojej firmie i kiedy nadszedł sądny dzień, kierownik ogłosił że awans dostanie jej koleżanka i od tego momentu towarzyszyła jej klucha w gardle. Kiedy to zrozumiała upierdliwa klucha zeszła ....

PRACUJCIE NAD SOBĄ, JEŚLI NIE POTRAFICIE SAMI ZGŁOŚCIE SIĘ DO PSYCHOLOGA, JEŚLI WOLICIE PRZYJMUJCIE TEŻ LEKI.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
13 sie 2009, 00:37
Lokalizacja
Gdynia

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 01 sty 2010, 20:48
OnaGdynia, ja sie teraz dobrze czuje wlasnie dzieki lekom, mialam fobie spoleczna, leki i to pokonalam bez lekow ale boli nie potrafilam pokonac i na to tylko mi leki pomogly, a pracuje nad soba od 10 lat a bole nadal mam.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bee84 01 sty 2010, 20:52
Wy chyba nie kumacie, że dobry psycholog .... to jeden na sto
.... ja wiem, że macie racje .... dlatego chodzę na terapie - nie pierwszą i nie ostatnią .... ale na mnie póki co to nie działa ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
442
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:36
Lokalizacja
gdańsk

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez narthex 01 sty 2010, 20:55
agusiaww napisał(a):OnaGdynia, ja sie teraz dobrze czuje wlasnie dzieki lekom, mialam fobie spoleczna, leki i to pokonalam bez lekow ale boli nie potrafilam pokonac i na to tylko mi leki pomogly, a pracuje nad soba od 10 lat a bole nadal mam.

agusiaww Badalas sie na borelioze? To moze byc tez fibromialgia czyli zespol przewlego zmeczenia wywolywany przez jakies bakterie albo wirusy, slyszalas o takim urzadzeniu zapper? Moze warto sprobowac.
Najpierw prawda jest ośmieszana, potem spotyka się z gwałtownym oporem, a na koniec traktowana jest jako oczywistość.
Arthur Schopenhauer
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
26 lis 2009, 18:25
Lokalizacja
Lublin

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez OnaGdynia 01 sty 2010, 20:56
agusiaww powiadasz od 10 lat i ból nie przechodzi... nie wiem co mam powiedzieć, specjalistą nie jestem wiec nie będę się mądrzyć w tym wypadku. Czujesz ten ból non-stop ? A może w jakiś okolicznościach on się nasila a może przechodzi ? Jak długo uczęszczałaś na terapie? Od ile lat bierzesz leki? Z przerwami czy na okrągło ?

[Dodane po edycji:]

bee84 a powiedz tak szczerze czego Ty oczekujesz od psychoterapii ?

[Dodane po edycji:]

kasja

ja niewyobrazam sobie leczenia nerwicy bez leków,jak próbowałam to wylądowałam na l-4, bo bałam się zejśc do własnej piwnicy. Teraz biorę leki jak jest dobrze to minimum a jak gorzej to wieksze dawki.


Nie rozumiem nic z tego. Może to rozwiniesz ?!
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
13 sie 2009, 00:37
Lokalizacja
Gdynia

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 01 sty 2010, 21:05
narthex, bylam badana wszystko, wszystko wykluczyli, fizycznie jestem zdrowa. OnaGdynia, Choruje juz 10 lat, na poczatku bylam neagtywnie nastawiona do lekow, dlatego zylam z tym bolem, mimo ze chcialo mi sie wyc, doslownie myslalam o najgorszym, ale zylam, tylko ze to byla wegetacja, do tego masakryczne zawroty glowy i to bylo przez 24/h, to bylo caly czas jak walenie w glowe mlotkiem, non stop. Oczywiscie bylam u psychiatry i nic nie chcialam brac, chodzilam tam niby na terepie takie spotkania raz w tygodniu, a bol sie nie zmniejszal. Na szczescie wtedy studiowalam, wiec jak przychodzilam do domu to lezalam, pozniej przez pewien czas w ogole olewalam studia, zaliczalam tylko egzaminy, po latach szukania pomocy, w koncu jeden z lekarzy innej specjalizacji, wybitny sepcjalista powiedzial do mnie zeby sie nie meczyc i isc do psychiatry wziac lek, poszlam, dostalam 10 mg uspokajaacego, bardzo lekkiego gdyz nadal nie chcialam nic brac powaznego. Od tego czasu bol ustapil, w marcu doszla depresja, dostalam leki antydepresyjne. Chodze na cwiczenia rozluzniajace, probowalam metod z medycyny niekowencjonalnej, suplementow diety, soku i innych masy, i nic, W miedzyczasie mialam fobie spoleczna i lęki, ktore pokonalam bez leków wtedy jeszcze nie bralam. Znalazlam na necie masy stron o ludziach ktorzy maja nerwice zwizana glownie z bolami to samo sie powtarza, bol glowy i zawroty, nic im nie pomaga oprocz lekow. Teraz staram sie zapisac na psychoterapie poznawczo behawioralna slyszalam ze jest najlepsza w leczeniu depresji i nerwic, ale leki nadal musze brac chociazby dlatego ze teraz doszla depresja, jednak mam nadzieje ze zejde kiedys z lekow, do konca zycia ich brac nie zamierzam. Leki biore od 9 miesiecy.
Ostatnio edytowano 01 sty 2010, 21:08 przez agusiaww, łącznie edytowano 1 raz
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 01 sty 2010, 21:06
angsthasse
Moim zdaniem to Tobie wydaje się ,że już posiadłaś wszystkie mądrości świata i próbujesz nas sprowadzić na "dobrą" drogę. Jeśli Tobie Twój sposób myślenia pomaga i czujesz się zdrowa to bardzo się z tego cieszę i daj Ci Boże zdrowie. Ale nie próbuj utwierdzać nas w przekonaniu ,że jesteśmy sami sobie winni chorobie bo nie chcemy przyjąć Twojego sposobu myślenia. Chciałam Ci powiedzieć ,że mam trochę dłuższy staż w chorobie niż Ty , próbowałam też wielu metod również i terapii na którą nas tak silnie kierujesz i przyjmij do wiadomości ,że mi do końca nie pomogło. Być może nie mam za sobą aż tak traumatycznych przeżyć jak Ty, więc może nie mam się z czym uporać. Ale tym bardziej świadczy to o tym ,że różne mogą być tego przyczyny. U Ciebie były ine proste do zdiagnozowania, a może i co za tym idzie i do rozliczenia się z nimi.
Co do benzo , nie jestem zwolenniczką ich brania., ale korzystam z nich w miarę potrzeby i przyjmij to do wiadomości ,że są takie momenty ,że są one niezbędne i nie wpędzaj nas w poczucie winy z tego powodu ,że je bierzemy. Informuje Cię ,ze leki te dostajemy od lekarzy, a nie kupujemy na czarnym rynku, myślę więc ,że oni są bardziej kompetentni od tego by oceniać czy należy je stosować.
OnaGdyniaPiszesz ,że nic ciekawego tu nie znalazłaś, że użalamy się nad sobą , wspieramy , wymieniamy radami co brać itd.
Myślę, że o to tu właśnie chodzi. Czego się spodziewałaś?? Cudownego sposobu na wyleczenie? Gdyby taki był , nie istniałoby to forum. Wystarczyłoby kupić 3 stronicowa książeczkę np autorstwa angsthasse, przecyztac i wyzdrowiec!!
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez polakita 01 sty 2010, 21:10
narthex napisał(a):Ja ostatnio kupilem :
2556.jpg

Ta ksiazka sugeruje ze tak jak sie cwiczy miesnie mozna i cwiczyc oczy i dzieki temu odzyskac normany wzrok. Kupilem bo mam krotkowzrocznosc i mnie zaciekawila.

mam tę książkę i czytalam, niestety nie robiłam nigdy ćwiczeń... ale wydaje mi się że są bardzo fajne! Nerwica ma to do siebie, że dzięki niej jak szalona szukałam pomocy (jeździłam do lekarzy, badania itd itp) a jak się jest chorym na "zwykłą" chorobę to trudno się zmobilizować do działania...

agusiaww widzę że ty bardzo negujesz wszystko co mówią ludzie którzy się leczą czym innym niż lekami, moją metodę też zanegowałaś (nie mam ataków od 6 miesięcy). Ale weź pod uwagę że jeśli dobrze rozumiem to właściwie nie robiłaś przez tych 10 lat swojej choroby prawdziwej psychoterapii. Może gdybyś taką przeszła to byłoby inaczej? Jeśli wierzysz tylko i wyłącznie w leki, to trochę kiepsko, bo co będzie w momencie jak te leki odstawisz? Bierzesz pod uwagę że objawy mogę powrócić?

Wiola173, twoje słowa z kolei brzmią gorzko... tak jakbyś nie wierzyła że można się wyleczyć. To co mówi angsthasse to nie porady, tylko słowa które jej samej pomogły W CZASIE TERAPII i myślę że żadnemu z nas nie można pomóc czytając forum, tylko trzeba pójść samemu na terapię, doświadczyć tego, a słowa angsthasse nam dają jakieś pojęcie o tym co się robi na takiej terapii...

A angsthasse brała leki, i odstawiła je pod kontrolą lekarza, przecież nie leczyła się sama więc nie rozumiem czemu ją krytykujecie że jest za tym żeby nie brać leków, chyba o to chodzi żeby być zdrowym a nie jechać na prochach? Naprade czasem ludzi nie rozumiem... :roll:
Ostatnio edytowano 01 sty 2010, 21:25 przez polakita, łącznie edytowano 1 raz
polakita
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bee84 01 sty 2010, 21:10
chcę aby nerwica nie decydowała o moim życiu .... nie chce byc przez nią determinowana ...
mam sporo planów na przyszłośc ... ale nie bedąc w stanie wsiąść do pociagu i jechac np 10 godz .... to troche kiepsko to widze ....
może teraz Was rozsmiesze ale całe życie chciałam pilotowac wycieczki zagraniczne, wyuczyłam sie w tym kierunku ... własnie powinnam zacząć prace tego typu ...... dodam, że w pociągu wytrzymuje max 10 min ............
więc już wiesz czego oczekuje od psychoterapii ....
....... na pewno nie chce widziec na różowo i w ogóle tryskac radością ... chcę tylko normalnie funkcjonować ....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
442
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:36
Lokalizacja
gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 25 gości

Przeskocz do