Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez matisek86 01 gru 2009, 00:17
nie biorę leków, kiedyś brałam luxetę a później asentrę ale dostałam takiego ataku że nie wrócę chyba już do tego.
ogólnie ywało u mnie gorzej, miałam taki czas ze wstawałam, i czułam jakbym miała tak ściśniete gardło i wszytsko podchodziło mi do góry, i to się utrzymywało bardzo długo i badzo ciężko mi było w tym czasie,
od tamtej pory nerwica bardzo się maskuje,
teraz jestem na etapie drętwień, usisków i palenia w całym ciele ;(

chodze na terapię od marca i czasami było juz dobrze, teraz znowu to samo

cięzko mi...
podobno nie liczy się ile razy się upadnie ale ile razy ma się siłę powstać...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
26 paź 2009, 16:57
Lokalizacja
Warszawa

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez fobia 01 gru 2009, 00:23
matisek86, rozumiem Cie mi tez bylo ciezko w niektorych okresach nerwicy- teraz jestem na tabletkach i jest nieźle, ale doskonale pamietam uczucia , ktore mi towarzyszyly jeszcze rok temu i to jest naprawde straszne !
Offline
Posty
2243
Dołączył(a)
12 wrz 2008, 01:39

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez polakita 01 gru 2009, 15:18
matisek86, weź sobie może w momencie "ataku" jakiś delikatny środek uspokajający, ja brałam hydroxyzinum, dobrze na mnie działał.

Poza tym polecam detoksykację organizmu - ja używałam preparatów które opisuję (w stopce) - podziałało skutecznie, od 4 miesięcy w ogóle już nie pamiętam o atakach.

W ogóle widzę że jesteś z Warszawy, 12 grudnia planujemy zebranie forumowe, gdybyś była zainteresowana ;)
polakita
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mamproblem 01 gru 2009, 19:31
ja znow mam głupie mysli...(np w sklepie krzyknac lub wyzywac ludzi od tak sobie ) ma to ktos???




choroba psychiczna jest jak pasożyt na poczatku daje lekkie objawy pozniej zas atakuje mysli zachownie oraz kontrole nad czlowiekiem
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
06 lis 2009, 19:52

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez jaryceusz 01 gru 2009, 20:08
U mnie pierwszy atak wystąpił 3 miesiące temu, ale tak naprawdę już ze dwa miesiące wcześniej pojawiły się głupie myśli, że coś się niedobrego dzieje z moim zdrowiem. Podczas pierwszego ataku myślałem, że to już koniec mojego żywota (no bo to przecież napewno takie choróbsko, że mógłby mu stawić czoło tylko doktor House, a ja mam do dyspozycji tylko polską służbę zdrowia ;) ). Jeździłem po lekarzach przez miesiąc, przestałem chodzić do pracy, wyjście do sklepu i kupienie wszystkiego co chciałem było dla mnie Everestem. U wszystkich lekarzy na dodatek słyszałem, że jestem zdrów jak ryba (House!!!RATUJ!!!). Po miesiącu trafiłem do lekarza, który stwierdził że jestem naładowany do granic możliwości, że mówię na wdechu, że serce za szybko bije. Dał mi Zomiren, pramolan i propranolol na serducho. Przez miesiąc nie czułem wogólę poprawy, ale w końcu przyszła. Leki zaczęły działać jak tarcza (zomiren z czasem odstawiłem, bo sny po nim do szaleństwa mogą mnie doprowadzić), a pramolan narazie się spisuje (czasami jakby napad miał zaraz nastąpić, ale kończy się w chwili jego rozpoczęcia). Myśli głupie nie zniknęły, ale jest ich coraz mniej. Od przyszłego miesiąca chcę rozpocząć terapię u psychologa. Dziś już się modlę tylko o to żeby się nie pogorszyło (oczywiście nie w kościele, bo na to jeszcze za wcześnie ;) ), już nawet nie chodzi o mnie, ale o moją żonę, która przeze mnie przeżywa ciężkie chwilę. Co do wydzierania się po ludziach to miałem to stojąc w sklepie w kolejce ("...CZY WY NIE ROZUMIECIE, ŻE JA SIĘ ZARAZ PRZEWRÓCĘ, CZEMU TO TAK DŁUGO TRWA, CO ZA RÓŻNICA DO JAKIEGO OPERATORA POTRZEBUJESZ DOŁADOWANIE..."). Muszę wszystkim serdecznie podziękować za udzielanie się na tym forum, bo tu naprawdę zrozumiałem że MAM NERWICĘ, a moje objawy to tylko lęk, który mogę ujarzmić. Nabrałem sił żeby powalczyć i nie ważne jakich środków będzie trzeba użyć to muszę wygrać. Nie dbam o to czy ktoś nazwie mnie czubkiem czy wariatem. Wszyscy mamy po co żyć mimo iż problemów wokół nas (i w nas) dużo.

matisek86 dasz radę, nerwica tak naprawdę to tylko iluzja, choć nieprawdopodobnie rzeczywista...
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
30 lis 2009, 18:03

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez matisek86 01 gru 2009, 23:58
tak, jestem z Warszawy...
dziś robili mi badania, w usg jamy brzusznej wszytsko wyszło ok poza tym że mam prawdopodobnie druga śledzionę- taką małą...
lekarz nie zasugerował że to cos groźnego, ale co ja wrzuciłam w google i już nie pamiętam że wpisali że 20% ludzi to ma tylko pamiętam że może to zropieć ew może być jakiś krwotok...
to jest straszne, masakrą jest to,że ja nic dobrego juz nie widzę, czekam na złe rzeczy i one się dzieją...

jestem naprawdę załamana...

oczywiście od razu coś pod żebrem mnie boli i już sobie wkręcam to zropienie i inne...
podobno nie liczy się ile razy się upadnie ale ile razy ma się siłę powstać...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
26 paź 2009, 16:57
Lokalizacja
Warszawa

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez polakita 02 gru 2009, 11:04
jaryceusz napisał(a):nerwica tak naprawdę to tylko iluzja, choć nieprawdopodobnie rzeczywista...

Nie zgadzam się z tym. Ja sobie tego nie wymyśliłam, ani nie wymyśliłam że będę miała objawy podobne do większości osób na tym forum. Uważam że nerwica to choroba układu nerwowego.
polakita
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 02 gru 2009, 16:08
jaryceuszu!

Ja tez jestem naladowana jakimis zlymi emocjami, czuje to, ale tez wiem,ze duzo we mnie złosci, zalu.Chcialabym to wyrzucic z siebie, ale tak szybko chyba nie da sie tego zrobic.
Dletego od miesiaca chodzę na terapię psychodynamiczną, oprócz tego mam leki, które bioręod miesiąca.
Mam stwierdzony zespól depresyjno - lękowy, silną nerwicę, moja terapeutka mi powiedziała,że to załamanie nerwowe.
Chcialabym to zwalczyć, tzn. pokonać. Napewno jest to jakiegoś rodzaju iluzja.Nawet tłumaczenie sobie,że to iluzja...nie daje tak naprawdę ulgi. Ale to chyba taki mechanizm obroony organizmu-reakcja na zestressowany układ nerwowy, który tylko zabiera do siebie nasz stress, a my nie potrafimy sobie z nim poradzic. No bo co to może być? Skoro fizycznie jesteśmy zdrowi.
Mam spięte w sobie wszystko, klatkę piersiową, cieżkość w niej, bolące ramiona i górę pleców.
Może nauczymy się radzic sobie w sytuacjach trudnych we wszystkich sferach naszego życia.
Tego życzę Tobie, sobie i wszystkim mającym poczucie choroby.
Monika
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mamproblem 02 gru 2009, 22:45
ja juz przechodze kryzys wydaje mi sie ze to jest koniec i zarazem poczatek schizofreni co prawda nie slysze glosow ani nie mam omanow ale caly czas bym tylko plakal wydaje mi siez kazdy jest przeciwko mnie nie wiem juz co mam robic tez mam bardzo duzo zalu ale nie mam odwagi nikomu o tym poiedziec... uz brak mi siel przezylem doskonale 16 lat zycia kolejny ponad rok to choroba tego juz zyciem nie nazwe tylko ciagla meka i walczeniem o przetrwanie (jak to rzeczywiście okaze sie skozofrenia to nie mam po co zyc )



juz mnie oczy bola od placzu
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
06 lis 2009, 19:52

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 02 gru 2009, 23:29
mamproblem

Gdybys mial schizofrenie to nie mialbys poczucia choroby.Ludzie chorzy na schizofrenie nie wiedza,ze sa chorzy.To ludzie widza,że ten ktos choruje.
Czy leczysz sie u psychiatry i chodzisz na terapie?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez jaryceusz 03 gru 2009, 20:45
mamproblem

Z tego co opisujesz, to najmniej schizofrenię przypomina. Jak sam piszesz nie masz omamów, to najlepszy dowód, że nie jest to schizofrenia (zresztą jakbyś je miał to nie byłbyś ich świadom). Uczucie wyobcowania i wrogości ze strony innych ludzi wygląda na derealizację, do tego obniżenie nastroju. Jak na mój gust to klasyczna nerwica. Ale specjalistą nie jestem, więc mądrzyć się nie będę.
Ja też miałem wkręta, że na pewno mam nowotwór, tylko nie wiedziałem gdzie.
Radziłbym Ci udać się do psychiatry po leki, jak się wstydzisz to od biedy neurolog powinien też przepisać. Leki Cię trochę spacyfikują, uspokoją, a radziłbym też wizytę u psychologa (można powiedzieć wszystko, bez obawy przed niezrozumieniem, trzymanie tego w sobie tylko pogorszy sprawę).
Trzymaj się, dużo siły i wytrwania życzę.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
30 lis 2009, 18:03

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez narthex 05 gru 2009, 18:26
U mnie atak zaczyna sie od dziwnego skoku serca ktory wywoluje panike, pocenie sie rak dusznosci itd wszystkie objawy po kolei. Hydroksyzyna mi pomaga jakos po 30-60 min. Silne ataki to juz przeszlosc, po silnym ataku bylem tak zmeczony ze padalem z nog i musialem sie polozyc.
Najpierw prawda jest ośmieszana, potem spotyka się z gwałtownym oporem, a na koniec traktowana jest jako oczywistość.
Arthur Schopenhauer
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
26 lis 2009, 18:25
Lokalizacja
Lublin

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez fobia 05 gru 2009, 22:31
narthex, ten dziwny skok serca jak piszesz to moze być "dodatkowy skurcz serca " co nie jest niebezpieczne! wystarczy ,ze zaczniesz jeść magnez- ja np. brałam neomag forte 3 tabletki dziennie, przerwa około2 tygodnie i znowu 3 dziennie (1 opakowanie)- tak mi kardiolog zalecil i dało rade.
U mnie taki dodstkowy skurcz byl powodem pierwszego ataku paniki.
Offline
Posty
2243
Dołączył(a)
12 wrz 2008, 01:39

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez narthex 06 gru 2009, 20:06
fobia dzieki za pocieszenie ale to jest bardzo nieprzyjemne, mimo ze mam swiadomosc ze nie jest niebezpieczne to i tak wywoluje atak i nie da sie nad tym panowac.

Wlasnie od 2 tygodni biore magnez i poprawa jest znaczna, wystepuja jeszcze ataki np dzisiaj takie cos jak opisalem 2 razy ale sa bardzo przytlumione i krotkie i nie musze nawet przerywac nauki.

Ostatnio duza dawka magnezu wywolala u mnie biegunke, troche paranoja bo branie magnezu wywoluje jeszcze wiekszy niedobor magnezu biegunką :lol: No coz bede bral po posilkach zamiast na pusty zoladek ;)
Najpierw prawda jest ośmieszana, potem spotyka się z gwałtownym oporem, a na koniec traktowana jest jako oczywistość.
Arthur Schopenhauer
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
26 lis 2009, 18:25
Lokalizacja
Lublin

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 28 gości

Przeskocz do