Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez 1507 11 lis 2009, 23:44
Aredhel025, też nie biorę leków, deja vu mnie martwi ponieważ pani neurol powiedziała mi że moze to być padaczka skroniowa lub..... nerwica ;) Trzeba zbadać
1507
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez jjeeewa 11 lis 2009, 23:47
Witam w klubie, Aredhel025 !!!

Ja tez bałam się diabła, nie miałam lęków na temat biegunki, ale potrafiłam zatrzymać autobusy międzymiastowe na nagle siku, ktorego oczywiście nie mogłam zrobić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
11 kwi 2006, 17:11

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Yennefer 12 lis 2009, 00:39
Hej :-) Kilka osób pisało wcześniej, o napadach straszliwego lęku nad ranem. Nie cierpię na nerwicę lękową, tylko na nerwicę natręctw, ale dostałam od lekarza lek spamilan, który miał mi pomagać się nie denerwować :-). Oprócz tego brałam jeszcze lek antydepresyjny xanax. Ponieważ wieczorem natrętne myśli nie dawały mi zasnąć (a niestety muszę spać, żeby jakoś egzystować), brałam przed snem spamilan i xanax. Okey, jakoś zasypiałam uspokojona, ale rano to był koszmar. Budziłam się z niemal zwierzęcym przerażeniem. Byłam kiedyś napadnięta, ale strach jaki czułam wtedy jest niczym, z tym rannym napadem lęku. Byłam w stanie wyrywać sobie włosy, wyjść na balkon i skoczyć z 8 piętra, pojawiały się duszności, gorączka itd. Ten lęk był jakimś stanem nienaturalnym. Moja psychika jest wprawdzie w stanie tragicznym, ale nigdy nie byłam tak bezsilna wobec jakiejś emocji, uczucia, jak ten ranny lęk. Od miesiąca nie biorę tych leków i choć są natręctwa nadal (bo jest to raczej choroba niewyleczalna), nie ma tego wszechogarniającego przerażenia. Nawet jeśli pojawia się lęk, to jestem w stanie sama się uspokoić, wyciszyć. Więc dochodząc do sedna :-), myślę że to działały psychotropy, tzn. mój organizm domagał się codziennej porcji leków przeciwlękowych i antydepresyjnych. Te leki strasznie uzależniają. Wiem, trudno sobie radzić bez nich, ale też parę objawów należy tym lekom przepisać. Zawsze miałam wrażenie, że przez te leki jeszcze bardziej wariuję, bo moja psychika staje się coraz mniej odporna na wszelkie bodźce zewnętrzne. Więc ludziska bierzcie leki, jeśli musicie, ale miejcie świadomość, że pewne objawy to efekt psychotropów i innych leków, a nie Wasze własne emocje.
Osobowość na granicy życia...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
10 kwi 2009, 23:10
Lokalizacja
Łódź

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez martinibianco 12 lis 2009, 01:28
Hej. Moje objawy pokazują się codziennie wieczorem. Gdy mój mąż zasypia a ja siedze (tak jak dziś) do 1 czy 2 w nocy i nie mogę oka zmrużyć. A gdy już prawie zasypiam, to zaczyna mi się śnić jakby na jawie, że zaczynam znikać, że moje nogi się tracą...Dziś miałam urodziny...24...i zastanawiałam się czy je przeżyje...ale północ wybiła a ja jeszcze piszę-więc przeżyłam. I tak jest co noc. Irracjonalne myśli, które nigdy się nie spełniają...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 lis 2009, 01:06

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez soo 12 lis 2009, 02:31
dokladnie martini, nie jesteś sama, ja mam to samo od miesiąca. Jakoś miesiąc temu dostałem poważniejszego ataku/napadu lęku/częstoskurczu, pierwszego od półtorej roku i było to właśnie wieczorem... od tamtej pory mam dziwne stany sercowe wieczorami... pozdrawiam
soo
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
11 lis 2009, 19:19

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mamproblem 12 lis 2009, 14:39
czesc witajcie. dzekuje wam za rady dobrze ze nie jestem sam :). mam jeszcze jedno pytanie, czy wy tez macie uczucie jak byscie sie zmieniali ja np mysle ze sie zmieniam na zla osobe i strasznie sie tego boje ze bede bezwzględnym draniem albo cos w tym stylu ostatnio zrobilem sie nerwowy i chamski. martinibianco ja tez mam czasem takie uczucie jak zasypiam ze moje cale cialo znika wtedy mysle sobie co bede jutro robil i mi to przechodzi :)... i czy ktos czasem ma uczucie ze ma w sobie 2gą osobe bo ja tak czasem sie czuje nie umiem tego dokladnie wytłumaczyć


MUSIMY SIE 3MAC
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
06 lis 2009, 19:52

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez soo 12 lis 2009, 16:06
czy arytmia serca może być wywołana przez nerwicę?? pozdr.
soo
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
11 lis 2009, 19:19

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez 1507 12 lis 2009, 16:27
soo, może, ale może to też być choroba serca i to tzreba wykluczyć przede wszystkim
1507
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez KasiaMi11 12 lis 2009, 19:50
Witam,ku małemu sprostowaniu do Aredhel025.Byłam diagnozowana przez trzech psychiatrów-moje rozpoznanie to zaburzenia lękowe z somatyzacją(teraz słowo nerwica jest już trochę niemodne)Dostałam lek o nazwie seroxat,chodzę na psychoterapię.Jest zdecydowanie lepiej,w porównaniu do tego co było.Wyciszyłam objawy sercowe i to wcale nie lekam nasercowym tylko seroxatem,który wyhamowuje mój wegetatywny układ nerwowy.Tak więc biorę lekarstwo a nie czuję się chora psychicznie i zapewniam Cię ,że nie mam nic z płynam mózgowymi.Myślę ,że trochę mylisz pojęcia i bardzo swobodnie nimi żonglujesz-raz masz fobie,która staje się nerwica lękową potem to przechodzi w urojenia,hipochondrię a potem znów w nerwicę lękową.Trochę tu bezładu.Nie straszcie ludzi lekam i nie piszcie głupot na ich temat.Lek właściwie dobrany przez lekarza w odpowiedniej dawce i trafiony w chorego ma pomóc a nie szkodzić.Sorry ja własnie dlatego zdecydowałam się leczyć ,bo nie chciałam wzywac do siebie karetek non-stop.Widocznie nie mam tyle siły co Ty i nie pokonam tego sama.Życzę ci sukcesów.

Jakie serce taki lęk...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
11 wrz 2008, 13:13
Lokalizacja
Lublin

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez polakita 12 lis 2009, 23:16
KasiaMi11 napisał(a):Wyciszyłam objawy sercowe i to wcale nie lekam nasercowym tylko seroxatem,który wyhamowuje mój wegetatywny układ nerwowy.

KasiaMi11, z tego co się orientuję, tzw nerwica jest zaburzeniem w neuroprzekaźnikach, czyli właśnie chemii w mózgu. Występuje u nas lęk mimo że nie jesteśmy w sytuacji niebezpiecznej. Dlatego lekarstwa regulują właśnie tę chemię. Z tego co wiem lek seroxat jako SSRI nie wyhamowuje twojego układu nerwowego (nie jest przeciwlękowy) ale zwiększa ilość serotoniny która poprawia nastrój. Jeśli się mylę niech mnie ktoś poprawi.
polakita
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Aredhel025 12 lis 2009, 23:41
KasiaMi11
Tak tylko nerwica to jest właśnie bardziej urojenie niż realność. Po prostu ludzie albo są naprawde chorzy i wtedy lęki łapię ich znienacka nawet jak o tym w ogole nie myslą albo jak sie do tego" przygotowują" czyli wiedzą, że gdzieś wychodzą coś się ma stać i już wiedz, że będa mieli atak. Wtedy to jest po prostu histeria i to jest cechą charakteru a nie choroba. Dzisiaj wsiadłam d tego pksu. Bałam się bo to normalne i już miałam myśli żeby nie wsiadać. Ale sobie myślę dupa z tym. Wzięłam persen żeby rozładować napięcie i poszłam. Pomyślałam sobie no i co nawet jak dostane okropnego ataku paniki to co, dostanę jak zwykle palpitacji, odretwieje mi wszystko i trudno najwyżej umrę, nie ja pierwsza nie ja ostatnia na coś trzeba w końcu paść. Bałam się też wymiotów ale przygotowałam sobie reklamówkę i myślę a co to nie można już chorować? Ile ludzi jeździ i wymiotuje chociażby z powodu choroby lokomocyjnej, pojadę i koniec choćby nie wiem co. Wsiadłam, przyznaję miałam czarne myśli, nei ma cudów, żeby całkiem się odstresować ale włączyłam moją ulubioną muzykę i jechałam. To nastawienie olewcze bardzo mi zawsze pomaga, wiadomo nie likwiduje strachu całkiem ale pomaga. Leki są już w ostateczności, czytałam wiele artykułów o tym gdzie odradzają przyjmowanie leków na nerwicę lękową bo to neipotrzebne. Co z tego że będę się faszerować jak gdy będę je odstawiać znowu będę mieć schizy, że bez nich nie mogę normalnie żyć. Trudno albo sama pozbędę się kolejnej mojej schizy albo pójdę do piachu. Jestem wierząca i nie boję się tego. Jak już mówiłam na coś trzeba umrzeć. Leki nie załatwią całej sprawy, zwalczą może objawy ale to i tak będzie tkwić w naszej głowie. Jadąc pksem pomyślałam sobie, że ludzie są naprawdę chorzy, cierpią, nie ma dla nich ratunku, przechodzą katusze, w rodzinie mają ciężkie choroby a tutaj prze urojenia takie cyrki. Moi rodzice są jednak najlepszymi psychologami, mówią przetrzymać u koniec nie ma innego wyjscia i dzięki nim pozbyłam się w dużym stopniu schiz z biegunką, hipochondrii i dzisiaj jechałam pksem czerpiąc pełną radość z jazdy tak jak kiedyś. Zobaczymy co będzie potem ale jak na razie takie jest moje zdanie.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
11 lis 2009, 01:34

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez KasiaMi11 13 lis 2009, 10:07
witam dziewczynki moje drogie.trochę faktów-Seroxat jest stosowany w leczeniu dorosłych z depresją i (lub) zaburzeniami lękowymi.Zaburzenia lękowe,w leczeniu których stosowany jest Seroxat to-zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne,zaburzenia lękowe z napadami lęku(w tym lęki spowodowane agorafobią)fobia społeczna,zaburzenia stresowe pourazowe,zaburzenia lękowe uogólnione(uogólnione uczucie niepokoju i zdenerwowania).U ludzi z depresją lub zaburzeniami lękowymi stężenie serotoniny w mózgu jest mniejsze niż u innych,a jak wiadomo seroxat należy do grupy leków nazywanych selektywnymi inhibitorami wychwytu zwrotnego serotoniny(ang.SSRI)Nie jest w pełni poznane,w jaki sposób działaja leki z grupy SSRI,ale mogą one zwiększać stężenie serotoniny w mózgu.Prawidłowe leczenie depresji i zaburzeń lękowych jest ważne aby pacjent czul się lepiej.Polakita myślę ,że jednak seroxat przez zniesienie lęku wyhamowuje wegetatywny układ nerwowy.Ja wcale po seroxacie nie czuję się nadmiernie szczęśliwa i nie łażę cały Boży dzień z roześmiana gebą.A przeciez jeżeli to jest tylko serotonina to powinnam.Za to zwolniło mi się serce,już nie tłukę ponad 120 cały dzień,nie budzę się w nocy zlana potem z walącym sercem,prawie zupełnie ustąpiły mi duszności,nie mam na okrągło ściśniętej klatki piersiowej.Dodam,że to pewnie nie zasługa samego leku,chodzę na terapie.Lek jest tylko moja podporą w bolesnej dla mnie psychoterapii.Pomoże ciału,ale nie pomoże duszy.

Jakie serce taki lęk...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
11 wrz 2008, 13:13
Lokalizacja
Lublin

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez asiulek 14 lis 2009, 10:14
Witam wszystkich... ciesze sie że moge sie tu wygadać.Moje ataki pojawiły sie niespodziewanie...ogólnie bolał mnie żołądek,nie mogłam jeść.Myślałam że to jakiś wirus...ale tabletki nie pomagały a dodatkowo doszły problemy ze snem.Nie mogłam zasnąć a jak mi sie to udawało to co chwile sie budziłam.Stwierdziłam w końcu że to musi być na tle nerwowym,tym bardziej że jestem teraz na III roku studiów i czeka mnie obrona pracy licencjackiej,poprawka egzaminu z sesji,mam też za sobą pare prób z prawo jazdy ;( wszystko zaczęło mnie przytłaczać ;( jak narazie stosuje nerwosol bo wyniki badań wyszły dobre a do psychiatry jestem zapisana dopiero na 7 grudnia ;( Kiedy myśle że jest lepiej ataki wracają z nowymi objawami.Boje sie jechać autobusem ( a na studia tłuke sie nim prawie 2 godziny ) dzień przed jazdą już chodze niespokojna,mam nudności ale nie zdarzają mi sie wymioty.Pozatym jak jestem w domu czuje sie lepiej a jak musze wracać do wynajętego mieszkania znowu zaczynam mieć blokade:jem na siłe ale z ogromnym wstrętem,nie moge w nocy spać (dzisiejsza noc była koszmarna,żołądek mocno bolał a serce mało mi nie wyskoczyło,pozatym biegałam siku co 10 minut ) wiadomo po niewyspanej nocy człowiek czuje sie jak "ścierka" Staram sie nie myśleć ale to jest silniejsze ode mnie....czasem też myśle że chyba umieram bo moja klatka piersiowa jest dziwnie ciężka a serce wali jak oszalałe...dziękuje że mogłam sie chociaż w taki sposób wygadać.Pozdrawiam gorąco ;****
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
11 lis 2009, 15:08

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bee84 14 lis 2009, 19:19
Aredhel025 to chyba nie takie proste .... jeśli jesteś w stanie "olać" wszystko i powiedzieć sobie trudno ... najwyżej się poszczam, porzygam, zemdleje, zacznę krzyczeć, dostane zawału, umrę to znaczy, że jest z Tobą całkiem nieźle ...
..... dopóki jesteśmy w stanie sobie przetłumaczyć, że mamy nasrane w mózgu i to wszystko to tylko jakiś chory film ... jest ok ... ale co zrobić kiedy nie da się nad tym panować :?: ... kiedy musisz np.: wsiąść do autobusu ... nawet bardzo tego chcesz ... ale NIE MOŻESZ :!: ............
Pewnie ... ja też (dzięki lekom) jestem teraz w czasie okresu, w którym mam lęki, ale mam na nie powiedzmy sobie "nalane" i jest zajebiście ..... ale niestety kiedy wspominam kilka pewnych dat w moim życiorysie, kiedy w zasadzie myślałam, że już nie żyje i to w dosłownym znaczeniu tego słowa .... wiem, że na tym pieprzonym świecie wszystko jest możliwe ...
... i ja niestety nie widzę innego wyjścia niż leki ....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
442
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:36
Lokalizacja
gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do