Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez tet 04 lis 2009, 18:26
hehe a myślałam, że z przystanku ;) no, ładnie to podsumowałaś. zbiera się i zbiera aż w końcu coś musi pierd****. ja podskórnie przeczuwałam, że prędzej czy później mój układ nerwowy nie wytrzyma. całe życie na to pracowałam, nie zdawałam sobie tylko sprawy, że aż tak tragicznie może być! teraz, z większą świadomością bardziej dbam o siebie, ale wyzwania "zewnętrzności" .. tak jak napisałaś dręczą, męczą i niszczą to co my wrażliwcy mamy w środku :roll:
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bliksa 04 lis 2009, 22:59
bylam przekonana , ze potrafie sobie radzic z atakami, dzis widze, ze nie :-|
Są takie chwile, w których człowiek przytuliłby się nawet do jeża.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1827
Dołączył(a)
26 kwi 2009, 16:19
Lokalizacja
F 41.2

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Victorek 06 lis 2009, 15:07
Bliska często tak jest, że już lepiej coś a wystarczy jakiś stres choćby w domu i myślenie i lęki powracają, ale jeżeli już było lepiej to znów bedzie i w końcu coraz bardziej się uodpornisz :)
A co do nocnych ataków to właśnie od paru dni męczy mnie cos czego nie znałem, a mianowicie usypiam i po pół godziny godzinie zrywam się z łóżka, z uczuciem oszołomienia, strasznych duszności, jakbym się dusił, bezdech, omdlewania jakiegoś, i oczywiście serca walącego z ostra prędkością, po tym nie mogę zasnąc a nawet jak się uda, to powtarza sie to często - a od rana przez to do du.py, dd i lęki.
Chyba Xanax łykne 1 raz
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez polakita 06 lis 2009, 15:50
Victorek, to masz to co ja od samego początku miewałam, przy usypianiu ogarnia mnie lęk i się wybudzam, albo po zaśnięciu się budziłam w środku nocy. Wczoraj wieczorem też mnie lekki niepokój zdjął ale jednak zasnęłam.
polakita
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez fobia 06 lis 2009, 15:59
ja tez myslalam, ze doje sobie juz rade z atakami -do wczoraj :cry:
znow mialam atak, mam zapalenie oskrzeli i chyba choroba wplynela na moje ogolne zle samopoczucie :?
Offline
Posty
2243
Dołączył(a)
12 wrz 2008, 01:39

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez matisek86 08 lis 2009, 11:47
cześć,
wiecie dlaczego najtrudniej uwierzyć że to nerwica?
bo jest dobrze jakiś czas a później to nas dopada z zaskoczenia, nam się wydaje że jest już ok, a poźniej nadchodzi panika i ten lęk o życie, i do głowy przychodzą myśli że to na pewno najgorsza z nagłych chorób...

ja ostatnio funkcjonuję w miarę normalnie, tj wychodzę z domu, chodze pieszo do pracy (ok 30 min), jeżdżę komunikacją miejską, chodzę na zajęcia fitness (także sama), byłam też trzy godziny w centrum handlowym,

i wiecie co?
nie pamiętałam że mam nerwicę, bo moje myśli były skierowane zupełnie gdzie indziej...
nawet jak potwornie zakłuło mnie sece i aż dech zaparło to tylko się uśmiechnęłam do kolegi i powiedziałam- ale mnie coś kłuje ojjj, i się naprawdę szczerze usmiechnęlam,
ja spotykam się z terapeutą i on wciąż mówi że my mamy zły system przetwarzania bodźców z zewnątrz i z wewnątrz, mamy reakcję- bodziec - ucieczka, bo kto z Was nie zna uczucia panicznego lęku i chęci ucieczki do domu?
musimy się nauczyć, że nic nam nie grozi a nawet jeśli coś się stanie to ktoś nam pomoże,
nerwica zabiera radość życia ale ...
podobno nie liczy się ile razy się upadnie ale ile razy ma się siłę powstać...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
26 paź 2009, 16:57
Lokalizacja
Warszawa

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Tunia03 08 lis 2009, 12:52
A mnie psychiatra powiedział,że nerwica to takie gówno,które wtłacza nam do głowy przekonanie,że jesteśmy strasznie chorzy i zaraz padniemy trupem.Dodatkowo podszywa się pod prawdziwe choroby somatyczne aby nas oszukać i utwierdzić w przekonaniu że rzeczywiście jesteśmy chorzy. Kazał mi wyobrazić sobie tą nerwicę jako wstrętnego potwora i kiedykolwiek pojawią się objawy i lęki wyobrażać sobie że go z całej siły biję grubym kijem i przepędzam dalego od siebie.
Tunia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
18 gru 2005, 21:51
Lokalizacja
małopolska

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nika_kg 08 lis 2009, 23:19
Witam ! Jestem po drugim opakowaniu Seronilu i zaczęło boleć mnie serce, nawet nerwowa dziś jestem, aż dziwne, czy gdy powiem o tym swemu psychiatrze przepisze mi większą dawke? Od miesiaca nie mialam kontaktu z psychologiem, kobieta miała termin porodu ale obiecała szybko wrócić do pracy. Terapia mnie uspokajała a teraz hmmm może to męczący zjazd na studiach spowodował ten ból no i od paru miesiecy brak pracy...ehhh
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
10 maja 2009, 15:55

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mamproblem 10 lis 2009, 00:37
witam was bardzo serdecznie. ja dostaje straszne leki gdy sobie pomysle ze juz nie mam sil z tym walczyc i poprostu zwarjuje lub zachoruje na schizofremie, czy jest szansa zebym zachrowal lub zwariowal.. mecze sie juz ponad rok... a jak dostaje lęku to zazwyczaj zajmuje sie czyms inny npw szkole rysuje w zwszycie na ulicy bawie sie telefonem a w domu sie dam do kompa i gram w ten czasu momentalnie wszystko przechodzi POZDRAWIAM WSZYSTKICH I ZYCZY SZYBIEKO BOZBYCIA SIE TEJ <za przeproszeniem>JEBA.EJ CHOROBY
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
06 lis 2009, 19:52

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez 1507 10 lis 2009, 23:20
mamproblem, odwracasz w ten sposób uwagę od choroby, czyli coś działa na ciebie dobrze, ale to są uniki, unikanie sprawi że zaczniesz się izolować od świata, izolacja sprawi że będziesz mieć derealizacje, derealizacja że narobisz w majty ze strachu i kółko się zamknie. Poczucie szaleństwa i że za chwile się zwariuje, miał tu każdy na forum u którego zdiagnozowano zaburzenia depresyjno-lękowe strach przed schizą miał lub ma każdy na tym forum, nic nadzwyczajnego. Muzisz wyjść naprzeciw lękom i przekonać się że wystawianie się na nie i konfrontacja z nimi nie czyni tobie nic złego, że nic tak naprawdę się nie dzieje. Na tym głównie polega terapia w lękach, skoro boisz się np wyjść z domu to musisz czym prędzej założyć buty i wyjść z domu na 5 minut ale musisz się z tym zmierzyć, i to właśnie przynosi wspaniałe efekty.
1507
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez soo 11 lis 2009, 19:36
Witam wszystkich!
Wiek: 21 lat
Zaglądam na to forum bardzo często, dzisiaj mi się zachciało w końcu zarejestrować! :)
Moja przygoda z nerwicą zaczęła się w lutym 2008, nagłe uderzenie krwi do głowy, gorąco, szybkie bicie serca i lekkie duszności. Zaraz potem doszły do tego myśli, że zaraz umrę - bo w końcu nigdy mi się to jeszcze nie przytrafiło. Zacząłem się cały trząść - ciśnienie 220/160 - wezwano pogotowie, nie byli mi w stanie nawet ciśnienia zmierzyć tak się trząsłem. Podobny atak przeżyłem w przeciągu następnego miesiąca z dwa razy i mimo że cały czas mi to siedziało w głowie jakoś półtora roku radziłem sobie z tym znakomicie.
Uświadomiłem sobie wtedy, że to od przemęczenia - praca 12-16h dziennie, energetyki, kawa w kosmicznych ilościach i sen 2-4h na dobę. Zacząłem brać magnez + b6 i spać 6-8h na dobę conajmniej i naprawdę dużo mi to dało. W walce na codzień z tym goownem pomagała mi też świadomość, że mam przy sobie tabletki więc jakbyco jest zabezpieczenie. Jakiś miesiąc temu nerwica pojawiła się ponownie - w nocy przed pójściem spać - dokładnie tak samo jak opisywałem na początku mojego postu - znów pogotowie, lekarz stwierdził że to częsoskurcz, relanium w żyłę, poszedłem spać. Od tamtej pory boję się wieczorów, codziennie mi się wydaje, że nierówno mi biję serce, próbuje opanować te myśli lecz nie za każdym razem daję radę, gdyż te objawy są naprawdę dokuczliwe. Kardiolog powiedział, że mam zdrowe serducho, tylko lekką arytmię, na którą zapisał mi propranolol, który biorę już od półtorej roku razem z magnezem. Jak wyglądam dzisiaj? Od pierwszego ataku - nie piję kawy, energetyków, alkoholu - bo po prostu się boję - palę papierosy i staram się by między jednym a drugim odstęp czasu był duży.
Podsumowując, moja nerwica opiera się na objawach jakie wykazuje moje serducho i ostatnio często myślę o tym.
Jeśli chodzi miejca publiczne - supermarkety, centra handlowe OK, nie mam z tym problemu, ale najgorzej jest w kinie, od pierwszego ataku to jeden lexotan na seans musi wjechać, bo panika się zaczyna. Żyję normalnie, nie boję się wychodzić do ludzi, nie daję się chorobie.
Może trochę namieszałem opowiadając o swojej chorobie, ale ważne że w końcu mogę się z kimś tym podzielić. Pozdrawiam
soo
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
11 lis 2009, 19:19

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Aredhel025 11 lis 2009, 22:52
Włąśnie!!! Świetna rada - mamproblem. Ja właśnei też tak myśle, mam nerwice od niedawna i gadalam o tym z rodzicami. Mówią, że najlepsza metoda to przetrzymanie. Boisz sie jakiegoś miejsca? Cholera z tym ubieraj sie i idz tam i nawe jak bedziesz o tym myslec( wiem jak ciezo odpedzic te mysli) to nic najwyzej zabierze cie pogotowie raz, drugi, tzreci albo zrobi ci sie slabo, albo wyjdziesz i znowu wrocisz ale nei boj sie tego. ja jutro jade pksem 1,5 godziny. I pewnei cos sie bedzie dziac, boje sie tego nie ma cudów ale tez sram na to. Dostane ataku i co bede siedziec tam i czekac az przejdzie chyba ze nei wiem dostane zawalu alb bede wymiotowac i juz ludzie sie beda dziwic az przestana, ja w koncu wysiade i pojde swoja droga, przecie znie bede sie ukrywac w domu przez swoje urojenia. Tak nerwica to urojenia. Ludzie sa powaznie chorzy, umierajacy. ja mam chorego powaznie dziadka ktory cierpi i mimo tego jest spokojny jak zradko kto, podziwiam go za to. Ja moze tez kiedys dojde do takiej perfekcji. Po prostu pojdziesz w dane miejsce jeden raz, drugi tzreci az w koncu ci przejdzie i tyle.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
11 lis 2009, 01:34

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez 1507 11 lis 2009, 23:11
Aredhel025, ja przed każdym wyjściem z domu miałem jakiś napad, od wiotkich nóg po palpitacje serca i duszności. Po roku czasu postanowiłem przeciwdziałać i kupiłem karnet na siłownie, umierałem po drodze bo zamiast autem chodziłem na nogach, tam dostawałem "zawału" po wysiłku kręciło mi się w głowie, ściskało w klatce, zatykało mnie, dostawałem derealizacji, depresji, natrętów, i tak już 3 lata chodzę :D Napady lęku paniki ustąpiły w 98%, to mam z głowy na bank, teraz muszę obmyśleć plan na resztę lęków. Poruszam się swobodnie wszędzie. Do koscioła, marketu, pracy za miasto, nie ma myśłi że coś mi się przytrafi. Pełen spokój. Ale nie ma nic darmo, bo rzuciło mi isę na mózg mam natręty, lekkie już derealizacjie, które ustępują, pojawiły się deja vu częste i silne mam nadzieję że to też nerwicowe i że minie.
1507
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Aredhel025 11 lis 2009, 23:37
1507- to na pewno nerwicowe, ja akurat też mam często dejavu i oczywiscie jako osoba histeryczna z natury myślałam, że jakiś diabeł chce mnei opetac i ze bede potzebowac egzorcysty. Potem miałam jazdy z biegunką( juz to pisałam w jakims temacie) zdawalo mi sie ze wszedie musze do toalety wlacznie z pksem ale uznałam, że trudno najwyzej sie zesram i moja fobia przeszla na rzecz teraz nerwicy lekowej. Ale jutro pojade tym pksem i moze dam rade. Serio nie warto marnowac zycia i tracic kase na leki. Psychotropy sa przenzaczone dla ludzi naprawde chorych psychicznie ktorzy maja cos nei tak z plynami mozgowymi a nie dla ludzi z urojeniami tak jak np ja. Juz od dawna jestem wiezniem swoich urojen jak nie hipochondrii( juz nie raz umieralam na raki itd) to nerwicy itd. Ale jakos nie boje sie smierci i postanowilam ze nie bede brac lekow przez swoja glupote. Jak juz mowilam skoro jestem malo wytrzymala to najwyzej bedzie mnie zabierac karetka po kilka razy dziennie i sie wykoncze. Psychotropy zniszcza moje zycie jeszcze bardziej, jak je przestane brac to znowu bede miala schozy a tak bede sie cieszyc ze zwalczam to sama.

[Dodane po edycji:]

1507- to na pewno nerwicowe, ja akurat też mam często dejavu i oczywiscie jako osoba histeryczna z natury myślałam, że jakiś diabeł chce mnei opetac i ze bede potzebowac egzorcysty. Potem miałam jazdy z biegunką( juz to pisałam w jakims temacie) zdawalo mi sie ze wszedie musze do toalety wlacznie z pksem ale uznałam, że trudno najwyzej sie zesram i moja fobia przeszla na rzecz teraz nerwicy lekowej. Ale jutro pojade tym pksem i moze dam rade. Serio nie warto marnowac zycia i tracic kase na leki. Psychotropy sa przenzaczone dla ludzi naprawde chorych psychicznie ktorzy maja cos nei tak z plynami mozgowymi a nie dla ludzi z urojeniami tak jak np ja. Juz od dawna jestem wiezniem swoich urojen jak nie hipochondrii( juz nie raz umieralam na raki itd) to nerwicy itd. Ale jakos nie boje sie smierci i postanowilam ze nie bede brac lekow przez swoja glupote. Jak juz mowilam skoro jestem malo wytrzymala to najwyzej bedzie mnie zabierac karetka po kilka razy dziennie i sie wykoncze. Psychotropy zniszcza moje zycie jeszcze bardziej, jak je przestane brac to znowu bede miala schozy a tak bede sie cieszyc ze zwalczam to sama.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
11 lis 2009, 01:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do