Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez wovacuum 05 paź 2009, 11:22
no idz do rodzinnego;moze ktos z tobà pojdzie?a jak nie to sama.poszlabym z tobà ale mieszkam baarzdzo daleko :smile: nie zwlekaj tylko idz.
wovacuum
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez magma88 05 paź 2009, 11:29
Ja tam poszlam do psychologa,jutro mam trzecia wizyte,to tylko rozmowy... nic strasznego,mam gdzies czy jakis znajomy mnie zobaczy w poblizu gabinetu do psychologa,wazne,ze mi on pomoze. U psychiatry tez bylam,bo to on daje tabletki na nerwice,psychiatra jest od nerwicy niestety. Radze isc,choc jak sama mialam isc to sobie wmawialam,ze tam chodza tylko psychole,bardzo chorzy ludzie. Ale uswiadomilam sobie w poczekalni,ze nie tylko. Pagadalam sobie nawet z jedna babka,ma depresje,wiec cos podobnego do leków nerwicowych. Bez tabletek nie da sie rady,nie musza byc chyba one od razu jakies mocne,ja biore asertin. kiedys juz go bralam i mi pomogl,tylko niepotrzebnie sama odstawilam,bo wszystko wrocilo:(Ale wierze,ze znowu bedzie jak ze dwa miesiace temu-normalnie:)
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 wrz 2009, 13:43

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez marcjanna 05 paź 2009, 12:37
Rodzinny standardowo wysyla mnie do psychiatry.......a mnie piecze skora na caly ciele, mam zimne poty i mdli mnie jak cholera;(
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
15 wrz 2009, 01:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez tet 05 paź 2009, 12:53
Ja tam wolę informować niektórych o mojej chorobie, lepiej żeby wiedzieli co mi się może stać i jak wygląda atak.. więc kiedy tylko mam okazję zabrać towarzysza - zabieram. Oczywiście najgorzej gdy brakuje mi tzw. wyjść ewakuacyjnych czyli np w autobusie. Obmyślam wtedy.. w razie czego wysiąde.. nie wiem położę się na przystanku. Gorzej jak nie zdążę dojść do drzwi, to co? Upadnę, "rozpadnę się" albo zacznę krzyczeć bla bla i inne tego typu schizole. Walka trwa nonstop, ale jak pisałam wyżej - nie zamierzam specjalnie ukrywać faktu, że jestem chora na nerwicę. Trudno, niech inni myślą co chcą
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez magma88 05 paź 2009, 14:51
W nerwicy ja tez strasznie sie pocilam,czasem strasznie bolala mnie glowa,niekedy brzuch tez mnie bolal. To wszystko z nerwów,ja bym poszla na twoim miejscu do psychiatry,samo nie przejdzie,niestety:( Ja juz co raz lepiej sie czuje,a bralam dopiero po pol tabletki przez osiem dni.Od jutra calą zaczne brac,ona jest na takie lęki jakie sa w nerwicach. No i staram się sobie wmawiac,ze bedzie dobrze,na poczatku na sile sobie wmawialam,ze nie jestem zdenerwowana i zaraz mi to serce przestanie tak mocno bic. Ale dopiero po tabletkach czuje sie lepiej,staram sie myslec pozytywnie....
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 wrz 2009, 13:43

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bliksa 05 paź 2009, 16:57
zanim zaczęłam brać leki było ciężko.. wyglądało to tak, ze nie wiedziałam co jest grane.. zwykle dzwoniłam do siostry i plakalam jej ze umieram i zeby tyrknęła na pogotowie ( tak jakbym sama nie mogła tego zrobic ;) ) siostra mnie uspokajała, kazała otworzyc okno, wypic duszkiem szklankę wody i zjesc łyżeczkę cukru (twierdziła, ze pewnie mi cukier spadł) i wiecie co jest najlepsze? pomagało ! niby taka bzdura, ale swięcie wierzyłam, ze starsza siostra ma rację i zna sie na tym, po prostu takie placebo, oszukiwałam mózg i wierzyłam w to co chcialam wierzyć. pomagało do czasu, az zdiagnozowano u mnie nerwice, depresje i agorafobię i juz nie mogłam sie oszukiwac ze to spadek cukru. teraz mam leki i jest OK ;)
Są takie chwile, w których człowiek przytuliłby się nawet do jeża.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1827
Dołączył(a)
26 kwi 2009, 16:19
Lokalizacja
F 41.2

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez wovacuum 06 paź 2009, 11:06
marcjanna napisz jak po wizycie u neurologa??pozdrawiam :smile:
wovacuum
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez msk 06 paź 2009, 12:35
Wczoraj trafiłam na to forum.Również mam nerwicę lękową.Jak się okazało od dzieciństwa(słabość w kolejce,w kościele,na apelu).Nie zdawałam sobie z tego sprawy.Ale tak na poważnie zaczęło się 4 lata temu.Po stracie jednej upragnionej ciąży.Potem urodziłam syna ale ciąże znosiłam okropnie.Cały czas bałam się stracić dzieciątko.Następnie bałam się śmierci przy porodzie,śmierci łóżeczkowej i każdego kichnięcia,zbyt długiego snu synka.Jak miał 3 miesiące zaczęło się na dobre.Mdłości całodobowe,chudnięcie,brak apetytu(potrafiłam nie jeść 4 dni tylko herbata),zawroty głowy,uczucie,że zemdleję,okropne bóle żołądka(zwijałam się z bólu jak embrion),szczypanie i pieczenie mózgu(śmiesznie to brzmi ale ja to tak odczuwam),całej twarzy,kołatanie serca,niewyczuwalność bicia,okropne bóle w klatce,wymioty,biegunka,poty,piski i szumy uszne,drżenia,zimno-gorąco,tiki nerwowe,duszność,strach przed jedzeniem,uczucie umierania.I tak dzień w dzień.Zaczęłam wyprawy po lekarzach wszystkich oprócz weterynarza.11 razy leżałam w szpitalu,z 50 razy bywałam na izbie przyjęć,raz karetka w domu.Badania w normie i usg,ekh,krew,mocz,kał,kt głowy,rezonans magnetyczny.Wtedy kolejna ciąża i znowu strach przed stratą-uzasadniony bo przed wigilią dziecko mi zmarło w brzuszku.Znowu wszystkie wyżej opisane dolegliwości.W końcu mąż wezwał do domu psychiatrę(ja domu nie wychodziłam.Bałam się ludzi,samochodów,sklepów,kościoła,spojrzeń ludzkich,wszystkiego)dał leki po których przyjechała karetka bo straciłam czucie po lewej części ciała,oczy mi się wybałuszyły,nic nie słyszałam i ledwo widziałam.Zbadali i stwierdzili nerwicę i za dużą dawkę leku.Brałam miansec i fevarin.Jednak ten drugi odrzuciłam.Po 5 miesiącach zaszłam w ciążę i rzuciłam leki.Próbowałam dać radę bez nich.Z marnym skutkiem.Znowu szpitale.Kardiolog wykrył niedomykalność dwóch zastawek i tachykardię.Trochę się cieszyłam,że w końcu na prawdę jestem chora i śmiało mogę powiedzieć mamie(zle mi życzą),babci,cioci i innym,że nie udawałam.Spędziłam ponad pół ciąży w szpitalu a resztę w domu w łóżku.Zlecenie ginekologa.A mi to nawet pasowało,bo tylko na wizyty do kardiologa i ginekologa wychodziłam.Wszędzie było mi słabo,serducho się odzywało.Do niedawna brałam lek na tachykardię ale po pewny ataku,po którym czułam,że przestało bić musiałam rzucić ten lek.Pojechałam do rodzinnego-na urlopie,zadzwoniłam do kardiologa-za granicą.W końcu wymusiłam na innym lekarzu ekg i wyszło,że serce bije 35 uderzeń na minutę a ja ledwo tam siedziałam.Znowu leki na podniesienia ciśnienia bo moje to 90/50,80/46.Ciężko mi bo mam w domu 3 dzieci w tym 5 miesięczne niemowlę,trzylatka i 11 latka.Znowu przyjechał psychiatra i przepiała nowej generacji lek przeciwlękowy(nie psychotrop).Zapisaną mam jedną tabletkę a ja dzielę ją sobie na granulki(obecnie 26 granulek,a zaczynałam od 2 hehe).Granulek w jednej tabletce jest około 150.Śmiało mogę powiedzieć,że czuję się znacznie lepiej.Choć nadal nie mam apetytu-a to skutek uboczny leku,mam mdłości,szczypanie mózgu a rano po przebudzeniu do około dodz12-tejdziwnie się czuję.Walczę z tym dizadostwem .Chcę jednak żyć bo jestem jeszcze młoda.Ale bez takiego cierpinia i wiecznego lęku przed wszystkim.Teraz już nawet wychodzę z domu(z całą rodziną),stoję w marketach w kolejkach i żyję.Nawet ochrzciłam dwa tygodnie temu synka-ciężko było i tupałam sobie nogami,żeby nie paść.Udało się.A i jeszcze jedno-już tak bardzo nie boję się być sama z dziećmi w domu(wcześniej mąż musiał brać wolne,żeby ze mną siedzieć a to nie jest dla naszej rodziny najlepsze,ponieważ On sam utrzymuje naszą rodzinę).Radzę sobie np.sprzątanie,odkurzacz,mopy itp. i przechodzi.Ale się rozpisałam ale mam nadzieję,że zrozumiecie.Musiałam się wygadać.Pozdrawiam wszystkich nerwusków:)http://www.nerwica.com/posting.php?mode=reply&f=1&t=4461&sid=0acceda00e94992ed79d56eb255a97df#)
msk
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
06 paź 2009, 11:19

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez motoko 06 paź 2009, 18:09
Msk, powodzenia... Ale wiesz, tak sobie myślę, że chyba niezbyt odpowiedzialnie postąpiłaś zachodząc w ciążę, z takimi objawami... :-|
Avatar użytkownika
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
15 gru 2008, 00:03

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez msk 06 paź 2009, 18:39
Myślałam,że mam to już za sobą bo w końcu noszę w sobie lekarstwo.I tak jestem z siebie dumna,że udało mi się bez leków przetrwać ciążę.Psychiatra stwierdził,że w moim przypadku to było dla mnie jedyne lekarstwo.Cieszę się,że mamy tego małego trzeciego skarba i to dla nich walczę i to ze skutkiem.Psychiatra mnie odwiedził,ponieważ obawiałam się tak wielkiego nawrotu jak 3 lata temu.Im szybciej,tym lepiej i zapobiegłam temu,uświadamiając sobie na czym ta "choroba" polega,jak z nią żyć i jak walczyć.Dzieci i mąż mi w tym bardzo pomagają.Najmłodszy synek na prawdę urodził się w najlepszym dla mnie okresie.I znowu chce mi się żyć.Nawet kiedy mam te gorsze dni a jest ich sporo.Nawet wtedy:)
msk
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
06 paź 2009, 11:19

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez motoko 06 paź 2009, 18:47
Mam nadzieję, że wyjdziesz z tego i wszystko będzie ok ;)


U mnie ataki wyglądają raczej standardowo, ale mam jeden objaw, który mnie mocno martwi... A mianowicie pod wpływem jakiegoś bodźca, skojarzenia... pojawia się nagle dziwny stan. Wszystko wydaje się inne. Patrzę na wszystko zupełnie inaczej, nachodzą mnie jakieś myśli, dziwne, nie wiadomo skąd. Ciarki przechodzą mnie od czubka głowy do palców, świadomość mi się niby nie wyłącza, ale jestem gdzieś jakby wewnątrz, wewnątrz siebie... Czasami gdy ktoś coś mówi do mnie to mam wrażenie, że słyszałam już to parę sekund wcześniej w głowie. To trwa maksymalnie minutę. Później znika tak samo niespodziewanie jak się pojawia. I wszystko jest ok. Zero pozostałości. Bardzo trudno to opisać :( Strasznie się tego boję, bo zupełnie nie wiem skąd się to bierze :? Ma ktoś coś podobnego? I zaznaczam, ze to na pewno nie są jakieś omdlenia :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
15 gru 2008, 00:03

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bliksa 06 paź 2009, 19:54
motoko, derealizacja-depersonalizacja-t1912.html?hilit=derealizacja - poczytaj sobie, pewnie o to chodzi ;)
Są takie chwile, w których człowiek przytuliłby się nawet do jeża.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1827
Dołączył(a)
26 kwi 2009, 16:19
Lokalizacja
F 41.2

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez motoko 06 paź 2009, 20:56
bliksa, dzięki, to chyba to ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
15 gru 2008, 00:03

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Korba 12 paź 2009, 16:35
Jeden z gorszych ataków w mojej nerwicowej karierze miał miejsce w piątek. Byłam na krótkim urlopie, poprzedniego dnia przyjechaliśmy do Pragi. Cały dzień zwiedzaliśmy, chodzilismy cudnymi uliczkami Starego Miasta i Malej Strany, siedzielismy w różnych knajpkach. Czułam się dobrze już od dłuższego czasu, nie miałam powodów obawiac sie tej poodróży. No więc łazimy sobie, łazimy, stajemy przy pewnej synagodze i czytamy jak dojść na stary żydowski cmentarz i nagle...... siuuuuuuuuuuu swiat zawirował i poczułam, że tracę kompletny kontakt z podłożem i wiruję, wiruję, wiruję... Chłopak zobaczył, że zbladłam, więc posadził mnie na kamieniu pod synagogą (hehehe). Serce już zaczęło się telepać na wszystkie strony i zrobiło mi się niedobrze i słabo. Powiedziałam tylko żeby mnie zabrał gdzieś, gdzie jest spokój..... Tylko że jesteśmy w centrum dużego miasta i jest godzina 16 i tłumy i korki. Wiem tylko że byłam ciągnięta za rękę ulicami pełnymi trąbiących samochodów, gadających ludzi, dźwięków muzyki wydobywającej się z knajpek. Na światłach korek, zepsuła się sygnalizacja, policjanci z gwizdkami usiłują zaprowadzić porządek a ja stoję wśród tłumu gadających i śmiejących się ludzi, a auta trąbią i trąbią. Wszystkie odczucia potęgują się, budynki zdają się powiększać o 1000 razy, głosy są 1000 razy głośniejsze, wszystko mnie przerasta, przerasta..... Idziemy przez mały park, a tam jakiś pokaz pantomimy i taka przejmująca muzyka temu towarzyszy, tylko jeszcze bardziej mnie to wystraszyło... Nie wiem jak - ale dociągnął mnie w końcu misio nad rzekę i tam powoli wróciłam do siebie. Powiem tylko, że to był mega matrix........
Korba
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 32 gości

Przeskocz do