Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez KasiaMi11 17 lip 2009, 09:38
Witajcie kochani.Mój dzisiejszy dzień to porażka.Duszno,ciasno w klatce,wdycham wdycham i wdycham,ciężko.Seroxat na mnie chyba nie działa,albo mam jakąś chorobę a oni mnie lecza na głowę.Mam już wszystkiego dość.Jedyna pociecha to to że idę dziś na wizytę kontrolną do psych.Albo mi zmieni lekarstwo albo nie wiem co.A jutro wyjeżdzam nad morze i miało być tak pieknie ,tylko my i dzieci...buuu : :cry: :cry: :cry: Sciskam was mocno kochani oby wam bylo lepiej niz mi...

Jakie serce taki lęk...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
11 wrz 2008, 13:13
Lokalizacja
Lublin

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Agal 17 lip 2009, 10:08
KasiaMi11 łączę się w bólu. Ostatnio paskudnie się czuję :( znów zaczynam sobie mocniej wkręcać choroby. Wcale sobie nie radzę. Kręci mi się w głowie, czuję "mrowienie w mózgu", mam mdłości, bolą mnie gałki oczu, głowa, mam problemy ze skupieniem wzroku, koncentracją... niby nie mam mocnych ataków, mam permanentny lekki atak :x .
Z drugiej strony po ponad roku terapii widzę po sobie, że przejmuję się bardzo duperelami. Byle głupota jest mnie w stanie wytrącić z równowagi. A jak wyluzuję, zajmę się tym, co lubię jest dużo lepiej. Mnie zawsze denerwuje pakowanie na wyjazd, KasiaMi, może za duże nadzieje pokładasz w tym urlopie? Wyluzuj, nastaw się pozytywnie i świetna rada od mojej terapeutki. Nie odganiaj natrętnych myśli, ale też nie zagłębiaj się w nie, pozwól im gdzieś tam być, ale zajmij się czymś innym, czymś co lubisz robić. Najgorsze co można zrobić to usiąść i myśleć... wiem, bo ciągle to robię :( I nie szperaj po internecie i nie szukaj sobie chorób!
Kiedyś będę wolna!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
06 gru 2005, 13:33

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez KasiaMi11 17 lip 2009, 17:07
Agalku kochana,masz rację może ja za dużo wiąże z tym wyjazdem,przecież wiadomo ze nerwica mi tam nie przejdzie.Nie chcę tylko czuć juz tych wszystkich objawów ...nie mam sił.Wczoraj w pracy podczas ataku tak zapitalałam jak mały samochodzik,nie mogłam nawet ustać w miejscu a co mówić żeby usiąść.Wykonuję swoje czynności zawodowe bardzo dobrze,staram się ukrywac to co się ze mną dzieje,ale męczę się okropnie.Jejku a na terapię pójdę dopiero za trzy tygodnie o rany!Muszę jakoś wytrzymać.

Jakie serce taki lęk...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
11 wrz 2008, 13:13
Lokalizacja
Lublin

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez StahuPL 21 lip 2009, 22:08
Ataków nie mam zbyt częstych. u mnie raczej jest ciągły niepokój. Jednak kilka ataków miałem, i to bardzo poważnych. Ci co śledzą od czasu do czasu moje posty wiedzą że sytuację domową mam nie najlpeszą, i właśnie z tej przyczyny owe ataki miałem. W szczegóły się nie będe wdawał, ale tuż po domu dziecka miałem ogromny atak, aż musiałem się położyć bo z nerwów, z takiego panicznego leku nie mogłem ustać, ba, nawet siedzieć. Najpierw był paniczny lęk, potem ogromna furia.
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
99
Dołączył(a)
21 cze 2009, 21:18

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez krzymark3 23 lip 2009, 19:01
cicha woda napisał(a):Do jakich miejsc boicie się chodzić w obawie przed atakiem? U mnie zaczęło się od Ko�cioła. Raz zasłabłam bez wyra�nej przyczyny. Przedtem chodziłam co niedzielę do Ko�cioła, jednak po tym ataku bywam tam dwa razy w roku, choć bardzo bym chciała chodzić czę�ciej ale po prostu boję się. Podobnie jest z autobusami i tramwajami, przeważnie mam uczucie że zaraz zemdleję i szukam miejsca siedzšcego. Ostatnio podobnie jest w długich kolejkach i supermarketach. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Czy was też w tych miejscach napadajš lęki? Czy macie je zupełnie gdzie indziej? Jakie macie wtedy objawy?

edyt. tematu/Jaśkowa
i Amy Lee

Nie wiem czy leczysz się,czy nie...? Ja miewam napady lękowe w takich miejscach,ale uważam,że spowodowane są sygnałami spod świadomości,która to została negatywnie nakarmiona w tych miejscach i bez przyczyny się odzywa(kościół)..Kolejka w sklepie czy autobus,to miejsca gdzie za dużo się słyszy i bodzce odbierane są nawet gdy o tym nie myślimy..Długo już mam z tym problem,aż niedawna wizyta u psychiatry i odpowiednie leki i zaczyna być lepiej...Pozdrawiam...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
23 lip 2009, 12:18

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez :Nicole: 26 lip 2009, 15:28
Drodzy wrażliwi koledzy i koleżanki! (wrażliwi - bo tacy jesteśmy i lepiej brzmi :-))
Czytam to wszystko i bardzo wam współczuję, gdyż ja przechodzę przez podobne tortury.
Czytałam wyżej że macie problemy tzw "wyjazdowe" - ja też je mam. Moje ataki wyjazdowe zaczynają się ok. 2 tyg. przed upragnionym wyjazdem, niby należało by się cieszyć, ale ze mną się dzieją "cuda" nie z tej ziemi. Strach, ciągłe myśli o tym, co się może stać, wyobrażanie sobie najgorszych scen o mnie, o mojej rodzinie. Jednym słowem - makabra.
Druga rzecz i to niestety pogłębiająca się - strach przed chorobami. Ostatnio - można powiedzieć nie mam ataków, tylko jeden nieustanny atak, nawet we śnie. Nie mogę na chwilę nawet odprężyć się i nie myśleć o chorobach. Prześladuje mnie przede wszystkim rak, potem zawał. To samo dotyczy myśli o moich bliskich. Dziecko ma problemy z zatokami. Wczoraj i dziś skarżył się na ból główki, co czasem się zdarza przy chorych zatokach, usłyszawszy to - pierwsza myśl - tętniak, nowotwór mózgu. Jutro po prostu muszę iść z nim do lekarza i dostać skierowanie na tomografię, choć ponoć nie ma potrzeby robić tego badania z byle powodu, bo szkodzi w jakimś stopniu. Co ja mam ze sobą zrobić? mam po prostu już problemy z sercem, ciągle mnie niepokoi, ileż można...
Wybaczcie, proszę, że tak histeryzuję, ale już nie radzę sobie całkowicie. :-(
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
24 lip 2009, 23:26
Lokalizacja
Kraków

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez ewaryst7 26 lip 2009, 17:14
Do Nicole.Nie jesteś przypadkiem moja siostrą? :D Mam To samo.Wlaściwei , to mam chyba wszystkie choroby .. no może procz AIDS:) Z dziećmi mam podobnie.Boli palec , a ja zaraz "Boże , może to rak kości!"strasznie to dolujące , tak cale dnie sobie coś wkręcać.Ech...:)
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez :Nicole: 26 lip 2009, 17:20
Ewa, no w sumie niby jestem jedynaczką, ale objawy wskazują na to, ze mam siostrę :D
Dokładnie to samo! Mnie też boli ręka - bo meble przestawiałam i oczywiście to rak kości! :)
Ale teraz to my niby gadamy z humorem, a wystarczy zostać sam na sam ze sobą i zaczyna się... :(
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
24 lip 2009, 23:26
Lokalizacja
Kraków

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez ewaryst7 26 lip 2009, 18:46
O tak... Zaczyna się wtedy jazda:) Wiesz? fajnie jest wiedziec , że nie tylko ja , jestem taka szurnięta.ale to bardzo dobrze , że potrafimy się z tego śmiać.To znaczy , że mamy do tego dystans , większy niż nam się wydaje.A powiedz mi , na co dzisiaj chorowalaś?:)
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez :Nicole: 26 lip 2009, 21:44
Ewa, dzisiaj raczej moje dziecko "chorowało" - jak wspomniałam z tym bólem głowy. Potem ja zaczęłam chorować na "niepotrzebną nikomu osobę" i poszłam spać kilka godzin. Stąd dopiero teraz odpowiadam. Źle ... bardzo źle. :(
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
24 lip 2009, 23:26
Lokalizacja
Kraków

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez martyna87 28 lip 2009, 12:19
Dzień dobry wszystkim jestem tu pierwszy raz i cieszę się, że tu trafiłam :smile: chodziłam do lekarzy i mówili mi, że mam zaburzenia lękowe to to samo co nerwica? chyba tak mam te same objawy co wy. Żyję z tą chorobą już dwa lata :cry: na początku sobie radziłam zaszłam w ciąże chodziłam sama do lekarza bez tabletek byłam zdrowa zadowolona no ale nie stety poroniłam :cry: potym wszystkim zamknęłam się w domu, potem zaczęłam pracować było ciężko ale dawałam radę przez parę miesięcy wszystko było dobrze pewnego dni w pracy zrobiło mi się słabo zaczęłam się dusić :cry: zwolniłam się do domu tata po mnie przyjechał. Po pewnym czasie się uspokoiłam ale wzięłam tydzień wolnego na wszystkie badania nic nie wykazało niby dlaczego niby? bo jeden lekarz mówi że wszystko dobrze, że jestem zdrowa, inny że muszę jak najszybciej do kardiologa bo coś tak z sercem nie gra mam duże problemy z serduchem moim silne uderzenia potem duszności :cry: siedzę w domu jest wszystko dobrze jestem moim narzeczonym jest ok też ale są dni kiedy siedzę, śmieję się i nagle serce się odzywa typu silne uderzenia jak ktoś by młotkiem walił od wewnętrznej strony potem serce idzie do gardła (takie wrażenie ) a potem duszności :cry: masakra po prostu. Wychodzę ze swoim do miasta czy wyjeżdżamy do Gdańska ja też do W-wy jeździłam ze znajomymi np na obronę wszystko było ok. ale sama??????????? nieeeeeeeeeeee :cry: boje się mam takie lęki że szok boję się że się udusze, że padnę na chodniku że nikt mi nie pomoże a jak pomoże to wszyscy będą się na mnie gapić jak na idiotkę boję się że padnę na ulicy :cry: itd. moje ataki wyglądają tak::::: jest wszystko super czy w domu czy na mieście rozmawiam przez tel. czy kogoś spotkam na mieście jest ok idę dalej jest super sama do siebie się uśmiecham ale nagle serce :cry: mostek ściska do tyłu silne uderzenia gorąco silne zawroty nogi jak galareta i okropne pieczenie w mostku na piersiach jak ktoś by mi żar położył :( i już po mnie ktoś musi przyjechać bo po karetkę nie dzwonie bo po co jeszcze gorszego ataku dostanę ze stresu nigdy nie dzwoniłam bo nie potrzebowałam bynajmniej tak mi się wydawało ;) wiecie u mnie zaczyna się zawsze od serca teraz 8 sierpnia idę do kardiologa prywatnie zobacze co powie ;) nie wychodzę sama już od paru miesięcy ale niedługo muszę wyjść pewnie na rozmowę kwalifikacyjną bo z tamtej pracy szef zrobił mnie w ....... ;) jak czytam te posty robi mi się lepiej bo wiem że wy to też macie bynajmniej podobne objawy wiecie co za horror przechodzę czasem a ja wiem jak wy przechodzicie ;) nie wiem jak to wszystko się ułoży. Nie wiem co mam robić podczas ataku duszności i zawrotów głowy byłabym wdzięczna za podpowiedź małą a w szczególności za odpisanie. Pozdrawiam wszystkich ;) :D
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
28 lip 2009, 11:52

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 28 lip 2009, 22:47
Dziewczyny, jakbym o sobie czytala...moj lęk przed chorobą wrecz nie pozwolił mi się dzisiaj skupic i pracowac...moje ostatnie OB wyszlo 15 i dostalam ataku histerii u lekarza. Patrzyl sie na mnie jak na jakąś nienormalna.. i mowi "o co Pani chodzi z tym ob?", a ja jak to o co, norma jest do 12 mm u kobiet...a on, ze 15 to tez dobrze, a ja juz bylam załamana. ciagle teraz o tym myslę, płaczę, ze to za duzo. boszsze wykoncze sie. Na samą mysl o kolejnych badaniach do pracy robi mi się słabo. Wrecz wole do pracy nie iśc, niz znowu zobaczyc moje OB. Koszmar, Jestem tak zestresowana , ze najlepiej lezalabym tylko w łózku pod kołdrą.
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez ixi100 31 lip 2009, 20:18
Witam. Pisze na tym forum poraz pierwszy, czytając posty wcześniej. Borykam się z nerwicą lekową już od 5 lat prawie. Po niby pozytywnym wyleczeniu po 3 latach farmako i psychoterapii choroba wraca. I w tym właśnie problem , jestem osobą która ma na utrzymaniu rodzinę, obecnie włóczę się z firmy do firmy z uwagi na chorobę - jest mi poprostu źle z tym jak ludzie na mnie patrzą kiedy dostje ataku w pracy - jestem wtedy bezradny jak roślinka (zawsze staram się ukrywać chorobę więc jak mam atak w domu zawsze starałem się brać urlop żeby nikt nie widział co się ze mną dzieje i wtedy zawsze nikt o niczym nic nie wiedział bo wtedy kiedy nie było ataków zachowywałem się normalnie) ale urlop kiedyś się kończy i wiadomo L4 w dobie kryzysu nie jest dobrym rozwiązaniem i nawet jak go nie było to też nie było dobre rozwiązanie. Do czego zmierzam Pracodawca widząc taką przypadłość u osoby stara się pomalutku takiej osoby "pozbyć" i tak się dzieje już nie będę nic mówił o wpływie na otoczenie pracownicze itd. sami sobie dopiszcie. Zastanawiam się dlaczego nie możemy zawalczyć o specyficzne warunki pracy dla osób z taką przypadłością , zapeniam że taka włuczęga po zakładach pracy nie wpływa pozytywnie na dalsze zdrowie psychiczne. Pozdrawiam i proszę napiszcie co o tym myślicie , myślę że nie jestem odosobnionym przypadkiem, napewno więcej osób boryka się z podobnym problemem.....
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
31 lip 2009, 19:57

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Victorek 31 lip 2009, 21:43
ixi100, witaj. Ja tez się borykam w ten sam sposób, co prawda pracuję od roku w tej samej firmie, ale chyba tylko dlatego że mam klucze do swojego magazynu i mogę uciec w razie potrzeby...:) ale od dwóch tygodni jestem na urlopie bo miesiąc temu zachorował mój kolega i wszystko sam musiałem robić i był to problem, tu serducho czuje jak wysiada, tu już atak, derealka a tu dostawa, klienci, co chwila wychodzenie do kibla żeby uspokoić myśli, głupie spojrzenia na moją spoconą głowę itd.
Teraz myślę nad zmianą pracy. Ale i tak wiem że to nie najlepsze wyjście. Najlepsze bez dwóch zdań byłoby zwycięstwo z nerwicą, tzn pozbycie się lęków, objawów, myśli. pozdro
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do