Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez piterqw 29 mar 2009, 20:43
No ale wszystko wskazuje na to że to nerwica lekowa tak? Chciałbym sie upenic bo jezeli mam racje to przynajmniej jest jakaś diagnoza i można leczyć spokojnie a jezeli to cos innego to nie byłbym pocieszony;)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 mar 2009, 19:48

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pajak 29 mar 2009, 21:41
piterqw, My tutaj nie jesteśmy lekarzami więc nie możemy stawiać diagnoz, aczkolwiek np według mnie masz dokładne objawy nerwicy. Czemu tak myśle, ano dlatego że ja mam dokładnie takie same objawy jak Ty a mam stwierdzoną nerwice. I dopisuje się do tego co pisali moi przedmówcy, że LSD nie wywołało u Ciebie nerwicy, ona była w Tobie a to jej pomogło wyjść z Ciebie. Czy ja wiem czy to lepiej czy gorzej ? Trudno powiedzieć. Tak przynajmniej wiesz ze ona jest i możesz świadomie z nią walczyć. U mnie w sumie przyszła kiedyś na dużym kacu i tak też już zostało do dziś. W sumie też jestem uwięziony na swoim osiedlu ... tak naprawdę jak czytałem Twój post to jakbym czytał o sobie. Moim zdaniem pewne co powinieneś zrobić to wizyta u dobrego psychiatry, bo niestety nieleczona nerwica może się pogłębiać, z leczoną można żyć a nawet ją wyleczyć :) Na koniec dodam optymistycznie że ja już raz prawie wyszedłem z nerwicy, w sumie mam ją tylko dlatego że na własne życzenie zbyt wcześnie zakończyłem leczenie. No kończę bo się rozpisałem :)
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
240
Dołączył(a)
12 sty 2007, 00:30
Lokalizacja
Człuchów

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez piterqw 29 mar 2009, 21:59
No ja ci powiem że potej akcji z kwasem był krótki okres spokoju i wracałem ze szkoły mega skacowany tramwajem i wtedy mnie zaatakowało ale to było takie uderzenie panicznego strachu w klatce piersiowej że zerwałem się i chodziłem po tramwaju odmawiając zdrowaśki a jakby to był stary tramwaj to bym autentycznie otworzył drzwi wtrakcie jazdy i wyskoczył. No i wsumie od tego czasu już zaczeło byc tylko coraz gożej i wsumie zyje z tym 7 lat bez lekarstw poza jednym incydentem co miałem pramolan. Cieszy mnie to ze napisałeś że jak czytałeś mój post to tak jakbys osobie czytał bo przynajmniej wiem że mój przypadek nie jest jakiś odmienny. Powiem ci jeszcze tak ze teraz siedze na kacu po dwóch dniach ostrego picia i pisząc to cały czas walcze zeby mnie nie zaatakowało i wiem ze noc będzie nieprzespana bo jak sie połoze to na bank zaatakuje a to już sie staje tak silne ze cięzko nad tym kontrole trzymac wiec musze isc do lekarza bo sie wykoncze i alkohol odstawic bo wiem ze on się przyczynił w najwiekszym stopniu do postepu nerwicy u mnie. Powiedz mi tak czy odczuwałes ten taki paniczny strach w klatce piersiowej ? Bo mnie jak to dopadnie to sie normalnie robie cały jak zwaty... koszmar i paranoja.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 mar 2009, 19:48

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pajak 29 mar 2009, 23:09
Tak, odczuwałem strach i atak w klatce, do tego jeszcze skoki ciśnienia. Ból w okolicy serca, lub w mostku, taki jakby Ci słoń usiadł, albo kłucie - normalnie paleta różnych nerwobóli. Na to akurat biorę propranolol, świetnie mi pomaga.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
240
Dołączył(a)
12 sty 2007, 00:30
Lokalizacja
Człuchów

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez piterqw 29 mar 2009, 23:20
kłócie w mostku dokładnie... mam to samo a od cisnienia to mam az czasami czoło mokre. ten propranolan to na cisnienie tak?;> Ojciec to ma to moze bym wziął jedną tablete tylko boje sie ze jakoś zle mi zadziała a dzisiaj na kacu to sobie moge cos wkrecic. A jakie leki jeszcze bierzesz?
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 mar 2009, 19:48

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez KasiaMi11 30 mar 2009, 15:26
Piterqw propranolol nie jest lekiem na ciśnienie.Nie polecam stosowania leków kardiologicznych ot tak sobie.Tego typu leki powinien zlecić lekarz.A już w ogóle podejscie typu że kolega ma takie same objawy i dostał coś to i ja to wezmę jest karygodne!Mówię Ci to ja stara pielęgniarka.No może nie stara :D

Jakie serce taki lęk...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
11 wrz 2008, 13:13
Lokalizacja
Lublin

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pajak 30 mar 2009, 22:49
dokładnie zgadzam się z kasią, że nie można brać czegoś bo ktoś bierze np ja bo mam podobne objawy ale akurat kasiu propranolol ma też inne zastosowanie. Np to lek który biorą niektórzy przed wystąpieniami publicznymi, przynajmniej według mojej dr. psychiatrii :)
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
240
Dołączył(a)
12 sty 2007, 00:30
Lokalizacja
Człuchów

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez butt3rfly 31 mar 2009, 01:04
Aloha znerwicowani :)
Mam identyczny problem. Moja historia zaczęła sie 2 lata temu, gdy szlam do szkoly i co chwila mialam dodatkowe skurcze nadkomorowe :/ Mówiłam sobie 'wszystko jest ok., zaraz przejdzie' jednak nie dałam rady i wróciłam do domu. W sumie to już wczesniej w szkole mialam jakieś dziwne 'ataki' robilo mi sie goraco, bałam sie, że zemdleje-koszmar. Bałam sie wychodzić z domu, nie chodziłam do szkoły mówiąc mamie, że sie źle czuje, że sie przeziębiłam i tak mijały dni (ok. 2 tyg.) nie potrafiłam powiedzieć mamie co mi jest, myslałam, że to chore, że jestem jakims odosobnionym przypadkiem. W końcu powiedziałam przy pomocy mojego byłego chłopaka, że sie boje wychodzić z domu, że dzieje mi sie cos z sercem. Zapisałam się do kardiologa, strasznie sie bałam do niego pójśc. Lekarz zdiagnozował wypadanie wpłatka z zastawki dwudzielnej, powiedział, że to nic poważnego, że dużo ludzi ma takie coś i to nie jest groźne dla życia. Troche sie uspokoiłam, ale nadal sie bałam wyjśc z domu. Przestałam całkiem chodzic do szkoly, siedzialam w domu 3 miesiace. Miałam duzo czasu wolnego, więc godzinami przesiadywałam w necie. Zaczełam szukac choroby jaka mi dolega, w koncu znalazłam: nerwica lękowa :( sama sobie ją zdiagnozowałam i sie potwierdziło. W grudniu zapisałam sie do psychologa państwowego. Nie chciałam do niego iść i mówić mu o swojej chorobie, nie potrafiłam o tym mówić, zawsze wtedy płakałam. Oczywiście miałam różne dolegliwości pocily mi sie rece, mialam kołatania serca, mrowienie w głowie, ciagły stres i wewnetrzny lęk,czulam ze zaraz sie udusze, jakbym cos miala w gardle, ect., zaczełam mniej jeśc. Podczas całej choroby schudłam z 47 kg. do 42 kg :( cały czas leżałam w łóżku, nie mialam siły na nic. W nocy bałam sie zasnac. Czasami mialam takie chwile kiedy myslałam, że to juz koniec, że zaraz umre - straszne uczucie :( W końcu nadszedł czas kiedy musialam iśc do psychologa, pamiętam jak płakałam i błagałam mame, żeby przelozyc wizyte, bo nie dam rady wyjśc z domu. Ale w końcu ubralam sie i pojechalam z wujkiem samochodem do lekarza. Pod samym szpitalem mialam wypadek samochodowy :( poszlam do psychologa, okazalo sie, że dzisiaj go nie ma, kilkanaście metrów dalej był szpital, w którym spędziłam cały dzień na badaniach po wypadku. Na szczęście nikomu nic sie nie stało. Wróciłam do domu i po kilku dniach znowu zapisalam sie do psychologa, tym razem wizyta się udała, doktór przepisała mi proszki. Zaczełam je brac, na początku odczuwałam jakieś skutki uboczne, ale po tygodniu juz widzialam poprawe, lepiej sie czułam. Zaczełam wychodzić z domu ale bardzo żadko. Po miesiacu mialam przyjśc na kontrol niestety moja Pani psycholog odeszła i byłam przyjęta przez bardzo niemiła panią z która nie miałam ochoty rozmawiać. Kazała mi odstawić proszki, które biore i przepisała mi nowe. Nigdy wiecej do niej nie poszłam. Nadal bralam proszki, które dostałam od pierwszej psycholog. W końcu ktos mi polecił jakąś dobra prywatną psycholog. Poszłam do niej w lutym lub w marcu. Bardzo miła Pani, opowiedziałam jej o całej historii. Nie leczyła mnie prochami tylko jakimiś 'swoimi' sposobami. Było coraz lepiej, czytałam dużo książek o tej chorobie, sluchalam relaksacyjnej muzyki-interesuje się jogą, wychodziłam częściej z domu, ale nigdy sama. Cały czas brałam te same proszki, bałam sie je odstawić, że znowu sie pogorszy. Wizyty u prywatnego psychologa troche kosztowaly, ale bylo warto. W sumie okolo 8 wizyt i sama wychodzilam z domu, bylam szczesliwa, że znowu wychodze z domu, moge normalnie żyć!! W dodatku odstawilam proszki-sukces! Byłam strasznie chuda, postanowilam przytyć-udalo sie +13 kg =54kg!! :) Ten koszmar trwał 8 miesiecy (oficjalnie, a nie oficjalnie to już jakieś 7 lat:/ - wtedy nie wiedziałam, co mi dolega i ze istnieje taka choroba jak nerwica lękowa). Oczywiscie zawaliłam 3 klase :/ Przepisałam sie do zaocznej szoły, na wypadek gdyby choroba miala wrocic, poza tym w tygodniu miałam możliwość pracowac. Zaczełam rok w nowej szkole, znalazłam prace i nowych przyjaciol-lepiej być nie moglo! :) Poł roku byłam wolna od tego cholerstwa. W grudniu w pracy mialam 'atak' strasznie sie balam, krecilo mi sie w glowie, bylo mi duszno, serce sie telepało, pocily mi sie rece. Ale starałam sie o tym nie myslec, bo zwariuje. Przeszlo. Później mialam jeszcze kilka takich atakow, co pare dni. Ale po kilku dniach przechodzilo i bylo ok. W koncu wrocilo na tydzien :/ znowu nie wychodzilam z domu, znowu lęki. Przeszlo. Teraz wraca co jakis czas na tydzien-dwa, niewiem skad i dlaczego. Nie umiem sobie z tym poradzic :( Od ponad 3 tygodni nie wychodze z domu! W sobote ide do psychloga, mam nadzieje, że mi pomoże. Fajnie jest pogadac z ludzmi, ktorych dotyczy to samo. Ludzie, ktorzy tego nie przezyli nie zrozumieją nas. Wydaje im sie, że nas rozumieją, a tak nie jest. Czasami sie łudze, że to przez pogode, mam zły nastroj, kiesko sie czuje i nie chce wychodzic z domu. Czekam aż przyjdzie wiosna, mam nadzieje, że wtedy wszystko sie ułoży. Słońce daje energie i w pewnym sensie motywuje to działania :) Poza tym pomaga mi muzyka-reggae!! Dużo pozytywnych tekstów, riddimy. Kiedy tylko wstane i włącze komputer od razu puszczam moja ulubioną muzyke :) Pozytywne nastawienie do życia to podstawa!!-heh i kto kto mówi ;) Mam nadzieje, że uda Wam sie z tego wyjść :) Trzymam za Was wszystkich kciuki (no i za siebie ;)) 3majcie sie cieplutko! :)

Ehh ale sie rozpisałam, mam nadzieje, że chce sie Wam to czytac :P
Inaczej nie dalo rady tego opisac (krócej) ;)

P.S. Raaaany ponad 3 godziny zajęło mi pisanie tej historii :P Heh już was nie męcze ;)
*Chce, żeby wiara i emocje brały górę,
Chce się życiem cieszyć, nigdzie się nie spieszyć,

Śmieszyć tych, co zamiast żyć,
Nonsensów rzędami zapisują notesy,
I świadomie decydować jak chce żyć i kim chce być.*



One love.
Blesss.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
29 mar 2009, 23:52
Lokalizacja
warszawa

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Radi 31 mar 2009, 13:06
Cześć. Nie martw się też mam wypadanie płatka zastawki mitralnej (jakoś tak się to nazywa ). Nie zamartwiaj się tym,i mnie dotknęło to nagle tak jak 18 lat temu spadła na mnie depersonalizacja i derealizacja. Sam płatek wysypałmi się ok 10 lat temu. Początki były koszmarne może rok czy dwa. Myślałem, że to mój koniec. Każde pogotowie, które mnie mijało odbierałem jakby zaraz miało zgarnąć mnie z ulicy. Kołatania serca trwające i pół roku powodujące bezsenność... i to samo serce bijące jakby każda komora waliła w własnym rytmie. Po ok 2 latach polepszyło się. Owszem te wszystkie objawy powracają lecz są krótkotrwałe. Częściej pojawia się na tym tle pieczenie w klatce piersiowej. I żyję... Ty też żyć będziesz wiem jak to jest ciężko wiem doskonale wiem czym jest nerwica i cały ten nasz świat... Jeszcze na pocieszenie z tym wypadaniem płatka który omal psychicznie nie wpędził mnie do grobu uprawiałem sport i z takim płatkiem można było przebiec bez odpoczynku po kilkanascie kilometrów dziennie biegałem po ok 7 km do tego non stop jazda rowerem... ot co kiedy płatek zaczął klepać zwolniłem czy odłożyłem sobie trening. Trzymaj się mocno w razie pytań napisz pozdrawiam Radi

[*EDIT*]

I jeszcze jedno późno piszesz a musisz się wysypiać !!!! :D
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
04 lut 2009, 15:52

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez butt3rfly 31 mar 2009, 13:28
Radi napisał(a):I jeszcze jedno późno piszesz a musisz się wysypiać !!!! :D

Hehe posta zaczełam pisac po 21 :P nie wiedzialam, ze to mi zajmie tyle czasu ;)
Podobnie jak Ty wczesniej bardzo duzo biegałam, uwielbiam grac w kosza i wszelkie sporty, prowadziłam aktywny tryb życia :) Ale od kiedi zaczełam miec te kołatania przestraszyłam sie, i teraz sie oszczędzam, boje sie, że z przemeczenia zemdleje :( Nie biegam, jak gram w kosza, to staram sie nie meczyć... Trudno tak żyć, bo kocham sport! Ale co zrobic... :(
*Chce, żeby wiara i emocje brały górę,
Chce się życiem cieszyć, nigdzie się nie spieszyć,

Śmieszyć tych, co zamiast żyć,
Nonsensów rzędami zapisują notesy,
I świadomie decydować jak chce żyć i kim chce być.*



One love.
Blesss.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
29 mar 2009, 23:52
Lokalizacja
warszawa

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Paula8424 31 mar 2009, 13:37
Ja sie trasznie boje chodzic do kogos do domu bo zawze boje sie ze bedze mial za duszno lub za cieplo i zaczne sie zle czuc. Zauwazylam tez ze atak dopada mnie w supermarketach zwlaszcza jak jestem tam sama.Nie lubie siedziec w miejscu gdzie nie ma dostepu do okna i gdzie nie moge wyjsc kiedy zechce. Moje ataki zazwyczaj wygladaja tak ze nagle robi mi sie goraco i zaczynam sie cala trzasc rece mi lataja robi mi sie duszno slabo ale nigdy nie mdleje tylko musze wyjsc na powietrze pooddychac swiezym powietrzem. czesto tez mam bole z lewej strony klatki piersiowej i czuje jakby mi sie gardlo zwezalo straszne uczucie. Nie wiem jak wy macie ale ja wlanie tak to przezywam za kazdym razem staram sobie tlumaczyc ze to tylko atak ze nic tak naprawde mi sie nie dzieje ze to psychika i przechodzi az do nastepnego ataku:( niestety. czy ktos ma z was tak samo?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 mar 2009, 18:23

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez ona1 31 mar 2009, 14:57
Paula8424 mam identyczne objawy jak Ty, dlatego dobrze wiem co czujesz, tez boje sie chodzic do kogos siedziec w szkole bo boje sie ze bedzie zbyt duszno, goraco i ze znowu bedzie brakowalo mi powietrza i nie bede mogla oddychac :( w supermarketach jest tak samo, kreci mi sie w glowie, zawsze jest duszno, boje sie ze zemdleje. Tez staram sie zawsze tlumaczyc sobie ze to tylko nerwy, ze nic mi nie jest ale i tak musze wyjsc na swieze powietrze bo nie wytrzymuje :( to jest straszne, nie mozna normalnie funkcjonowac :(
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
24 mar 2009, 13:33

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Paula8424 01 kwi 2009, 08:27
dokladnie nie mozna normalnie funkcjonowac:( kiedy jak mi serce szybciej bilo to nie roilam z tego takiej afery a teraz tylko lucham swojego serca jak bije czy m ocno czy nie za szybko etc horror nie mowiac juz o tym co moi najblizi przezywaja ze mna( nie wiem jak oni to wytrzmja. z jednej strony mysle sobie pojde do lekarza ale co dostane znowu jakies leki i co bede je brala do konca zycia ehhhh szkoda low czuje sie casami jak taruszka a mam 24 lata
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 mar 2009, 18:23

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Sweety 01 kwi 2009, 08:43
Paula8424 napisał(a):z jednej strony mysle sobie pojde do lekarza ale co dostane znowu jakies leki i co bede je brala do konca zycia ehhhh szkoda low czuje sie casami jak taruszka a mam 24 lata


A antykoncepcję łykasz?
Chyba lepiej brać leki i normalnie żyć niż w wieku 24 lat być staruszką...?
ŻYĆ W LĘKU TO ŻYĆ POŁOWICZNIE!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
23 cze 2006, 21:08

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 26 gości

Przeskocz do