Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez buszujacywtrawie 20 sty 2016, 12:30
A u mnie stały, silny lęk. Nasila się w południe, zanika wieczorem. Na szczęście jutro psychiatra...
Posty
388
Dołączył(a)
07 maja 2013, 21:45

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez WinterTea 20 sty 2016, 17:14
Cortezjusz, Może też spytać o Twoje relacje w rodzinie, o dzieciństwo, o to czego od niego oczekujesz, w jaki sposób może Ci pomóc.
Dobrym pomysłem jest właśnie zapisanie sobie odpowiedzi na powyższe pytania (tak, jak też radzi Ci alu), bo prawdopodobnie będzie Ci łatwiej gadać.
"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"
(John Lennon)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2209
Dołączył(a)
29 mar 2014, 18:20
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 21 sty 2016, 00:13
Cortezjusz, to terapeuta jest od tego, żeby prowadzić rozmowę i żebyś czuł się komfortowo na sesji z nim (jeśli tego nie ma, znaczy się, że terapeuta nie jest zbyt dobry). Ty musisz mieć w sobie zgodę na to, żeby on Ci pomógł i masz starać się zrobić wszystko dla siebie, nie dla niego. Nieważne, jak coś ubierzesz to w słowa. Dobry terapeuta będzie umiał Cię poprowadzić. Przygotowanie się jakieś specjalne według mnie nie jest konieczne. Ileż to razy po drodze na terapię układałam sobie w głowie, co chcę powiedzieć, o czym porozmawiać. A jak już weszłam, to nagle coś zupełnie innego było najważniejsze. Nasza podświadomość czasem działa, jak jej na to pozwolimy :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez insadness 23 sty 2016, 16:13
Bardzo prosze Was o pomoc. Odkrylam u siebie nerwice. Zwykle placenie w sklepie powoduje u mnie silny stres i trzesa mi sie rece, serce wali jakbym zdawala wazny egzamin. Czy te objawy ustana jezeli pojde po leki uspokajajace? Jak to pokonac? Bardzo mi to utrudnia zycie. Mam problem z blednikiem przy silnych atakach. Chodze wtedy jak pijana i ludzie to widza... Bardzo sie boje tych objawow. To sie poglebia... Mam ochote sie zabic... Wczoraj zmusilam sie do wyjscia z domu i to sie pojawilo. Nie wiem co robic. Kilkakrotnie mialam podobne objawy. Teraz boje sie, ze to zostanie...
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
09 sty 2016, 20:29

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez WinterTea 23 sty 2016, 21:13
insadness, Opinii na temat leków uspokajających jest tyle, ilu żyje ludzi... Ja akurat nie jestem zwolenniczką brania leków. Dla mnie to już ostateczna ostateczność, bo staram się wspomagać siebie "na czysto"... Nie wiem też, czy w Twoim przypadku pomogą leki, czy nie. Według mnie skuteczniejsze byłoby walczyć z przyczyną, a wiem z własnego doświadczenia, że podobne objawy, do tych które opisujesz są możliwe do opanowania (o ile to na pewno nerwica).
Leki uspokajające mogłyby też zadziałać jako efekt placebo... Nie wiem, co Ci jeszcze doradzić... Dodam jeszcze tyle, że niestety może być tak, że jeśli nie uda Ci się przekonać siebie, że objawy nerwicy Cię nie zabiją, to może być tylko gorzej. Ja tak miałam, dopóki nie poszłam na terapię i nie zaleczyłam tego dziadostwa.
Może też powinnaś spróbować o tym porozmawiać? Uważam, że same leki na uspokojenie nie pomogą na dłuższą metę, bo po czasie i tak możesz zacząć znów niepokoić się objawami, a niepokój je tylko nasili. Takie to błędne koło nerwicy... :(
"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"
(John Lennon)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2209
Dołączył(a)
29 mar 2014, 18:20
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez insadness 24 sty 2016, 14:04
WinterTea, dziekuje za odpowiedz. Wiem, ze powinnam pracowac nad soba, jednak sprawy poszly za daleko i teraz czuje sie jakbym nie miala wyjscia. Codziennie budze sie z checia spania dalej, niepamiecia chwilowa, ale to tylko chwila, po czym cale pieklo wraca na nowo. Nie chce uciekac, ale powoli nie widze wyjscia z tej sytuacji. :(
'Można utracić wiele, aby zatrzymać w sobie to, co się kocha.'
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
09 sty 2016, 20:29

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez WinterTea 24 sty 2016, 20:32
insadness napisał(a):WinterTea, dziekuje za odpowiedz. Wiem, ze powinnam pracowac nad soba, jednak sprawy poszly za daleko i teraz czuje sie jakbym nie miala wyjscia. Codziennie budze sie z checia spania dalej, niepamiecia chwilowa, ale to tylko chwila, po czym cale pieklo wraca na nowo. Nie chce uciekac, ale powoli nie widze wyjscia z tej sytuacji. :(


Kiedyś miałam identycznie ze wstawianiem. Bałam się wstawać ze strachu przed objawami, bo myślałam, że jestem chora i umrę. I dzialo się tak właściwie dzień w dzień dopóki tego nie przepracowałam. Gdy pisałam moje pierwsze posty na forum nawet nie myślałam, że kiedykolwiek będę tu pisała, że zaleczyłam te lęki, Dlatego teraz chcę pomóc innym.
Warto stawić czoła temu, co się dzieje, inaczej te pieklo, o ktorym piszesz bedzie powracać.
Mnie pomogły spotkania z grupą ludzi na terapii, która opisywala podobne objawy, czasem razem wyśmiewalismy te objawy, bo juz nie byly takie straszne, zaczelam tez na nowo oswajać sie z przebywaniem w miejscach, ktore budzily lęk (sklepy, wyjazdy poza osiedle itd.)
Nie unikaj. Najtrudniej jest zacząć, ale pomysl o efektach.
A może masz problemy z nieśmiałością i stad ten strach?
"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"
(John Lennon)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2209
Dołączył(a)
29 mar 2014, 18:20
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez icrew 24 sty 2016, 20:43
Bardzo dużo by opisywać jeżeli chodzi o moją nerwice lękową.
Nie wiem dokładnie co wpłynęło na to, że zacząłem odczuwać różne objawy somatyczne takie jak duszności, ucisk w mostku, uderzenia gorąca, drgania kończyn, uczucie omdlenia, braku równowagi itd.
Jakieś 2-3 lata temu miałem pierwszy atak i nie widziałem co to jest... wtedy przez parę miesięcy moje życie było koszmarem, kilka razy w szpitalu itd.

Zacząłem leczyć nerwicę lękowa ponieważ taka była diagnoza.
Brałem na początek hydroksyzynę, a później przez około rok Venlectine 37,5mg, a później 75mg.
Po tygodniu było już dużo lepiej. Zniknęły uczucia ucisku w mostku, duszności, napięcia itd.
Po roku gdy przestałem brać leki było już wszystko ok.
Trwało to około roku, a od ponad tygodnia znowu odczuwam uczucie ścisku w mostku, raz mocniej a raz mniej ale czuje cały czas lekką duszność.
Czy ta nerwica mogła się odnowić i czy będę musiał znowu brać leki? Czy ona może się tak odnawiać co jakiś czas?

Nie czuję żebym się czymś stresował ani nic podobnego... czy to może być coś podświadomie?

Proszę o radę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
183
Dołączył(a)
20 wrz 2012, 11:09

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez insadness 24 sty 2016, 20:47
WinterTea napisał(a):
insadness napisał(a):WinterTea, dziekuje za odpowiedz. Wiem, ze powinnam pracowac nad soba, jednak sprawy poszly za daleko i teraz czuje sie jakbym nie miala wyjscia. Codziennie budze sie z checia spania dalej, niepamiecia chwilowa, ale to tylko chwila, po czym cale pieklo wraca na nowo. Nie chce uciekac, ale powoli nie widze wyjscia z tej sytuacji. :(


Kiedyś miałam identycznie ze wstawianiem. Bałam się wstawać ze strachu przed objawami, bo myślałam, że jestem chora i umrę. I dzialo się tak właściwie dzień w dzień dopóki tego nie przepracowałam. Gdy pisałam moje pierwsze posty na forum nawet nie myślałam, że kiedykolwiek będę tu pisała, że zaleczyłam te lęki, Dlatego teraz chcę pomóc innym.
Warto stawić czoła temu, co się dzieje, inaczej te pieklo, o ktorym piszesz bedzie powracać.
Mnie pomogły spotkania z grupą ludzi na terapii, która opisywala podobne objawy, czasem razem wyśmiewalismy te objawy, bo juz nie byly takie straszne, zaczelam tez na nowo oswajać sie z przebywaniem w miejscach, ktore budzily lęk (sklepy, wyjazdy poza osiedle itd.)
Nie unikaj. Najtrudniej jest zacząć, ale pomysl o efektach.
A może masz problemy z nieśmiałością i stad ten strach?


Do niesmialych raczej nigdy nie nalezalam, to raczej zbyt dlugi okres izolacji spolecznej. Siedzeniem w domu przez ostatnie miesiace. Samotnosc na przestrzeni lat, bez znajomych.
Teraz juz nie wiem gdzie jestem... Na jakim etapie swojego zycia. Jedyna bliska osoba jest przy mnie. To wszystko. Rodziny i znajomych przy mnie nie ma. W samotnosci wczesniej czy pozniej odbija. Kiedys lubilam byc sama, teraz to jest horror. Zwlaszcza, ze tak strasznie boje sie wyjsc z domu. Czuje sie jakbym oszalala. Koncentracja u mnie jest fatalna.
To bardzo piekne swoja droga z Twojej strony, ze teraz pomagasz innym.
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
09 sty 2016, 20:29

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez WinterTea 25 sty 2016, 15:21
icrew, Tak, nerwica może się pojawiać nawet po okresach długiego spokoju, i nawet wtedy, gdy się nie denerwujesz. Jest podstępna i potrafi zaatakować znienacka. Mnie też od czasu do czasu pojawią się objawy, ale umiem już nie tracić kontroli.
Skoro u Ciebie przez dłuższy okres nerwica była "nieaktywna" i nie przeszkadzała w funkcjonowaniu, to spróbuj nie dać się jej ponownie. Zwłaszcza, że opisywane objawy są już przez Ciebie znane i wiesz, że nie zagrażają bezpieczeństwu.
Pamiętaj, że nic co oswojone nie jest już straszne, nawet wtedy, gdy atakuje na nowo.
Najgorzej, by bylo, gdybyś stracił kontrolę i na nowo zaczął wsłuchiwać się w swoje ciało, bo wtedy mechanizm nerwicy mógłby ruszyć na nowo.

insadness, do długotrwałej samotności człowiek się przyzwyczaja czasem tak mocno, że przestaje odczuwać jej obecność, ale rzeczywiście jest tak, że po powrocie do ludzi da się odczuć zniszczenia, które wyrzadzila.
A dlaczego boisz się wyjść z domu? Moze to z obawy przed oceną? Coś musi być na rzeczy. Dłuższa samotność utrudnia ponowne otworzenie się na świat zewnętrzny.
Ja z kolei, skoro już pomogłam sobie, to teraz chcę dzielić się z innymi. Przezywalo sie te same lamenty, więc smutno by było zostawić rozwiązania tylko dla siebie
"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"
(John Lennon)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2209
Dołączył(a)
29 mar 2014, 18:20
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez icrew 25 sty 2016, 16:04
WinterTea napisał(a):icrew, Tak, nerwica może się pojawiać nawet po okresach długiego spokoju, i nawet wtedy, gdy się nie denerwujesz. Jest podstępna i potrafi zaatakować znienacka. Mnie też od czasu do czasu pojawią się objawy, ale umiem już nie tracić kontroli.
Skoro u Ciebie przez dłuższy okres nerwica była "nieaktywna" i nie przeszkadzała w funkcjonowaniu, to spróbuj nie dać się jej ponownie. Zwłaszcza, że opisywane objawy są już przez Ciebie znane i wiesz, że nie zagrażają bezpieczeństwu.
Pamiętaj, że nic co oswojone nie jest już straszne, nawet wtedy, gdy atakuje na nowo.
Najgorzej, by bylo, gdybyś stracił kontrolę i na nowo zaczął wsłuchiwać się w swoje ciało, bo wtedy mechanizm nerwicy mógłby ruszyć na nowo.


No właśnie staram się na razie nie brać od nowa leków i nie wsłuchiwać się w swoje ciało ale od ponad tygodnia cały czas mam to uczucie ścisku w mostku.
Czasami ono zanika prawie do zera ale czuje non stop.
Wczoraj wieczorem już miałem tak, że mi się gorąco zaczęło robić i szło od mostka wszystko ale nie miałem ataku.
Co radzicie zrobić żeby znowu się pozbyć tego uczucia duszności, ścisku w mostku bo to męczące cały czas?
Czy są jakieś leki bez recepty co działają na to i skutecznie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
183
Dołączył(a)
20 wrz 2012, 11:09

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez MiszkaJustine 25 sty 2016, 19:29
Witam.

Być może to nie jest dział dla mnie bo ostatnia diagnoza sprzed kilku dni to osobowość schizoidalna ale odnośnie ataków lękowych, stanowią one dla mnie olbrzymi problem odkąd odstawiłam wenlafaksynę.
A mianowicie niepokój i lęk odczuwam tuż po przebudzeniu i trwa to cały dzień, do samego wieczora.
Jest to bardzo męczące, wyczerpujące i pozbawia mnie konstruktywnego myślenia i funkcjonowania na całej możliwej linii.
Jest to lęk stały połączony z ogromnym napięciem mięśniowym, od czasu do czasu przewlekany "konkretnymi" napadami lęku gdzie nie ma już mowy o poczuciu istnienia tu i teraz.
W nocy z kolei jest jeszcze gorzej gdyż pojawią się cienie, postaci, poczucie, że jest ktoś obok, dziwne odgłosy, rozmowy, ewentualnie oddech ludzki.
Niesie to za sobą bezsseność spowodowaną ogromnym strachem, co z kolei powoduje u mnie jeszcze większe wyczerpanie i wypranie z jakiejkolwiek nadziei na to, że kiedykolwiek będzie dobrze.
Jestem tym wszystkim przerażona bo trwa to od lat 16stu.
Męczę się równe 16lat.
Obecnie mam 33l.
Wiem, że z pewnością zrobiłam błąd bo w przeciągu ostatnich kilku miesięcy odstawiłam neuroleptyki i wspomnianą już wenlafaksynę.
Ale zrobiłam to tylko dlatego, że moja wątroba zaczęła być dysfunkcyjna po 12latach zażywania leków.
Teraz <kompletnie czysta od leków, bo nie biorę nic> tkwię w martwym punkcie i zakładam już najgorsze scenariusze.
Szpitale, szpitale, a w przyszłości Dom Pomocy Społecznej bo nie widzę innego wyjścia.
Nie pracuję, staram się o rentę, nie mam nikogo bliskiego oprócz rodziców a oni nie będą przecież żyć wiecznie.
Stąd wizja, że po ich śmierci będę zmuszona udać się do DPSów by mieć tam podstawową opiekę, miejsce do spania i wyżywienie.
To jest straszne.
I tak nie powinno być.
Nie dość, że w ogóle nie mogę od siebie odpocząć to dodatkowo nie widzę żadnej szansy na poprawę mojego stanu.
Przerobiłam już wszystkie możliwe leki psychotropowe i żadne nie działały tak jak powinny.
Tylko benzodiazepiny się sprawdzały ale też na krótką metę.
Nie ma dla mnie miejsca na tym świecie.
Ludzie spacerują, spotykają się ze sobą, relaksują a dla mnie nawet głupie wyjście z domu do sklepu jest jedną wielką tragedią bo bodźce z zewnątrz jeszcze bardziej potęgują moje koszmarne doznania i w efekcie dostaję kolejnych napadów, które są zauważalne dla obcych.
Etykietka; wariatka.

Nie wiem co mam zrobić z tym wszystkim.
Jestem na dnie.
O samobójstwie nie myślę bo jestem osobą wierzącą ale jeżeli nic się nie zmieni to w efekcie oszaleję na dobre i dożywotnio osadzą mnie w zakładzie psychiatrycznym.

Ludzie, czy ktoś jest w podobnej sytuacji.
Jeżeli tak, proszę o kontakt bo jestem w tym wszystkim sama.
To gorsze niż klątwa.

Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
16 sty 2016, 01:00

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez icrew 25 sty 2016, 21:08
Co byście polecili bez recepty co jest sprawdzone na ataki paniki ucisk w mostku duszności? Co może pomoc na to i sprawdziliście? Na razie nie chce brać z powrotem antydepresantów.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
183
Dołączył(a)
20 wrz 2012, 11:09

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez alu 25 sty 2016, 21:16
icrew, bez recepty to raczej nic, spróbuj duże ilości melisy+duże ilości magnezu - osobiście mi pomogło to na uciski. Możesz też poprosić o receptę na uspokajacz, np. hydroksyzynę wcale od razu nie musisz brnąć w antydepresanty!
alu
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 22 gości

Przeskocz do