Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 14 lis 2015, 15:32
Dziewczyna nie rozumie Twojego złego samopoczucia?


Umów się z lekarzem koniecznie. Jak widzisz, zaczyna Ci się kręcić w sytuacjach stresowych.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 16 lis 2015, 11:37
Zauważyłam, że odsuwam się od ludzi. Zawsze miałam dużo koleżanek, kolegów, z którymi spotykałam się a to w domu, a to na mieście, cieszyłam się na te spotkania i były mi one potrzebne. A jak nie mogłyśmy się spotkać (bo dwie z nich wyprowadziły się na drugi koniec Polski), to dzwoniłyśmy do siebie, siedząc godzinami na telefonie i opowiadając sobie co u nas. Odkąd stało mi się to, co się stało, powoli traciłam zainteresowanie kontaktami z ludźmi. W pierwszym etapie na siłę spotykałam się, bo bałam się zostać sama ze swoimi panicznymi lękami. Ale w miarę opanowywania tych lęków przez tabletki i w miarę rezygnacji z walki (przechodzenie w stan bardziej depresyjny) coraz mniej miałam ochotę na te spotkania. Czasem szłam do kawiarni albo gościłam koleżanki u siebie, one coś mówiły, a ja czułam, że mnie zupełnie nie interesuje to, co mówią, udawałam, że je słucham, a myślałam o czymś zupełnie innym. Wiem, że to źle, ale odsunęłam się od ludzi. Część z moich koleżanek odsunęło się ode mnie, bo nerwica, depresja jest jak rak: nie wiadomo, co z takim człowiekiem zrobić, nie wiadomo co mu powiedzieć, ciągle jakiś taki smutek, beznadzieja, lepiej się z nim nie spotykać, bo nie zaraża już pozytywną energią, tylko smutkiem, odbiera chęć do życia. Zwłaszcza jak się było kiedyś bardzo energiczną i wesołą osobą, która rozdawała radość na prawo i lewo. Zauważyłam, że najlepiej czuję się sama ze sobą. Zupełnie sama. Jak ktoś chce się spotkać, to włącza mi się lęk i opór. Lubię zostawać sama w domu i nic nie robić. W ten weekend co prawda nie byłam sama, ale M. nadrabiał zaległości w pracy, więc tak jakbym była sama i to mnie cieszyło, że on jest czymś zajęty. I przez te dwa dni obejrzałam 32 odcinki 3 sezonu serialu HBO "Bez tajemnic". Może i serial o terapii jest wartościowy, coś uświadamia, ale jednak to według mnie nie jest normalne. Nie chce mi się nic robić, z nikim się kontaktować. Dawniej ciągle coś szyłam, ulepszałam, robiłam sama biżuterię, miałam tysiąc pomysłów na minutę co by tu jeszcze zrobić, ugotować... A teraz nie robię nic, niezbędne minimum, życie przecieka mi przez palce i chodzę coraz wcześniej spać, zajadam smutek słodyczami, więc tyję, bo niewiele się ruszam (wcześniej biegałam codziennie). Najchętniej nie robiłabym nic przez resztę życia. Czuję się jakbym miała sto lat, jakbym była krok przed śmiercią. Boję się tego stanu, boję się przyszłości... Nie umiem z tym nic zrobić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez buszujacywtrawie 16 lis 2015, 12:06
Jak mawiała moja była terapeutka: czuję się tak, jakbym się zamknął w trumnie, jakby zaraz, za chwilkę wszystko miało się skończyć. I jak tu żyć ?
Posty
388
Dołączył(a)
07 maja 2013, 21:45

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 16 lis 2015, 13:24
buszujacywtrawie a co na taki stan terapeuta Ci radzi? W którą stronę Cię kieruje? Mój terapeuta - odnoszę wrażenie - że nie ma na mnie żadnego pomysłu :( Stoimy tak w tu i teraz jak w piwnicy z wodą i powoli ubranie naciąga tą wodą, ja się nie ruszam, mój terapeuta się nie rusza, jakoś nie robi nic, żebyśmy z tej piwnicy wyszli.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 17 lis 2015, 20:59
Carita, ja w pewnym momencie na terapii też stałam w miejscu. Nieraz tak bywa, ale to nie znaczy, że nie pomoże, czasem ma się wrażenie, że nie pomaga.

Mnie jak na razie pokonuje lęk przed zawrotami głowy :( doszło do tego, że robi mi się takie ciągnięcie w głowie i silne zawroty przy pochyleniu. Przy tym ogromny niepokój i kołatanie serca, mam wrażenie że mi klatkę piersiową rozwali. Dzisiaj zdenerwowałam się w pracy, to od razu tak silne zawroty i jakby całe ciało się trzęsło w środku. Byłam cała mokra.

Jak w pracy okazuje sie, że trzeba zrobić coś dodatkowego, od razu lęk i zawroty. Dzisiaj przez godzinę nie mogłam się uspokoić z tym sercem i zawrotami. Wczoraj za to miałam bezobjawowy dzień.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 18 lis 2015, 15:41
Alexandra, ja od wczoraj mam nasilenie pewnych sytuacji w życiu i dostałam... zawrotów głowy, a dziś od rana widzę gorzej na prawe oko, jakbym miała o kilka dioptrii większą wadę wzroku. Z tą wadą wzroku już dwa lata temu biegałam po okulistach, bo myślałam, że ślepnę. Widziałam podwójnie, masakra. Teraz wiem, że to nerwicowe, bo się powtarza co jakiś czas i samo znika. Ale jest upierdliwe, bo w pracy dużo czytam i piszę. Zawroty mam takie dziwne. Nie cały czas tylko od czasu do czasu jakby ktoś na ułamek sekundy zamienił mi pion z poziomem. Nie wiem jak to nazwać. To jest taka błyskawiczna utrata równowagi i powrót, tak, że się nie zachwieję, ale świat przed oczami jakoś tak szybko kładzie się i powstaje. Ciekawa jestem co jeszcze, bo właśnie obowiązków życiowych mi chyba przybędzie i stresu też. Oby mnie tylko nie zabił.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 19 lis 2015, 03:23
Masakra...siedzialem dzisiaj sobie przy laptopie i nagle klatce taki dziwny ucisk jakby mi sie serce zatrzymalo i tak kilka sekund trzymalo !!!! :o czy to nerwica? Ja juz mam dosyc....serce sie uspokoilo ostatnio a tu taki numer...boje sie
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez seaman1982 19 lis 2015, 14:36
Ja ma to samo. Ostatnio duzo na glowie, duzo spraw i problemow. Tez czuje uscisk w klatce, czasem jakby serce mocniej bilo. Tak to jest z nerwica. Po lekarzach juz nie latam bo wiem ze to nerwy. Staram sie uspokoic, ale to ciezko. Ostatnio dostalem beta bloker na zlagodzenie nerwow . Ale nie wiem czy brac, bo juz kiedys bralem i jakos wolal bym nie. Ehhh ciezkie te nasze zycie zycie nerwowych ludzikow.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
19 sie 2014, 13:43

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 20 lis 2015, 00:06
Mi jak szybko bije to nie zwracam uwagi :P gorzej jak mi tak jak wczoraj zblokowalo sie cos w klatce...robilem z 2 lata temu echo serca ale podobno byl to jakis slaby lekarz i mysle czy by nie powtorzyc...w tym roku 2x holter u roznych lekarzy i wyszedl ok...ja mimo to nie potrafie sobie jakos tego poukladac ze nerwy moga cos takiego powodowac....oatatnio mam jeszcze uczucie pustki w brzuchu..dziwne uczucie bo nawet jak sie najem to i tak czasem czuje to... Jutro mam usg wezlow chlonnych a we wtorek taki wiekszy pakiet badan krwi...wykupilem sobie żeby profilaktycznie sie zbadac...trzymajcie kciuki zeby bylo ok :)
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 20 lis 2015, 10:03
Kochani! Stoję przed poważną decyzją, wyzwaniem zawodowym. Nie prosiłam się o nie, samo się pojawiło w formie propozycji (nie wiem, czy mogę ją odrzucić, sami wiecie...). Razem z tą propozycją od trzech dni wracają objawy nerwicowe. Już spałam lepiej, to znów budzę się w środku nocy cała zlana potem i widzę najczarniejszy scenariusz wydarzeń. Na żołądku mam non stop żelazną obręcz, a w środku czeluść, która próbuje mnie wessać, jednocześnie nie mogę nic jeść, zresztą zjedzenie czegokolwiek nie pomaga na ten stan żołądka. Mam boleśnie spięte mięśnie ramion i karku, a chwilami jakby miało mi odebrać władze w nogach. I ogólnie taki stan pobudzenia, zmęczenia, rozbiegania... Nawet nie tyle na dziś boję się pracy, co samo podjęcie decyzji jest dla mnie trudne. A mój terapeuta akurat wyjechał na miesiąc na urlop, więc nie mam kogo się doradzić, jeśli chodzi o moje stany :( Plus sytuacji jest jeden: stany depresyjne odeszły na drugi plan. Ponieważ mam przed sobą (jeśli podejmę wyzwanie) dużo pracy, obowiązków itd., to nie mam czasu na wersję "nie chce mi się żyć". Już myślę, jak coś zrobię, z kim, kiedy... Nawet wczoraj w tym całym nerwowym napięciu skróciłam i podszyłam firanki! Nie pamiętam, żebym przez ostatni rok zrobiła taki wyczyn. Drugi plus jest taki, że owszem, boję się bardzo, ale jest też we mnie ciekawość i chęć, żeby zacząć robić coś nowego, żeby podjąć wyzwanie. Mój M. podchodzi do sprawy po męsku, rzeczowo: co, gdzie, kiedy, za ile. Tylko na koniec rozmowy zapytał: "Czy Ty dasz radę? Bo nie chcę jeszcze raz przechodzić tego co rok temu... Nie dam już rady". No właśnie: Czy ja dam radę? Jak myślicie czy taki porządny kopniak w d... do zmobilizowania się i wzięcia odpowiedzialności za duży projekt może mi pomóc przezwyciężyć chorobę, czy może mnie zabić? Pisałam, że praca mnie męczy, nuży, ale też tę pracę wykonuję od lat i ona mnie już nudzi, a tu pojawia się nowe wyzwanie. Tylko nerwica stara...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 20 lis 2015, 21:51
Carita, ja na Twoim miejscu bym spróbowała. Z nerwicą czy bez, i tak musisz pracować. A nowy projekt może własnie skierować Twoje myśli na inne tory. Tak więc co za różnica czy ze swoją nerwicą bedziesz na starym czy na nowym? :smile: Oczywiście rozumiem, że nowe wyzwanie, nerwy, ale wg one bardziej mogą pomóc Ci własnie w napędzie do życia. Te objawy nerwicowe i tak miałaś wcześniej, bez nowego projektu. Trzymam kciuki!

Ja staram się isć do przodu. Z zawrotami czy bez chodze do miasta, pracy, do centrum. Nieraz lęk mam ogromny , ale i tak idę. Nieraz idę jak po trampolinie, ale to mija. Ostatnie 2 dni miałam niezłe. :)
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez alu 20 lis 2015, 22:19
carita, BIERZ TO!!!!! No nad czym się zastanawiasz? No i co ma Cię zabić?! Kurde, ODWAGI! :)
alu
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 21 lis 2015, 14:52
Carita, bierz i nie zastanawiaj się! Terapeuta na urlopie ale my jestesmy! :D.

Ja chyba znam jedną z przyczyn mojej nerwicy...dzieciństwo...moi rodzice są po rozwodzie. Wczoraj miałem z nimi poważną rozmowę, usiedlismy razem a mi zanim zaczelismy rozmawiac zrobilo sie zimno, caly drzalem, słabo...rodzice zaczęli się kłócić jak to było za czasów dzieciństwa a ja nie wytrzymałem i łzy zaczęły wyplywac...

Wczoraj tez siedzialem do późna przy komputerze i nagle poczulem smak krwi w ustach ktorej oczywiscie nie było i zaraz zrobilo mi sie slabo, dusznosci bo myslalem ,ze cos w plucach peklo....:( zasnalem i rano jest ok...zasanawiam sie czemu te stany sa przewaznie wieczorem lub w nocy jak juz jestem zmeczony...
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 21 lis 2015, 16:03
Dziękuję Wam za wsparcie. W poniedziałek zapadnie decyzja. Chyba biorę tę szansę. Mam jeszcze trochę czasu, ale mam nadzieję, że nie stchórzę.

Cortezjusz, z tego co piszesz, jedno jest pocieszające: nie masz depresji, tylko samą nerwicę. Bo w depresji lęki są od bardzo wczesnego ranka i stopniowo zaczynają puszczać koło południa, a po południu wieczorem i przed zaśnięciem jest znacznie lepiej. W nerwicy jak tak jak u Ciebie. Jeśli chodzi o dzieciństwo... Po złamaniu nerwowym poszłam do psychiatry i pytałam go m.in. o to, czemu mnie to trafiło akurat teraz, kiedy nie jest to przecież najgorsza z rzeczy, jaka mi się przydarzyła w życiu. A on powiedział, że psychika tak działa, że dziecko, aby znieść jakieś traumy, wypiera je, czyli świadomie nie odczuwa ich mocy, udaje, że to, co się dzieje, nie dzieje się, bo by je to zabiło. Wszystko spychane jest do podświadomości. Te wszystkie "tajemnice rodzinne", których w dorosłości nawet czasem nie pamiętamy, tak je wyparliśmy. Potem, jako dorastający czy dorośli ludzie mamy różne traumy, dramatyczne wydarzenia, rozstania itp. i musimy zachować twarz, wziąć się w garść, bo trzeba pracować, nie można pokazać dzieciom (jak je mamy), rodzicom, partnerom, Panu Bogu... że tak cierpimy. I znów zamiatamy sprawy pod dywan, już bardziej świadomie to czynimy. Nic nie zostało rozwiązane, nic nie zostało odpowiednio przeżyte. A potem wystarczy przykładowo kupić telewizor, który po dwóch dniach przestał działać, żaden serwis nie chce go przyjąć, bo zgubiliśmy paragon, żeby... zacząć mieć takie objawy, jak my mamy. I człowiek się zastanawia, jak przez głupi telewizor mam takie jazdy? A to nie przez telewizor, tylko przez odkładane przez lata negatywne uczucia, które nie zostały odpowiednio przeżyte, tylko stłumione. Dlatego tak ważna obok doraźnych leków jest też terapia, która pomaga nam uporać się z tym wszystkim. Im człowiek młodszy, tym terapia bardziej ma sens. W pewnym wieku bardzo trudno jest wracać do spraw z dzieciństwa i przeżywać je na nowo, nawet nieraz psycholodzy od tego odchodzą. Jeśli jednak jesteś młody, a tak sądzę, to m szybciej uporasz się z demonami przeszłości, tym szybciej odzyskasz radość obecnego życia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do