Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 04 lis 2015, 23:06
Ewik, tak to jest , że miejsca kojarzą nam się z atakiem, tam gdzie się pojawił.
Jeśli chodzi o radzenie sobie - warto w momencie złego samopoczucia wymienić: 5 rzeczy, które widzę, 4 rzeczy, które moge dotknąć, 3 rzeczy, które mogę poczuć.
To prowadzi do "uziemienia". Objawy, mimo że sa okropnie nieprzyjemne, rzadko kiedy prowadzą do omdlenia, upadku itd. Dla mnie najgorsza myśl w trakcie złych objawów jest taka, że może na coś poważnego choruje. Wtedy jestem spraliżowana wręcz ze strachu, myślę o rezonansach wtedy, badaniach itd. Najgorzej mam od rana w pracy.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 05 lis 2015, 01:05
Alexandra, mieszkam w Polsce. Sporadycznie UK :)
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 06 lis 2015, 21:42
Ja stwierdzam, że normalna to ja nie jestem :? Niby funkcjonuję, niby chodzę do pracy, sklepu, do miasta, ale to wszystko właśnie niby. Bo czuję się jakbym była z waty, czekam tylko na kolejny zawrót głowy, cały czas mam niepewność ciała. Byłam dzisiaj w sklepie i nie mogę tak jak kiedyś normalnie do tego sklepu wejść, pochodzić, pomyśleć na co mam ochotę. Nie mogę, bo mam jakiś ciągle trwający lęk, że jestem słaba, że głowe mam miękką, że nie ustoję itd. Nie mogę skupić się na produktach, które mam wybrać do koszyka, bo pomidor np kojarzy mi się z zawrotem głowy. Chodzę taka miękka ciągle, na lęku większym lub mniejszym. Biorę Prozac, chodzę na terapię i nic jak na razie. Tyle że nie mam depresji i już tak nie boję się, że zemdleję, tylko bardzo to nieprzyjemne. Moż epowinnam to docenić, ale ja chciałabym normalnie funkcjonować. :(
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez alu 06 lis 2015, 21:47
Alexandra, zamień w swojej wypowiedzi lęk przed zawrotami na lęk przed mdłościami i wymiotami i ciągłe nudności (no wiadomo) i będziesz mieć doskonały obraz mnie :(
alu
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez ewik 08 lis 2015, 21:28
Witam ! Alexandra, zrobiłam tak jak mi poradziłas gdy czuje że za chwilę zemdleję mysle o czym innym jednak jest to trudne,ta ciągła walka z myślami mnie przeraza nigdy nie zemdlałam choć wydawało mi się ze jestem bliska. Straszne to uczucie bezradnosci iprzerażenia zarazem mucszę jakoś z tym walczyc,dobrze że wy tu jesteście to dodaje mi otuchy że nie jestem sama. Muszę iśc jeszcze do kardiologa w sobotę tak mi internista zalecił bo mowił ze puls 160 to nie jest normalne.Ciekawe czy nerwica może powodowac to szybkie tetno
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
29 paź 2015, 21:11

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 08 lis 2015, 22:01
Alexandra ja mam to samo....ostatnio pojawily sie problemy zoladkowe...ssanie , oslabienie, bóle... Ja juz sobie wkrecalem ze to cukrzyca i ze cukier tak spada ale sprawdzilem cukier jak sie tak gorzej czulem i cukier 110 wiec ok.. Ale mimo to wmawiam sobie ze pewnie zepsuty glukometr itp...
Zawroty glowy mam na codzien....serce sie uspokoilo to zawroty sie nasilily... To jest jakas komedia...przeciez tyle zycia sie marnuje...u mnie to juz 9 lat a mam dopiero 21 !!!!!
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 08 lis 2015, 22:58
Alu, rozumiem, że mdłości muszą byc straszne :(
Cortezjusz, a jakie są Twpje zawroty? Wrażenie, że wszystko wokół wiruje czy bardziej wrażenie ruszania się w samej głwoie, przelewania się?

Ja dzisiaj osiągnęłam apogeum ataku :( Obudziłam się ze ściskiem głowy, nosa, czoła. Potem poszłam z koleżanką na spacer i przeżyłam koszmar. Miałam uczucie zapadania, zawrotów ale takich innych- silnych, jakby obraz ruszał się, przeskakiwał, wrażenie zapadania, chodnik wydawał mi się miekki, jakby brak czucia. Wpadłam w taki atak, że siedziałam na ławce i płakałam 30 minut, a koleżanka mnie pocieszała.Koszmarne uczucie, jakby świat wokół był nierealny, jakies przeskakiwanie obrazu w głowie. Potem ledwo szłam z lęku. Wzięłam xanax trochę się uspokoiłam, ale teraz jestem znowu w lęku i płaczę non stop. Jutro do pracy i boję się jakiejs zapaści tam.

Własnie szukam neurologa, bo inaczej się wykończę, może trzeba tomograf głowy zrobić jednak. Może jakoś na xanaxie dam radę.
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 08 lis 2015, 23:29
Boję się zasnąć, rano obudzić i iśc do pracy :-|
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Mokka 09 lis 2015, 00:14
Cześć :)
Witam sie bo to mój dopiero 4 post na tym forum. Podzielę się z Wami moimi sposobami które jakos pomagały, nie wiem czy na zasadzie placebo ale dawałam radę bez prochów (no prawie) a teraz to sie jakos tak potoczyło że jestem na esci od kilku dni.

Zwykle gdy miałam ataki brałam magnez w dość solidnych dawkach, często pomagało, przebujałam sie na nim kilka lat. Potem był okres gdy w trudniejszych dniach brałam jakiś betabloker - w sumie również pomagało, ale lekarz przepisał mi to bez żadnych badań więc sie z tym zbyt mocno nie zżyłam.

Dwa lata temu miałam solidny atak, jak zwykle - walenie serca w rytmie ekstremalnym, poty, duszenie sie, wizja smierci a do tego bóle w klacie. Pojechałam do prywatnego szpitala gdzie zrobili mi kilka badań wykluczających zawał i wyszło że mam za mało potasu (duzo za mało) i co ciekawe za mało sodu a nie byłam na diecie redukujacej sól w żaden sposób. Po tym kuracja potasem na recepte rozwiązała problem na jakiś rok.

No i kilka dni temu znów mnie dopadło - teraz przeniosło się na środki komunikacji (zwłaszcza metro), ale dopadło z takim przytupem że grzecznie umówiłam sie na cito z panią psychiatrą która przepisała mi esci... I szczerze boje się procha odstawic by przetestować swoje wcześniejsze metody.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
06 lis 2015, 22:52

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 09 lis 2015, 10:46
Alexandra, mam nadzieję, że pozbierałaś się i dziś dzielnie dajesz radę w pracy. Ja też nie mogę się uwolnić od nasilenia objawów i ataków :( Walczę z jednej strony atakami paniki, które opanowują mój umysł i ciało, a także z depresją, która jak opada atak paniki szepcze do ucha, że nie ma po co walczyć, że czas położyć się i nie robić już nic, że czas zwolnić się z pracy, z rodziny, z życia :( Nie wiem, jak to możliwe, żeby mieć nerwicę i depresję razem. Mój umysł jest tak baaardzo zmęczony tymi jazdami w dwie strony jednocześnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 09 lis 2015, 20:26
Alexandra takie dziwne uczucie w glowie właśnie jakby sie ruszalo...bo obraz chyba mi sie nie rusza tak mi sie wydaje przynajmniej..i ogolnie jak leżę to nie mam tych zwrotów. Nerwica to cos strasznego....ostatnio po alkoholu mialem jazdy i powiedzialem ze juz nigdy go nie tkne bo sie boje...a po alko niestety sie lepiej bawie...teraz nadchodzi sylwester a ja nie bd nic pil, nie tancze bo mam jakas blokade i ogolnie bd siedzial tylko przy stole...dziewczyna jest na mnie wsciekla i nie rozumie mnie....juz nie wiem co robic.. Kocham ją ale wiem ,ze w koncu nie wytrzyma...
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 10 lis 2015, 00:22
Carita, jak najbardziej można mieć depresję i nerwicę, one często współistnieją. Ja się męczę też i z tym, i z tym. Mam podobnie jak Ty- ochotę wycofania się z życia, nie mam siły pracować, non stop coś mi dolega. Jeden objaw ustąpi- jest kolejny nie do zniesienia. Ja jednak zmuszam się do pracy mimo wszystko.
Obecnie znowu wróciły mu uciski wewnatrz głowy, głowa jak z ołowiu, wrażenie że nie mogę jej unieść. Na przemian z zawrotami. Dzisiaj miałam całkiem dobry dzień, ale to chyba jeszcze działanie Xanaxu. Bo wieczorem ucisk wrócił.
Jestem po konsultacji z psychiatrą dzisiaj- mam zejść z fluoksetyny z 30 na 20 mg, bo lęki mam większe na wiekszej dawce. Tak więc od jutra znowu schodzę.

Cortezjusz, jak się czujesz?
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 10 lis 2015, 07:00
Fatalnie...jeszcze tydzien temu wróciłem z uk gdzie pracowalem w nocy...niby zasypiam teraz ale okolo 19-20 i budze sie 5x w nocy więc rano jak zombie jestem...zawroty glowy sie nasilaja po takiej nocy, boli głowa i ogolnie jestem bez życia...ja juz mam dosyc, nie mam siły by z tym walczyc...czasamu mam ochotę sie poddać. Kiedys byly dni ze budzilem sie wyspany, ladna pogoda, bez ciaglych objawow to az chciało się żyć...a teraz tylko sie budze i nic mi sie nie chce bo czuje sie fatalnie... Fajnie ,że można sie tu trochę wyzalic dziewczyny:) chociaż Wy mnie rozumiecie...rodzina się smieje, dziewczyna stara się zrozumieć ale też nie do końca... 5:50 a ja już leżę spięty, to głupie uczucie w głowie... Mam nadzieję ,ze w koncu ktos mnie zmotywuje do psychoatry...Buziaki dziewczyny, nie poddawajcie sie!!!!!
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 10 lis 2015, 09:54
Alexandra, ja po wzięciu większej dawki fluoxetyny byłam bardzo podenerwowana, niespokojna i w ogóle nie mogłam zasnąć, nie mogłam usiedzieć w miejscu, myślałam, że będę chodzić po ścianach. I nie była to taka pozytywna euforia jak mawiają po prozacu, tylko bardzo niemiłe pobudzenie. Lekarka powiedziała mi, żeby nie brać większej dawki, że powinno dobrze działać 20 i że trzeba się z lekiem zgrać i poczekać. I rzeczywiście zadziałało. Może to przez tę większą dawkę masz takie objawy nasilone. Ja nie zwiększam dawki i nie pozwalam sobie na myślenie, że może by tak coś jeszcze łyknąć albo może by się tak czymś jeszcze znieczulić, chociaż często mam taki stan, że połknęłabym natychmiast cokolwiek, żeby nie czuć tego czegoś. Wczoraj byłam w galerii (musiałam kupić prezent, na szczęście konkretny, książkę) i tam mnie nagle dopadła jakaś derealizacja, wyobcowanie, skrajna samotność... Nie wiem, jak to określić nawet. Lęk paraliżujący. Spociłam się w minucie jak mysz. Wszyscy ludzie są wtedy tacy obcy, jak z innej planety. Ale nie uciekłam. Powtarzałam sobie, że to wszystko to wytwór mojego chorego ja i że to zaraz przejdzie. I w duchu zaczęłam tak jakby te moje objawy lekceważyć, trochę się z siebie śmiać, na zasadzie: "Oj taka z ciebie galaretka agrestowa, potrząś się jeszcze, będzie zabawnie". Wiem, że to może wydawać się głupie komuś z zewnątrz, ale mnie pomaga takie wyśmiewanie objawów, marginalizowanie ich, mówienie sobie: "No to co jeszcze do kompletu, proszę bardzo, czekam...". Wtedy objawy szybciej mijają lub mają mniejsze natężenie.
Cortezjusz, ja dziś nie obudziłam się o 5.00 po raz pierwszy od nie wiem kiedy. Ale niestety, nie był to żaden cudowny sposób. Po prostu pies miał no... hmm biegunkę i budził mnie regularnie co godzinę, że chce na dwór. Więc jak mnie obudził koło 3.00, to doszłam do wniosku, że nie ma sensu zasypiać i włączyłam sobie "Teorię chaosu". Nie wiem, jaka była końcówka filmu, bo zasnęłam snem kamiennym, zaspałam i biegiem pognałam do pracy. Nie dość, że czuję się niewyspana, to jeszcze nie wiem, jak skończył się film :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 37 gości

Przeskocz do