Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carlos 18 sie 2008, 17:20
Oczywiście, że już nie palę. Ale ludzie do jasnej ciasnej ! Przecież to nie jest normalne bać się swoich absurdalnych myśli i prawie wszystkiego , co się na oczy widzi. Nawet teraz jak piszę , to jestem świadomie przerażony bo wiem, że jak odejdę od komputera to wpadne w panike. Myślę dosyć racjonalnie i logicznie i naprawdę boje się, że mogę mieć schizofrenię. Boje się, że będę zamknięty w szpitalu w kaftanie, lub że stracę siły i się zabije jak tego nie zniosę. Nie umiem sobie tego wymazać z pamięci, nie wiem jak.. Ktoś kto mówi nie myśl o tym nie ma pojęcia chyba co to jest natręctwo.. nie wiem już sam, ide do kuchni, pogadać sobie z mamą. Czuje jakbym teraz przeżywał ostatnie chwile swojego życia, jestem lekko otępiały i zmęczony.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez eisenbein 18 sie 2008, 23:17
dawno nie pisałam bo mi się bardzo po porodzie polepszyło, ale w sobotę znów przyszedł kochany atak paniki i teraz znów się boję że zwariuję a moją córa będzie miała mamę wariatkę, boję się że nawet od tych myśli może się coś we łbie przestawić , choć ponoć jak ktoś się boi choroby psychicznej , to jej nie dostanie . Pozdrawiam Was ciepło
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
07 mar 2007, 13:20

Czy komuś się zdarzyło, że zemdlał?

przez ZygZygMarcheweczka 22 sie 2008, 07:40
Moja nerwica to napady paniki. Robi mi się wtedy słabo, nogi jak z waty i zdaje mi się, ze dosłownie zaraz zemdleję. Serce wali jak oszalałe. I jestem ciekawa czy można naprawdę zemdleć. Chcę usłyszeć, że NIE! Bo to mnie uspokoi. W czasie ataku chce mi się uciekać, bo jak idę, to jest mi lepiej i wszystko powoli mija.
Od 2 dni biorę xanax. Dziwnie się po nim czuję. Nadal czuję strach i chęć ucieczki, wyjścia, ale nie wpadam w panikę i serce nie wariuje.
Muszę się uspokoić i to szybko, bo idę we czwartek do pracy!
Jak sobie radzicie z tą paniką? Bo ja nie umiem się wyluzować. Nie mam obecnie żadnych powodów do strachu, a ten pojawia się znikąd.
Jestem w trakcie rozwodu, córka poważnie zachorowała w maju, ale już jest dobrze, nie ma stabilizacji finansowej i mam problemy mieszkaniowe. Często obawiam się o moją, a zwłaszcza dzieci przyszłość. Myślę, że to wszystko spowodowało nerwicę, ale ja muszę być silna dla dzieci. Muszę, a nie mogę... Chcę!
Posty
5
Dołączył(a)
20 sie 2008, 07:50

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez dziambi 22 sie 2008, 12:12
Witam wszystkich. Wczoraj trafiłem na to forum i w końcu zobaczyłem, że nie jestem sam co mnie niezmiernie podniosło na duchu. Moja nerwica zaczęła się 6 lat temu, ale do maja tego roku nazywana była "padzaczką ogniskową". Pewnego marcowego dnia 2002r. podczas jazdy na desce straciłem przytomność i obudziłem się w karetce. Okazało się, że miałem atak padaczki. Byłem w szpitalu 2 tyg na chirurgii i mnie wypisali. Po dwóch miechach mialem kolejny atak w domu i trafiłem na neurologię i tam mi stwiedzili padaczkę. Później był spokój, ale zauważyłem, że drżą mi ręcę i pocę się bardziej niż zwykle i mam problemy z pamięcią i koncentacją. Lekarze tłumaczyli to skutkami ubocznymi leków. Nie było to specjalnie dokuczliwe. Po drodze mialem jeszcze jeden atak, ale ogólnie było ok. Problemy się zaczęły jak pojechałem do Anglii w listopadzie 2006. Po trzech dniach dostałem ataku znów. Obudziłem się w karetce i wtedy się zaczęło... Od tamtej pory mam takie dziwne uczucie mrowienia, ucisku z tyłu głowy, mrowienie w łydkach. Mam wrażenie, że zaraz strace przytomność, wzrok mi się zmienia (nie wiem jak to wytumaczyć) musiałem zrezygnować z okularów (nosze od zawsze) bo co zrobiłem nowe to się okazywały złe. Z początku bałem się wychodzić z domu, nie mogę przebywać w zatłoczonych miejscach. Kreci mi się w głowie kiedy mija mnie dużo ludzi i wszystko się porusza. Nie mogę np. Pisać sms'a idąc bo skupiam się na telefonie, a podemną się kostka chodnikowa przesówa i mam zawroty. Pocę się jak szalony. Ciągle. Wyizolowałem się bardzo bo nikt mnie nie rozumie. Wszyscy mówią, że sobie wmawiam,że mi tak wygodnie się źle czuć bo nic nie chce mi się robić. Bagatelizują. Straciłem uczucia i wszystko jest mi obojętne, nie mam chęci do życia. Zdarza mi się płakać bez powodu. Pamięć mi się bardzo pogorszyła. Mam czasem tak, że ktoś coś do mnie mówi, a ja nawet nie potrafie powtórzyć ostatniego zdania. Sto myśli na minutę. Wszystkim się przejmuję. Wiecznie zmęczony jestem. Często czuję się jak we śnie. Wydaje mi się, że mogę wskoczyć pod samochód i nic mi się nie stanie. Czasem mam chore myśli, których się boję, ale nie chce o tym mówić... Do tego, że mam nerwicę doszedłem sam jakoś 3 miesiące temu wyciągając wnioski z pewnych sytuacji i okoliczności wystepowania dolegliwości. Badania EEG, tomografia i jeszcze jakieś tam zawsze wychodziły mi ok. Zadnych zmian w korze mózgowej, zapisy dobre, ale nikt nie zasugerował nerwicy. Niedawno psycholog mi powiedział, że ataki padaczki są reakcją mojego organizmu na stres i tyle. Od tego w Anglii nie miałem już żadnego i wierzę, że nie bede miał. Przestałem brać leki na epilepsję bo jej nie mam. Planuję się zapisać na terapię, chociaż sam nie wiem co o tym myśleć. Alkohol mi pomaga, tylko że to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę. Z atakami nerwicy do niedawna radziłem sobie tak, że siadałem, albo wychodziłem ze sklepu, autobusu itp. Takie typowe. Od pewnego czasu stawiam czoła kurestwu (tak to nazywam :smile:) i jak jest mi słabo mówie sobię: "Olej to. Jesteś silny, to jest niedorzeczne, jesteś normalnym człowiekiem, itp.", często mi to pomaga. Staram się też skupiać myśli na czymś innym i też działa, ale nie mam na czym za bardzo... Psychiatra przepisał mi chlorprothixen, ale strasznie senny po nim jestem i teraz biorę tylko przed snem, nie mam przynajmniej problemów z zasypianiem, a czy mi pomaga to nie wiem. Sorry za tego posta, ale nie mam nikogo z kim mógłbym porozmawiać kto by mnie zrozumiał...
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 sie 2008, 09:39
Lokalizacja
Wrocław

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez dziambi 22 sie 2008, 12:20
Witam wszystkich. Wczoraj trafiłem na to forum i w końcu zobaczyłem, że nie jestem sam co mnie niezmiernie podniosło na duchu. Moja nerwica zaczęła się 6 lat temu, ale do maja tego roku nazywana była "padzaczką ogniskową". Pewnego marcowego dnia 2002r. podczas jazdy na desce straciłem przytomność i obudziłem się w karetce. Okazało się, że miałem atak padaczki. Byłem w szpitalu 2 tyg na chirurgii i mnie wypisali. Po dwóch miechach mialem kolejny atak w domu i trafiłem na neurologię i tam mi stwiedzili padaczkę. Później był spokój, ale zauważyłem, że drżą mi ręcę i pocę się bardziej niż zwykle i mam problemy z pamięcią i koncentacją. Lekarze tłumaczyli to skutkami ubocznymi leków. Nie było to specjalnie dokuczliwe. Po drodze mialem jeszcze jeden atak, ale ogólnie było ok. Problemy się zaczęły jak pojechałem do Anglii w listopadzie 2006. Po trzech dniach dostałem ataku znów. Obudziłem się w karetce i wtedy się zaczęło... Od tamtej pory mam takie dziwne uczucie mrowienia, ucisku z tyłu głowy, mrowienie w łydkach. Mam wrażenie, że zaraz strace przytomność, wzrok mi się zmienia (nie wiem jak to wytumaczyć) musiałem zrezygnować z okularów (nosze od zawsze) bo co zrobiłem nowe to się okazywały złe. Z początku bałem się wychodzić z domu, nie mogę przebywać w zatłoczonych miejscach, na otwartych przestrzeniach, w waskich korytarzach. Kreci mi się w głowie kiedy mija mnie dużo ludzi i wszystko się porusza. Nie mogę np. Pisać sms'a idąc bo skupiam się na telefonie, a podemną się kostka chodnikowa przesówa i mam zawroty. Pocę się jak szalony. Ciągle. Wrażliwe mam oczy na światło, szczególnie jarzeniówki. Wyizolowałem się bardzo bo nikt mnie nie rozumie. Wszyscy mówią, że sobie wmawiam,że mi tak wygodnie się źle czuć bo nic nie chce mi się robić. Bagatelizują. Straciłem uczucia i wszystko jest mi obojętne, nie mam chęci do życia. Zdarza mi się płakać bez powodu. Pamięć mi się bardzo pogorszyła. Mam czasem tak, że ktoś coś do mnie mówi, a ja nawet nie potrafie powtórzyć ostatniego zdania. Sto myśli na minutę. Wszystkim się przejmuję. Wiecznie zmęczony jestem. Często czuję się jak we śnie. Wydaje mi się, że mogę wskoczyć pod samochód i nic mi się nie stanie. Czasem mam chore myśli, których się boję, ale nie chce o tym mówić... Do tego, że mam nerwicę doszedłem sam jakoś 3 miesiące temu wyciągając wnioski z pewnych sytuacji i okoliczności wystepowania dolegliwości. Badania EEG, tomografia i jeszcze jakieś tam zawsze wychodziły mi ok. Zadnych zmian w korze mózgowej, zapisy dobre, ale nikt nie zasugerował nerwicy. Niedawno psycholog mi powiedział, że ataki padaczki są reakcją mojego organizmu na stres i tyle. Od tego w Anglii nie miałem już żadnego i wierzę, że nie bede miał. Przestałem brać leki na epilepsję bo jej nie mam. Planuję się zapisać na terapię, chociaż sam nie wiem co o tym myśleć. Alkohol mi pomaga, tylko że to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę. Z atakami nerwicy do niedawna radziłem sobie tak, że siadałem, albo wychodziłem ze sklepu, autobusu itp. Takie typowe. Od pewnego czasu stawiam czoła kurestwu (tak to nazywam :smile:) i jak jest mi słabo mówie sobię: "Olej to. Jesteś silny, to jest niedorzeczne, jesteś normalnym człowiekiem, itp.", często mi to pomaga. Staram się też skupiać myśli na czymś innym i też działa, ale nie mam na czym za bardzo... Psychiatra przepisał mi chlorprothixen, ale strasznie senny po nim jestem i teraz biorę tylko przed snem, nie mam przynajmniej problemów z zasypianiem, a czy mi pomaga to nie wiem. Sorry za tego posta, ale nie mam nikogo z kim mógłbym porozmawiać kto by mnie zrozumiał...
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 sie 2008, 09:39
Lokalizacja
Wrocław

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez dziambi 22 sie 2008, 12:22
bez sensu się dwa razy zrobiło, a było, że strona wygasła.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 sie 2008, 09:39
Lokalizacja
Wrocław

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Katarzynka35 22 sie 2008, 17:15
Witaj Dziambi!
Ech, smutno mi się zrobiło jak czytałam to co napisałeś!!!!!!!! Nie sugeruj się jedna diagnozą, idx do jakiegos innego lekarza. Juz piszę jak mi dr wmówił padaczke skroniową i zmarnował mi pół życia...
W liceum ( prawdopodobnie w wyniku stresów) dostałam silnych bolów głowy... w końcu trafiłam do neurologa, który na podstawie wywiadu ze mną i zapisu EEG (tam jakieś fale były nie ok, potem się dowiedziałam, że co drugi czlowiek ma takie...) stwierdził, że mam padaczke skroniową... Pani doktor zakazała mi wyjazdów na obozy, wizyt na dyskotece, w kinie... chociaż wczesniej nigdy nie miałam żadnego ataku, wmówiła mi, że mam uwazać, bo mogę w każdej chwili dostać... zostałam zaszczuta informacjami, co mi wolno, czego nie wolno... z radosnej, wesołej dziewczyny z bolami glowy stałam się wrakiem człowieka... zaczęłam się wszytskiego bać...no bo pani dr mi powiedziała, że moge dostać ataku... więc wszędzie... w szkole, podzcas jazdy autobusem wczuwalam się tylko w stan mojego ciał, w organizm, czy jest ok, czy coos nie jest ok... no bo przeciez moge niby w każdej chwili dostać ataku... ech... no i do diagnozy padaczka niebawem dołaczyła nerwica lękowa, bo bałam się coraz bardziej czego? no niby tej padaczki... po latach okazało się, ze absolutnie żadnej padaczki nie mam, wsyztsko mi wykluczono... ale pozostał po niej ślad.... nerwica lękowa i leki, że cos mi się stanie... tak pani dr zmarnował ami mlodość zła diagnozą... prawdopodobnie owe bóle glowy - niby zw. z padaczka to były zwykłe bóle napięciowe, a moje rózne inne objawy, po prostu sugerowały, że miałam pocztąki nerwicy, przez pania dr zdiagnozowana jako padaczkę.... i tym sposobem dr zamiast mnie wyleczyć, doprowadził mnie do strasznego stanu...
Życzę Ci Dziambi, byś nie poszedł w moje ślady!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
pozdrawiam!
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
12 lip 2008, 19:13

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez 1507 22 sie 2008, 21:57
Katarzynka35 napisał(a):Witaj Dziambi!
Ech, smutno mi się zrobiło jak czytałam to co napisałeś!!!!!!!! Nie sugeruj się jedna diagnozą, idx do jakiegos innego lekarza. Juz piszę jak mi dr wmówił padaczke skroniową i zmarnował mi pół życia...
W liceum ( prawdopodobnie w wyniku stresów) dostałam silnych bolów głowy... w końcu trafiłam do neurologa, który na podstawie wywiadu ze mną i zapisu EEG (tam jakieś fale były nie ok, potem się dowiedziałam, że co drugi czlowiek ma takie...) stwierdził, że mam padaczke skroniową... Pani doktor zakazała mi wyjazdów na obozy, wizyt na dyskotece, w kinie... chociaż wczesniej nigdy nie miałam żadnego ataku, wmówiła mi, że mam uwazać, bo mogę w każdej chwili dostać... zostałam zaszczuta informacjami, co mi wolno, czego nie wolno... z radosnej, wesołej dziewczyny z bolami glowy stałam się wrakiem człowieka... zaczęłam się wszytskiego bać...no bo pani dr mi powiedziała, że moge dostać ataku... więc wszędzie... w szkole, podzcas jazdy autobusem wczuwalam się tylko w stan mojego ciał, w organizm, czy jest ok, czy coos nie jest ok... no bo przeciez moge niby w każdej chwili dostać ataku... ech... no i do diagnozy padaczka niebawem dołaczyła nerwica lękowa, bo bałam się coraz bardziej czego? no niby tej padaczki... po latach okazało się, ze absolutnie żadnej padaczki nie mam, wsyztsko mi wykluczono... ale pozostał po niej ślad.... nerwica lękowa i leki, że cos mi się stanie... tak pani dr zmarnował ami mlodość zła diagnozą... prawdopodobnie owe bóle glowy - niby zw. z padaczka to były zwykłe bóle napięciowe, a moje rózne inne objawy, po prostu sugerowały, że miałam pocztąki nerwicy, przez pania dr zdiagnozowana jako padaczkę.... i tym sposobem dr zamiast mnie wyleczyć, doprowadził mnie do strasznego stanu...
Życzę Ci Dziambi, byś nie poszedł w moje ślady!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
pozdrawiam!


jet pół na pół w tym co piszesz, jeśli postawiono ci diagnozę to powinnaś ją przyjąći się z nią pogodzić a ty zaczęłaś się bać, doktor zawiniła bo źle cię zdjagnozowała ale nerwicy dostałaś na własne życzenie bo zaczęłaś sobie wkręcać że coś ci się stanie, moja żona ma ową padaczkę i żyje normalnie nie ma ataków pracuje spotyka się z ludźmi, uprawia fitnes, zapali czasem wypije czasem i nie dała się chorobie że coś się stanie , bierze leki i nie ma żadnych ataków pogodziła się z chorobą i nie myśli o niej, jest sobą i cieszy się zyciem tak samo jak przed atakami,
1507
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez midzi11 22 sie 2008, 22:33
no to nic tylko pogratulowac twojej zonie mocnego charakteru widzisz nie wszyscy go posiadają i nie wszyscy mają nerwice bo tak im sie podoba...ehh tak to jest jak człowiek wypowiada sie na temat na ktory g***wie
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 sie 2008, 00:24

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Katarzynka35 22 sie 2008, 22:46
Sorry 1507, ale zupełnie nie rozumiem Twojego toku myślenia!
Jak miałam przyjąć owoa diagnozę? tak sobie miała po mnie spłynąc jak po kaczce? Nie miałam żadnego ataku, a nagle usłyszałam od dr, że w każdej chwili moge go mieć, mogę stracić przytomnośc, mogę mnie zabierać z ulicy itp. Jak to spokojnie przyjąć do cholery? jak 19 letnia dziewczyna u progu zycia ma z tym zyć? Dostałam same zakazy, miałam zmienić swoje życia, przestać chodzić na wychowanie fizyczne, nie robić żadnych wysiłków fizycznych, nie chodzić na dyskoteki, ograniczyć ogladanie telewizora, generalnie jak patrzę na to tera z zperspektywy czasu, to dr na kilka dobrych lat zrobiła ze mnie wrak, a ja jej potulnie słuchałam. Jak to olewać, jak sie ni stresować?!
Wiesz, ja też gratuluję Twojej żonie podobnie jak Midzi 111, ze tak dzielnie to znosi, ja jednak na swoje nieszczęśćie byłam bardziej wrażliwa i mniej odporna psychicznie i mnie ta diagnoza - zła jak się okazało po latach -doprowadziła do nerwicy...
Nie każdy potrafi, czy może być tak dzielny jak Twoja żona, ciesz się zatem, że nie dostała nerwicy, ale nie oceniaj innych, że nie potrafili się jej ustrzec...
pozdr.
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
12 lip 2008, 19:13

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Katarzynka35 22 sie 2008, 22:53
Aha 1507!
Gratuluję też żonie niezłej kondycji, bo skoro jak napisałes bierze leki, to nie powinna aboslutnie ich łączyć z alkoholem, nawet czasem, skutki moga byc bowiem opłakane. Tak jak przy antydepresantach ludzie wypija sobie czasami i nic złego się nie dzieje, tak przy zazywaniu leków p/padaczkowych jest to całkowicie niewskazane.
Skoro Żona nie dała się i nie ma nerwicy, niech nie daje się też używkom. Poradzi sobie napewno, jest dzielna przecież!
pozdr.
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
12 lip 2008, 19:13

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez dziambi 24 sie 2008, 13:49
Katarzynka35 napisał(a):Sorry 1507, ale zupełnie nie rozumiem Twojego toku myślenia!
Jak miałam przyjąć owoa diagnozę? tak sobie miała po mnie spłynąc jak po kaczce? Nie miałam żadnego ataku, a nagle usłyszałam od dr, że w każdej chwili moge go mieć, mogę stracić przytomnośc, mogę mnie zabierać z ulicy itp. Jak to spokojnie przyjąć do cholery? jak 19 letnia dziewczyna u progu zycia ma z tym zyć? Dostałam same zakazy, miałam zmienić swoje życia, przestać chodzić na wychowanie fizyczne, nie robić żadnych wysiłków fizycznych, nie chodzić na dyskoteki, ograniczyć ogladanie telewizora, generalnie jak patrzę na to tera z zperspektywy czasu, to dr na kilka dobrych lat zrobiła ze mnie wrak, a ja jej potulnie słuchałam. Jak to olewać, jak sie ni stresować?!
Wiesz, ja też gratuluję Twojej żonie podobnie jak Midzi 111, ze tak dzielnie to znosi, ja jednak na swoje nieszczęśćie byłam bardziej wrażliwa i mniej odporna psychicznie i mnie ta diagnoza - zła jak się okazało po latach -doprowadziła do nerwicy...
Nie każdy potrafi, czy może być tak dzielny jak Twoja żona, ciesz się zatem, że nie dostała nerwicy, ale nie oceniaj innych, że nie potrafili się jej ustrzec...
pozdr.


Dokładnie tak było też ze mną. Załamałem się. Miałem 16 lat i nic nie mogłem robić. Ani piwa, na imprezę pójść, czy choćby na basen. Ciągle myśl, że zaraz mogę stracić przytomność. Po pewnym czasie ludzie przestają dzwonić bo i tak wiadomo, że nie pójdę. Zostałem sam, a jak człowiek nie ma wsparcia to sobie napędza to wszystko i się pogrąża. Jedni sobie z tym radzą lepiej inni gorzej. Nie każdy ma silną psychikę i nie każdy może się z tym pogodzić.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 sie 2008, 09:39
Lokalizacja
Wrocław

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez edda55 25 sie 2008, 10:06
DZIAMBO nie bój się ,że stracisz przytomność, że nie wytrzymasz ataku... wszystke reakcje organizmu są do "przejścia". Mam nerwicę prawie od 3 lat. Początki były straszne. Wieczne myśłi o śmierci, a nawet uczucie "umierania" były straszne. Ja nie napiszę ,że to szybko mija, bo tak nie jest ale można dać sobie z tym radę. Trzeba nauczyć się zachować spokój ( wiem to na początku będzie trudne) podczas ataku. Po prostu myśl wówczas, że to minie, że nic się Tobie nie stanie... Papierosy, alkohol, kawa i czarna herbata na większość nerwicowców działa negatywnie pobudzając układ nerwowy,więc trzeba z tego zrezygnować. Gdy jesteś poza domem zajmuj myśli czymś miłym, przyjemnym. Uwierz ,to minie , przynajmniej to co najgorsze, co utrudnia normalne funkcjonowanie.Będzie łagodniejsze. Naucz się pozytywnie myśleć !!! Wiem ,że to niełatwe ale możliwe. Ja w Ciebie wierzę. Teraz Ty uwierz w siebie! Pozdrawiam i życzę Ci powodzenia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
20 lip 2008, 22:25

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 25 sie 2008, 12:20
edda55, rzeczywiście jak to piszesz, to wydaje się to możliwe... ja czasami mam wrażenie, ze z takim uczuciem będę żyła do końca życia:/
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do