Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez alu 23 cze 2015, 19:36
WinterTea, dziękuję, zawsze to jakies pocieszenie
alu
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez WinterTea 23 cze 2015, 21:42
carita, Tak nam się zdaje, że jesteśmy sami z cierpieniem, bo niby kto z zewnątrz odgadnie, co się dzieje w środku? Czasem jak się z kimś rozmawia o problemach, to mamy wrażenie, że druga strona nie wie o co chodzi, bo to o czym jej się mówi przytłacza.
Pytałaś się tych wszystkich ludzi, czy ich nie obchodzi to, jak się czujesz?
Ja też gotuję, sprzątam, pracuję i czasem się wściekam, że ludzie myślą, że jest u mnie w porządku, bo stoję na własnych nogach, a wewnątrz jestem rozdarta. Tylko, że ja nie rozmawiam zbyt wiele o tym co się dzieje. A Ty rozmawiasz?
Dlaczego uważasz, że jesteś kiepską matką? A może właśnie nie jesteś... Twoja córka na pewno nie chciałaby mieć innej matki, bo dla niej jesteś najlepsza na świecie.
Ja też mam chwile, kiedy moje objawy są nasilone i mam ochotę wszystko rozsadzić.
alu, Od kiedy masz takie objawy?
"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"
(John Lennon)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2209
Dołączył(a)
29 mar 2014, 18:20
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 24 cze 2015, 11:50
WinterTea, nie mam z kim porozmawiać o tym, co się we mnie dzieje. Rok temu, kiedy przechodziłam załamanie, był przy mnie mój partner. Prawie zawalił pracę, woził mnie po psychiatrach itd. Psychiatra mu powiedział, że to efekt zmiany życiowej oraz wcześniejszych spraw, które pod wpływem tej zmiany życiowej zawaliły moją psychikę (kupiliśmy dom częściowo na kredyt, nasi rodzice i moja córka zareagowali na to bardzo źle, dołożyli mi do stresu kupna domu i kredytu tyle cierpienia, że psychika moja nie zniosła tego, zresztą do dziś mnie karzą za to). Powiedział mu też ten psychiatra, że pół roku na lekach i wszystko ustąpi. I te pół roku partner dawał radę, ale kiedy po pół roku nie przeszło, a niektóre sprawy rodzinne się zaogniły, więc nie miało szansy mi przejść, powiedział, że on psychicznie nie daje rady, żebym przestała, że on nie chce już o tym słyszeć, że mnie ciągle coś jest. To przestałam, bo zauważyłam, że on zaczyna popadać w depresję, przestaje pracować, poza tym z dobrego i czułego zrobił się zimny, opryskliwy i niedobry. On dziś myśli, że przestałam brać leki, a ja chodzę do psychiatry po cichu. Po cichu też cierpię. Czuję się rozdarta z powodów najbliższej rodziny, czuję jakby moje życie się skończyło, a miało się dopiero zacząć wraz z kupnem domu z ogrodem, co było moim marzeniem. I teraz znów zjeżdżam w dół, mam napady paniki, nie tak silne jak na początku, ale jednak. A może po prostu organizm przyzwyczaił się do tych ataków i ja je odczuwam jako już nie takie silne. Nie potrafię się uodpornić na wszystko, co na mnie spada ze świata, bardzo to wszystko przeżywam, przyjmuję do siebie, chłonę wręcz jak gąbka, żyję tym i efekt jest taki, że nie mogę spać, pracować, żyć. Jestem w ciągłym napięciu nerwowym, jestem bardzo zmęczona, a jeszcze sporo energii wkładam w to, żeby udawać wobec świata, że jest OK. Koleżanki wiedzą, co mi było, ale one nie rozumieją tych stanów, nie potrafią pojąć, co się ze mną dzieje, bo nigdy tego nie przeżyły. Na początku tak jak mój partner przejmowały się, pytały, ale ich rada była zawsze: przestań się przejmować, weź się w garść. Zauważyłam, patrząc na nie, że niefajnie spotyka się z kimś, kto nie jest radosny, towarzyski i taki jak kiedyś (to tak jak człowiek z rakiem, często nagle wokół niego robi się pusto, jakby był trędowaty; tak samo zaczynało być ze mną). Dlatego, żeby nie stracić koleżanek też przestałam im mówić o tym, co się ze mną dzieje. I tym sposobem zostałam z tym sama. Może napisanie tego na tym forum jest moim sposobem na odreagowanie. Mam nadzieję, że tutaj nikt nie zapyta mnie: Ale o co chodzi? Co się z tobą dzieje? Przepraszam Was za te moje wynurzenia, ale nie mam się z kim podzielić tym, że znów jest mi tak fatalnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez WinterTea 24 cze 2015, 18:05
Carita, to mamy podobnie. Ja w ogóle jestem sama jak palec, ale mniejsza o to.
Co to w ogóle za psychiatra, który każe faszerować się lekami, i jeszcze mówi, że dzięki temu Ci się poprawi? Raz trafiłam na taką babę, która powiedziała, że jedyne, co mi może zaproponować to leki, które miały masę skutków ubocznych. Później wylądowałam w psychiatryku na całodobowym, jeszcze na terapii, która na szczęście nieco mi pomogła.
Ja wiem, jak to jest kiedy nie ma nikogo obok. Naprawdę. Taka samotność wśród bliskich osób boli najbardziej. Ja też nie mam z kim gadać, bo to co mówię nie jest rozumiane i jestem traktowana trochę jak wariatka.
Mam w sobie jakiś pierwiastek wariactwa, ale kto go nie ma?
Nie wiem jak Ci doradzić tutaj, bo przez internet słabo doradzam. Jedyne co mogę, to Ci napisać że rozumiem. Nawet, jeśli myślisz, że jest inaczej. Zawsze się tak myśli, ale to nie rozumieją tylko ci, którzy tego nie przeżywają... Często w tej grupie też jest rodzina...
"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"
(John Lennon)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2209
Dołączył(a)
29 mar 2014, 18:20
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 25 cze 2015, 13:24
WinterTea dziękuję za Twoje słowa. Uśmiecham się do Ciebie, najlepiej jak tylko mogę. Osłodziłaś mój dzisiejszy dzień, w którym jak co dzień muszę walczyć na froncie pracy zarobkowej, domowym i tym trzecim: wewnętrznym, gdzie walka nie ustaje. To jak dwa życia w jednym czasie. Miałam zawsze takie hasło: Za każdym zakrętem jest kawałek prostej. Powtarzałam sobie te słowa, kiedy było ciężko, kiedy było bardzo ciężko, kiedy byłam w czarnej d... Bo po iluś tam traumatycznych przeżyciach już wiedziałam, że po burzy jest pewien odcinek życia na prostej, kiedy odpoczywasz, kiedy ładujesz akumulatory przed kolejnym armagedonem. Teraz jest zupełnie inaczej. Armagedon rozgrywa się non stop, tylko że we mnie. Ale chcę wierzyć, że to też jest zakręt, tylko bardziej skomplikowany, stąd dłużej się go pokonuje. Chcę w to wierzyć dla siebie, dla Ciebie i dla wszystkich, którzy są na tym forum.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez WinterTea 25 cze 2015, 18:42
carita, Super. Lubię, jak ludzie się do mnie uśmiechają, nawet kiedy tego nie widzę.
Z Twojego wpisu wnioskuję, że nie jesteś zadowolona ze swojej pracy... Czy jest inaczej? Niezadowolenie z roboty w przypadku posiadania nerwicy też jest dodatkowym "końcem świata".
Idąc prostą drogą, mogłoby być nudno. Ja np. lubię trochę pozakręcać, co nie ma nic wspólnego z tym, że życie czasem zakręca za mnie, ale mało kto z uśmiechem na twarzy znosi coś, czego nie chce :)
Na ten swój armagedon możesz też spojrzeć z lekkiego dystansu, albo pocieszyć się tym, że chociaż zewnętrznie się jakoś układa, czyli że np. nie musisz się martwić jakąś ciężką chorobą. Każdy plus jest godny, by go docenić. ("Nie układa się we wnętrzu, ale przynajmniej jestem zdrowa fizycznie" jest powód do uśmiechu? Jest. :D )
Pomyśl, jaka będziesz radosna, kiedy wreszcie się na tej drodze odnajdziesz, a im więcej trudu (przynajmniej ja tak uważam), tym więcej satysfakcji po zakończeniu walki!
Pozdro dla Ciebie, Twojej córy i rodziny, Kotek :)
"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"
(John Lennon)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2209
Dołączył(a)
29 mar 2014, 18:20
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Nadie 25 cze 2015, 21:52
Czy wam również serce zaczyna walić od najmniejszego wysiłku fizycznego, nawet, gdy nie czujecie się zmęczeni, nie pocicie się, nie macie zadyszki? Ktoś był z tym u lekarza? Ktoś wie, czy to znika z czasem? Ja swego czasu brałam Propranolol po którym serce wreszcie chodziło mi normalnie, ale musiałam odstawić, bo efekty uboczne prawie wysłały mnie na tamten świat.
Od 2007 roku depresja, od Września 2013 nerwica lękowa
Offline
Posty
53
Dołączył(a)
24 kwi 2013, 01:40

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez WinterTea 26 cze 2015, 07:42
Nadie, mnie czasem serce wali tak, jakby się potykało. Odczuwam dwa uderzenia, i trzecie mocniejsze (coś w rodzaju szarpnięcia).
"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"
(John Lennon)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2209
Dołączył(a)
29 mar 2014, 18:20
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez achino 26 cze 2015, 22:00
Mieszkam sam. Zachorowalem ostatnio na zapalenie oskrzeli. Stalem sie bardzo oslabiony i nie mialem sily dbac o siebie - robic zakupow, gotowac, sprzatac, nowet slac sobie lozka. Dostalem potwornego leku, ze cos mi sie stanie i umre w samotnosci w swoim mieszkaniu i nikt mi nie przyjdzie z pomoca. Dlatego postanowilem pojechac do rodzicow - 12 km komunikacja miejska. Podroz ta byla dla mnie koszmarem. Stalem na przystanku, czujac ze za chwile rune na ziemie. Wydawalo mi sie, ze nie przezyje tej podrozy. Bylem taki slaby, biedny, zmeczony, chory, bezradny. Jakas suka zajela mi najlepsze miejsce w autobusie - z przodu, obok kierowcy. Przed kazdym przystankiem bylem spanikowany, kto wsiadzie. Wsiadali sami mlodzi, ladni, zrelaksowani ludzie, czujacy sie swobodnie, w wysmienitych nastrojach. Na kazdy taki widok moja psychoza osiagala apogeum. Pocilem sie, oblewalem potem - nie wiem, czy przez chorobe somatyczna (ktora zreszta jest moim zdaniem wynikiem stanu psychicznego lub zazywaniem psychotropow, ktore niszcza sluzowki ukladu oddechowego) czy jedynie z powodu nerwicy lekowej. Zaczalem sie bac, ze zwymiotuje - ze zwymiotuje na oczach tych wszystkich mlodych, pieknych, wyluzowanych, zadowolonych z zycia ludzi. Bez przerwy chcialem wysiasc z autobusu - ale co dalej? Wysiade i stane na przystanku, a przeciez tak mi slabo, ledwo stoje na nogach! Nie dam rady czekac na kolejny autobus. Bylo mi goraco i zimno. Czesto robi mi sie ostatnio bardzo zimno, mam wrazenie wtedy, ze mam goraczke i ze bedzie wzrastala do takiego poziomu, ze wpadne w drgawki. Wlasnie- drgawki. Mrowienia w konczynach, brak czucia w rekach i nogach. Na pewno dostane drgawek. Ciezko oddychac. A moze tak najlepiej po prostu poddac sie, polozyc sie na podlodze i niech sie dzieje co chce? Bez przerwy chcialem wysiasc z autobusu, stale myslalem o tym, ze zwymiotuje i ze to bedzie juz moj koniec. Dojechalem do przystanku tramwajowego. Powloczylem nogami na przystanek. W tramwaju bylo bardzo jasno. Wszedlem do srodka spanikowany, z obledem strachu w oczach. Widzialem usmieszki, rozbawienie w oczach dwoch osob - nie nie uroilem sobie tego. Po prostu trudno nie zauwazyc, ze ktos jest az tak przerazony. Ale ludzie ci nie wysmiewaliby sie z tego, gdyby mieli swiadomosc, jak bardzo zle sie czuje - po prostu tego nie wiedza. Pozniej z przystanku tramwajowego jeszcze szedlem pieszo do domu - zepsul mi sie zamek w kurtce, bylo chlodno i przez cala droge myslalem o tym, ze teraz to juz na pewno dostane zapalenia pluc. Nastepnego dnia poszedlem do lekarza, ledwo wytrzymalem w poradni, przed gabinetem wydawalo mi sie, ze zaraz rune na ziemie, ze mam wysoka goraczke (moze nawet mialem), dostane drgawek, ze wezma mnie do szpitala. Nie umialem zbudowac jednego sensownego zdania, belkotalem w gabinecie. Dal mi antybiotyk na zapalenie oskrzeli i wypisal cloranxen.

Naprawde nie wiem, czy zycie z takimi atrakcjami ma sens. Cos mi na pewno jest, ale nie wiem co, stale zle sie czuje, stale jestem chory. Przechodze jedna infekcje wirusowa za druga. Mam bardzo niska odpornosc. Stan psychiczny tragiczny. Biore tyle lekow co 80-letnia babcia. Moja watroba nie wytrzymuje tego wszystkiego. Nie widze nadziei na przyszlosc. Zycie na takim poziomie nie ma sensu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
776
Dołączył(a)
05 kwi 2015, 12:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez achino 30 cze 2015, 11:36
PO co jest to forum, skoro nikt nie odpisze/nie odniesie sie?
Fevarin 100, Trittico 15 mg (okruszek), Alpragen 0,5
Zolpidem, Phenibut
(to jest tragedia ! jeszcze po łbie mu chodzą GBL , kodeiny i inne odrdzewiacze ! Szok !Wóda go za mało niszczy. )
Avatar użytkownika
Offline
Posty
776
Dołączył(a)
05 kwi 2015, 12:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 30 cze 2015, 15:42
achino, objawy fizyczne, o których piszesz, to to samo, co ja mam podczas napadów paniki. Mnie w takiej sytuacji pomaga jakby spojrzenie na siebie z zewnątrz. Na zasadzie: "Dziewczyno, spójrz na siebie. Normalny dzień, normalni ludzie obok ciebie, normalna sytuacja, w jakiej byłaś tysiące razy, a twój organizm zaczyna jakąś jazdę. No cóż, skoro musi, to niech sobie pofika, ale beze mnie. I tak to tylko fizyczne objawy, które nie sprowokują mnie do wkręcenia się w ten stan". Tego typu autosugestia mnie pomaga. Po prostu bagatelizuję swój stan. Już na samym wstępie, kiedy zaczynam czuć ścisk w żołądku i zimno na karku. Czyli nie dopuszczam do nakręcania się. Czasem mówię do swojego ciała w myślach jak do psa: "Spokój, siad i grzecznie mi tu". Najważniejsze to uwierzyć, że to tylko reakcja organizmu, która nie ma nic wspólnego z tym, co się dzieje naprawdę. Bo naprawdę nie dzieje się nic. Ani rzyganie, ani zemdlenie, ani żadna inna reakcja nie nastąpi, jeśli przestaniemy o tym myśleć, jeśli nie dopuścimy do nakręcenia się w głowie. Wiem, że to trudne, ale mózg jest plastyczny. Tak jak plastycznie wypaczył się na nasze chore myślenie, tak samo możemy go uplastycznić w tę stronę, w którą będziemy próbować. Najważniejsze, to nie pozwolić mu za długo na takie chorobowe utrwalenie. Osoby z nerwicą mają objawy fizyczne większości chorób, które to objawy wywołane są tylko i wyłącznie przez psychikę. Twoje częste chorowanie może też mieć podłoże psychiczne. Życie w dużym stresie jednak wypłukuje z organizmu wiele substancji i pierwiastków, więc może być i tak, że masz jakieś niedobory i stąd Twoje osłabienie. Zrób sobie badania krwi podstawowe plus tzw. chemia, czyli stan pierwiastków. Przy nerwicy może być niski poziom magnezu, żelaza, cynku, miedzi, potasu. A brak choćby tych pierwiastków powoduje bardzo duży dyskomfort życia plus wiele objawów.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Radzenie sobie z lękiem

przez NerwowaKobieta 01 lip 2015, 02:02
cicha woda napisał(a):co robisz żeby przezwycięzyć ten lęk? jak zachowujesz się w sytuacji kiedy pojawia się atak? niedługo mam iœć do Koœcioła na chrzciny i nie weim jak przezwycięzyć mój lęk? co zrobić gdy pojawi się atak?


Ja podczas ataku lęku zagaduję kogoś, albo dzwonię, albo cokolwiek. Zajmuję czymkolwiek swoje myśli. Przechodzi.
Myślę, że wiele osób szybciej sięgnie po lek niż nauczy się radzenia z nim. To jest nieuleczalne. Trzeba nauczyc się z nim żyć i radzić. Najpierw lekarz później terapeuta, ale to czy będziemy chcieli sobie z nim radzić jest zależne wyłącznie od nas. To jest trudne, potrzeba czasu, ale możliwe, nawet przy objawach somatycznych.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
01 lip 2015, 01:47

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez achino 01 lip 2015, 04:41
carita napisał(a):achino, objawy fizyczne, o których piszesz, to to samo, co ja mam podczas napadów paniki. Mnie w takiej sytuacji pomaga jakby spojrzenie na siebie z zewnątrz. Na zasadzie: "Dziewczyno, spójrz na siebie. Normalny dzień, normalni ludzie obok ciebie, normalna sytuacja, w jakiej byłaś tysiące razy, a twój organizm zaczyna jakąś jazdę. No cóż, skoro musi, to niech sobie pofika, ale beze mnie. I tak to tylko fizyczne objawy, które nie sprowokują mnie do wkręcenia się w ten stan". Tego typu autosugestia mnie pomaga. Po prostu bagatelizuję swój stan. Już na samym wstępie, kiedy zaczynam czuć ścisk w żołądku i zimno na karku. Czyli nie dopuszczam do nakręcania się. Czasem mówię do swojego ciała w myślach jak do psa: "Spokój, siad i grzecznie mi tu". Najważniejsze to uwierzyć, że to tylko reakcja organizmu, która nie ma nic wspólnego z tym, co się dzieje naprawdę. Bo naprawdę nie dzieje się nic. Ani rzyganie, ani zemdlenie, ani żadna inna reakcja nie nastąpi, jeśli przestaniemy o tym myśleć, jeśli nie dopuścimy do nakręcenia się w głowie. Wiem, że to trudne, ale mózg jest plastyczny. Tak jak plastycznie wypaczył się na nasze chore myślenie, tak samo możemy go uplastycznić w tę stronę, w którą będziemy próbować. Najważniejsze, to nie pozwolić mu za długo na takie chorobowe utrwalenie. Osoby z nerwicą mają objawy fizyczne większości chorób, które to objawy wywołane są tylko i wyłącznie przez psychikę. Twoje częste chorowanie może też mieć podłoże psychiczne. Życie w dużym stresie jednak wypłukuje z organizmu wiele substancji i pierwiastków, więc może być i tak, że masz jakieś niedobory i stąd Twoje osłabienie. Zrób sobie badania krwi podstawowe plus tzw. chemia, czyli stan pierwiastków. Przy nerwicy może być niski poziom magnezu, żelaza, cynku, miedzi, potasu. A brak choćby tych pierwiastków powoduje bardzo duży dyskomfort życia plus wiele objawów.


Dzieki za ten wpis. Masz całkowitą racje. I jest mi bardzo milo, ze poświeciłaś czas na napisanie tego. :*
Avatar użytkownika
Offline
Posty
776
Dołączył(a)
05 kwi 2015, 12:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 01 lip 2015, 09:56
Dodam do moich sposobów radzenia sobie z chorobą jeszcze coś. Dużo czytam o tym, jak inni sobie radzą, jak wychodzą z tych stanów, a także czytam rzeczy, które pozwalają mi pookładać sobie w głowie to, co się zepsuło i przez co popadałam w taki stan, w jakim jestem. Wczoraj znalazłam w moich notatkach takie uwagi, które zamieszczam, bo może akurat komuś będą pomocne. To przecież wątek radzenia sobie z atakami. A najlepszym sposobem dla nas byłoby tak się zabezpieczyć i wzmocnić, żeby uprzedzać ataki.

Wytrącaj się z emocjonalnej strefy komfortu
Lubimy to, co jest nam znane. Nasza strefa komfortu to nasze przyzwyczajenia, to co wiemy, umiemy i robimy, to z czym czujemy się znajomo, ciepło i domowo. Wychodząc poza tę strefę doświadczamy nieswojości. Jak wielu rzeczy w życiu nie zrobiłeś ze względu na ten nieswojski dyskomfort?
Paradoksalnie w naszej strefie komfortu mieszczą się również nawyki niezdrowe i bolesne, a jednak tak utarte i znajome, że dają nam poczucie bezpieczeństwa. Natomiast większość naszych pragnień i nowych możliwości leży poza znajomą strefą komfortu.
Dlatego jeśli chcesz mieć zdrowe i bogate życie musisz co jakiś czas przemóc poczucie nieswojości i wytrącić się ze swojej strefy komfortu. Rzuć się na głęboką wodę. Tylko w ten sposób twoja strefa komfortu będzie się poszerzać. Rzeczy dotychczas nieznane wkrótce staną się bezpieczne i znajome.

Ten tekst uświadamia mi to, o czym przez chorobę zapomniałam. Każdy, nawet zdrowy i bardzo odważny człowiek, w pewnych sytuacjach odczuwa niepewność, lęk, obawy. Tylko że u nas te odczucia są posunięte do granic możliwości, do paraliżu. Ale jednak cały wic polega na tym, że ludzie te lęki pokonują, bo inaczej nie zrobiliby w życiu nic do przodu, nie spełnialiby swoich marzeń, nie rozwijaliby się, nie pracowaliby, nie uczyliby się... A my za bardzo chcemy się zaszyć w tej naszej przestrzeni komfortu i nasze życie staje się taką nieprzyjemną wegetacją w trzęsącej się galaretce. Jedną ze strategii wojennych jest atak. Czemu by nie zastosować go w walce z naszą chorobą? Czyli nie szukamy sytuacji, żeby jak najczęściej być w strefie komfortu, tylko atakujemy, a więc wychodzimy doświadczać nieswojości. Świadomie. To nic, że raz, drugi polegniemy. A trzeci raz może nam się uda dłużej bez ataku. Wtedy należy samego siebie pochwalić i jakoś nagrodzić. Ja stosuję coś takiego wobec siebie i powiem, że to działa. To tak jak z uśmiechem na siłę. Spróbujcie, kiedy jesteście w czarnej d... (albo teraz) wykonać grymas twarzy szerokiego uśmiechu i utrzymajcie go przez dłuższą chwilę. Ten grymas pociąga za sobą zmianę myślenia, mózg zaraża się od tego grymasu i robi się trochę lepiej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 29 gości

Przeskocz do