Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez monapayne 06 cze 2015, 23:53
Powinnaś albo rzeczywiście docenić życie, coś musiałoby się stać, albo po prostu iść na megaterapię. Bo inaczej to nie życie.
"Słowo trauma z greki oznacza ranę, a wie pan jak jest sen po niemiecku? Traum. Rany rodzą potwory"
was: robot
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1351
Dołączył(a)
24 lip 2013, 15:12

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez natiii 08 cze 2015, 18:59
Aurora88 nie chodze na terapie dlatego, ze nie mam za duzo mozliwosci. pochodze z malego miasteczka, teraz przeprowadzilam sie na wies i wszedzie musialabym dojechac autem. a jazda autem kilkadziesiat km tak mnie stresuje, ze boje się, ze w trakcie dostane ataku paniki i spowoduje wypadek. wiem, ze to glupie ale na prawde. na poczatku nie rozumialam, ze to sam wyjazd mnie stresuje. gdy wsiadalam za kółko sztywniała mi szyja, miałam przerózne bole itd ale jechałam. w męczarniach ale przejezdzałam te kilkanascie kilometrow. ale od jakiegos czasu na sama myśl jest tragedia. zaluje, ze nie mieszkam w duzym miescie gdzie pewnie doszłabym pieszo do jakiegos lekarza no ale trudno. myslalam nad terapia online ale sama nie wiem. biore lekarstwa: tianesal (coaxil) 2x dziennie i propanolol 2 x dziennie. biore magnez i pije melise. ale caly czas jest kiepsko. trzyma mnie to juz ponad tydzien dokładnie od wieczoru panienskiego przyjaciólki, na któym byłam i wiadomo troszke wypiłam. i od tego czasu mam to odrealnieie;/

co do terapii to wlasciwie wydaje mi sie, ze wszystko wiem juz w temacie nerwicy i wlasnych problemów i nie chce zalic sie przed zadnym terapeuta. wszystko sobie juz sama uswiadomiłam. popelnilam pare lat temu duzy błąd, którego dlugo żalowałam ale juz się z tym uporałam i zamknęłam ten rozdział. każdy popełnia błędy i dla innego pewnie to nawet nie bylby powod do płaczu. jednak dla mnie bylo to cos co odcisnęlo duże piętno na moim sumieniu. miałam pewne zasady w życiu, którym jeden jedyny raz zaprzeczyłam i tak się to skończylo, ze pewnie od tego narodziła się ta nerwica. wiem o tym, pogodziłam się z tym. i caly czas walcze z tym cholerstwem.

co dziennie rano mowię sobie, ze dzisiaj jest ten dzień, który wszystko zmienia, ze od dzisiaj juz bedzie dobrze. i mija godzina i zas zaczynaja się głupie myśli, wymyślanie problemów, chorób, i te cholerne objawy odrealnienia. dla mnie to jest najgorsze. nie przejmuje juz się nawet bólem serca czy czyms innym. jak mnie zakłuje to sama się w myślach śmieje z tego bólu. i za chwile mija. tylko to odrealnienie mnie dobija. z tym nie umiem sobie poradzić. nie mam na nic siły. mam cały dom na głowie a nie mam sił nic robić. to znaczy siły może mam ale blokuje mnie to głupie uczcucie...
zaczęłam stosować metody relaksacji... i sama nie wiem... fajnie jest wyłączyć się na chwile ale potem jest powrót do rzeczywistości i znowu to samo. zakupiłam książkę ,,kod uzdrawiania" i szczerze liczyłam dużo na nią... ale nie wiem czy te metody z tej książki cos pomagają. być moze jest to bardziej placebo niz skuteczność tych metod. bo ostatnim razem jak zrobilam sobie kod uzdrawiania to przez chwile myślałam ,, teraz juz będzie dobrze, jestem pełna optymizmu itd" i przez chwile nawet bylo dobrze ale za chwile zas to głupie uczucie powróciło.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
25 lis 2014, 19:52

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Aurora88 09 cze 2015, 14:51
Natiii, jak daleko masz do tego miasta i terapeuty? Kilkadziesiąt kilometrów, czy kilkanaście? A co z jazdą autobusem, czy jest równie stresująca? Może jazda w godzinach, gdy nikt niemal nie podróżuje? Czy nie ma kogoś w rodzinie, kto mógłby Cię podwozić?
Nie przekreślałabym od razu terapii, te lęki skądś się biorą, jeżeli powodem nie są jakieś biologiczne przyczyny, które można zbadać u lekarza, to będzie to spowodowane jakimiś oporami w psychice. Piszesz, że wiesz skąd się to wzięło i dany problem masz już za sobą. Czy na pewno? Ty tak twierdzisz, ale może tak nie jest? Może jest tam coś jeszcze, coś z czego nie zdawałaś sobie sprawy? Jeżeli ten problem wciąż rzutuje na Twoje życie, to znaczy że go nie rozwiązałaś w pełni, może to stłumiłaś, oddaliłaś, zignorowałaś, ale to nie jest wyjście.
W mojej opinii leki nie wyleczą lęków, tak samo myślę że takie tłumienie lęku poprzez relaksacje itp. jest wyjściem na chwilę, na teraz, ale potem lęk wróci. Co do terapii online, nie wiem czy na forum jest jakiś wątek na ten temat, ale warto zainteresować się tematem, wydaje mi się że niektórzy psychologowie oferują konsultacje przez Skype, może jest to możliwe. Poszukaj.
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 09 cze 2015, 17:53
No wlasnie Aurora88, wspomnialas o relakacji. Ja niedawno mialam o tym napisac.
Co myslicie o relaksacji na lęki?
Bo generalnie jest to polecany sposob, ale ja np. czuje, ze to jest taka troche ucieczka. Ze ok, w danej chwili moge sie zrelaksowac, i czuc dobrze, ale to nie załatwi sprawy, bo nie skasuje lęku, nie?
I tak z jednej strony lubie czasem zrobic taką relaksacje sobie, ale z drugiej mam wrazenie, ze robie wtedy zle - bo uciekam od problemow ktore tak naprawde powoduja ten lek, a działam "objawowo".
No chyba, ze jednak jakies regularne relaksacje czy medytacje powoduja jakas taka zmiane globalna? Jakie macie doswiadczneia?
(nie mowie tu o takiej relaksacji w czasie ataku juz konkretnie, bo wtedy wiadomo, ze troche pomaga. Pytam tak juz bardziej o dlugoterminowy efekt).
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Offline
Posty
3827
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Aurora88 09 cze 2015, 23:00
no u mnie relaksacja pogłębia czasem stany lekowe :-P a oddychanie e tam, niewiele daje. Też tak sobie myślałam jak Ty, nerwa, ze konfrontacja powinna być ważniejsza niz ucieczka ale to zależy. Jeśli lęk jest spowodowany przez jakieś błędne przekonanie, to pozbycie się tego przekonania bedzie czymś w rodzaju chwilowego rozprawienia się z nim. Można sobie pooddychać, można pomyśleć - nie mam czasu na panikę! i nie bedzie to ucieczka, no bo przecież konfrontujesz się z tym, mówisz coś temu lękowi! A potem można do danej sprawy wrócić, juz na chłodno. I to jest lepsze rozwiązanie. Jednym z moich błędnych przekonań jest to, ze muszę wszystko zrobić natychmiast. Kurde, ale to utrudnia życie :) teraz ucze się, ze problemy moge odłożyć na później ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez malenstwo31 10 cze 2015, 18:37
witajcie,dziś znowu miałak akcje. Siedze sobie w pracy i nagle zaczyna wirować. Wydaje mi się,ze nic mnie nie zdenerwowalo. tak się zaczelam bać,że wzielam pol tabletki afobamu. tak napawdę do atak mialam w niedziele juz w kosciele, potem w samochodzie ale jakoś same przeszly , w poniedzialek spotkanie, które mniwe wyprowadzilo z rownowagi ale w sumie ok. Wczoraj wspaniały dzień a dziś buuum.
ja naprawdę nie myslalam o leku a on sam mnie dopadł :(
chodze na terapię i w sumie już było ok mialam mieć jeszcze 4 spotknia i zakończyć intensywna terapia i spotkania miały juz być co 3 tygodnie. jejku czy coś takiego może powtarzać się codziennie. nie chce uzależnić się od afobamu
Avatar użytkownika
Offline
Posty
597
Dołączył(a)
04 maja 2013, 16:44

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Aurora88 12 cze 2015, 21:55
Najgorsze to są ataki które przychodzą po dłuższej przerwie, człowiek sobie myśli że może mu się już udało.... a tu jebs! i nagle z głowy uciekają wszystkie teorie jak sobie radzić z atakiem, nic się nie pamięta tylko się spada w lęk.
Można fajnie teoretyzować na forum, ale potem ogarnąć to nocą... echhh...
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez oskaka 13 cze 2015, 00:38
Aurora88, jak u ciebie zaczyna się atak? U mnie się zaczynało od leku że jest coś nie tak i potem typowo palpitacje serca, poty, lęk że umrę i tak sie nakreca. Ważne jest żeby te wczesne objawy inaczej postrzegac. Nie jako zagrożenie i objawy choroby ale reakcje fizjologiczne organizmu i to się u mnie sprawdza :)
Co robisz jak już masz ten atak? Jakie masz teorię na radzenie z atakiem?
Sami tworzymy własne demony.

F41.2, DDA
Citalopram 20 mg
Offline
Posty
377
Dołączył(a)
20 mar 2015, 20:50

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez malenstwo31 13 cze 2015, 12:13
ja wczoraj cały dzień balam się,że się przewróce jak wyjdę na słońce, unikalam wychodzenia z biura, mialam wrażenie ,że świat mi wiruje... wieczorem jak myslałam ,że już wszytsko za mną zaczęlo się. W głowie gonitwa mysli, jakby mi ktoś smyrał mózg od czoła, w środku jakbym cała dygotała, zaczełam sie bac ,że zaraz zwariuje. Makabra.
dopiero jak z nerwow zaczęlam plakac i tak przez godzine to później bylo lepiej...
ale dziś troche tego leku zostało:(
też tak macie ,że po najwiekszym ataku nadal macie "coś" czego nie umiecie do konca wyciszyć??
Avatar użytkownika
Offline
Posty
597
Dołączył(a)
04 maja 2013, 16:44

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez alu 13 cze 2015, 14:32
Ktoś tu mądrze napisał, że pojawia się takie niezidentyfikowane uczucie, a potem leci. Wczoraj czułam się super, cały dzień. Pierwszy raz od daaaawna. Wybralam się wieczorem na rynek, piję sok, gadam, śmieję się, no normalnie jak człowiek. I nagle spłynęło na mnie dziwne uczucie bezsilności, rezygnacji, jakiegoś oszołomienia i z miejsca pomyslałam, że musze iść do domu. Natychmiast! Za tym uczuciem przyszły mdlości i tak mnie trzymało aż do rana, nie zmrużyłam w nocy oka :( :time:
alu
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Werty 19 cze 2015, 23:59
Ostatnie pół tygodnia... jakiś koszmar, ogromne nasilenie lęku (momentami aż panika) , bezsenność, gula w gardle uniemożliwiająca zjedzenie czekolwiek. Myslałem, że wypluję serce... ale jakoś udało się ogarnąć. uff
Avatar użytkownika
Offline
Posty
728
Dołączył(a)
10 maja 2006, 22:49

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez alu 20 cze 2015, 18:42
Werty, znam ten ból :(

U mnie ciężko. Jestem właśnie po kolejnej fali lęku, a wraz z nią mdłości (nagłe), uczucie gorąca na karku, dreszcze, gula w gardle, drżenie, wrażenie, że za moment zemdleje :( Boże, jestem coraz bliżej tego, by zwymiotować a tak bardzo się tego boję! :(
alu
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 23 cze 2015, 15:05
Od roku, po załamaniu nerwowym mam stany depresyjno-lękowe. Ostatnie dwa miesiące były lepsze, zaczęłam normalniej żyć, nawet cieszyłam się jakimiś rzeczami, choć w mojej sytuacji rodzinno-domowej trudno czymkolwiek się cieszyć. Ale od tygodnia, od kiedy pewne sprawy domowe się nasiliły, znów od rana do wieczora żyję w napięciu, w atakach lęku, w ciągłym podenerwowaniu. Wciąż przerabiam w głowie różne scenariusze negatywne tego, co może się zdarzyć. Nie czuję się bezpiecznie. Nigdzie. Z nikim. Jestem w sumie sama z tym, na co cierpię. Nikogo to nie obchodzi, bo przecież więcej uwagi należy się wszystkim, którzy zawalili życie, bo nabrali kredytów i ich nie spłacili i rzucili robotę, niż mnie, która przeżywa piekło w środku, ale na zewnątrz pracuję, sprzątam, gotuje... więc o co chodzi. Większość nerwicowców jak czytam ma paniczny lęk przed śmiercią. Dla mnie ona byłaby wybawieniem, gdyby nie to, że mam córkę dla której muszę żyć, choć jestem kiepską matką, ale jedyna, jaką moja córka ma. Jestem teraz na antydepresantach, ale w tym stanie, w jakim jestem od tygodnia jakoś średnio mi pomagają. Pomogły, kiedy wpadłam w stan apatii i niechęci do życia, ale teraz chyba znów potrzebują uspokajaczy. Jestem bardzo, bardzo zmęczona tym wszystkim, tym nawrotem, tym, że w domu nie może być dłużej spokojnie. Jestem bardzo zmęczona życiem. Nie mam ochoty iść po raz kolejny do psychiatry. Chodzę do psychologa, ale bez przekonania, bo on mi jakoś nie pomaga. Poza tym, kto może pomóc, kiedy tkwi się w dziwnej życiowej sytuacji, z człowiekiem, który niby kocha nad życie, a w jednej chwili stawia moje życie pod wielkim znakiem zapytania, a ja jestem nadwrażliwcem, neurotykiem i bardzo wszystko przeżywam. Nie radzę sobie. Myślałam, że to już nie wróci, że jestem silniejsza, ale to, co czuję załamało mnie. Nie mam siły walczyć dłużej... Ktoś był w takim stanie nawrotu bez siły do walki?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez WinterTea 23 cze 2015, 19:12
alu, spokojnie, na pewno nie zwymiotujesz od tych objawów. Nie ma takiej opcji, żeby zwymiotować przez objawy, za które odpowiedzialna jest psychika, a jeśli już, to bardzo rzadko. Chociaż ja się z tym nie spotkałam. Podobne objawy często przerabiam podczas jazdy samochodem, czuję się wtedy, jakbym była w potrzasku, ale już tyle razy je przeżyłam, że każdy kolejny raz robi już na mnie mniejsze wrażenie. Im dłużej się z tym wszystkim zmagam, tym łatwiej mi się żyje.
Podczas napadu schizy staram się myśleć racjonalnie.
"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"
(John Lennon)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2209
Dołączył(a)
29 mar 2014, 18:20
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 31 gości

Przeskocz do