Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Zeppelin 30 lip 2008, 13:13
Najgorsze jest to ,ze nie ma leku takiego :"pstryk " i juz jest w porzadku.Ale to bardzo dobry sposob ,o jakim pisze Wrobelek Elemelek: zajac sie czyms innym. Wiem ,ze to na poczatku strasznie trudne ,ale powoli ,malymi kroczkami trzeba probowac odwracac swoja uwage od tego stanu. Trzeba probowac zachowac zimna krew i sprobowac pomoc sobie ,jak innej osobie.Nie dac sie zhiperwentylowac.Ja nawet przez chwile czulam ,jakbym miala rozdwojenie jaźni ... Najwazniejsze jest chyba to,zeby zrozumiec,ze mozemy nad tym zapanowac nawet w najgorszym momencie. To moze wydac sie niemozliwe,ale czasem ,kiedy juz nauczylam sie walczyc z atakami ,a one mimo to przychodzily -po prostu mowilam sobie ,ze ich sie nie boje. I tak sie dzialo: atak przechodzil ,zanim jeszcze nadszedl,w odpowiedniej chwili wyczuty.I jak sie okazuje ,to wszystko jest tylko w naszych glowach,myslach. Musimy je zmienic,wzmocnic psychike a powoli sie wroci do rownowagi. Tez nie moglam chodzic do kosciola, do sklepow ( bo w takich tlocznych miejscach,gdzie brak tlenu ,kazdemu szybciej robi sie slabo ),potem juz otwarta przestrzen byla powodem atakow( bo wystarczylo,ze zasugerowalam sobie chora mysl). Trzeba wyczuc podloze swojej nerwicy . To kosztuje wiele cierpliwosci i pokory ,ale jest wykonalne:-)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
24 lip 2008, 13:17

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 30 lip 2008, 13:33
Zeppelin, dobrze mówisz, tylko ze to jest naprawde trudne... ja od tygodnia nie wychodze z domu i naprawde czuje się jakbym była w całkiem innym świecie niż tydzień temu;> ale dziś postaram się pojechać autobusem.. wachlarz w dłoń i do dzieła;) zobaczymy co sie będize działo;)
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Zahn 30 lip 2008, 15:15
Ktoś mi kiedyś powiedział, żeby przełamać strach... ciekawa rada, tylko, że ja codziennie go przełamuje, no przecież jeżdżę pociągami dzień w dzień. Chodzę do pracy i nie unikam odpowiedzialności, a nerwica wciąż wierna.. i niestety trudno się skoncentrować na czymś innym, gdy atak sprawia, za na niczym nie można się skupić :( Kiedyś czytałem książki w pociągach, a teraz po prostu nie jestem w stanie... to dziwne, bo przecież zawsze mnie pochłaniały tak, że nie wiedziałem, kiedy podróż minęła. A teraz pogłębia to ataki... ale i tak jest lepiej niż na początku.
"Śpiewać... Cieszyć się majem... Niektórzy to mogą..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
02 gru 2007, 23:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez edda55 30 lip 2008, 15:51
wróbelek Elemelek z pewnością będzie dobrze... nerwica to choroba psychiki i duszy a nie ciała... trzeba próbować zmienić nastawienie do siebie i do świata , nauczyć się mniej bać... ludziska bierzcie magnez i popijajcie sobie ziółka to naprawdę pomaga... no i spowolnijcie życie, zacznijcie wolniej pracować i jak się da wolniej myśleć i nauczyć się cieszyć światem , tym co wokół siebie widzicie... skupcie się na tym co miłe i fajne, ciekawe... To pomoże, uwierzcie!!!
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
20 lip 2008, 22:25

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez edda55 30 lip 2008, 15:55
Zahn... będzie jak dawniej,ale na to potrzeba czasu...wszystko o czym mówisz mnie też spotkało ... więcej odwagi, wiary... :O)
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
20 lip 2008, 22:25

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Zahn 30 lip 2008, 18:12
Mam nadzieje edda55, znaczy się mam ją, gdy optymizm przeważa w główce :) ale z tym, to jest różniasto.
"Śpiewać... Cieszyć się majem... Niektórzy to mogą..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
02 gru 2007, 23:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 30 lip 2008, 19:05
uff, 3 godziny w mieście + 2*20 min autobusem = koszmar:/ masakra, całkowicie zmieniło mi się widzenie świata, wszystko widze kompletnie inaczej niz tydzień temu!!:( ale i tak jestem z siebie dumna, ze się udało i przetrwałąm te 4 godziny bez żadnej dziwnej akcji;) i przynajmniej dowiedziałam sie po drodze, ze do psychologa wcale nie trzeba czekać tak długo;) ech... trzeba się zacząć przeyzwyczajać
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Zeppelin 30 lip 2008, 23:33
Brawo! I wlasnie takie myslenie ,jesli jest szczere i plynie z glebi serca ,jest najlepszym lekiem :) Wiem ,ze to strasznie trudne,ale trzeba budowac wciaz ,pokornie -mimo,ze sie wszystko rozsypuje, a ktoregos dnia zobaczysz,ze sa efekty:) Ja wpadlam w bledne kolo:nie wychodzilam z domu ,bo balam sie ,ze cos mi sie stanie poza nim,nie jadlam ,bo myslalam ,ze potrawy maja wplyw na moje stany,nie spotykalam sie z ludzmi,bo wstydzilam sie ,ze dostane ataku w ich towarzystwie,itd...W koncu przestalam robic cokolwiek i do nerwicy dolaczyla deprsja.A przeciez tak naprawde tylko my mamy wplyw na to ,gdzie zlapie nas atak,w jakich okolicznosciach i czy w ogole nas zlapie. W pewnym momencie (kiedy ataki zaczely ustepowac) ,poczulam sie dziwnie. Jakbym byla w ich nalogu. Bylo nienormalne ,ze do poludnia nic sie nie wydarzylo i balam sie ,ze i tak wroci.Potem zdalam sobie sprawe,ze normalne jest ,kiedy ich nie ma ,a to ,ze sie pojawiaja to tylko przyzwyczajenie.Tak dlugo cierpialam z ich powodu,ze zapomnialam,jak wyglada normalny dzien. Myslalam,ze w najlepszym wypadku zwariuje-bylam tego pewna,ale trzeba lapac sie kazdej nadziei,kzdej dobrej mysli.:)
edda55 dobrze mowi,ze pomagaja ziolka i magnez. To co prawda bardzo delikatne leki ,ale na pewno skuteczniejsze niz cale stosy prochow. Ja bralam Nerwomix ( ziola w kapsulkach). Najpierw : 1 na dzien dobry,potem na obiad,no i na sen-codziennie.Pozniej tylko wtedy ,kiedy zaczynalo sie nasilac napiecie i leki. Potem okazalo sie ,ze nic nie musze brac,ale wsparcie ze strony nawet placebo jest dobre ;) Kiedy pojawialy sie watki depresyjne , probowlam Deprimu-tez jest ok.Najskuteczniejsze byly jednak oddechy przeponowe. W ciagu kilku oddechow cale myslenie sie zmienia i opada niezdrowa adrenalina,latwiej jest nie dac sie poniesc atakowi.Sa doskonalym dowodem na to ,ze to ,co dzieje sie z nami podczas ataku ,to tylko reakcja chemiczna-niedotlenienie i mnostwo zlej,sztucznej adrenaliny,z ktora nasz organizm nie moze sobie poradzic.Skutecznie w ciagu kilku chwil ustepuja wszystkie te efekty: kolatania,slabosci itp.W moim przypadku doskonale pomogly:)Trzeba walczyc z cialem i duchem:)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
24 lip 2008, 13:17

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 31 lip 2008, 00:15
hmm, tylko jest jeden problem... jak mam atak to mam takie duszności, ze mam wrażenie ze już nie moge oddychać:/ i to jest chyba u mnie głównym motorem nerwicy... więc szkoła kilka głębszych oddechów nie działa, bo ja po prostu nie moge złapać głębszego oddechu:( ale to nic, od nerwicy podobno sie nie umiera, więc jakoś na pewno przeżyje... tabletek na pewno nie będę brała, żeby nie wiem co... od jutra biore się za ziółka :lol: efekt placebo rulezzz;)
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Zeppelin 31 lip 2008, 09:17
No,ale widzisz: ja tez mialam koszmarne dusznosci -myslalam ,ze to taka alergia i ze sie udusze w koncu.Bo to przybiera rozne formy :raz na ukladzie oddechowym,raz na pokarmowym ,raz na sercu :(Ja wiem doskonale ,o czym mowisz...Wiem,jaki jest problem ,ale wlasnie o tym mowie. To wszystko ze soba wspolgra,wszystko jest scisle polaczone : jezeli skupisz sie na tym ,zeby skoncentrowac mysli wokol czegos ,co cie uspokaja choc troche i w tym samym czasie sprobujesz oddychac przeponowo ( wcale nie musi byc gleboko)-oddech sie wydluzy ,a mysli sie poprawia i atak ( takze pod postacia dusznosci sie zminimalizuje).Wiem,ze w takim momencie mysli sie tylko o tym ,zeby wytrwac jeszcze chwile ( wrazenie ,ze to koniec) ,ale uwierz mi ,ze dasz rade "przemycic" kilka oddechow ( z brzucha,nie z klatki piersiowej).Z czasem ,jak wejdzie ci to w krew ,to organizm nie da sie juz doprowadzic do takiego stanu.
Ale swoja droga ,to dobrze byloby ,zebys brala na noc alertec albo zyrtec. Znam kilka osob z nerwica,ktore mialy wlasnie szczegolnie nasilone problemy z oddychaniem i okazalo sie ,ze miala jednak wplyw alergia. Na pewno ci nie zaszkodzi,ja tez dostalam alertec,po jakims czasie pomoglo. Teraz ,kiedy poczuje w ciagu dnia ,albo wieczorem splycony oddech ,ziewanie i zalzawione oczy,to juz nie czekam ,az sie rozkreci,tylko biore cos na uczulenie.Bo tak naprawde warto sprawdzic,czy te dolegliwosci mozna jakos zlagodzic. Leki przeciwuczuleniowe ulatwiaja oddychanie,nospa jest dobra na bole brzucha , a ziolka sa dobre na wszystko:))) Te problemy sa takie trudne do ujecia na pismie,szkoda ,ze nie da sie pogadac :(
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
24 lip 2008, 13:17

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 31 lip 2008, 09:37
hmm, no rzeczywiście, uspokoic oddech to dobra rzecz, ale nie wiem czy leki przeciw astmie tu coś pomogą, bo póbowałam już, miałam takiego psikacza jak to zawsze astmatycy mają, który niby rozkurcza oskrzela, ale nic nie pomogło:( a dziś znowu się tak czuje, masakra:(
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez edda55 31 lip 2008, 09:56
Z tym oddychaniem miałam też problem. Na początku podczas ataku te duszności nie były takie intensywne ale po tym atakowym koszmarze jakieś 1,5 roku póżniej nagle mnie chwyciły. Czasami oddychałam "jak ryba" ustami. Miałam wówczas problemy z mówieniem. Najgorzej było w szkole , gdzie musiałam mówić do dzieci. Po prostu koszmar. Piłam wtedy straszne ilości wody i w domu kładałam się i troszkę było lżej. Ale głębokie oddechy nie pomagały. Jedynie zajęcie się czymś co dawało mi przyjemność albo zadowolenie , zainteresowanie. Od kilki miesięcy mam spokój. Martwię się ,że wrócą wraz z jesienią . Okres jesienno- zimowy najgorszy dla nerwusków. A jeżeli o te ziółka chodzi to w sklepach są mieszanki ziołowe dla nerwusów. Polecam!!!
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
20 lip 2008, 22:25

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Zeppelin 31 lip 2008, 09:57
Bo psikacze ( mysle ,ze to pewnie te wziewy) to sa chyba juz wtedy ,kiedy konkretnie sie przyduszasz. Ale to sterydy ,bleeee.Ja mowie o takim lekkim ,dlugofalowym srodku.Tak sobie mysle,ze po tygodniu ,dwoch brania moglyby sie troche zlagodzic objawy.Oczywiscie nie jest to lek na nerwice ,he he,ale jezeli objawy maja choc troche podloze alergiczne( a skoro mialas psikacze ,to pewnie na alergie), to z czasem troche to pomaga.
Wiesz,ale dobra jest rozmowa z psychoterapeuta.Ja bylam 2 razy w zyciu ( w najgorszym okresie )u takiej fajnej babki i rozpisala mi na 3 kartkach podaniowych ,co i jak ( w punktach-co moze mi pomoc,jak zmieniac myslenie itp). Normalnie spalam z tymi kartkami. Mialam dowod namacalny ,ze jestem normalna,ze nie umre ,nie zwariuje i sie nie udusze.Czytalam to non stop ,az nauczylam sie na pamiec:)) Jezeli mogalbys przejsc sie do jakiegos pzychologa,nawet tylko po to ,zeby sie wysluchal i pogadal z toba,daloby ci to choc malenkie poczucie swobody i wolnosci od nerwicy.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
24 lip 2008, 13:17

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Zeppelin 31 lip 2008, 10:08
edda55,jestes taka silna i madra kobieta! Nie martw sie ,nie przejmuj -nic nie wroci -skoro raz nad tym zapanowalas ,to juz raz na zawsze ,nie jest w stanie wplynac na ciebie jakas tam jesien-wazne ,co masz w srodku,a nie to ,co wokol! Jestes swietna!I jeszcze do tego wystkiego dajesz rade uczyc w szkole?...Po prostu : SZACUNEK.:)
A widzicie,jesli chodzi o oddychanie ,to widocznie kazdy ma inne reakcje :) Mi tez dretwialy usta , jezyk kolkiem stawal i mdlalam z braku powietrza.Ale ,zeby stac jeszcze w takiej chwili przed tablica -no jestem z Ciebie dumna!
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
24 lip 2008, 13:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Psychotropka`89 i 23 gości

Przeskocz do