Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez MOCca 23 lip 2008, 21:50
edda55 napisał(a):Hmm... Nerwica z tego co udało mi się ustalić ,powstaje w wyniku niezaspokojonych potrzeb psychicznych,

jak najbardziej zgadzam się, tylko osobiście mnie to dotknęło jak napisałaś, że sama się do tego przyczyniłaś, tak z pewnością nie jest :smile:

moje potrzeby są często nie do zrealizowania ale to nie nasza wina, że czegoś potrzebujemy, myślimy ciągle, i zderzenie z rzeczywistością nas rozczaruje :cry: problem polega na tym, czy my nauczymy się z tym żyć, znależć sposób odreagowania,

to wspaniale, że masz wsparcie w mężu:) oby tak dalej, u mnie ujawniają się jeszcze epizody depresyjne, jestem na początku leczenia i jestem przepełniona większym pesymizmem, ale też mam większą determinację do leczenia. :)
idxcie na całosc nie łapiąc yonka, pusycyajcie latawce na łące i dmuchajcie motzlki...

"Wyobraź sobie prawa i obowiązki, przywiązania i potrzeby, wspomnienia i wdzięczność, zespól to wszystko pod jednym imieniem i imieniem tym będzie Ojczyzna". V.v.G.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1550
Dołączył(a)
09 lip 2008, 23:45
Lokalizacja
Łódź

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Zeppelin 24 lip 2008, 14:18
Witam serdecznie! Zapisalam sie do forum,bo chce Wam wszystkim powiedziec,ze nerwice da sie zwalczyc!U mnie czasem tylko pojawia sie gdzies jej cien,ale nie robi juz na mnie wrazenia-jest najwyzej przelotna mysla ,jak kazda i choc podstepna i niebezpieczna -ignorowana odchodzi w niepamiec w ulamku sekundy.Nerwice stwierdzono mi 5 lat temu i kiedy czytam te wszystkie posty,serce mi peka.Wszystko to pamietam,kazde z waszych przezyc i odczuc bylo moimi.Wiem ,jak ciezko sie z tego podniesc,szczegolnie,kiedy choroba napada znienacka i nie wiemy ,co sie z nami dzieje,tracimy panowanie nad zyciem,a nasze dni uplywaja na notorycznym leku i natrectwach,w najlepszym wypadku znieczulicy . Ja balam sie zyc i umrzec,czulam ,ze jesli nie umre,to zwariuje.Tak bardzo poszukiwalam kogos,kto by mnie zrozumial i wiedzial,o czym mowie,a nie (jak wszyscy) radzil ,by wziasc sie w garsc.Nie mialam internetu i myslalam ,ze jestem jedyna na swiecie z takim problemem.Nerwice stwierdzili mi wszyscy lekarze,do jakich sie udalam (psychologowie,psychiatrzy ,neurolodzy,internisci)-tylko,ze kazdy podchodzil to mnie jak do rutynowego przypadku i nie pomagalo mi to zbytnio.Bylam wykonczona atakami paniki,omdleniami,wykrecaniem rak i nog.Podochodzily jeszcze problemy z hormonami,depresje itp.No i zapomnialam dodac ,ze pozostawalam sama z dwojka malenkich dzieci ( 2lata i 1 rok) na cale dnie ,bo maz pracowal.A kiedy wracal ,uciekal przed problemami-bal sie moich atakow,i bal sie malych dzieci :)Nie musze dodawac,co sie dzialo,kiedy lapal mnie atak w ich obecnosci.Potrzebowalam pomocy ,glownie ze wzgledu na nie.Czasem musialam sie mobilizowac,aby w trakcie ataku podniesc z ziemi placzace dziecko-to bylo wyczerpujace.Potem okazalo sie ,ze moj dwuletni synek ma autyzm i to bylo kolejnym ciosem a zarazem kopem do walki.Teraz jest duzym madrym chlopcem i nikt nie widzi u niego zadnych sladow choroby :smile: Nie bralam zadnych lekow ,bo balam sie uzaleznienia,nie pije i nie pale.To wszystko ze strachu ,ale na zdrowie :) Wiem,ze nie ma nadziei ,kiedy nerwica nas przerasta,ale nie wolno jej sie poddac.Prosze ,uwierzcie-po tym wszystkim mozna byc jeszcze szczesliwym jak dziecko,czuc wyraznie zapachy,widziec kolory i cieszyc sie swiatem.Bedzie normalnie ,bedzie dobrze,choc trudno w to uwierzyc,kiedy jest sie zmeczonym choroba. Jezeli ktokolwiek ma jakiekolwiek pytania ,prosze pytac-szczerze odpowiem. Jezeli chcecie sie podzielic czymkolwiek-chetnie wyslucham. Chce,zeby wszczycy uwierzyli w swoja sile i byli szczesliwi jak ja:)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
24 lip 2008, 13:17

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez MOCca 24 lip 2008, 14:34
Zeppelin, jakie dokładnie miałaś objawy?

Może dowiem się czegoś interesującego:)
idxcie na całosc nie łapiąc yonka, pusycyajcie latawce na łące i dmuchajcie motzlki...

"Wyobraź sobie prawa i obowiązki, przywiązania i potrzeby, wspomnienia i wdzięczność, zespól to wszystko pod jednym imieniem i imieniem tym będzie Ojczyzna". V.v.G.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1550
Dołączył(a)
09 lip 2008, 23:45
Lokalizacja
Łódź

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Zeppelin 24 lip 2008, 15:30
Witaj!Powiem Ci szczerze,ze staralam sie odzwyczaic od tego nalogowego uczucia leku (choc dlugo nie kojarzyla, tego z lekiem-nie wygladalo to jak strach,owszem towarzyszyl temu niepokoj,ale taki niekonkretny) i zapomniec o wszystkim ,co mi sie z tym kojarzylo. Jak pewnie wiesz, to w zasadzie niewykonalne dla kogos ,kto ma po kilka atakow paniki dziennie.Ale z uplywem czasu moge juz o tym mowic,nie bojac sie o to ,ze nagle znow zacznie dziac sie ze mna ten koszmar. Jesli chodzi dokladnie o kliniczne objawy ,to mniej wiecej cos takiego : ze strony fizycznej:-ciagle migreny i bole brzucha,drzenie rak ,ciagly skurcz miesni calego ciala,omdlenia ,zawroty glowy,zaburzenia wzroku ,czucia i sluchu (szumy),dusznosci,mdlosci,zmeczenie,albo ciagly sen,albo bezssennosc,bol w klatce piersiowej,kolatania serca,zimne poty,fale goraca,slabosci,bardzo silne drgawki.Oczywiscie te objawy nasilaly sie ,kiedy nadchodzil atak i czasem dochodzilo do tego ,ze musialam biegac po mieszkaniu,aby nie stezaly mi rece i nogi, a zdarzalo sie ,ze je wykrecalo .Przyjezdzalo pogotowie .Dostawalam tramal,relanium 10 i cos tam jeszcze. Mialam ponoc po tym spac,a nawet nie usiadlam.Rozsadzalo mnie od srodka.Oczywiscie dusilo mnie wtedy ,walilo mi serce itd. Kladlam sie na lewym boku i modlilam sie ,zeby przetrwac -konczylo sie na silnych drgawkach(tak,ze maz musial mnie trzymac) i ogolnym wyczerpaniu.Z objawow psychicznych :niepokoj,natrectwa,ciagle czuwanie,strach przed zyciem i przed smiercia,przed kolejnym atakiem,szalenstwem w koncu lek absurdalny (nawet o to,ze lata mucha,albo liscie na drzewach sie poruszaja).Szczegolnie nasilalo sie to wtedy ,gdy pozostawalm sama,albo na odwrot-w duzym skupisku ludzi.Pamietam jak dzis ,ze balam sie miejsc,w ktorych mi sie zdarzyl atak i wszystkiego ,co mi sie z tym kojarzylo.I potrafilo mi to zwyczajnie wywolac atak.Z perspetywy czasu wiem,ze to nie miejsca i sytuacje byly winne,tylko moje sugestie.Dlatego mialam dylemat czy to wszystko pisac,zeby nie wyszlo komus na szkode :)Pamietam jednak,ze ja chcialam wiedziec jak najwiecej,zeby moc byc przygotowana na wszystko.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
24 lip 2008, 13:17

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez MOCca 24 lip 2008, 21:42
Zeppelin, zapytam się jeszcze o senm może przeżyłaś coś podobnego i jak to leczyć, jak narazie nie dostałam fachowej porady nawet od lekarzy:(

Od kilku miesięcy mam poważne problemy ze snem. Cały dzień jestem zmęczona, kiedy przychodzi wieczór mam ochote się położyć i zasnąć jak kiedyś, jednak zaczynam mieć dziwne objawy, sama nie wiem czy to za sprawą depresji czy nerwicy. Drętwieją mi ręce, serse przyspiesza, bije nie równo mam wrażenie, że nie mogę oddychać, a gdy jestem już tak blisko zaśnięcia wtedy czuje się jakby były to ostatnie moje chwile, robi mi się ciepło, jakby brak grawitacji i wtedy zaczynam chodzić by nie zasnąć bo moge zejść....dopiero nad ranem, kilka godzin śpię, po tym jak się przebudze to znów dosypiam,

może ktoś inny ma jakiś pomysł na takie dolegliwości?
idxcie na całosc nie łapiąc yonka, pusycyajcie latawce na łące i dmuchajcie motzlki...

"Wyobraź sobie prawa i obowiązki, przywiązania i potrzeby, wspomnienia i wdzięczność, zespól to wszystko pod jednym imieniem i imieniem tym będzie Ojczyzna". V.v.G.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1550
Dołączył(a)
09 lip 2008, 23:45
Lokalizacja
Łódź

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Zeppelin 24 lip 2008, 22:23
Oczywiscie,ze mialam tego typu objawy.Moim zdaniem to tez jest cos w rodzaju paniki. Wlasnie identycznie ,jak to opisujesz -uczucie ,ze sie umiera i ogromy przed tym lek.Objawy ,ktore opisalas to wlasnie jedne z najgorszych.Ja nie przespalam setki nocy wlasnie dlatego ,ze balam sie tego stanu.I dopiero ,kiedy wykonczona nieswiadomie padalam ,przychodzil krotki i zbawczy sen.To bylo w najgorszym okresie choroby.Myslalam ,ze dojde do obledu. Nie dosc ,ze caly dzien czlowiek sie meczyl ,kazdaminuta sie ciagnela jak wiecznosc,to takze noc nie przynosila ulgi. mi pomoglo oddychanie przeponowe i wiara w to,ze jednak to ja jestem Panem swojego losu ,a nie jakies chore odczucia ,ktore mna zawladnely.W dzien tez miewasz ataki?
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
24 lip 2008, 13:17

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez DAREKdd 26 lip 2008, 15:31
Witam wszystkich nerwusow.Jakis czas temu bylem stalym uczestnikiem tego forum.Mialem silna nerwice.Leczylem sie 2 lata z roznym skutkiem.Az moj lekarz doszedl do wniosku ze kuracja zakonczona.Czulem sie swietnie,zero jakichkolwiek objawow,wewnetrzny spokoj.Jednym slowem heppi.Tak bylo przez rok az nagle...Budze sie rono i czuje sie jakos tak nie tego.Sam nie umialem tego okreslic.Taki jakby podenerwowany,niespokojny no ale tak bez powodu.Az tu nagle kolo poludnia silny zawroty,mdlosci, serce na pelnych obrotach ogolna slabosc, ciemno przed oczami.Wezwane pogotowie.Lekarz po badaniu stwierdza-silna nerwica.Dostaje zastrzyk i wszystko po godz. ustaje.Od tej pory objawy powterzaja sie co dzien.Badania nic nie wykazaly.Nadmienie ze w rodzinie moj tata i mama sa po udarach muzgu.Jestem zalamany tymi objawami.Juz nie wiem co robic.Sorry ze sie tak rozpisalem.P
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 lip 2008, 15:08

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Stabaeke 26 lip 2008, 20:51
mi dolega to od jakiegos czasu wstaje z rana serducho wali jak oddycham to czuje takie gorace powietrze w gardle, wczoraj wyszedlem z domu jechalem autobusem ciezko bylo oddychac jakby zmeczony a siedzialem nic nie robilem serce szybko bilo i mocno czulem, zaczalem sie krecic w tym autobusie nie dalem rady usiedziec w miejscu nie widzialem co ze soba zobic jakos dojechalem na miejsce ale jak wyszedlem z autobusu to serce tak walilo szybko ze szok nie moglem ustac w miejscu nogi jak z gompki chcialo sie biegac chodzilem szybko, zaraz dostalem tabletke i sie uspokoilo po jakiejs pol godzinie i tak mam za kazdym razem jak wyjde z domu. powiedcie mi co mam robic
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 lip 2008, 20:39

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Stabaeke 26 lip 2008, 23:31
Stabaeke napisał(a):mi dolega to od jakiegos czasu wstaje z rana serducho wali jak oddycham to czuje takie gorace powietrze w gardle, wczoraj wyszedlem z domu jechalem autobusem ciezko bylo oddychac jakby zmeczony a siedzialem nic nie robilem serce szybko bilo i mocno czulem, zaczalem sie krecic w tym autobusie nie dalem rady usiedziec w miejscu nie widzialem co ze soba zobic jakos dojechalem na miejsce ale jak wyszedlem z autobusu to serce tak walilo szybko ze szok nie moglem ustac w miejscu nogi jak z gompki chcialo sie biegac chodzilem szybko, zaraz dostalem tabletke i sie uspokoilo po jakiejs pol godzinie i tak mam za kazdym razem jak wyjde z domu. powiedcie mi co mam robic


i zapomnialem dodac nie moge spac wogle zasypiam o 6 wstaje o ok. 15
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 lip 2008, 20:39

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 29 lip 2008, 14:47
hej!! ja też tak miewam w autobusie, ale wtedy od razu wysiadam, bo nie jestem w stanie dalej jechać, problem jest tylko taki że dojeżdżam 15 km codziennie:/ ostatnio jeżdżę prawie zawsze samochodem, ale jak się zepsuje, to tragedia... musisz znaleźć coś co cię zajmie, ja na przykład słucham muzyki, albo muszę zacząć tak intensywnie o czymś myśleć, żeby się wyłączyć z otoczenia i zapomnieć o tym ze jade autobusem i nie mogę wysiąść;>
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Zahn 29 lip 2008, 15:27
wróbelek Elemelek, mam tak samo, tyle, że dojeżdżam pociągiem.. to jest jakieś 20 minut jazdy, a dla mnie to koszmarna wieczność. Wiele razu uciekałem z pociągu na najbliższej stacji i czekałem na następny (luźniejszy), albo szedłem dalej piechotką. Taka podróż potrafiła się przeciągnąć w nieskończoność.
"Śpiewać... Cieszyć się majem... Niektórzy to mogą..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
02 gru 2007, 23:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 29 lip 2008, 15:53
no, to jest okropne, ja często musiałam dzwonić po tate żeby po mnie przyjechał:> a najgorzej było jak czasami wracałam ostatnim autobusem (23 z czymś) już sama ta świadomość że to jest OSTATNI autobus robiła swoje;>
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Zahn 29 lip 2008, 19:53
Ja nie miałem takiego komfortu.. po prostu musiałem dotrzeć z punktu A do punktu B i już. No i jakoś docierałem... z przygodami, przeklinając świat i chorobę, która mi towarzyszy. Taka podróż odbiera chęci do życia. I u mnie także świadomość, że muszę (analogicznie do OSTATNIEGO autobusu) wsiąść to tego konkretnego pociągu sprawiało, że nerwica odzywała się bardziej niż normalnie.
"Śpiewać... Cieszyć się majem... Niektórzy to mogą..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
02 gru 2007, 23:22

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez edda55 30 lip 2008, 08:49
Doskolane rozumiem co czujecie, przeżywacie... po pierwszych atakach i strasznie złym samopoczuciu przez całe dnie jakość mojego życia uległa kolosalnej zmianie. Zmianie na gorsze. Powroty z pracy autobusem stały się koszmarem. Brakowało tchu, trzęsły się ręce i nogi. Było mi gorąco, serce waliło jak młot. I ten wewnętrzny niepokój, który skłaniał mnie do tego żeby wstać , chodzić, czy wreszcie wysiąść z autobusu. " Umierałam" tak czułam. Miałam dość dni wypełnionych strachem o siebie o innych... Były dni ,że stojąc przed tablicą ( jestem nauczycielką) nie miałam siły by unieść kredę, pisać. Ale to wszystko przeszłość. Nie wiem na jak długo ale teraz jest o niebo lepiej. Teraz chcę żyć.Jeżeli chcecie porozmawiać na ten temat,chętnie porozmawiam , podzielę się swoimi spostrzeżeniami w walce z nerwicą.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
20 lip 2008, 22:25

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do