Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 27 gru 2013, 12:40
nova_2013, dobre porównanie z tą teściową! :))) Ja teraz jest na takim etapie, ze staram sie traktowac ten lęk tak "zewnetrznie". Bo kiedys jak zaczynał się atak, to tak całosciowo we mnie uderzal, i fizycznie i psychicznie. A teraz staram sie skupiac na fizycznych rzeczach (jak ja to odczuwam, ten lęk - ze np. w glowie wata, ucisk w klatce piersiowej itd.) i troche pomaga mi to w nabraniu takiego dystansu i lepiej sie czuje psychicznie.

A co do wyjazdow/powrotów, to tak samo mam! Duzo lepiej wraca mi sie do domu niż wyjezdza :)
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Offline
Posty
3830
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez metka00 27 gru 2013, 12:45
Jedyny moj problem w ataku to mdłosci , myslenie o nich , "klucha w gardle" to ze emocje powoduja mdosci reszta typu bicie serca dreszcze to uczucie paniki gdyby nie te mdlosci są do wytrzymania.
Spełniłem marzenia poświęciłem wszystko
Spuściłem rottweilera zrobiłem widowisko
Otworzyłem futerał z karabinem trafiam czysto
dała siła idea jestem synem z blizną
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1703
Dołączył(a)
25 paź 2013, 21:57
Lokalizacja
J-no

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 27 gru 2013, 13:07
metka00, a wymiotowałaś (eś?) kiedyś tak naprawde podczas ataku? Bo ja w sumie tez czesto mam mdłości, ale jak tak sie zastanowie, to nigdy ostatecznie do niczego nie doszlo :)
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Offline
Posty
3830
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez nova_2013 27 gru 2013, 13:22
powtorze to co na innym forum napisalam, moze takze dla Was bedzie pomocne.

Otoz obejrzalam 1-godzinny film produkcji PLANETE.
Film zaczyna sie dosc drastycznie ( ale final jest zaskakujåco pomyslny ) bo zaczyna sie od przedawkowania lekow antydepresyjnych ale zaraz potem okazuje sie, ze byly to tabletki placebo. Uczeni w Danii zaprosili ochotnikow do badan eksperymentalnych i podzielili ich na 2 grupy. Jednej podawano antydepresanty, drugiej placebo. Ale nikogo z ochotnikow nie uprzedzono o placebo. Jeden chlopak bral 1 tabletke dziennie i po miesiåcu bardzo poklocil sie ze swojå dziewczynå. Byl rozdrazniony do tego stopnia, ze gdy wrocil do domu, postanowil zazyc calå zawartosc opakowania tychze tabletek. Bylo tam 29 sztuk. Ale szybko zorientowal sie, ze zaraz bedzie potrzebowal fachowej pomocy wiec zwrocil sie do szpitala nieopodal domu. I tam dopiero naståpila reakcja przedawkowania. Tetno i puls bardzo niskie, lekarze reanimowali chlopaka ponad 4 h i wowczas nawiåzano kontakt z lekarzem, ktory zapisal chlopakowi te tabletki. Gdy lekarz odpowiedzialny za prowadzenie chlopaka podczas eksperymentu naukowego przyjechal do szpitala, okazalo sie, ze mlodzieniec byl akurat w tej grupie ochotnikow gdzie podawano PLACEBO. I zobaczcie co w tym momencie stalo sie z chlopakiem.

Film naprawde pelen nadziei. Dal mi takiego kopa zyciowego, ze teraz wiem, ze sie wylecze. Tam w filmie opowiadajå rowniez o traumie po roznych przezyciach i wyjasniajå w jaki sposob my sami poprzez nastawienie i mysli wplywamy na nasze zdrowie. Film godny polecenia !

podaje stronke :
http://internetmarketinggoogle.com/vide ... rowie.html


Film nosi tytul " Sila umyslu. Psychika a zdrowie."
Jesli obejrzycie ten film to chcialabym bardzo poznac Wasze zdanie i nastawienie do wlasnej choroby.
Mc zestaw Citalopram 20mg Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1206
Dołączył(a)
18 paź 2013, 02:13
Lokalizacja
Sverige

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Marcosm 27 gru 2013, 13:47
A ja polecam tekst do przeczytania ze strony www.szaffer.pl:

Poddaj swój skarb

Dwóch rzeczy trzeba, żeby się bać. Musi być zagrożenie i musi być jakiś skarb, który mu podlega – coś cennego co należy chronić. Tak jest na wojnie, tak jest w rywalizacji biznesowej, tak jest w stresie i tak jest w nerwicy. Ktoś lub coś musi atakować i musi być jakaś wartość którą chronimy. Jeśli któregoś z tych elementów nie ma, to nie ma miejsca na strach. Coś musi zagrażać i coś musi być zagrożone.
Jak ktoś „nie ma nic do stracenia” to znaczy przecież, że się nie boi.

Stąd wniosek, że dwie są ścieżki aby przestać się bać, a w każdym bądź razie zmniejszyć napięcie ze strachem związane. Jedna, o której najwięcej pisałem, to ta, która powoli ci zrozumieć i wewnętrznie się przekonać, że wróg nie jest taki straszny. Że może cię wymęczyć, sprawić, że będziesz czuł się skrajnie źle, ale nic więcej. Repertuar jest stały. Racjonalizując, akceptując i rzucając wyzwanie lękowi powoli uzyskujesz takie przeświadczenie. Nie umrzesz, nie zemdlejesz, nie ośmieszysz się, nie zrobisz nic głupiego. Będziesz się „tylko” czuł fatalnie. To jest koniec możliwości nerwicy – napastnika, który ci zagraża.

Ale co właściwie ten napastnik obrał za cel? Tu pojawia się spojrzenie jakby z drugiej strony. Takie spojrzenie przewijało się już w moich innych wątkach, ale może niedostatecznie wprost. Chciałbym je rozwinąć w trochę głębszym sensie, by zmaksymalizować możliwości osiągnięcia poprawy.

Co nerwica obrała sobie za cel? Jaki jest twój skarb, który starasz się chronić? Życie, zdrowie, pozycja i opinia otoczenia, szczęście własne, rodzinne, głęboka wiara?
Wokół którego z nich kręci się twoja nerwica? Na pewno wokół tego, które jest dla ciebie najważniejsze. Może nie jednego, może kilku na raz. Może zresztą masz jeszcze inne wartości, poza tymi które wymieniłem, których absolutnie nie możesz się wyrzec. Wartości, które stanowią twój skarb, z którego nie możesz zrezygnować.
Strach (który sam tworzysz) atakuje właśnie ten skarb.
Boisz się, że go stracisz. A ponieważ jest to strata dla ciebie nieakceptowalna, więc napinasz się ze wszystkich sił, żeby go bronić. Im bardziej się napinasz, tym bardziej się boisz, że stracisz swój skarb i tym większe są objawy lęku i napięcia. Większe objawy postrzegasz jako większe zagrożenie i pętla się zaciska.

Porzuć swój skarb! Zracjonalizuj, zdystansuj się od niego. Przestań go bronić za wszelką cenę! Nie jest tego wart. Oddaj go darmo, a przestanie być godny nerwicowego ataku. Ciemne moce Mordoru odstąpią, gdy skarb przestanie mieć dla ciebie wartość!
Nie namawiam cię, żebyś wyrzucił swój skarb na śmietnik. Wcale nie. Chodzi mi tylko o to, żebyś nie bronił go za wszelką cenę. Jeśli to takie wielkie wartości niech się bronią same. Żadne z nich nie definiują ciebie. Sam się definiujesz. Nie jesteś swoim życiem, zdrowiem, opinią innych, szczęściem, wiarą. Jesteś sobą! Jedynym i niepowtarzalnym. Nie potrzebujesz przymiotników, żeby być. Te wartości są tylko twoim bagażem. Nie wyrzekaj się ich ale nie dźwigaj ich za wszelką cenę. Uwolnij się. Porzuć zasłony i maski, które jak sądzisz cię określają.
Odsłoń swoje lśniące „ja”. Wolne, szczere, prawdziwe.

W Ojcowskim Parku Narodowym są wielkie głazy, które tworzą Brame Krakowską. Przysadziste ale podcięte u dołu, jakby zawieszone trochę niepewnie. Turyści dla zabawy podpierają je malutkimi patyczkami u spodu. Zabawnie taki głaz wygląda. Można prawie uwierzyć, że patyczki rzeczywiście go podpierają.
Broniąc swoich skarbów jesteś jak osoba która jest święcie przekonana, że głaz rzeczywiście opiera się na tych patyczkach.
Uwierz, że jest większy i potężniejszy niż patyczki, które pod nim podstawiasz…

Życie. To jest wartość którą większość ludzi ze zrozumiałych względów chroni najbardziej. Ty również kochasz życie i jesteś do niego przywiązany.
Ale przecież nie jest twoją własnością. Dostałeś je tylko w dzierżawę. Czy od Boga Wszechmogącego, czy od wspaniałej, ewolucyjnej i niezmiennie dynamicznej Natury, nie możesz go mieć na wieczność. Śmierć przyjdzie na pewno. Prędzej, czy później ale przyjdzie. Sprawa jest zdecydowana już w momencie narodzin. Czego się zatem bać?
Dobrze mnie zrozum nie namawiam cię, żebyś szukał bram śmierci. Wręcz przeciwnie – szukaj życia i ciesz się nim. Po prostu zaakceptuj, że nie jest w twojej mocy, całkowicie go posiąść. Nie przywiązuj się aż tak! Ta luksusowa zabawka jest tylko w leasingu ;) .
O życiu pisałem do tej pory we wszystkich wątkach najwięcej, bo to najbardziej kluczowa wartość w naszym kręgu cywilizacyjnym. Nerwica zazwyczaj atakuje ten skarb życia właśnie. Taki też był mój przypadek.
Po długiej obronie w końcu zaakceptowałem śmierć…i jak widzisz mam się jeszcze całkiem nieźle ;) .
To co napisałem o życiu odnosi się też do zdrowia fizycznego.
Ale może boisz się, że całkiem pomiesza ci się w głowie i zupełnie zwariujesz? To nie nastąpi bo zaburzeniom podlegają tylko twoje uczucia, ale gdyby nawet, to co z tego? Może lepiej być szczęśliwym wariatem, niż nieszczęśliwym mędrcem? Cokolwiek by miało nastąpić odpuść, bo to i tak nie zależy od ciebie. Boisz się tylko swoich wyobrażeń.

Pozycja i opinia. Boisz się, że się ośmieszysz publicznie, zemdlejesz, wezmą cię za wariata. Może całe życie budowałeś jakiś swój wizerunek. Jesteś osobą dynamiczną, przedsiębiorczą, rozsądną, która była do tej pory podporą dla innych. Może występujesz przed jakimś gronem. Może nawet jesteś kimś znanym, którego wizerunek jest własnością publiczną. Stworzyłeś sobie jakiś obraz. Uznałeś, że ten obraz, to jak cię ludzie odbierają, cię definiuje. Wierzysz, że taki jesteś.
Ale co w zasadzie takiego się stanie jeśli się ośmieszysz? Czy twój wizerunek warty jest tego szarpania? Dziesiątki ludzi ośmiesza się codziennie w telewizji i co z tego? Jaki jest najgorszy scenariusz? Uznają cię za wariata? Co z tego? Każdy jest wariatem w jakimś obszarze. Masz poważną pracę? Co z tego? Czy od niej zależy zbawienie świata? To jest tylko w twojej głowie! Zmień punkt widzenia, a to co jest teraz dla ciebie nie do pomyślenia stanie się normalne. Czy myślisz na przykład,że ciężko chorzy ludzie, którzy leżą w szpitalu, robią pod siebie i, przepraszam bardzo, budzą się umazani we własnym gównie ośmieszają się? Nie. Ośmieszają się tylko ci którzy z tego kpią. Więc dlaczego sądzisz, że ty ośmieszyłbyś się gdybyś na przykład zemdlał?
Nie chodzi przecież o to, żebyś obnosił się ze swoimi słabościami i porażkami. Po prostu przyznaj sobie prawo do bycia sobą.
Jest więcej ludzi w twoim otoczeniu, którzy będą mieli dla ciebie zrozumienie w każdej sytuacji, niż myślisz. Czasem trzeba też umieć brać, poszukać wsparcia.
Żeby wszystko było jasne: nie zemdlejesz i nie zrobisz z siebie wariata! Na pewno! Ale poddaj tę swoją twierdzę wokół której budujesz mury obrony. Dokonaj tego zabiegu myślowego! W ten sposób przyspieszysz zmniejszenie napięcia.

Szczęście. Konieczność bycia szczęśliwym jest ciężarem nie do zniesienia. Najwięcej depresji wśród młodych odnotowują bogate kraje Zachodu. To wcale nie jest dziwne. Ciężko być nieszczęśliwym wśród szczęśliwców.
Starasz się więc za wszelką cenę być szcześliwym. Napinasz się z całych sił, żeby czuć się dobrze. Bronisz swojego szcześcia. Twoja nerwica koncentruje się nieubłaganie wokół lęku przed samym strachem, przed atakiem paniki, przed złym samopoczuciem. Boisz się kryzysu, depresji. Im bardziej się napinasz, tym bardziej się boisz.
A gdybyś spróbował się z tym pogodzić? Gdybyś spróbował wymienić potrzebę dobrego samopoczucia na sens w życiu. „Tak będę miał ataki paniki ale mimo to moje życie będzie miało sens”, bo: np. wychowam dzieci, będę pracował tak jak umiem, działał gdzieś, zbuduję dom, rozwinę interes, itd. Sam wiesz najlepiej jaki jest twój sens, albo jaki może być. Znajdź go. To jest ścieżka akceptacji. Im bardziej zaakceptujesz złe samopoczucie tym bardziej będziesz miał lepsze, bo ustanie wysiłek obronnego napinania się.

Widziałem sfrustrowanych bogaczy mający wszystkie luksusowe zabawki. Widziałem też uśmiechniętych nędzarzy, pracujących od świtu do nocy na kawałek chleba.
Im bardziej gonisz za szczęściem, tym bardziej jesteś nieszczęśliwy.
Wymień szczęście na sens. Sens daje satysfakcję. Szczęście jest chwilową ułudą.

(Do grupy chronienia swojego szczęścia zaliczyłbym również przypadek, gdy boisz się że zrobisz komuś coś złego. Komuś kogo kochasz. Napinasz sie, żeby nie mieć takich myśli. Nie, nie sugeruję, żebyś zaakceptował, że zrobisz coś czego nie chcesz. To nie jest w twojej dyspozycji. Zaakceptuj za to, że będziesz miał takie myśli. „Tak będę prześladowany przez złe myśli. Niech tak będzie. Nie będę się przed tym napinał.”
Czy do świadczenia miłości jest potrzebne uczucie?)

Wiara. Gdzieś wyczytałem, nie jestem teraz w stanie znaleźć gdzie, przypadek głębokiego cierpienia zakonnicy, która bała się, że utraci wiarę. Wiara była dla niej największym skarbem, wspartym zresztą wszystkimi życiowymi decyzjami. Jej napięcie rozwiajało się wokół tej wartości. Cierpiała katusze bo w napięciu lękowym nachodziły ją bluźniercze myśli i poczucie opuszczenia przez Boga. Nie wyobrażała sobie życia bez wiary. To było to najgorsze co mogło ją spotkać. Skazanie na wieczne potępienie.
Napinała się więc z całych sił, żeby nie mieć złych myśli o Bogu, a wręcz przeciwnie odnaleźć zagubioną do niego miłość. Oczywiście im bardziej się starała tym większe było w niej napięcie i więcej miała natrętnych, diabelskich myśli. Życie jej było koszmarem bo była przekonana, że dobry Bóg osobiście weźmie te jej bluźnierstwa napędzane panicznymi uczuciami…

Różne skarby ludzie sobie gromadzą i różnych wartości czują się w obowiązku bronić.
Wielkie skały podpierają małymi patyczkami.
Marcosm
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 27 gru 2013, 13:52
nova_2013, dzięki za link, na pewno obejrze!

Ja sama nie raz tego doswiadczylam :) Np. od czasu do czasu biore doraznie benzo. Ktorejs nocy nie moglam spac, natlok mysli, zdenerwowanie - no wiec siegnelam po kawalek benzo (koło łózka mam zawsze pudelko z roznymi tabletkami). Wzielam... oczywiscie w ciagu minuty, nagle taki czysty umysl, zero meczacych mysli, ogarnal mnie taki spokoj - zasnelam raz dwa :) Rano patrze... a ja wzielam kawałek no-spy a nie benzo :D A zadzialalo, neiwiele gorzej :))))
To samo, kiedys mialam czasem zwiekszony puls, i mialam bisocard na obnizenie. Wystarczalo, ze bralam doslownei okruszek, i w ciagu paru sekund tętno się zmniejszalo - watpie, zeby byl to wystarczajacy czas (i ilosc leku) zeby zadzialalo :)

Dlatego ja mam generalnie takie podejscie, ze to od nas wszystko zalezy i od naszego myslenia.
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Offline
Posty
3830
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez nova_2013 27 gru 2013, 15:53
przeczytalam w skupieniu tekst Marcosm i rozumiem co chce nam uzmyslowic. To dobra rada ale pod warunkiem, ze sami zdamy sobie sprawe z tego skarbu, ktorego tak bronimy. Problem w tym, ze ja mam ustabilizowane zycie, szczesliwe dziecinstwo, prace, rodzine, stabilizacje finansowå, kochajåcego meza. I nagle dopadl mnie pierwszy atak paniki. Pytam sie : dlaczego ? Jaka jest przyczyna ?

Nerwa ja tez zauwazylam , ze moj umysl jest bardzo podatny na sugestie. Zamiast benzo zaczelam brac slodziki do herbaty, ktore w ciågu minuty sprawialy, ze moje napiecie spadalo radykalnie. Teraz kazdego poranka wmawiam sobie, ze czuje sie swietnie ! Ale nie zawsze dzialajå na mnie autosugestie. Moze do tego powinnam wprowadzic wizualizacje swojej szczesliwej osoby i poczuc emocje zwiåzane z pogodå ducha, dobrym humorem i szczesciem.
Pracuje nad sobå jak moge bo ciågle zyje nadziejå, ze moj obecny stan to tylko przejsciowy i napewno powroce do pelni zdrowia.

PS. Co to za podpis Zjednoczone Stany Lękowe, to jakies specjalne forum ?
Mc zestaw Citalopram 20mg Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1206
Dołączył(a)
18 paź 2013, 02:13
Lokalizacja
Sverige

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Marcosm 27 gru 2013, 16:23
U mnie skarbem było/jest zdrowie, a konkretnie życie, moje początki z nerwicą lękową to był strach przed śmiercią, zawałem, udarem i takie tam :lol: Teraz mogę się z tego śmiać, ale wtedy takiego stanu w jakim byłem nie życzyłbym najgorszemu wrogowi, sraczka murowana.

A po drugie muszę mieć coś w genach, mam do tego predyspozycję. Moja Matka cierpi na depresję, jej siostra też miała nerwicą i leczyła się u psychiatry, jest teraz w pełni zdrowa. Brat mojej Matki, ma syna, czyli dla mnie kuzyna, spotkałem go pół roku temu, coś tam pogadaliśmy i co? I bierze leki na nerwicę. Coś pechowa ta rodzina od Matuli strony, o wszystkim dopiero się dowiedziałem jak sam zapadłem na nerwicę, jakby mnie to minęło to bym pewnie do dzisiaj nie wiedział, że Matka bierze leki na depresję...

PS. Co to za podpis Zjednoczone Stany Lękowe, to jakies specjalne forum ?


Klik
Marcosm
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez nova_2013 27 gru 2013, 16:50
dziekuje Marcosm , zajrzalam do ZSL i widze, ze tam jest wesolo :brawo:

podziwiam Twojå rodzine, ze tak dlugo udalo jej sie utrzymac w tajemnicy przed Tobå. Jak widac, radzå sobie ze swoimi problemami skoro dotychczas nawet nie podejrzewales ich o podobne dolegliwosci. Jednym slowem da sie zyc z nerwicå , trzeba jå tylko ujarzmic na swoj sposob. A dlugo juz sie leczysz Marcosm ?
Ja zaczelam kuracje dopiero 21 grudnia a juz moglam wziåc tabletki w lutym. Na pewno zaosczedzilabym sobie tylu przezyc zwiåzanych z panikå ataku, tylko, ze strach przed chemiå okropnie mnie stoppowal.
Mc zestaw Citalopram 20mg Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1206
Dołączył(a)
18 paź 2013, 02:13
Lokalizacja
Sverige

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pika30 27 gru 2013, 17:19
hej, ja się cały czas męczę z lękami, jadę dziś do bioenergoterapeuty, kurcze boję się nawet tego...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
357
Dołączył(a)
07 lis 2013, 23:26

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Marcosm 27 gru 2013, 19:50
nova_2013

To było chyba w styczniu, byłem już psychicznym wrakiem, ciągłe uczucie ciśnienia, parowania we łbie, lęk utrzymujący się całymi dniami, olbrzymia derealizacja... Powiedziałem wtedy Mamie, że muszę do psychiatry bo nie daję rady, zaczęliśmy rozmawiać i wtedy wyszło podczas rozmowy, że cierpi na depresje :? Normalnie czułem się jakby mi ktoś wbił nóż w plecy, dopiero zrozumiałem jaki byłem wobec niej, baa wobec obojga rodziców, nieczuły, po prostu złym synem. Zmieniłem się, zacząłem pomagać rodzicom, oni nigdy nie mieli łatwo, mi się udało z pracą i staram się ich wspomagać teraz jak mogę.

To mi tylko pokazało bardziej, że osoby z zaburzeniami są normalnymi osobami, więc przestałem się zadręczać, że wzrok mam jak czubek itp, takie chore rozmyślania w nerwicy...

W nerwicę wpadłem rok temu we wrześniu, w styczniu byłem na skraju wytrzymałości, a później zacząłem walczyć i walczę do teraz. Mi dużo pomogła strona podana we wcześniejszym poście i dobry psychiatra, który tylko utrwalił mnie w przekonaniu, że idę dobrą drogą aby wyjść z nerwicy. Może jest mi w miarę łatwo tylko dlatego, że dość szybko uświadomiłem sobie, że to nerwica, a nie jakaś prawdziwa choroba.

Teraz jak mnie boli głowa, to jest jak kiedyś, biorę ibuprofen, kładę się i próbuję usnąć na spokojnie. A wcześniej, to tylko analizowałem ciało czy nie mam udaru, czy kąciki ust nie opadają, czy mam czucie w rękach, normalnie paranoja. Każdy nerwicowiec chyba przez to przechodzi...

pika30

Mnie nerwica blokowała strasznie zawodowo, jak wcześniej nie miałem problemów wyjść na zebraniu i coś powiedzieć, to z nią była masakra. Uderzenia gorąca, myślenie w głowie, że zaraz mogę zawału dostać, że na pewno ciśnienie mam wysokie i mogę mieć wylew... Teraz łatwo się pisze, ale wtedy to był mój najgorszy okres w życiu.
Marcosm
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez neon 27 gru 2013, 20:11
nerwosol-men, Spiłem się przez Ciebie w te święta, raczej moi wujkowie mnie spili i ciotka :bezradny:
Mówie, a co tam, Ty możesz to i ja dam rade :why: jeden kielich, drugi, druga flaszka, wujek to był w siódmym niebie, latał do spirzarni w ekstazie. później, jak wujkowie odpadli to stwierdziłem, że jak sie bawić to sie bawić, i ze szwagrem jeszcze 4 heńki walnąłem, no i dwie doby wracałem do siebie. No i wszystkie demony zaczęły odbywać taniec godowy.
nadmiar optymizmu obwieszcza zbliżającą sie rozpacz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5762
Dołączył(a)
18 lis 2013, 12:05

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez nova_2013 27 gru 2013, 23:23
Marcosm ,
pewnie gdybysmy wiedzieli, ze nasze pierwsze objawy så zapowiedziå nerwicy to szybko bysmy sie poddali wlasciwemu leczeniu. W lutym, z jakies dwa tygodnie przed pierwszym w moim zyciu atakiem paniki zdretwialy mi obydwa palce u lewej dloni. I ten stan sie utrzymywal okolo miesiåca. No ale po tym ataku wzielam wolne aby poswiecic wiecej czasu sobie. Zaczelam cwiczyc, odzywiac sie regularnie i wysypiac, poszlam tez na masaze relaksujåce z 5 albo 6 razy i objawy przeszly. Poza tym jak wspomnialam wczesniej, nadeszla wiosna wiec aura mi sprzyjala.

A we wrzesniu tego roku zdretwial mi srodkowy palec u prawej dloni i trzymal mnie tym razem 2 miesiåce, poczym 29 listopada dostalam kolejny atak paniki.
W obydwu przypadkach zbagatelizowalam pierwsze oznaki nerwicy. Zresztå ja do dzis nie wiem co mi jest czy to nerwica czy depresja. Lekarz twierdzi, ze depresja a mnie sie zdawalo, ze przy depresji czlowiekowi nic sie nie chce, jest smutny, osowialy i ma problemy z zasnieciem. A ja ciågle optymistka, z checiå do zycia i zasypialam jak niemowlak. Tylko ostatnio te dziwne wahania nastrojow i pogon za slodyczami. Nigdy slodycze nie stanowily dla mnie problemu bo za nimi nie przepadalam, a okolo 2 miesiecy przed atakiem paniki "dzien bez slodyczy to dzien stracony". I dopiero dzisiaj skojarzylam, ze jak w lutym pojawil sie moj pierwszy atak to tez na okolo 2 miesiåce przed nim mialam straszne ciågoty za batonikami z czekoladå.

pika30
opowiadaj jak bylo dzis u bioenergoterapeuty. Czujesz sie lepiej po wizycie ?
Mc zestaw Citalopram 20mg Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1206
Dołączył(a)
18 paź 2013, 02:13
Lokalizacja
Sverige

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez nerwosol-men 27 gru 2013, 23:56
neon, heheh ja też dałem w palnik potem cały dzień zdychałem kacol taki że maskra :)
Załóż wy­god­ne bu­ty, bo masz do przejścia całe życie... Obrazek

http://www.poomoc.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7538
Dołączył(a)
03 lis 2013, 00:13
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 37 gości

Przeskocz do