Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez Zahn 03 gru 2007, 23:55
pyzia1 napisał(a):Też mam jazdy związane ze spaniem... Teraz biorę leki i niby jest ok ale i tak piję żeby zasnąć

Swojego czasu miałem dziwne ataki próbując zasnąć... mdłości i jakby tiki nerwowe wybudzające mnie z półsnu... leków nie przyjmowałem, ale podobnie starałem się zapić problem z nadzieją, że podchmielony umysł szybciej się wyłączy, na szczęście jako niepijący, a raczej źle znoszący alkohol szybko zarzuciłem tej praktyki i skoncenrowałem się na relaksacji, rozluźnianiu ciała, oczyszczaniu umysłu (trening autogenny)... muszę przyznać, że właśnie to mi pomogło. Oczywiście nic od razu.

Ewa27 napisał(a):Mam napady paniki w różnych miejscach np. autobusie, pociągu , w pracy, w domu.

Mój problem z nerwicą właśnie do tego bym sprowadził... chociaż nie wiem, czy moje objawy porównałbym do paniki, ale to chyba kwestia nazewnictwa. Właśnie w miejscach publicznych odczuwam fizyczne objawy lęku, ale czasami pomaga mi zagadnięcie do obcej mi osoby... w pociągu czasami jest taka możliwość i często z niej korzystam pod byle pretekstem... wiadomo PKP zbliża.
"Śpiewać... Cieszyć się majem... Niektórzy to mogą..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
02 gru 2007, 23:22

przez 1507 04 gru 2007, 00:16
mnie trochę przeszło jeśli chodzi o lęki przed tym że nagle coś mi się stanie, a dusiłem się miałem palpitacje serca min na myśl o pracy i otym co mi jest, w 80% przeszło ciało jest spokojne ale czuje jak w głowie dla odmiany mam metlik szczególnie myśli, są tak popieprzone że szok, i wtedy boje sie że utrace kontrolę nad sobą że mogę zrobić coś złego, np komus i ogarnia mnie wtedy rozpacz, najczęście to sie dzieje jak zajdzie słońce i wracam do domu po pracy, czyli po godzinie 16, nie łykam dropsów chodzę na terapię, piję zioła i próbuję zdusić to w sobie. Czy też macie takie myśli że boicie się samych siebie?
1507
Offline

Avatar użytkownika
przez groza 04 gru 2007, 03:43
ja takie miewałam. Wiem na czym to polega, to zresztą bardzo prosty mechanizm. Wystarczy, że straci się pewność. Kiedy zaczyna się wierzyć za bardzo w to, że wszystko jest możliwe - a więc jak najbardziej i złe zdarzenie może mieć miejsce - to koniec pieśni, jak to się mówi.

Mam wrażenie, że to się od czegoś musi zacząć konkretnego. Czyli człowiek musi stracić pewność, w sprawie, w której nie spodziewał by się, że może się pogorszyć, czy potoczyć źle. Albo w sprawi, w której człowiek był bardzo zaangażowany, a jednak spotkał go kop w tyłek.
U mnie takim zdarzeniem był wypadek, z którego wcale nie powinnam wyjść żywa. Po nim byłam szczęśliwa jak nigdy przedtem, ani potem w życiu - bo miałam całkowity dystans do wszystkiego, nic nie mogło mi dowalić. Ale po pewnym czasie zaczęłam mieć lęki, że skoro moglam mieć wypadek, mogłam stracić życie, to równie dobrze może mi się zdarzyć i coś złego (niekoniecznie wypadek, tylko ogólnie: coś może pójść nie tak, nie udać mi się etc). Bo przecież nie panuję nad losem.

Podejrzewam więc, że lęki zaczynają się od jakiegoś katalizatora: jakiegoś zdarzenia, po którym traci się pewność, że będzie tak jak człowiek chce.

Takie myśli też miałam, że skoro nie mogę zapanować nad myślami, skoro im bardziej walczę z lękami, tym bardziej wracają, to być może któregoś dnia mi odstrzeli, złapię za nóż i zabiję kogoś przez błahą sprawę, albo bez powodu - bo miałabym taki odruch. Miałam też myśli, w których wyobrażałam sobie ludzi w nieprzyjemnej sytuacji (nie ważne jakiej, bo mi wstyd), nad tym też nie mogłam panować. I najczęściej takie myśli zjawiały się akurat wtedy, kiedy rozmawiałam z kimś miło, kiedy fajnie mi się z tą osobą gadało. Na zasadzie kontrastu: jest tak miło.. że szlag by cię trafił i spie***aj mi sprzed oczu. To było szczególnie nieprzyjemne.

W moim przypadku mogę ci powiedzieć, jaki jest powód tego (nie wiem, u różnych ludzi może być inaczej, więc to wcale nie musi ciebie dotyczyć). To dlatego, bo nie jestem sobą wobec innych. Nie mówię innych niemiłych rzeczy, zawsze staram się być miła. Stworzyłam taki swój obraz, by każdemu w moim towarzystwie było miło. Czyli: starałam się zachować idealnie: tak ja by "chcieli" tego inni, albo jak się zazwyczaj zachowują ludzie. Mówiąc w skrócie, tłamsiłam swoje reakcje, które mi się wydawały nie na miejscu/za głupie/bez powodu etc, że w końcu robiłam z siebie kogoś innego. Ale im bardziej się tłamsi to, kim się jest, to prędzej czy później to zacznie wychodzić na wierzch: więc wcale się nie dziwię, że w końcu przy innych miałam takie myśli złe o nich.

Im bardziej się dąży do ideału, tym bardziej człowiek staje się bezkształtną masą bez szczególnych właściwości: zależnie od okazji jest się 'tym kim trzeba'. Nikt mnie dobrze nie zna, a tym bardziej ja sama siebie nie znam, bo już tak duzo klisz "jak NALEŻY się zachować" na siebie nałożyłam (z filmów, seriali, piosenek, tego, co widziałam w życiu), że często nie wiem, czy dane zachowanie to moje zachowanie, czy podpatrzone w jednym z powyższych. :shock:

[Ale i na to jest sposób. Co z tego, że nie stosuję go za często :smile: Ale w sytuacjach kryzysowych potrafi pomóc. Polega to na tym, że kiedy mówi się do siebie: 'muszę to zrobić', to wtedy można tak sobie dla odmiany to odwrócić i siebie zapytać: "gdybym NAPRAWDĘ chciała, to... - zrobiłabym to czy nie?". Czasami warto tego spróbować - bo wtedy dopiero się przekonasz, co myślisz ty, a nie przykładowy "sąsiad zza rogu" :smile: ]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 lis 2007, 21:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez 1507 04 gru 2007, 20:20
"Mam wrażenie, że to się od czegoś musi zacząć konkretnego. Czyli człowiek musi stracić pewność, w sprawie, w której nie spodziewał by się, że może się pogorszyć, czy potoczyć źle. Albo w sprawi, w której człowiek był bardzo zaangażowany, a jednak spotkał go kop w tyłek. "

trafiłaś w sedno sprawy, trafiony zatopiony-praca
1507
Offline

przez keti 07 gru 2007, 11:55
A propos napadu lęku. Mi ostatnio zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Mianowicie dostałam silnego napadu lęku gdy byłam akurat na wizycie u mojej terapeutki. Czyli w miejscu, gdzie do tej pory czułam się bardzo bezpieczna. Czy ktoś może przeżył coś podobnego?
Nie oznacza to przypadkiem, że powinnam zmienić terapeutę?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
23 lis 2007, 09:37

przez 1507 08 gru 2007, 00:22
a co na to terapeutka, ja teżtak raz miałem
1507
Offline

przez keti 10 gru 2007, 09:12
Terapeutka starała się mnie przekonać, żę dzieje się coś ważnego, mam tego nie tłumić tylko zastanowić się dlaczego akurat u niej dostałam tego napadu, w trakcie rozmowy o czym itp.
Nie wiem co mam robić teraz, czy mam zmieniać psychologa?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
23 lis 2007, 09:37

Avatar użytkownika
przez Jovita 10 gru 2007, 13:30
po co ??? nie mzieniaj psychologa .Jesli dostalas takiego napadu leku u niej to moze to bardzo dobrze bo mozliwe zer zblizacie sie do przyczyny twojej choroby.
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez Moniczka 13 gru 2007, 09:52
Kochani,nie dosc ze zycie daje mi w kosc silna nerwica to jeszcze pare dni temu moj tata mial wylew.Przezylam to strasznie,z tata lepiej ale wiadomo ze juz musi sie oszczedzac.Gdy szlam do szpitala to podcinalo mi nogi,serce walilo a ja czulam ze zmedleje ze strachu,ze umre.Teraz powoli emocje opadaja i w nocy pojawily sie u mnie ataki strachu przez wylewem.Zaczynam sie wsluchiwac w siebie,kreci mi sie w glowie i mam jakies dziwne pulsowania i pecznienia w glowie,mysle czy nie isc na CT.Boje sie,ze mam nadcisnienie,zawsze mialam skokowe a teraz na ironie zepsul mi sie cisnieniomierz czuje ze mam horrendalne.Boje sie wylewu,ze przyjdzie nagle jak u taty...
Moniczka
Offline

przez 1507 14 gru 2007, 18:58
nie bój sie tego na co nie masz wpływu, co ma przyjść to przyjdzie, nie ma co się nad tym roztapiać i tyle, żyj!
1507
Offline

przez Moniczka 17 gru 2007, 10:48
Latwo sie mowi,nie da sie przejsc bez emocji obok choroby ojca chyba ze ma sie wszystko gdzies albo bardzo silny charakter. Nie sadze, ze ja jedyna sie przejmuje. Mam do was pytanie, czy nieustanny ucisk po lewej stronie glowy przy skroni, moze byc nerwowy czy tez ten objaw powinien mnie zaniepokoic?
Moniczka
Offline

przez 1507 17 gru 2007, 13:01
to jest objaw nerwowy, ale zawsze możesz póść do nurologa i cie uspokoi, mnie przez 1,5 m-ca bolała głowa z tył po prawej stronie każdy ruch powodował większy ból poszedłem do nurologa i pani mi powiedziała, po zbadaniu mnie ze wg, niej jest w porządku i moze to byc nerwoból lub od kregów szyjnych, wymusiłem skierowanie na tomograf dostałem, a po tygodniu ból ustąpił i mam z tym spokój , teraz wchodzi w klatę, i tak w kółko staram się nie przejmować choć jest ciężko, ale to jedyne co można zrobić, a co do ojca to współczuję ci i napewno nie przeszedł bym koło tego obojętnie , ale jeśli cos przytrafiło się twojemu ojcu to nie znaczy że tobie zaraz ,usi i własnie chodzi mi o to że do siebie musisz nabrać dystansu skoro wiesz że masz nerwice czy cos w tym rodzaju
1507
Offline

Avatar użytkownika
przez Wielbark 17 gru 2007, 13:01
Moniczka napisał(a):Latwo sie mowi,nie da sie przejsc bez emocji obok choroby ojca chyba ze ma sie wszystko gdzies albo bardzo silny charakter. Nie sadze, ze ja jedyna sie przejmuje. Mam do was pytanie, czy nieustanny ucisk po lewej stronie glowy przy skroni, moze byc nerwowy czy tez ten objaw powinien mnie zaniepokoic?


Nie, nie powinien, bo to typowy objaw nerwicowy...zwłaszcza wobec takiej choroby ojca...akurat tutaj możemy sobie ręce podać...moje lęki sa też na punkcie chorób, które miałbym mieć lub - wedle swojego mniemania - już mam. Jest bardzo źle, bo te ataki lęku są teraz codziennie i coraz silniejsze...
Stanę na chwilę
wtulony za wodospadem
Początek lata
(Matsuo Basho)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
06 gru 2007, 23:48
Lokalizacja
Warszawa

przez woojto 22 gru 2007, 22:44
Witam wszystkich nerwicowców. Kiedyś opisywałem moją przygodę z nerwicą i opowiadałem, jak z nia sobie radzę i jk wygrywam. Hmmmmmmm oczywiscie było już prawie prawie. I dostałem nawrót. Z tego co wiem o nerwicy nawroty sa dużo silniejsze od pierwszych obiawów - czyli tych, które miałem w roku 2002 mianowanym jako początek. Obiawy nerwicowe, o których wiekszośc z Was pisze juz chyba wszystkie odczułem . Począwszy od szybkiego tętna ( od tego się zazwyczaj jazda zaczyna) a skończywszy na dretwieniach , zimnej skórze, wybudzniach, lekach przed schizofrenia. najgorsze w tym wszystkim jest to, że nerwica, jak jej cugli popuścimy potrafi nieźle złamać. najbardziek, czego żałuje w poprzedniej terapi to brak odwiedzin u psychologa. PO 3 miesiacach brania antydepresantu MOKLAR pocułem ze wracam i wróciłem bez pomocy terapeuty. Obecnie nawet nie chodze na koszykówkę, poniewaz ostatni atak dostałem własnie biegjąc. Nie chodze na basen , gdyz tez sie tam ostatnio meczyłem. I te durne wrażenie w kolejce po mięso, że zaraz upadne. Nic to . Po nawrocie udałem sie do psychiatry ale nie prywatnie tylko na kasę i powiem wam, że chyba jesli chodzi o psychiatrę lpiej chodzic DO "PAŃSTWOWEGO" niż 'prywatnego" . powód jest jeden . Z moich żadkich wizyt a bylo ich w sumie z 3 mam takie oto wrazenie. Pani doktor wysłuch , popyta i przepisuje i to jest właściwie najważniejszy moment. Oczywiscie mamy dwa rodzeje leków benzo - uspokajacze oraz antydeprechy , działające po ok. 10 dniach. Ja zawsze wymuszam anty, gdyz nie uzależniają i pozwalaja na małe piwko , te pierwsze stosuje tylk o wkrytycznych sytuacjach a było ich było . Dostałem cital - ale polózyłem go w szufladzie i czeka na nowy rok, bo wtedy chce rozpocząc kurację. Wyobraźcie sobie ostatnio miałem chrzest mojego ukochanego synka i tak mnie dopadło, że jak wstawałem w kościele to nogi trzesły sie jak galareta dokładnie i mówiłem sobie no juz zaraz upadnę, tylko kiedy, no już teraz zaraz i ............. kurdę nie upadłem stałem dalej rostrzęsiony , rozdygotany - ehhhhh nawet zabardzo nie pamietałem tego obrzadku a jest przeciez taki wazny. Po wyjściu z koscioła mówie sobie co cie nie zabiło, to Cie wzmocni.
Z uwagi na fakt, że mój tato jest po zawale ja mam zawały w cudzym slowie. Jako 27 latek przeszedłem prawie wszytskie badania na serce a ostatnie miało miejsce tydzień temu. Fakt faktem pani kardiolog, która mojego tate od 10 lat prowadzi jest naprawde fachurą w tej dziedzinie a jest dr nauk med. Etap I EKG - pani , która to robiła mówi ojejej ale pana serce szaleje , ja na to - sznowna pani to normalka u mnie mam nerwice - niech pan sie uspokoi - ja myśle no kurde chcialbym, ale im bardziej chcę tym serducho szybciej wali - trudno wydruk poszel popatrzyła , sprawdziła mi tętno -waliło chyba ze 120 , poleciała po cisnieniomierz , zmierzyla i mówi 180/ 100 nie ma tragedii. Wziałem wydruk i do kolejki. A że pani doktor to fachura w kolejce czekałem 2 h - i tu panika powróciła myslałem, że sie wykończę a zona tylko mnie cochwile uspokajała, nic ci nie będzie zobaczysz . Etap II wizyta. Popatrzyła na EKG dotknęła moich mokrych rak i mówi normalka nerwy co? . ja na to Pani doktor chyba jak zwykle . Kiedy powiedziała szanowny panie ekg oprócz wysokiego tętna jest oko . To co sie z Panem dzieje to nie jest napewno od serducha. Dała mi bolker na wysokie tęno i cisnienie i mówi ze doraźnie a jak chce to co dzień ( osobiscie wole doraźnie). Drugi lek jaki otrzymałem to Afobam - mówi, żeby 1 dziennie na noc przez 3 miesiące nie dłużej . No i tu wyszło, ze jest dobrym kardiologiem, ale nie psychiatrą. Afobamu nie wykupiłem. Osobiście to wam powiem, że jestem rozbity i to z własnej winy. leki mam a nie biore - tylko w krytycznych signopam no i oczywiscie validolek. Ale po swietach zaczynam -trzeba powrócić aha no i oczywiscie do psychologa marsz ehhhhhhhh to tyle mojego marudzenia .
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
09 sty 2006, 01:44

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 32 gości

Przeskocz do