Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez platek rozy 17 lis 2013, 11:53
hania33, ja bym nie wsiadla nawet ,pamietam jak bylo z rezonansem doszlam przed drzwi kabiny i nagle zaczelam sie dusic i koniec. Po badaniu ;) Musialam jechac do domu . Dlatego tu mogloby byc podobnie ;)
Nigdy nie zaprosiłabyś do swojego domu złodzieja, więc czemu pozwalasz, aby myśli , które kradną Twoje szczęście rozgościły się w Twojej głowie?

Mój mózg jest fabryką strachu. Produkuje bzdury na skalę masową. ;)


http://vimeo.com/48594258
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15803
Dołączył(a)
08 sie 2013, 18:53

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez PJT 17 lis 2013, 12:04
Hania nic specjalnego, wypilem 2 kawy i do nauki, jeszcze 2 godziny i jade na druga czesc zajec na 13;45
mam mini kaca po piwie + afku
Restate my assumptions: One, Mathematics is the language of nature
I know the pieces fit.
Avatar użytkownika
PJT
Offline
Posty
5592
Dołączył(a)
01 paź 2013, 12:19

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pika30 17 lis 2013, 12:20
klaudek napisał(a):
A sama zdecydowalas sie naa pobyt w szpitalu ?


tak, sama się zdecydowałam, chodziłam wówczas na psychoterapię u mnie w miejscowości, ale ta psychoterapia to wogóle była porażka i ta pani psychoterapeutka stwierdziła że tak mi się dzieje bo odstawiłam zoloft i jestem od niego uzależniona ( a nie brałam już 5 miesięcy) i że jak położę się na ten oddział to oni mnie odtrują od tego leku. Więc się zgodziłam, kazała mi wziąść skierowanie od lekarza rodzinnego i jechać, więc ja głupia wsiadłam w samochód i pojechałam.... a tam masakra, położyli mnie na oddział i nie mogłam nawet wyjść na dwór !!! zabrali większość rzeczy - nawet ładowarkę od telefonu, żebym się czasem na niej nie powiesiła !!! makabra normalnie. co ja się tam chorych ciężko psychicznie ludzi naoglądałam to będę to widzieć przed oczami do końca życia. Wszyscy tam cię traktują jak psychola normalnie nikt z tobą nie porozmawia, jesteś tam gównem , dnem ...

-- 17 lis 2013, 11:21 --

pika30 napisał(a):
klaudek napisał(a):
A sama zdecydowalas sie naa pobyt w szpitalu ?


tak, sama się zdecydowałam, chodziłam wówczas na psychoterapię u mnie w miejscowości, ale ta psychoterapia to wogóle była porażka i ta pani psychoterapeutka stwierdziła że tak mi się dzieje bo odstawiłam zoloft i jestem od niego uzależniona ( a nie brałam już 5 miesięcy) i że jak położę się na ten oddział to oni mnie odtrują od tego leku. Więc się zgodziłam, kazała mi wziąść skierowanie od lekarza rodzinnego i jechać, więc ja głupia wsiadłam w samochód i pojechałam.... a tam masakra, położyli mnie na oddział i nie mogłam nawet wyjść na dwór !!! zabrali większość rzeczy - nawet ładowarkę od telefonu, żebym się czasem na niej nie powiesiła !!! makabra normalnie. co ja się tam chorych ciężko psychicznie ludzi naoglądałam to będę to widzieć przed oczami do końca życia. Wszyscy tam cię traktują jak psychola normalnie nikt z tobą nie porozmawia, jesteś tam gównem , dnem ...



a no i od razu zaczęli mi podawać zoloft i hydroksyzynę, przecież to można sobie samemu brać w domu..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
357
Dołączył(a)
07 lis 2013, 23:26

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez patibell 17 lis 2013, 13:00
Cześć Wszystkim :)

Płatku Pjt ściskam Was Misiaki moje :)

A u mnie też pogoda kijowa i zamulona chodzę .

Pika30 oj podziwiam Cię że położyłaś się sama na oddział . A jak dziś samopoczucie?
Zjednoczone Stany Lękowe
Avatar użytkownika
Offline
Posty
199
Dołączył(a)
11 lut 2013, 10:47

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez adrianwej 17 lis 2013, 13:07
Ja wczorajszy dzien spedzilem, u kumpla przy piwku,na poczatku balem sie troche go dotknac ze wzgledu na to ze mialemw glowie oczywiscie stwardnienie rozsiane przy ktorym podobno nie mozna pic alkoholu ;D.Bylem rownie na rehabilitacji troche sie napocilem.Rano jak sie obudzilem to bylo w miare okej,tylko cos mi tak przy oku troche poskakalo ;D.Dziwne uczucie ;D.Ale to nie pierwszy raz w sumie ;).
Tylko ludzie silni nadzieją są zdolni przetrwać wszelkie trudności ;-).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
179
Dołączył(a)
13 lis 2013, 16:12
Lokalizacja
Wejherowo

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 17 lis 2013, 13:22
Hej wszystkim! :papa:

Sluchajcie, a orientujecie się moze - po jakim czasie jest naiwieksze steżenie leków (chodzi mi o takie normalne antydepresanty - jak wenla czy paro).
I kiedy wy bierzecie - rano czy wieczorem?
Bo mi lekarka kazala brac wieczorem (ale zapytala, czy dobrze sypiam - wtedy akurat nie mialam takich problemow ze snem). Wiec pomyslalam, ze pewnie to utrudnia zasypianie i teraz biore rano. Ale tak sie zastnawaiam.. czy to nie jest tak, ze jak sie wezmie rano, to np, najwieksze stezenie jest na wieczor? I stad ta nadpobudliwosc w nogach wieczorem.
Bo ja ewidentnie wieczorem, jak sie klade, to mam tkai wzrost energii i takie pobudzenie w calym ciele (ale nie lękowe zupelnie, w glowie czuje sie spokojna i zrelaksowana, tylko w ciele takie cos występuje).
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Online
Posty
3828
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez fozzie 17 lis 2013, 13:24
nerwa, to chyba zależy od leku. Anafranil brałem wieczorem a citaxin rano.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1199
Dołączył(a)
07 sty 2013, 09:58

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 17 lis 2013, 13:26
platek rozy, ja sie panicznie balam samolotow. Nawet jak jeszcze nie mialam lęków to mialam taką fobie, ze bylam pewna, ze nigdy w zyciu nie wsiade do zamknietej puszki na tyle czasu. Ale potem bylam zmuszona i latalam naprawde duzo - mimo mega klaustrofobii - wiec da sie :) A co wiecej, juz jak mi sie nasilily objawy i dostawalam paniki nawet w autobusie, czy z domu nie wychodzilam, to od tego czasu (czyli ostatnie pol roku), juz 6 razy lecialam :) Wiec wniosek z tego taki - wszystko jest do ogarniecia. Chociaz oczywiscie - dalej nie przepadam za tym i sie stresuje :)

A i teraz sobie pomysallam, ze wiecie co... fajnie, ze czasem mamy jednak dobre dni, kiedy sie dobrze czuejemy. Bo mimo, ze czesto jest zle, to jednak daje nadzieje, ze to nie jest takie permanentne. Ze nagle moze sie wszystko odmienic!

-- 17 lis 2013, 12:45 --

fozzie, no racja, zelezy od leku. Ja pamietam, ze jak wzielam połówke wenli pierwszy raz (na wieczor) to w nocy nie spalam, ale i tak najwieksze "naspeedowanie" bylo gdzies po 12h (i trwalo tak 2-3h). Przy mniejszej dawce, to nie jest tak silne, wiec ciezko powiedziec.
Ale widze, ze np. wysilek fizyczny w ogole nie redukuje tego pobudzenia :-/
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Online
Posty
3828
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez magnolia84 17 lis 2013, 13:53
wieslawpas napisał(a):bylem w tym pubie, nie mialem prawde powiedziawszy sily sie bawić po wczorajszej nocy i sprzątakniu mieszkania. Było parę fajnych zaczepek. Jakieś dziewczyny stały przy automacie do orzeszkow, a ja sie spytalem czy to kolejka po orzeszki. Jakiś tam kontakt z ludzmi zlapalem i jak wychodziłem czułem sie OK. Później pojechalem na parking, pogadałem i też było OK. Dopiero jak wracałem to przejeżdżałem obok apteki i wsztyko mi sie przypominało - cały ten nerwicowy świat. Nie wiem czemu czuje jakaś złość teraz nie wiadomo dlaczego, poczułem to jak zjadłem coś i zezlościłem się ze jem w nocy i nie będę mól poźniej zasnąć po jedzeniu, ale czułem też wcześniej jak wychodziłem z parkingu. Tyle rzeczy mnie złości w tej nerwicy, te cholerne napięcia, niemożność imprezowania na alkoholu, a przede wszystkim to kiedy widzę jak mogłoby być fajnie bez tej suki nerwicy.
Teraz męczy mnie mocna złość.

Tyle tych emocji przez dzień się przeplata, smutek, żal, zachwyt, radość. Ciekawe jest to ze człowiek tak mocno wierzy w to co przeżywa teraz,
a za pól godziny czuje już coś innego.

-- 17 lis 2013, 06:24 --

nerwa, Nerwa ja wychodzę na te imprezy, ale wcale to nie znaczy ze czuje sie tam fantastycznie. Non stop akakuja mnie objawy, ale czasami tak sie wkrece ze o nerwicy zapominam. Niestety zawsze kosztuje mnie to też troche stresu i takiego roztrzęsienia. Wczoraj było na imprezie fajnie dzisiaj tak sobie.

( uwaga dlugie i optymistyczne)

Tak możne sie złożyć że jakieś wydarzenie może człowieka wyrwać z nerwicowego kręgu. Kiedyś miałem nerwice z typowa, z lękami wolnoplynącymi i napadami paniki. Pewnego dnia przyleciały do mnie kuzynki z Włoch. Jedna miała na imię Monika, była bardzo fajna, pamiętam, że lubiła sałatki a ja kiedyś, żeby
jej zrobić niespodziankę poszedłem rano do sklepu po te sałaki, żeby miała na śniadanie. Cala ta sytuacja w połączeniu z myślami o Monice wywołala falę takich pozytywnych emocji, że aż sie zdziwilem że coś takiego we mnie siedzi! Wtedy poczułem pierwszy raz od dawna coś co nie było lękiem. Wziąlem pierwszy od 3 lat dzień urlopu bo chciałem jej pokazać Łazienki. Pamietam jak tam chodzliśy wród tych róż i stawów a mnie cały czas atakowały lęki i chciałem wrócić do kompa, do pracy. Ale jakoś to przetrzymałem. No i bylem taki dumy że idzie kolo mnie taka piękna dziewczyna. Kiedy te kuzynki u mnie mieszkały przez tydzien to w ogole nie chcialo mi sie wychodzić do żadnych knajp, po co skoro miałem takie fajne towarzystwo w mieszkaniu. Leciałem z pracy prosto do mieszkania po drodze wstępowałem po piwko. I tak sie gaworzyło z kuzynkami wieczorem. Ani nie chciało się nigdzie wychodzić.

Kiedyś przylecieli do nich znajomi z Włoch, nocowali w Mariocie w centrum. Pojechaliśmy tam do nich i poszliśmy do restauracji w Mariocie. Przy wejściu grał wiolonczelista. Zamówiliśmy jakieś jedzenie i alkohol, walnole wtedy pare piw, tak mnie męczyły objawy. A poźniej pojechaliśmy na dyskotekę do klubu Labirynt. Ci Włosi oplacli wsztko restauracje w Mariocie, taksówkę, wejściówkę do Labiryntu.

Właśnie w czasie imprezy kiedy grała muzyka, kiedy bylem po paru piwach, po tej całej wystawnej kolekcji poczułem się dobrze i wtedy właśnie zauważyłem,
że moge być takie chwile kiedy bede czuł się dobrze. To było takie olśnienie, że mimo tego stanu mogą być chwile w których czuje się dobrze. Z tymi kuzynkami
pojechałem w Bieszczady, po drodze non stop meczyly mnie objawy. Bylo to ogólnie czasy mocno nerwicowe. W Bieszczadach popołudniami wybieraliśmy sie do Polanczyka, żeby coś zjeść i napić sie piwka. Dla mnie ten wyjazd był też wielkim przełamaniem strachów, przed opuszczeniem Warszawy. Były to czasy kiedy miałem po pare napadow paniki dzennie. Do Warszawy wróciłem opalony i wypoczęty od pracy. Kuzynki wróciły do Włoch.

Pozniej zaczały sie dziać kluczowe rzeczy, ale ich nie dostrzegałem wtedy. Przypomniałem sobie, że dobrze sie czulem w tym Labiryncie i poszedlem tam jeszcze raz, zaważłem że taniec, muzyka piwko daja zapomnienie w tym wszystkim. Jest impreza wszyscy sie bawią, zapominam o wszystkim żyję tym co tam sie dzieje. Rano wychodzę ledwo ciągnąc za soba nogi, ale czuje sie dobrze.

Byl tam pewnie gościu, ktory bardzo dobrze tanczył, co mi zaimponowało. Chciałem też tak dobrze tańczyć. I wtedy kupilem sobie walkmana i jakas kasete z muzyka. Nocami tenwalem taniec, takie wygibasy dyskotekowe. Zauważyłem że to daje mi też jakieś zapomnienie. Dzień w dzień wieczorami byl trening. Pamiętam, że jak pojechałem na imprezę fimowa po 3 miesiacach to ludze byli zaskoczeni, że tak tańczę. A ja jednoczenie chodziłem
na imprezy do Labiryntu w soboty i na ten sam bilet w środy.

A tam była grupka takich co naprawdę nieźle tańczyli i zaczle się taka rywalizacja, kto lepiej. Myślę ze byla raczej taka podświadoma, bo nikt o takiej rywalizacji głośno nie mówił, nawet ze saoba nie rozmawiasmy. To ja sie porównywałem do nich i widziałem, ze dobrze mi idzie. Jak wracalem z pracy to szedłem do Carrefoura, zeby posłuchać kaset z muza i ewentualnie którąś kupić jakby sie spodobała.

Wtedy byly też te ogródki nad Wisla. Ze 200 knajp z żywa muzyka, jedna za drugą wzdłuż brzegu. Dźwięki muzyki, won smażonych kiełbasek, a nawet cuchnących toalet. Co kawałek inna muzyka. Przyjedzalem tam od razu po pracy z drugiej zmiany, chodziłem po dyskotekach i nad ranem wracalem do mieszkania. Później znowu praca na 2 zmianę i wieczorem impreza. Najfajniejsze czasy w życiu! Pamiętam, że słonko juz wschodziło kiedy wracało się z imprezy.
A nerwica gdzie powoli zanikała. Były też i inne czynniki.

Mialem wtedy stesujaca mnie prace w helpdesku, pracowałem już wiele lat i meczyly mnie rozmowy z niezadowolonymi klientami. W firmie nastąpiły zmiany i wrzucono mnie w system trzyzmianowy, co mi sie nie podobalo. Ale zawważylem, że jak sa te 3 zmiany, to rzadziej wypada mi zmiana dzienna, na której było najwiecej pracy i najwjecej nerwów. Chyba przychodzilem do pracy za dnia ze dwa albo 3 razy w tygodniu.
I też zawuażylem, że jestem mniej tą pracą obciążony.

Postanowłem spenić swoje marzenie i kupiłem motocykl - Suzugi GS500, dobry do nauki jazdy. Cala ta przygoda motocykla wciągnęła mnie w kolejny krąg antynerwicowy, bo kiedy jechalem motocyklem to na niczym innym nie myślałem. Zaczęły sie wycieczki motocyklowe, otworzył sie nowy swiat. Jedzillem sam aż gdzieś w świętokrzyskie, nocą wracalem do Warszawy i przypominam sobie przygody za dnia.

Z początku bałem się wyjedzać z Warszawy, pamiętam pierwszy wieczor kiedy wyjechałem za miasto, wyłączyłem silnik, nastala cisza i spojrzeniem w gwiazdy
i na motocykl. Poczułem, że to bylo to. Strzał w dziesiątkę. Kupowałem co raz większe mapy, Warszaw i okolice, mazowieckie, cala Polska. Pamietam
jak kolega powiedzia mi jedz sobie do Rzeszowa, na drodze ludzie uważają. Nic ci sie nie stanie. No pojchalem i czułem sie fajnie jak w bajce .Pojechałem też nad morze do Kołobrzega.

Kolejym antynerwicwym kręgiem okazało się pisanie. Napisałem kiedyś jeden rodział ksiązki, który przeleżał 2 lata w szufladzie, poźniej dałem to do przeczytania przyjaciółce, a ona swojej mamie. A jej matka to intelektualistka. Powiedzieła, że fajne i dobrze sie czyta. Napisałem wiec drugi rozdział, też powiedziala że fajny.Ale pomysllem sobie, że tak mówi tylko bo mnie zna. Wrzuciłem wiec teksy na net, no i tutaj spotkałem się z tym że ludzie pisali, że jest w porzadku. Zrobile wiec liste subskrybentów i zacząłem im wysyłać nowe rodzialy, było to cos z 800 osób, ale książę czytało pewnie i dwa razy wiecej. Wciągnąłem się w to pisanie
i też dawało mi to zapomnienie i satysfakcje. Byl wywiad w TV, notatki w prasie, zaproszenia na wieczorki autorskie. Nerwica powoli mi przechodziła, byłem innym człowiekiem niż na początku. Pojawiła sie rozrywka, pojawiło sie hobby, pojawiły sie cele związane z pisaniem. Najbardziej szczęśliwy czułem się kiedy byłem bezrobotny, wynajmowałem pokój na Saskiej Kepie i po nocach pisałem Szynadele. Wtedy już nie miałem nerwicy, ewentualnie jakieś szczątki. No i miałem
takie marzenie żeby zwiedzić Londyn. Pojechałem do ten Anglii zarobkowo jak większość. Ale sam fakt, że tam poleciałem byłem w stanie sie po calej
Anglii poruszać autobusami świadczy o tym że lęki było małe. No praktycznie o nerwicy nie myslaem wcale. Byly inne priorytety. Fajnie mi se ten test pisało. Dobranoc :)



fajnie się to czyta :)
magnolia84
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez adrianwej 17 lis 2013, 14:50
Kurde,wogole co rano mialem za dziwne mysli w glowie.Krazylo mi wszystko co mozliwe.I nie wiedzialem przez moment jak to ogarnac.Nie spalem a mysli mialem takie ze jestem we snie ;).Po jakiejs chwili minelo bowyszedlem na krotki spacerek zawsze troche pomaga.
Tylko ludzie silni nadzieją są zdolni przetrwać wszelkie trudności ;-).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
179
Dołączył(a)
13 lis 2013, 16:12
Lokalizacja
Wejherowo

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pika30 17 lis 2013, 15:18
patibell dziękuję , dziś tak średnio sama nie wiem, rozkłada nas w domu przeziębienie ale to swoją drogą, a tak pozatym to taka dziwnie pobudzona się czuję, nie lubię tego, no ale przy małym dziecku nie można nic po sobie pokazać, trzeba się uśmiechać i wszystko robić..

-- 17 lis 2013, 14:22 --

adrianwej napisał(a):Ja wczorajszy dzien spedzilem, u kumpla przy piwku,na poczatku balem sie troche go dotknac ze wzgledu na to ze mialemw glowie oczywiscie stwardnienie rozsiane przy ktorym podobno nie mozna pic alkoholu ;D.Bylem rownie na rehabilitacji troche sie napocilem.Rano jak sie obudzilem to bylo w miare okej,tylko cos mi tak przy oku troche poskakalo ;D.Dziwne uczucie ;D.Ale to nie pierwszy raz w sumie ;).

może brakuje ci magnezu :) widziałeś kiedyś osobę chorą na stwardnienie rozsiane? a może ktoś u was z rodziny na to choruje? mojej kuzynki mąż jest na to chory, więc dokładnie wiem jak wygląda i na czym polega ta choroba. powiem ci że to wykształcony, inteligentny facet zrobił doktorat w szwajcarii i jest wesoły i uśmięchnięty. nie wkręcaj sobie takich jazd że jesteś na to chory !!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
357
Dołączył(a)
07 lis 2013, 23:26

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 17 lis 2013, 15:23
pika30, ja też dzisiaj mam dziwne pobudzenie od rana :-/
A co do chorob to niestety - podczas nich zazwyczaj jest gorzej. Nawet jak to zwykle przeziebienie :(
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Online
Posty
3828
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pika30 17 lis 2013, 15:25
nerwa na ulotce powinna być taka informacja, mi się wydaje że gdzie po około 4 godzinach. ja też miałam nadpobudliwość w nogach, ocierałam jedną o drugą i nie mogłam przestać... ja bym sobie na twoim miejscu zmieniła na rano.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
357
Dołączył(a)
07 lis 2013, 23:26

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez adrianwej 17 lis 2013, 15:29
pika30 napisał(a):patibell dziękuję , dziś tak średnio sama nie wiem, rozkłada nas w domu przeziębienie ale to swoją drogą, a tak pozatym to taka dziwnie pobudzona się czuję, nie lubię tego, no ale przy małym dziecku nie można nic po sobie pokazać, trzeba się uśmiechać i wszystko robić..

-- 17 lis 2013, 14:22 --

adrianwej napisał(a):Ja wczorajszy dzien spedzilem, u kumpla przy piwku,na poczatku balem sie troche go dotknac ze wzgledu na to ze mialemw glowie oczywiscie stwardnienie rozsiane przy ktorym podobno nie mozna pic alkoholu ;D.Bylem rownie na rehabilitacji troche sie napocilem.Rano jak sie obudzilem to bylo w miare okej,tylko cos mi tak przy oku troche poskakalo ;D.Dziwne uczucie ;D.Ale to nie pierwszy raz w sumie ;).

może brakuje ci magnezu :) widziałeś kiedyś osobę chorą na stwardnienie rozsiane? a może ktoś u was z rodziny na to choruje? mojej kuzynki mąż jest na to chory, więc dokładnie wiem jak wygląda i na czym polega ta choroba. powiem ci że to wykształcony, inteligentny facet zrobił doktorat w szwajcarii i jest wesoły i uśmięchnięty. nie wkręcaj sobie takich jazd że jesteś na to chory !!


Czekam na obiad i lykam kolejna tabletke asparginu,chociaz badania na magnez robione byly i wszystko w normie ;).Wszystko robia nerwy.Nie widzialem nigdy osoby chorej na stwardnienie rozsiane i nie mialem z nai stycznosci.Mama ma podobne obajwy do mnie,ale tez je nerwica zzera.Moglabys mi cos wiecej o tym powiedziec ? Wiem ze ta choroba sie zaczyna od wzroku.Ale caly czas widze normalnie.Ale za to mam mocno przykurczone wlasnie miesnie nog.Z tym ze ta choroba podobno roziwja sie latami i nie bardzo by chyba tak szybko zaatakowala do tego stopnia.Mialem podczas pracy jednorazowe widzenie za mgla ale to raczej od przemeczenia ;).
Tylko ludzie silni nadzieją są zdolni przetrwać wszelkie trudności ;-).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
179
Dołączył(a)
13 lis 2013, 16:12
Lokalizacja
Wejherowo

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 21 gości

Przeskocz do