Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pika30 17 lis 2013, 02:25
Książka potęga podświadomości to u mnie obowiazkowa pozycja, skoro potrafimy wkrecac sobie różne niemiłe rzeczy i źle się czuć to musimy nauczyć się pozytywnych myśli :) ja teraz czuje że jestem gotowa na psychoterapie tylko muszę coś znaleźć konkretnego.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
357
Dołączył(a)
07 lis 2013, 23:26

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez klaudek 17 lis 2013, 02:27
O jej masz dzidziusia. Jak fajnie. :)
Możemy być stale szczęśliwi, jeśli nauczymy się dostrzegać w naszej powszedniości chwile szczęścia.
Anna German
Avatar użytkownika
Offline
Posty
554
Dołączył(a)
11 maja 2013, 19:36

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pika30 17 lis 2013, 02:29
1,5 roku temu dałam się położyć na oddział psychiatryczny w kołobrzegu, jakie ja tam przeżyłam lęki to nikomu nie życzę, wyposałam się na własne żądanie po 10 dniach i dochodzilam do siebie aż 2 miesiace na zolofcie... Makabra

-- 17 lis 2013, 01:29 --

Tak urodziłam 4 mies temu :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
357
Dołączył(a)
07 lis 2013, 23:26

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez klaudek 17 lis 2013, 02:38
Współczuję. Ja nie chcialabym leżeć w szpitalu. Nielubie i się boję. Jejku ale się dziwnie czuję. Jakieś dziwne prady ręce mi przechodzą : (

-- 17 lis 2013, 02:39 --

To fajnie,że masz dzidziusia. Masz sie kim zajmować.

-- 17 lis 2013, 02:45 --

A sama zdecydowalas sie naa pobyt w szpitalu ?
Możemy być stale szczęśliwi, jeśli nauczymy się dostrzegać w naszej powszedniości chwile szczęścia.
Anna German
Avatar użytkownika
Offline
Posty
554
Dołączył(a)
11 maja 2013, 19:36

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez wieslawpas 17 lis 2013, 03:54
bylem w tym pubie, nie mialem prawde powiedziawszy sily sie bawić po wczorajszej nocy i sprzątakniu mieszkania. Było parę fajnych zaczepek. Jakieś dziewczyny stały przy automacie do orzeszkow, a ja sie spytalem czy to kolejka po orzeszki. Jakiś tam kontakt z ludzmi zlapalem i jak wychodziłem czułem sie OK. Później pojechalem na parking, pogadałem i też było OK. Dopiero jak wracałem to przejeżdżałem obok apteki i wsztyko mi sie przypominało - cały ten nerwicowy świat. Nie wiem czemu czuje jakaś złość teraz nie wiadomo dlaczego, poczułem to jak zjadłem coś i zezlościłem się ze jem w nocy i nie będę mól poźniej zasnąć po jedzeniu, ale czułem też wcześniej jak wychodziłem z parkingu. Tyle rzeczy mnie złości w tej nerwicy, te cholerne napięcia, niemożność imprezowania na alkoholu, a przede wszystkim to kiedy widzę jak mogłoby być fajnie bez tej suki nerwicy.
Teraz męczy mnie mocna złość.

Tyle tych emocji przez dzień się przeplata, smutek, żal, zachwyt, radość. Ciekawe jest to ze człowiek tak mocno wierzy w to co przeżywa teraz,
a za pól godziny czuje już coś innego.

-- 17 lis 2013, 06:24 --

nerwa, Nerwa ja wychodzę na te imprezy, ale wcale to nie znaczy ze czuje sie tam fantastycznie. Non stop akakuja mnie objawy, ale czasami tak sie wkrece ze o nerwicy zapominam. Niestety zawsze kosztuje mnie to też troche stresu i takiego roztrzęsienia. Wczoraj było na imprezie fajnie dzisiaj tak sobie.

( uwaga dlugie i optymistyczne)

Tak możne sie złożyć że jakieś wydarzenie może człowieka wyrwać z nerwicowego kręgu. Kiedyś miałem nerwice z typowa, z lękami wolnoplynącymi i napadami paniki. Pewnego dnia przyleciały do mnie kuzynki z Włoch. Jedna miała na imię Monika, była bardzo fajna, pamiętam, że lubiła sałatki a ja kiedyś, żeby
jej zrobić niespodziankę poszedłem rano do sklepu po te sałaki, żeby miała na śniadanie. Cala ta sytuacja w połączeniu z myślami o Monice wywołala falę takich pozytywnych emocji, że aż sie zdziwilem że coś takiego we mnie siedzi! Wtedy poczułem pierwszy raz od dawna coś co nie było lękiem. Wziąlem pierwszy od 3 lat dzień urlopu bo chciałem jej pokazać Łazienki. Pamietam jak tam chodzliśy wród tych róż i stawów a mnie cały czas atakowały lęki i chciałem wrócić do kompa, do pracy. Ale jakoś to przetrzymałem. No i bylem taki dumy że idzie kolo mnie taka piękna dziewczyna. Kiedy te kuzynki u mnie mieszkały przez tydzien to w ogole nie chcialo mi sie wychodzić do żadnych knajp, po co skoro miałem takie fajne towarzystwo w mieszkaniu. Leciałem z pracy prosto do mieszkania po drodze wstępowałem po piwko. I tak sie gaworzyło z kuzynkami wieczorem. Ani nie chciało się nigdzie wychodzić.

Kiedyś przylecieli do nich znajomi z Włoch, nocowali w Mariocie w centrum. Pojechaliśmy tam do nich i poszliśmy do restauracji w Mariocie. Przy wejściu grał wiolonczelista. Zamówiliśmy jakieś jedzenie i alkohol, walnole wtedy pare piw, tak mnie męczyły objawy. A poźniej pojechaliśmy na dyskotekę do klubu Labirynt. Ci Włosi oplacli wsztko restauracje w Mariocie, taksówkę, wejściówkę do Labiryntu.

Właśnie w czasie imprezy kiedy grała muzyka, kiedy bylem po paru piwach, po tej całej wystawnej kolekcji poczułem się dobrze i wtedy właśnie zauważyłem,
że moge być takie chwile kiedy bede czuł się dobrze. To było takie olśnienie, że mimo tego stanu mogą być chwile w których czuje się dobrze. Z tymi kuzynkami
pojechałem w Bieszczady, po drodze non stop meczyly mnie objawy. Bylo to ogólnie czasy mocno nerwicowe. W Bieszczadach popołudniami wybieraliśmy sie do Polanczyka, żeby coś zjeść i napić sie piwka. Dla mnie ten wyjazd był też wielkim przełamaniem strachów, przed opuszczeniem Warszawy. Były to czasy kiedy miałem po pare napadow paniki dzennie. Do Warszawy wróciłem opalony i wypoczęty od pracy. Kuzynki wróciły do Włoch.

Pozniej zaczały sie dziać kluczowe rzeczy, ale ich nie dostrzegałem wtedy. Przypomniałem sobie, że dobrze sie czulem w tym Labiryncie i poszedlem tam jeszcze raz, zaważłem że taniec, muzyka piwko daja zapomnienie w tym wszystkim. Jest impreza wszyscy sie bawią, zapominam o wszystkim żyję tym co tam sie dzieje. Rano wychodzę ledwo ciągnąc za soba nogi, ale czuje sie dobrze.

Byl tam pewnie gościu, ktory bardzo dobrze tanczył, co mi zaimponowało. Chciałem też tak dobrze tańczyć. I wtedy kupilem sobie walkmana i jakas kasete z muzyka. Nocami tenwalem taniec, takie wygibasy dyskotekowe. Zauważyłem że to daje mi też jakieś zapomnienie. Dzień w dzień wieczorami byl trening. Pamiętam, że jak pojechałem na imprezę fimowa po 3 miesiacach to ludze byli zaskoczeni, że tak tańczę. A ja jednoczenie chodziłem
na imprezy do Labiryntu w soboty i na ten sam bilet w środy.

A tam była grupka takich co naprawdę nieźle tańczyli i zaczle się taka rywalizacja, kto lepiej. Myślę ze byla raczej taka podświadoma, bo nikt o takiej rywalizacji głośno nie mówił, nawet ze saoba nie rozmawiasmy. To ja sie porównywałem do nich i widziałem, ze dobrze mi idzie. Jak wracalem z pracy to szedłem do Carrefoura, zeby posłuchać kaset z muza i ewentualnie którąś kupić jakby sie spodobała.

Wtedy byly też te ogródki nad Wisla. Ze 200 knajp z żywa muzyka, jedna za drugą wzdłuż brzegu. Dźwięki muzyki, won smażonych kiełbasek, a nawet cuchnących toalet. Co kawałek inna muzyka. Przyjedzalem tam od razu po pracy z drugiej zmiany, chodziłem po dyskotekach i nad ranem wracalem do mieszkania. Później znowu praca na 2 zmianę i wieczorem impreza. Najfajniejsze czasy w życiu! Pamiętam, że słonko juz wschodziło kiedy wracało się z imprezy.
A nerwica gdzie powoli zanikała. Były też i inne czynniki.

Mialem wtedy stesujaca mnie prace w helpdesku, pracowałem już wiele lat i meczyly mnie rozmowy z niezadowolonymi klientami. W firmie nastąpiły zmiany i wrzucono mnie w system trzyzmianowy, co mi sie nie podobalo. Ale zawważylem, że jak sa te 3 zmiany, to rzadziej wypada mi zmiana dzienna, na której było najwiecej pracy i najwjecej nerwów. Chyba przychodzilem do pracy za dnia ze dwa albo 3 razy w tygodniu.
I też zawuażylem, że jestem mniej tą pracą obciążony.

Postanowłem spenić swoje marzenie i kupiłem motocykl - Suzugi GS500, dobry do nauki jazdy. Cala ta przygoda motocykla wciągnęła mnie w kolejny krąg antynerwicowy, bo kiedy jechalem motocyklem to na niczym innym nie myślałem. Zaczęły sie wycieczki motocyklowe, otworzył sie nowy swiat. Jedzillem sam aż gdzieś w świętokrzyskie, nocą wracalem do Warszawy i przypominam sobie przygody za dnia.

Z początku bałem się wyjedzać z Warszawy, pamiętam pierwszy wieczor kiedy wyjechałem za miasto, wyłączyłem silnik, nastala cisza i spojrzeniem w gwiazdy
i na motocykl. Poczułem, że to bylo to. Strzał w dziesiątkę. Kupowałem co raz większe mapy, Warszaw i okolice, mazowieckie, cala Polska. Pamietam
jak kolega powiedzia mi jedz sobie do Rzeszowa, na drodze ludzie uważają. Nic ci sie nie stanie. No pojchalem i czułem sie fajnie jak w bajce .Pojechałem też nad morze do Kołobrzega.

Kolejym antynerwicwym kręgiem okazało się pisanie. Napisałem kiedyś jeden rodział ksiązki, który przeleżał 2 lata w szufladzie, poźniej dałem to do przeczytania przyjaciółce, a ona swojej mamie. A jej matka to intelektualistka. Powiedzieła, że fajne i dobrze sie czyta. Napisałem wiec drugi rozdział, też powiedziala że fajny.Ale pomysllem sobie, że tak mówi tylko bo mnie zna. Wrzuciłem wiec teksy na net, no i tutaj spotkałem się z tym że ludzie pisali, że jest w porzadku. Zrobile wiec liste subskrybentów i zacząłem im wysyłać nowe rodzialy, było to cos z 800 osób, ale książę czytało pewnie i dwa razy wiecej. Wciągnąłem się w to pisanie
i też dawało mi to zapomnienie i satysfakcje. Byl wywiad w TV, notatki w prasie, zaproszenia na wieczorki autorskie. Nerwica powoli mi przechodziła, byłem innym człowiekiem niż na początku. Pojawiła sie rozrywka, pojawiło sie hobby, pojawiły sie cele związane z pisaniem. Najbardziej szczęśliwy czułem się kiedy byłem bezrobotny, wynajmowałem pokój na Saskiej Kepie i po nocach pisałem Szynadele. Wtedy już nie miałem nerwicy, ewentualnie jakieś szczątki. No i miałem
takie marzenie żeby zwiedzić Londyn. Pojechałem do ten Anglii zarobkowo jak większość. Ale sam fakt, że tam poleciałem byłem w stanie sie po calej
Anglii poruszać autobusami świadczy o tym że lęki było małe. No praktycznie o nerwicy nie myslaem wcale. Byly inne priorytety. Fajnie mi se ten test pisało. Dobranoc :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7736
Dołączył(a)
06 maja 2009, 18:35

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez hania33 17 lis 2013, 11:21
klaudek, Bedzie dobrze, przepraszam , ze mnie wczoraj nie było.. :(

-- 17 lis 2013, 11:22 --

platek rozy, Widze , ze fajnie sie bawiłaś..by tak było dalej.. :D
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez platek rozy 17 lis 2013, 11:26
hania33, tak wczoraj bylo nad podziw dobrze ale dzis juz wstalam z dolkiem i jakas taka wylekniona. Ech kiedy bedzie tak "normalnie"? :cry:

Witajcie Wszyscy milo :)))
Nigdy nie zaprosiłabyś do swojego domu złodzieja, więc czemu pozwalasz, aby myśli , które kradną Twoje szczęście rozgościły się w Twojej głowie?

Mój mózg jest fabryką strachu. Produkuje bzdury na skalę masową. ;)


http://vimeo.com/48594258
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15809
Dołączył(a)
08 sie 2013, 18:53

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez hania33 17 lis 2013, 11:27
wieslawpas, Motory sa dobre na stres , jedziesz i nie myślisz.. :roll:

-- 17 lis 2013, 11:31 --

platek rozy, Bedzie dobrze , jak juz sa przebłyski dobrego nastroju to będzie tylko lepiej :D
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez platek rozy 17 lis 2013, 11:36
hania33, wlasnie ostatnio mam zjazdy nastroju... chyba przez ta pogode francowata :why:
Nigdy nie zaprosiłabyś do swojego domu złodzieja, więc czemu pozwalasz, aby myśli , które kradną Twoje szczęście rozgościły się w Twojej głowie?

Mój mózg jest fabryką strachu. Produkuje bzdury na skalę masową. ;)


http://vimeo.com/48594258
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15809
Dołączył(a)
08 sie 2013, 18:53

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez hania33 17 lis 2013, 11:38
platek rozy, pogoda fatalna , masz racje.. :(
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez PJT 17 lis 2013, 11:38
Hej Hania :*
Hej kociaku :**** bedzie dobrze
Restate my assumptions: One, Mathematics is the language of nature
I know the pieces fit.
Avatar użytkownika
PJT
Offline
Posty
5593
Dołączył(a)
01 paź 2013, 12:19

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez hania33 17 lis 2013, 11:39
PJT, Witaj :D Co u Ciebie?
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez platek rozy 17 lis 2013, 11:46
PJT, Hey Mruczku :**** no ja nie wiem , jaktak slonce nie wyjdzie to jade na Hawaje :D :why:

-- 17 lis 2013, 11:46 --

hania33, Jedzmy do cieplych krajow ;) :mrgreen:
Nigdy nie zaprosiłabyś do swojego domu złodzieja, więc czemu pozwalasz, aby myśli , które kradną Twoje szczęście rozgościły się w Twojej głowie?

Mój mózg jest fabryką strachu. Produkuje bzdury na skalę masową. ;)


http://vimeo.com/48594258
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15809
Dołączył(a)
08 sie 2013, 18:53

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez hania33 17 lis 2013, 11:48
platek rozy, moja koleżanka jedzie , ale ona zdrowa..ja bym padla juz w samolocie :mrgreen:
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 28 gości

Przeskocz do