Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Izulka 13 sie 2007, 16:18
Witam
U mnie pierwszy atak nerwicy rozpoczął się jakieś 3 lata temu.1 atak wyglądał mniej więcej tak..:
miałam przedstawić na studiach prezentację, oceniała ją niezbyt przychylnie nastawiona do mnie nauczycielka co podwyższyło tylko u mnie poziom stresu. Podczas prezentacji byłam tak spięta, że nagle zapomniałam co mam powiedzieć. Serce zaczęło mi walić jak szalone, spocone ręce, panika nie do wytrzymania. Nagle poczułam, że robi mi sie slabo, szum w uszach, w głowie uczucie jakby miała z natłoku myśli zaraz eksplodować.Osunęlam sie na lawke (mialam szczescie, ze za mna stala)ale ne zemdlalam.

Po tym wydarzeniu mialam ponad rok przerwy w atakach. Fakt faktem ,ze stalam sie cicha i unikalam od tamtej pory wypowiedzi ustnych jak ognia w obawie,ze albo zapomne co mam powiedziec(tak jak na tej prezentacji) albo walne jakies glupstwo. Bylo to bardzo frustrujace(zreszta caly czas jest)bo nawet gdy znalam odpowiedz na pytania na uczelni to musialam je zachowac dla siebie przez co obnizali mi stopnie (choc bylam bardzo pilna uczennica).

Kolejne ataki, i to w nasilonej formie pojawily sie na 3 roku (pisanie pracy licencjackiej,egzaminy koncowe, egzaminy na studia magisterskie).Ataki zaczęly sie powtarzać z ogromna czestotliwoscia-nawet po kilika razy dziennie.Musialam wielokrotnie kucac z obawy przed omdleniem, tracilam rownowage, przestalam prowadzic samochod...bylam tak zalamana,ze myslalam nawet o przerwaniu pisania pracy i studiow.

Jakims cudem(wspierajac sie srodkami uspokajajacymi)udalo mi sie obronic prace i dostac sie na wymarzone studia.Wydawacby sie moglo,ze po zdaniu egzaminow, wraz z wakacjami ataki powinny ustapic...u mnie bylo jeszcze gorzej....zaczelam sie bac panicznie tych omdlen, balam sie sama wychodzic z domu, nagle zaczelam sie bac wysokosci a przede wszystkim jazdy metrem-gdzie dostawalam irracjonalnych napadow paniki. By o tym zapomniec staralam sie myslec o czymkolwiek, robic cokolwiek, zaczynalam sie nerwowo wiercic by to przezwyciezyc....niestety ten lek i tak wygrywal.

Omdlewalam nawet kiedy ktos sie na mnie intensywnie patrzyl-zbyt duza uwaga posiwecana mej osobie i mozliwosc bycia oceniana rowniez wyzwalala ogromna panike. Zalamana cala sytuacja udalalm sie do psychiatry i psychologa.Biore teraz leki-xetanor(tańszy odpowiednik seroxatu) i od pazdziernika czeka mnie terapia.Po leku polepszylo mi sie-juz dawno nie mialam omdlen i nie boje sie juz metra...staram sie o tym nie myslec...mam nadzieje,ze to zwalcze...musze to zwalczyc...Czy ktos miał podobne objawy do moich??jak sobie z nimi radzicie????
Pozdrawiam
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
13 sie 2007, 15:23

przez Rena 22 sie 2007, 16:00
Cześć! Ja choruję na nerwicę 13 lat, od dwóch lat po śmierci męża doszła depresja, i jeszcze nie zwariowałam, chociaż przy każdym ataku tak mi się wydaje. Koniecznie trzeba to leczyć i nie poddawać się. Wiem, że to trudne, mnie też jest bardzo ciężko, ale chyba nie mamy wyjścia. Zazdroszczę normalnym ludziom, już nie pamiętam jak to jest. Pozdrawiam.
Offline
Posty
118
Dołączył(a)
09 lip 2006, 21:17
Lokalizacja
Gdańsk

przez Felicity 22 sie 2007, 18:43
Też mam takie odczucia, że za chwilę nie wytrzymam, że ból będzie silniejszy.
Szukam Nadziei.
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
15 sie 2007, 13:19
Lokalizacja
z bagna

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez VTEC 22 sie 2007, 21:27
Nie wiem jak u Was , ale u mnie w poczatkowej fazie nerwicy , gdy dawala mi ostro popalic , gdy czulem ze nadchodzi to najgorsze , zawsze odwracalem uwage , lapalem sie czegos zimnego , lub wrecz na odwrot , probowalem "pomieszac" zmysly , pomagalo ...

Dzis na szczescie nie musze juz tego stosowac , mowie precz i nawet sie nie zbliza :lol:
Pedź na spotkanie śmierci , nim zajmą Twoje miejsce ....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
179
Dołączył(a)
04 kwi 2007, 10:05
Lokalizacja
Cloud Castle

Bedzie dobrze

Avatar użytkownika
przez Geisha 22 sie 2007, 23:32
Nie martw sie :) ja jak mialam pierwszy atak to w ogole nie wiedzialam co jest pięć i myślalam ze jedynym rozsadnym rozwiazaniem zeby nie zwariowac jest sie po prostu zabic. no ale na normalnego jestem tego kategorycznym wrogiem i kocham zycie wiec zachowalam troszke swiadomosci ;) bedzie dobrze nie boj zaby ja bylam u neurologa powiedzial mi ze mam nerwice i ze neurologicznie jestem zdrowa no i teraz juz ide do psychiatry ;)
Bez zdrowia życie nie jest życiem; życie nie jest do wyżycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
31 lip 2007, 17:15

przez monisiek 25 sie 2007, 00:56
witam, cieszę się znalażłam taką stronę gdzie ktoś mnie rozumię. Od ponad roku mam dziwne dolegliwości. Jest mi z tym żle strasznie żle, wszyscy uważają mnie teraz za straszną sztywniarę bo ja nie chce wychodzic z domu, ale ja się boję że cos może mi się stac i ze nikt mi nie pomoże. W ogole stracilam juz wiarę w lekarzy i we wszystko. Boję się być sama a zarazem przeraża mnie tłum ludzi. Zaczeło się rok temu jak pracowałam w sklepie . Poczułam takie cos jakby cos mi sie w glowie wylało. Pozniej lezalam przez godzinę bo bylo mi słabo. Z dnia na dzien mialam coraz to inne objawy, bole glowy, takie chwilowe do tego piękące, albo kłujące. Często robiło mi się słabo. Robiłam tyle wyników ale wszystkie były dobre. Ale ja wolalabym zeby mi cos wykryły, zebym tylko wiedziala co mi jest. Sama sobie okreslalam diagnoze moze to rak, a moze jeszcze co innego. Do moich dolegliwości doszło to ze czułam straszny ucisk w głowie, pozniej tak jakby strzelalo mi cos w glowie. Czasem drgawki, szumy w głowie. Kiedys prowadzilam bardzo rozrywkowe życie, a teraz zamknelam sie w sobie, bo się boję. Przez jakis czas mi troche przeszlo jak bralam leki przeviw depresyjne a tweeraz wrocilo i to duzo nowych dolegliwosci. Przestalam nawet chodzic do lekarzy. :roll: :roll: Ostatnio poszlam bo mi mama kazala. No i od poczatku przechodze wszystkich lekarezy kazdej specjalizacji i nic. Boje sie zasnac bo wtedy boje sie ze nie wstane, czasem mam wrazenie ze mi serce nie bije. Czasem ze raka mozgu albo cos. Ja tez postaram sie isc do psychologa. Ale pierwsze musze zrobic rezonans magnetyczny, tylko ze sie boje.A po drugie narazie nie mam tyle pieniedzy a lekarze nie chca mnie na to skierowac. Ciesze sie z jednego ze znalazlam wkoncu strone na ktorejs ktos mnie rozumie
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
25 sie 2007, 00:39

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 25 sie 2007, 01:05
monisiek odpuść sobie ten rezonans ;) szkoda kasy, zdecydowanie idź do psychologa bądź psychiatry masz "klasyczne" objawy nerwicy, nie warto dalej się męczyć i szukać chorób, których nie ma, wydawać pieniądze na drogie badania, które tylko potwierdzą, że jesteś zdrowa jak koń, wiem bo dokładnie to przerobiłam.......
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

przez Pstryk 25 sie 2007, 09:00
Jaśkowa napisał(a):nie warto dalej się męczyć i szukać chorób, których nie ma, wydawać pieniądze na drogie badania, które tylko potwierdzą, że jesteś zdrowa jak koń,

Dodam: trzeba dużo odwagi, aby przyznać przed sobą samym, że to, co nam dolega to może być nerwica. Ale jak już się na to odważysz, znajdziesz również odwagę aby pójść do psychologa :D
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez Samanta 28 sie 2007, 16:33
Bethi popieram Cię w stu procentach.
Sama wiem to sobie.
Mamy jedno życie , nie warto je marnować, więc weż się w sobie, nabierz odwagi i myśl pozytywnie a wszystko pojdzie pomyślnie!
Nerwica to przypadłość jak każda inna, niema się co wstydzić!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
222
Dołączył(a)
07 cze 2007, 21:17

przez Pstryk 28 sie 2007, 19:38
Wplątałam się w bardzo niezręczną sytuację. Miałam koleżankę, która od lat wykorzystywała mnie do swoich brudnych interesów, w związku z jej kochankiem, który był z kolei przyjacielem mojego chłopaka. Te brudne interesy polegały na wypytywaniu mnie, co gdzie jak z kim był A. Tolerowałam to, ponieważ ona ma naprawdę ciężką sytuację w domu i lubiłam ją. Jakiś czas temu A. bardzo się zmienił. Zaczął ją zdradzać, traktować jak śmiecia. Bardzo mi się to nie podobało. Zmienił się również w stosunku do mojego chłopaka: wykorzystywał go, nadużywał przyjaźni a ostatnimi czasy przestał się krępować i zaczął mnie obłapywać. W sobotę zaprosiliśmy A. na seansik filmowy. Wcześniej urządzaliśmy takie wieczorki. Zachowywał się w porządku więc nie miałam nic przeciwko. Okazało się jednak, że już w progu był tak pijany, że się zataczał. Po chwili wyjął lufkę i oboje (A. i mój chłopak) zaczęli jarać. Zbuchał się jak świnia i zaczął mnie obmacywać. Mój facet nie zareagował. A. jest rosłym chłopem, więc było mi ciężko zwalić go z siebie. Wieczór się zakończył.
Na następny dzień spotkałam w barze jego kochankę - a moją koleżankę. Znowu się pokłócili i koleżanka była bardzo załamana. Do tego A. znowu zachował się wobec niej jak świnia. Powiedziałam jej, że powinna zakończyć ten związek, że nie mogę już patrzeć jak przez niego cierpi i że czuję się cholernie bezradna, bo nie mogę jej pomóc. Powiedziałam jej również, jak potraktował mnie A. poprzedniego wieczoru, że straciłam do niego szacunek i już więcej go do siebie nie zaproszę. Koleżanka kiwała głową i potakiwała mi. Za dwie godziny otrzymałam telefon od A. z wyzwiskami. Koleżanka poleciała od razu do niego i wypomniała mu jak się zachowywał w sobotę. W ogóle nie wziął pod uwagę, żeby mnie przeprosić za zachowanie. Tylko mnie zjebał. Napisałam od razu do koleżanki, że postąpiła nie fer wykorzystując mnie żeby zrobić na złość swojemu kochankowi. Ona mi, że trzeba go utemperować ble ble.
Minął tydzień. Znowu dzwoni do mnie A. i słyszę, że słucha również koleżanka. Zaczęła nawijać, że to ja kazałam mu to powtórzyć. Zakończyłam rozmowę. Potem jeszcze parę niemiłych telefonów a w niedzielę, gdy ustępowałam pierwszeństwa minął minął mnie jej samochód wraz z A. i innymi z ferajny. Zaczęli wystawiać paluchy przez okna i rozbili mi przed maską butelki po piwie. Koleżanka zza baru z dziwnym respektem ze mną zaczęła gadać. Inna koleżanka nawet cześć nie odpowiedziała a jeszcze ktoś inny spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.... i uciekłam...
Dlaczego pisze to w tym temacie? Ponieważ paraliżuje mnie strach. Wypatruję ludzi z jej towarzystwa i staram się unikać ich jak ognia. Gdy już się zdarzy, że się na kogoś natknę, to ogarnia mnie paniczny lęk, gardło mam ściśnięte, nie mogę złapać powietrza i chce mi się płakać.
Nie mam poczucia straty po tym towarzystwie. Strasznie jednak paraliżuje mnie lęk, że nadal będę musiała wśród niego żyć. Nie mam za bardzo możliwości wyprowadzenia się stąd. W sobotę przyszła mi więc myśl, że mam jeszcze jedno wyjście: zabić się.
Czuję wielki strach przed następnym dniem. Byle nikogo nie spotkać. Ale zdaję sobie sprawę, że prędzej czy później będę musiała stanąć twarzą w twarz z "koleżanką" i jej kochankiem. Gdy usiłuję sobie ten moment wyobrazić widzę już tylko czarną dziurę, zaczynam się trząść.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez VTEC 28 sie 2007, 20:47
bethi :

ekhm , nie rozumiem ... boisz sie fizycznej przemocy ... w pierwszej kolejności pogadaj ze swoim facetem , nie musi być bykiem i natłuc od razu tamtych po gębach ale ważne żeby postarał się unormować tą sytuację ... chyba po to jest w końcu :roll:

Po drugie , wiem że wizyta na policji nic nie da .. a może pogorszyć sprawę ... sam bym nie poszedł ..

Po trzecie : fizyczny kontakt bez pozwolenia typu obłapianie to najgorsze naruszenie praw drugiego człowieka .. reaguj natychmiast ! bo będzie gorzej ...

Po któreś tam ... zabić się = poddać się ... inaczej klęska , poddanie , słabość ... sama sobie odpowiedz .

Pozdrawiam
Pedź na spotkanie śmierci , nim zajmą Twoje miejsce ....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
179
Dołączył(a)
04 kwi 2007, 10:05
Lokalizacja
Cloud Castle

przez ayrton 28 sie 2007, 21:21
monietta napisał(a):codziennie,w rożnych sytuacjach...ostatnio nawet w domku:/

U mnie głównie w domu.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
08 lip 2007, 10:03

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 29 sie 2007, 00:11
bethi tak chciałam zapytać a co na to wszystko Twój facet?
i jeszcze jedno pisząc o tym dupku A. że to kochanek Twojej koleżanki co masz na myśli, że ona jest mężatką? czy on ma żonę?, pytam bo jeśli któreś z nich jest w formalnym związku to ( choć to ostateczność nie lubię zniżania się do pewnego poziomu ;) ) bardzo łatwo można im nabruździć dając oczywiście wcześniej im do zrozumienia, że jak się nie opanują itd.
i mam jeszcze jedno pytanie w jakim wieku są Ci ludzie?? bo mam wrażenie, że albo są bardzo młodzi albo mocno "niedorozwinięci"
Tak sobie myślę, że musieli Ci nieźle doopsko na okolicy obrobić stąd taka reakcja innych znajomych.....
Ja bym obrała strategię śmiania się z tego takiego litościwego z nutką obojętności podobno to najbardziej niszczycielskie uczucia, obojętność
i litość, choć zdaję sobie sprawę i zupełnie Cię rozumiem, że się obawiasz i wcale Ci nie do śmiechu (też pewnikiem bym się bała) to sądzę, że jeśli masz wsparcie w swoim kosmicie ;) to śmiej się z tego na głos, publicznie i litościwie.
Mój wujek mawiał - kto się chu....em urodził ten kanarkiem nie zdechnie i coś w tym jest

Trzymaj się Bethi jakby co sądzę, że wszyscy przypędzimy z odsieczą ;)
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Avatar użytkownika
przez Twilight 29 sie 2007, 04:11
Bethi, czytając otwierają sie wszystkie aktualnie posiadane noże w kieszeni... Ale do rzeczy.

Na wstępie zaznaczą, że całkowicie powstrzymuje sie odpisania o Twoim facecie - szanuję, że to Twoje decyzje i Twoje życie, więc nie chce napisać czegoś, za co będziesz miała do mnie żal.

Cała ferajna i towarzystwie IMO jasne, że nie powinnaś z nimi utrzymywać ŻADNYCH kontaktów, ale rozumiem te spotkania. Znam dokładnie wszystkie odczucie, o których piszesz, chociaż dla mnie są przeszłością (ta, dlatego mogę się mądrzyć :lol: ) Ciężko coś poradzić, bo to chyba przychodzi z ogólną pewnością sienie, ale powinnaś ich traktować jak całkiem obcych ludzi, także wewnętrznie - mało o meneli łazi po ulicy? A na widok każdego tak nerwowo nie reagujesz.

To ty jesteś silna, tamte towarzystwo to w rzeczywistości bardzo, bardzo słabe *EKHEM* osobowości, (ujmijmy to w cudzysłów, jako daleko idącą przenośnie) po prostu płotki.

Może czuła byś sie pewniej, zapisując na treningi jakiejś sztuki walki? Pomysł z boxowaniem w worek też niezły. Ja nie zgadzam sie z opinią, że zawsze wygrywa cięższy i większy, może dlatego, że wiem jakie naturalne (a przez wielu uważane za nadludzkie) zdolności może wyzwolić w sobie człowiek, jeśli odpowiednio łączy mentalne i fizyczne podejście do walki, ba! Ne łączy, a wręcz nie rozdziela.

Ciężko teraz o naprawdę dobrego Mistrza sztuk walki, większość to jednak skupienie sie tylko na aspekcie fizycznym, z przyciętymi i zubożonymi sloganami ''mentalnymi'', ale do tego można dochodzić samemu, pomaga też na nasze nerwowe problemy :lol: A zdobywane na treningach czysto fizyczne techniki nie zaszkodzą. Mogłabyś sie czuć o wiele pewniej, a na dodatek wyładować co trzeba na treningach i jeszcze wspomóc panowanie nad myślami...

Zastanów sie, bo myślę, że rozpoczęcie treningów mogłoby dodać sporo do Twojego życia, Słońce.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do