Mój problem z sobą

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Mój problem z sobą

przez Add22 19 maja 2013, 18:27
Witam

Jestem nowy, mam problem jak chyba wszyscy tu. Trochę czytałem i wiem że to nie ja jestem problemem a moje głupie myśli.

Jestem młody, mam 22 lata, prowadzę firmę z kuzynem, ale trochę się nie dogadujemy ostatnio. On jest typem "nieomylnego Pana", a ja chyba za dużo sobie daje na głowę wchodzić.
Dodam ze z kuzynem znamy się od małego bo mieszkają obok.

Zacznę od początku, to dla mnie już jest bardzo miłe mimo że mi się płakać chce bo uciekam w świat pisania do was i nie myślę co się dzieje dookoła... i jest myśl ze może akurat mi pomożecie.

Moje dzieciństwo:

Tata nie pił itp., pracował za granicą, mama była ze mną i z starszym o 5 lat bratem. Wychowywany byłem raczej tak że za mnie sporo rzeczy robili bo "aa za mały jesteś" lub "brat to zrobi bo nie ma czasu żebyś się tym bawił". Sądzę teraz że to był okropny błąd żeby wyręczać dziecko. Brat był zawsze faworyzowany bo się lepiej uczył itp, ja byłem ten co "psuje" itp, mimo że nie raz naprawdę nie była to moja wina.

Teraz

Teraz... nie daje rady psychicznie... sądzę że to wina wychowania, ale nie winię mamy bo robiła co mogła. Nie raz już siedziałem na polu pół nocy sam i miałem pustkę w głowie. Zderzenie mojego świata w jakim byłem wychowany a tego który teraz jest mnie przygniotło. Zauważyłem że jednak niektórzy ludzie nie liczą sie z nikim (mowa o klientach). Tylko teraz się zastanawiam czy to nie ja się dawałem zawsze wykorzystywać, ciężko mi się przeciwstawić bo... zawsze mama mówiła "starszy ma racje nie pyskuj" itp.

Strasznie mnie "boli" jak ktoś mnie traktuje jak dziecko, bo wyglądam na 18 lat. Czuję ze to może być skaza po dzieciństwie. Ostatnio tata przyjechał na tydzień i jak reperowałem radio to zapytał czy je naprawię, ja że tak (potrafię), a on przy sąsiadce... "jak znam mojego syna to nic z tego nie będzie" myślałem że się popłacze... teraz jak sobie to przypominam to mi bardzo smutno. Czuje że to mnie boli całe życie, że zawsze byłem traktowany jak dziecko, dlatego tak się smucę i denerwuję jak ktoś mnie tak traktuje.

Nie radzę sobie, jestem rozdrażniony i czuję nie raz totalny brak koncentracji co mi bardzo przeszkadza. Zawalam terminy, obiecuje klientom coś a później nie odbieram tel bo się nie wyrabiam BARDZO BYM CHCIAŁ TO ZMIENIĆ BO LUBIĘ TĄ ROBOTĘ. Jak to zorganizować? pisac listę? ale co z tego jak zaraz kuzyn dzwoni i muszę zmienić plany bo on tak mówi nawet w ostatniej chwili.... Dodam że przez dekoncentrację robię i w weekendy bo nie wyrabiam;/ a roboty jest... hmm szczerze nie aż tak wiele, raczej sam to rozwlekam bo się nie koncentruję.

Np mam listę od kuzyna do zrobienia rzeczy w firmie... i nie potrafię zrobić paru rzeczy tylko rozwlekam to na cały tydzień i potem się okazuje że połowa nie zrobiona... a mi się wydaje że rypałem jak wół.
Nie potrafię się ogarnąć... czemu? bo mnie charakter kuzyna dobija... na początku taki nie był, teraz się taki stał. Nie dogaduję się bo zachowuje się jak Pan i wszechwiedzący. Nie przyznaje się do błedów itp. Nie chce odejść z firmy, wolał bym sobie z tym radzić, stać się twardszy. A wychowywany byłem żeby słuchac starszych i nie wychylać się ;/ to teraz mam skutki...

Koledzy wychowywani bardziej luźno, udzielali się w szkole, jeździli na wycieczki itp dziś mają o wiele lepsze życie, radzą sobie.
Nie raz mi smutno i czuję zazdrość...

Chciałbym stworzyć jakąś barierę w sobie, nie przejmować się tym że ktoś krzywo patrzy, kuzyna charakterkiem, poprostu iść do przodu twardo i być sobą, takim z ta barierą którą nikt nie przebije. Taka jakby asertywność, wreszcie powiedzieć że jak ja coś chcę to JA CHCĘ, żeby moje zdanie sie liczyło.

POWIEM TAK, na mój gust to wszystko z dzieciństwa, w którym byłem traktowany jako dzieciak zawsze, zawsze ten co psuje, nie nadaje sie do czegoś itp.

Chciałbym stanąć teraz na nogi TWARDE NOGI, żeby im wszystkim pokazać ze nie jestem już dzieckiem. Kuzyn to zauważył że jestem słaby psychicznie i pewnie nawet nei chcący ale wykorzystuje. Mam robotę co mi dał, robię coś i nagle dzwoni ze mam to zostawić i jemu pomóc, nie liczy się że ja cos robię. Poprostu nie liczą się ze mną, raczej jako takiego sługusa mają, ale wiem że nie raz nie specjalnie tylko.. ja się daje tak od małego.

Jestem wesołym chłopakiem, zabawnym ale czasem to jest przykrywka bo siędzę pod prysznicem i nie raz łza płynie... jak widzę np innego kuzyna (lat 16) jak siada po szkole, idzie grać w piłkę, jeździ na rowerze... nawet nie wie jak mu zazdroszę... jak ja bym chciał cofnąć czas np do wieku 14 lat i robić tyle rzeczy, tak żeby wyjść twardszym... Wiem ze nie jestem stary... ale żałuję...

Czemu czuję że to dzieciństwo? bo tak jak mówiłem zawsze mnie to boli jak ktoś mnie tak traktuje. Brat był zawsze ten "lepszy" bo starszy i załatwiał za mnie, wtedy było super bo mogłem posiedzieć w domu... teraz żałuję. Może jakbym nie raz dostał po d... od życia wtedy to bym był twardszy.

Chciałbym założyć rodzinę, a napewno teraz się ożenić w granicy do 2 lat (a mam z kim). Gdybym miał mieć dziecko to... wolał bym jednak żeby było wychowywane przez tatę który radzi sobie z życiem i da mu lekcje które pomoga mu w życiu, żeby nie miał takich problemów jak ja.

Beznadziejny znów nie jestem bo miałem ciężki przypadek jąkania się, specjaliśmy mówili że w tym wieku (19 lat) już tego nie wyleczę, ze trzeba było od dzieciństwa to leczyć. To mi sporo przeszkadzało w kontaktach, mimo ze byłem lubiany to wolałem nie raz milczeć i dostać 1 zamiast coś w szkole dłuższego na odp powiedzieć... z 3 najlepszym moim specjalistą wyleczyliśmy to po 5 20 minutowych wizytach. Tzn nie całkiem ale miałem tzw podstawy a w domu ćwicząc już sam to zrobiłem. Dziś mówię bardzo ładnie :) To mój największy sukces... SAM bez pomocy rodziny to osiągnąłem.

No chyba tyle... jak narazie tyle sobie przypominam... chce z tego wyjść, ale bez psychologów. Bo nie raz mam siłę żeby to zmienić... a u psychologa raz byłem. porażka, pierwsza wizyta i klapa. Kobieta nie ogarniała sama siebie, jeszcze mi powiedziała że sama ma dylemat czy nie odejść z pracy... no porażka.

Nie chciał bym żeby moje życie wyglądało tak że jestem traktowany jak dziecko, nie chce żeby moje dziecko i żona czuli się źle bo ja nie daję rady z sobą...

-- 19 maja 2013, 18:53 --

Aha, dodam że męczą mnie nie raz myśli głupie, problemy co sam wymyślam. Myśli przychodzą, ja sie martwię, dziwne uczucie mam... a po paru godzinach jak zrobię tą rzecz to wychodzi że wcale tak trudno nie było... ale strach paraliżował i ciężko było się zebrać.

Gdybanie... co by było gdyby... myślenie o przeszłości że mogłem zmienić coś... i o przyszłości a nie o teraźniejszości...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
19 maja 2013, 17:39

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 10 gości

Przeskocz do