Praca a nerwica

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Praca a nerwica

przez HansKlosz 21 wrz 2013, 22:03
Żyj dniem dzisiejszym, jutro to tajemnica i nie wiadomo co może się wydarzyć. Właśnie przez takie planowania, rozmyślania o przyszłości popada się w lęki, a jak jest nerwica to jeszcze bardziej to nakręca. Ta właśnie zaburzona samoocena nie daje ci spokoju - jak pojawia się myśl pozytywna to zaraz pojawia się myśl negatywna i to niejedna. Na pewno też nie zlikwidujesz lęku, bo lęk jest naturalną częścią życia. Swoje poczucie własnej wartości buduj na sobie i swoich osiągnięciach nawet tych najmniejszych. To później daje siłę aby odeprzeć myśli negatywne, które wywołują napięcie i lęk. A to taki przykład (sprawdzony i przetestowany) jak to działa ;):
:evil: Czy dam sobie radę w pracy? :angel: Tak, wiem że sobie poradzę ! :evil: Masz przecież nerwicę i na pewno sobie nie poradzisz! :angel: Mam problemy, jak większość ludzi, nie jestem doskonały, ale powoli wyjdę z tego. :evil: Ale masz rodzinę, co zrobisz jak cię zwolnią ? :angel:Wiem na co mnie stać, mam sprawne ręce i nogi, poradzę sobie. itd.itp.

Nie myśl o rencie, zastanów się co możesz zrobić dzisiaj, jak wykorzystać swoje umiejętności (talenty), aby zarobić $$$. Masz wpływ na przyszłość, tylko zacznij ją tworzyć tu i teraz, a nie jutro. Powodzenia.
HansKlosz
Offline

Praca a nerwica

przez maciekpoznan 21 wrz 2013, 22:29
HansKlosz masz bardzo dużo racji.

W sumie chciałem się dowiedzieć z jakimi chorobami jakie zawody wykonujecie i jak dajecie radę, żeby pokazać, że można.

Ale dzięki, dzięki za dobre słowa, bo masz absolutnie rację!!!!
Offline
Posty
419
Dołączył(a)
03 lip 2013, 16:24

Praca a nerwica

Avatar użytkownika
przez haribo190 22 wrz 2013, 13:44
Ja w pracy często mam ataki, a jak nie to przeważnie zawsze towarzyszy mi uczucie większego lub mniejszego niepokoju... Pracuję w biurze w firmie transportowej, czesto mam kontakt z klientami i wymaga to ode mnie dużej sprawności emocjonalno-interpersonalnej co prz nerwicy nie zawsze jest łatwe. Generalnie mimo nerwicy praca to jedyna prawidłowo funkcjonująca sfera mojego życia bo w domu masakra, związek też mi się posypał no i zdrowie też często niedomaga (poza nerwicą mam problemy natury kardiologicznej), ale gdyby nie to że mam robotę byłoby jeszcze gorzej.
Pozdr.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
08 gru 2012, 14:18
Lokalizacja
Opole

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Praca a nerwica

Avatar użytkownika
przez Lusesita Dolores 22 wrz 2013, 14:08
Ja nie pracuje. Nie mam na to sił. Mam depresje. Jestem na zasiłku.
chodze boso po ulicy


Ketrel 400mg
Solian 800mg
Haloperidol 5mg


opium
Posty
6822
Dołączył(a)
16 cze 2013, 12:25
Lokalizacja
Chaos

Praca a nerwica

Avatar użytkownika
przez Sorrow 22 wrz 2013, 15:41
Najdłużej utrzymałem pracę przez miesiąc. Przez ostatni tydzień chodziłem do pracy z bólami brzucha, w końcu dostałem takiej biegunki że nie mogłem wyjść z domu. No i mnie zwolnili.

Mi generalnie wszystkie najgorsze problemy zaczęły się po mobbingu w szkole - bo przedtem w miarę normalnie chodziłem i funkcjonowałem, potem miałem trudności z utrzymywaniem frekwencji powyżej 50%.

Jeśli chodzi o pracę czy szkołę, to trauma po mobbingu jest najgorsza bo źródło traumy jest związane ze szkołą/pracą i w zasadzie to jest najbardziej dysfunkcyjna sfera życia.
W zasadzie u mnie szkoła/praca to jedyna sfera życia która jest dysfunkcyjna.
Poza grami komputerowi i zainteresowaniem wojną. Z niewiadomych powodów granie w brutalne gry działa jako "trigger" mojej traumy. Chyba jestem jedynym człowiekiem na świecie który dostaje silnego niepokoju, bólów brzucha i biegunki kiedy czyta o broni.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Praca a nerwica

Avatar użytkownika
przez deader 22 wrz 2013, 16:43
No to ja trzepnę optymistycznego posta.

Jeśli chodzi o "status zawodowy" - to pracuję, w obecnej firmie minął właśnie 6 rok. Ta robota pomogła mi na początku w dwóch kwestiach: wyjściu z ostrego ćpania i doła po zostawieniu przez dziewczynę która miała wobec nas wielkie plany (tak, miała tak wielkie plany związane z nami że postanowiła ze mną zerwać - true story...). Przez następnych kilka lat nie byłem wcale wesołym facetem, ale praca była jedyną rzeczą która była "stała" (mimo tego że z częstotliwością mniej-więcej co 3 miesiące słyszałem że zostanę zwolniony :P ). Stres w robocie - czasem wręcz przytłaczający, zarówno ze względu na specyfikę mojej branży (poligrafia - wszyscy chcą wszystko "na wczoraj" i potrafią przyczepić się do najmniejszych pierdół niewidocznych dla oka laika, żeby tylko trzasnąć reklamację w nadziei na zniżkę lub darmówkę) jak i szefa (neurotyka, antysemitę, kato-katola, skąpca i tyrana).

Najgorszy "przełom" to śmierć mojej dziewczyny dwa lata temu oraz stopniowa utrata wiary w istnienie "porządnych kobiet" w ciągu następnych miesięcy, której finał z hukiem rozegrał się na początku roku, co popchnęło mnie po raz pierwszy w życiu do "naprawiacza głowy".

Generalnie zawsze jakoś sobie radziłem w pracy ze swoją depresją - zwłaszcza od kiedy wyprowadziłem się "na swoje" i po prostu muszę mieć zapewniony stały dopływ gotówki. Po tych dwóch największych traumach ostatnich lat brałem po tygodniu urlopu żeby "doprowadzić się do porządku", ale okazywało się że efekt był wręcz odwrotny - spędzałem je na chlaniu i rozważaniu samobójstwa. Praca, jakby mi nie było źle wewnętrznie, w jakiś sposób, niejako automatycznie, pchała mnie do działania. Musiałem mieć kasę na życie = musiałem pracować = musiałem na te kilka godzin "odsunąć" przykre myśli na bok i robić swoją robotę.

Mam o tyle farta, że moje stanowisko owszem, czasem wymaga kontaktu z klientami, ale może w 15%. Reszta to praca przy maszynach, komputerach. Swoje "biuro" mam w piwnicy budynku więc nawet jak zdarzało mi się ewidentnie wyglądać na przybitego to nie za wielu ludzi "straszyłem" swoim widokiem.

Przyszłość? Heh. Nie wiem. Z jednej strony mam mieszkanie własnościowe, praca też wydaje się stała... Ale nie potrafię wybiec myślami naprawdę daleko w przyszłość. Mam świadomość że moja branża przechodzi teraz mały kryzys, rynek się zmienia, ludzie coraz częściej zamiast książki z księgarni sięgają po e-booki; ba, sam tak robię... Z drugiej strony - zawsze będą potrzebne plakaty na jakieś wydarzenia, naklejki na kosmetyki, personalizowane druczki - a to są właśnie dziedziny którymi się głównie w robocie zajmuję. Tak więc staram się trzymać myśli że nie będzie źle. Co będzie jak nasz prezes osiągnie wiek emerytalny? Nie mam pojęcia. Jego dzieci kształcą się w innych kierunkach, więc mało prawdopodobne żeby przejęły biznes. A jako że szef jest tego typu osobą, że absolutnie wszystko musi być robione po jego myśli (poczynając od spraw druku a kończąc na kierunku odśnieżania parkingu pod firmą) to nie widzę jakoś tego żeby sprzedał firmę komuś innemu i jeszcze patrzył "co on z nią wyprawia" - bo dom ma dosłownie przez płot. Niby po tylu latach pracy mam teoretycznie takie doświadczenie, że powinni mnie gdzieś indziej zatrudnić, ale... Po pierwsze rynek pracy już obecnie jest zwalony, a co dopiero za 10-15 lat? Dzisiejsze "umowy śmieciowe" mogą okazać się marzeniem pracownika w roku 2030, bo do tej pory rząd pewnie ustali coś jeszcze bardziej nieludzkiego... A po drugie - mam niestety niską samoocenę swoich zdolności, przyszedłem do tej roboty nic o poligrafii nie wiedząc, nauczyłem się wszystkiego "na miejscu", niby wiem że dużo umiem, ale jak myślę że miałbym pójść do innej firmy i mieliby tam np. inne oprogramowanie lub nieco inną maszynę to nie ogarnąłbym tego "z marszu". Musiałbym się pewnie doszkolić, a przecież tego typu pracownik jest bardzo niepożądany... Pożądany jest taki co wejdzie, rozejrzy się, i rzuci niedbale "Nooo... to co dziś robimy?"...

Staram się o tym nie myśleć. Praca to jedyna stała rzecz w moim życiu, żyję tym z dnia na dzień, z roku na rok. Myślę że co najmniej 10 lat jeszcze uda mi się tam porobić, a co będzie potem..? To się zobaczy się ;)

Pytasz jak sobie radzimy z chorobami w pracy - cóż, z depresją już mniej więcej opisałem. Od kiedy "zaskoczyło" leczenie, to jest całkiem OK. Niestety, jestem wybrakowanym egzemplarzem, więc nie tylko to mi dolega :P Ale jakoś sobie radzę. Najbardziej przeszkadzające są trzy rzeczy: zespół jelita drażliwego, gorszy niż u reszty ludzi słuch (pamiątka po kilku latach grania w metalowych zespołach) oraz beznadziejna pamięć do twarzy. Z pierwszą przypadłością radzę sobie względnie stałym faszerowaniem stoperanem, z głuchotą radzę sobie przez ściemnianie (nie jestem de facto głuchy - po prostu gorzej słyszę, i czasem jak odbieram telefon od klienta a jakość połączenia jest kiepska, to ciężko mi wychwycić wszystko co mówi - ściemniam więc coś o kiepskim zasięgu i czasem proszę o powtórzenie wolniej i wyraźniej), a z rozpoznawaniem ludzi... No, cóż, tu po prostu staram się sprawę obracać w żart :D Bo dość często zdarzają mi się sytuacje że przychodzi facet czy babka, a ja muszę dopytywać na jaką firmę założyć zlecenie, kogo podać jako osobę kontaktową - niektórzy klienci z przerośniętym ego mają z tym problem ("Jak to, MNIE nie pamiętają???") ale na szczęście jest ich niewielu więc w 90% przypadków leci "żart" o "piekielnym dniu w pracy przez który mózg mi nie działa" :)

No i to mniej więcej tyle. Dodam że nie kryłem się ze swoimi problemami w pracy, o moich przypadłościach wiedzą i szef i współpracownicy. Układ jest wzorowy, można powiedzieć - ja staram się jak najmniej dopuszczać do tego żeby moje dolegliwości wpływały na moją pracę, a szef i ekipa taktownie nie pytają mnie "jak się czujesz", "jak tam twoja sraczka", itd...
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

Praca a nerwica

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 22 wrz 2013, 17:02
Ja bym chciał pracę możliwie bezstresową, no i taką gdzie nie czułbym się 1000 razy gorszy od innych, ze względu na moje wolne tempo i zaciemnienie umysłu a niestety we wszystkich chyba tak się czuje. Chciałbym dostać papiery na ergofobie i żeby przydzielili mi jakaś prostą, niestresującą prace no ale to chyba tylko w socjalnych rajach możliwe a nie w Polsce.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17045
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Praca a nerwica

przez maciekpoznan 22 wrz 2013, 21:03
Dzięki Wam za wpisy, czyli jest ... różnie.
Jedni dają radę lepiej inni może ciut słabiej...

deader szef i współpracownicy wiedzą o depresji? Jaka jest ich reakcja na to?

Ja jakoś nie wyobrażam sobie normalnego pracowania w przyszłości, generalnie na stres jestem tak odporny jak papier na ogień.
Offline
Posty
419
Dołączył(a)
03 lip 2013, 16:24

Praca a nerwica

Avatar użytkownika
przez Bree 25 wrz 2013, 23:10
Ja niedawno zaczęłam nową pracę. Moim postanowieniem było i jest "nie wyjść na nienormalną". jest zdecydowanie lepiej niż w poprzedniej firmie, w której dopiero po 2,5 roku zdecydowałam się na "podróż" do kuchni i zrobienie sobie kawy, a po 3 latach zaczęłam odzywać się do osób z mojego działu/pokoju...
Cieszę się z sukcesów, że w obecnej firmie mimo wstydu, zażenowania, skrępowania itd idę po tą kawę, że gdy mam sprawę w której trzeba gdzieś zadzwonić, to nie odkładam jej na "jutro" tylko zajmuję się od razu. Nawet jem z koleżanką w porze lunchu, mimo że codziennie modlę się aby jej lub mi coś w tym czasie pilnego wypadło i żebyśmy nie musiały jeść. Męczy mnie to że nie czuję się tam dobrze i nie pokazuję siebie do końca jako normalna osoba... i znowu udaję. Na rekrutacji przedstawiłam siebie jako ambitną i chcącą się rozwijać, pracowitą profesjonalistkę. I teraz pod płaszczykiem profesjonalizmu ukrywam swoje lęki... dziewczyny w dziale żartują ( czasem nawet i ze mnie ) a ja nic, bo "jestem skupiona na pracy" albo "nie mam czasu na takie pierdoły". Na początku miałam prawo być zawstydzona, nieśmiała, ale pracuję już tam od kilku tygodni i powoli wychodze na nienormalna.....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
235
Dołączył(a)
16 mar 2013, 23:35

Praca a nerwica

Avatar użytkownika
przez predicament 04 lis 2013, 18:53
Witam,

moj problem przedstawia sie jak w temacie. Od kilku lat nie pracuje, oprocz trudnej sytuacji na rynku pracy wytworzyl mi sie w umysle jakis dziwny lek przed praca. Po studiach latalam jak skowronek na rozmowy kwalifikacyjne - wierzylam jeszcze, ze moze bede cos warta w dziedzinie zawodowej. Pomylilam sie, nikt mnie nie przyjal. Poddalam sie i odczuwam takie zniechecenie na mysl o rozmowach/pracy, ze normalnie wariuje.

Po jakims czasie znalazlam prace. Pomimo, ze lek mnie zzeral od srodka i robilam tam co moglam i jak najlepiej potrafilam to zwolinili mnie :smile: Oczywiscie, wmowilam sobie, ze to moja wina. I to byl gwozdz do mojej trumny :smile:

Teraz juz tylko siedze, chociaz staram sie jakos na boku zarabiac. Mysle, zeby isc chocby do pracy w sklepie, ale od razu mam milion watpliwosci, bo tego i tego nie umiem... Poza tym jak mam przekonac pracodawce na rozmowie, ze jestem/bede wartosciowym pracownikiem skoro sama uwazam siebie za kompeletnie nic nie warta???

Jeszcze kilka lat temu biegalam po ulicach irlandzkiego miasta z CV, pracowalam po kilkanascie godzin, czasami dwadziescia i musialam zmierzyc sie z o wiele wiekszymi problemami. Teraz nie mam na nic sily, jestem kompletnie bierna. Co ja mam zrobic ? Wiem, ze praca to pierwszy krok do normalnego funkcjonowania, ale ja nie potrafie sie przelamac.

Nie chce isc do psychiatry/psychologa, bo rozmowa z obcym czlowiekiem o tym wszystkim wprawia mnie w nie mniejszy lek niz ten przed rozmowa kwalifikacyjna. [Nawet pisanie tu jest dla mnie bardzo niekomfortowe]. Jestem pewna, ze mam depresje ale nauczylam sie z tym zyc - wstaje z lozka zawsze (jesli rozumiecie jak ciezko czasami sie podniesc) ... Dla mnie ratunkiem moze byc tylko praca, kontakt z ludzmi, a nie psychotropy czy jakas terapia. No i finansowo tez sobie na to nie moge pozwolic, bo jak pisalam jestem bezrobotna. Kolo sie zamyka.

I co jak mam/moge zrobic?
Ostatnio edytowano 16 lis 2013, 18:32 przez niosaca_radosc, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączono z wątkiem z uwagi na tematykę
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
04 lis 2013, 18:29

Praca a nerwica

Avatar użytkownika
przez nerwosol-men 04 lis 2013, 19:05
Nie wiem, przeczytałem całość, no to wygląda na jakieś początki depresji, (ale nie jestem psychiatrą). Moim zdaniem, właśnie ta rozmowa z psychologiem ci pomoże, a kontakt z ludźmi swoją drogą, nie czekaj tylko rób coś bo potem się pogorszyć może.

Pozdro od nerwosola :8):
Załóż wy­god­ne bu­ty, bo masz do przejścia całe życie... Obrazek

http://www.poomoc.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7538
Dołączył(a)
03 lis 2013, 00:13
Lokalizacja
Warszawa

Praca a nerwica

Avatar użytkownika
przez predicament 04 lis 2013, 21:01
nerwosol-men napisał(a):Nie wiem, przeczytałem całość, no to wygląda na jakieś początki depresji, (ale nie jestem psychiatrą). Moim zdaniem, właśnie ta rozmowa z psychologiem ci pomoże, a kontakt z ludźmi swoją drogą, nie czekaj tylko rób coś bo potem się pogorszyć może.

Pozdro od nerwosola :8):


To nie poczatki; wiem, że mam depresję, ale moja awersja do lekarzy i zwierzenia sie komukolwiek skutecznie mnie blokuje. Od kilka lat mysle sobie moze lekarz by pomogl, ale nie mam odwagi sie zapisac i raczej to sie nie zmieni. Chociaz raz bylam w takim stanie, ze juz wszystko bylo mi jedno ...

Nie chce, ze ta "depresja" brzmiala jak blahe usprawiedliwanie sczy begatelizowanie problemu czy cos w tym stylu- dotychczas nawet slowem nie wspomnialam nikomu o tym jak podle sie czuje - to wszystko co doswiadczylam nagromadzilo sie we mnie i uparcie mi mowi zebym sobie dala spokoj z tym wszystkim [najlepiej podcinajac sobie zyly, ale tego nie zrobie, bo jestem niestety zbyt wielkim tchorzem].
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
04 lis 2013, 18:29

Praca a nerwica

Avatar użytkownika
przez nerwosol-men 04 lis 2013, 21:17
Ale poczekaj wiesz na pewno, że masz depresję a do lekarza poszłaś chociaż raz? brałaś leki, chodziłaś na terapię jakąś? Idź z kimś znajomym po prostu do kliniki to będzie ci łatwiej dotrzeć. Ty myślisz, że mi było łatwo pójść i innym ludziom, zawsze się miałem za silnego i odważnego a tu nagle nerwica mnie rozkłada na obie łopatki , i muszę iść do jakiejś babki i jej mówić intymne rzeczy z życia, pierwszy krok robisz potem jest tylko lepiej
Załóż wy­god­ne bu­ty, bo masz do przejścia całe życie... Obrazek

http://www.poomoc.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7538
Dołączył(a)
03 lis 2013, 00:13
Lokalizacja
Warszawa

Praca a nerwica

przez JKB 04 lis 2013, 21:27
Mnie nerwica złapała w lutym 2012 roku po latach uśpienia... Siedząc w pracy zaczyńal boleć mńie brzuch , ale tak strasznie za musiałem iść na zaplecze ... Pózniej pojawił sie strach przed bólem i co będzie jak wejdzie klient a mńie właśnie złapie "atak". Z dnia na dzień było coraz gorzej ... Długi urlop, zwolńienia lekarskie i nic lepiej. W końcu nerwica tak sie nawarstwila ze bałem sie wszystkiego. Kluczem do wygranej było zrozumienie ze to tylko nerwica i leki które dalej mi odpocząć od wojny jaka toczylem. Dzisiaj chodzę do pracy, robię wszystko to co robiłem prze lutym 2012r. różnica taka ze jestem świadomy swojej choroby i wiem jak z nią walczyć. Co jakiś czas mam nerwicowy epizod, ale podchodzę do niego na spokojńie, wiem kiedy pójść na wolne i odpocząć, wiem tez kiedy zrobić sobie jakaś przyjemność która oderwie mńie od życia codziennego. Poza tym pamiętaj to co cię nie zabije to cię wzmocni- coś czego sie obawiasz zrobić , jak to zrobisz aby da ci duża satysfakcję i poczucie siły, utwierdzisz sie w tym ze nie taki diabeł straszny. Rok temu balem sie sam zostać w pracy , teraz jestem tylko zły ze muszę za kogoś odwołać robotę bo go nie ma. Ńie zastanawiam sie czy coś mi sie stanie itp. Rok temu zaliczałem 5 wizyt lekarskich dziennie żeby sie upewnić ze jestem zdrowy, a teraz nie chodzę do lekarza przez miesiąc dwa ... Wtedy kiedy muszę , a nawet wtedy przekładam wizyty po kilka razy.
Weź życie w swoje ręce bo czas leci a ty nie korzystasz z niego w pełni. Lekarze sa dla ludzi tak jak restauracje, sklepy i inne rzeczy. Dobry lekarz potrafi szybko zdziałać cuda. Ja czułem sie jak 80 latek który umiera ... Dzisiaj jak 40 latek który walczy ale żyje :)

-- 04 lis 2013, 21:31 --

nerwosol-men napisał(a):Ale poczekaj wiesz na pewno, że masz depresję a do lekarza poszłaś chociaż raz? brałaś leki, chodziłaś na terapię jakąś? Idź z kimś znajomym po prostu do kliniki to będzie ci łatwiej dotrzeć. Ty myślisz, że mi było łatwo pójść i innym ludziom, zawsze się miałem za silnego i odważnego a tu nagle nerwica mnie rozkłada na obie łopatki , i muszę iść do jakiejś babki i jej mówić intymne rzeczy z życia, pierwszy krok robisz potem jest tylko lepiej


Polacy maja chyba to do siebie ze wogole wstydzą sie iść do lekarza bo trzeba coś intymnego powiedzieć , pokazać ,itp. A przecież to zawód jak każdy inny ... Nie jedno słyszeli i niejedno widzieli ... Sa od tego by pomoc
JKB
Offline
Posty
185
Dołączył(a)
14 lip 2012, 06:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider], lorana i 48 gości

Przeskocz do