Fobia społeczna - mój wielki problem

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Fobia społeczna - mój wielki problem

przez pomarancza44 21 lut 2013, 21:43
Nie wiedziałam w którym temacie mam to napisać, więc jak źle piszę to przepraszam. Czy jest tu ktoś jeszcze oprócz mnie kto ma silną fobie społeczną jak ja i mógłby wymienić sie doświadczeniami? Zależy mi na tym. Bardzo się męczę. Zaczęło się chyba w gimnazjum w trzeciej klasie. Wcześniej byłam nieśmiała ale w sumie to nie wiem jak bym sobie radziła bez mojej najlepszej koleżanki z którą wszędzie w szkole chodziłam. Może już wcześniej byłoby tak marnie jak jest teraz.
Jestem w I klasie liceum. Męczę się w nim bardzo. Podejrzewam też u siebie fobie szkolną, ale nie chcę sobie od razu wmawiać. Nie lubię tych słów typu "fobia" i "nerwica" które mam. Czasem myślę że to sobie wszystko wmówiłam... W każdym razie rzygam już tymi słowami. Powoli tracę wszystkich znajomych jakich miałam. Kiedy ich widzę czuję lęk nawet przed przywitaniem się - chyba nikt nie ma takiego lęku jak ja. Nie lubię nigdy gdy mówię do kogoś swoje zbyt ciche "cześć" a ten ktoś nie zauważa a potem ja źle się z tym czuję, ludzie widzą że zostałam jakby olana choć w sumie to na własne życzenie przez cichy głos jakim to powiedziałam, i wtedy mam wrażenie że myślą że ze mnie frajerka. W klasie jestem cicha nic nie mówię, chyba że do takich najbliższych koleżanek, które też są spokojne. Pozostali to mega towarzyska ekipa która tylko szydzi z takich jak ja. A pro po takich towarzystw to zawsze przez takich byłam wyśmiewana czy to w podstawówce czy to w gimnazjum. Śmiali się pewnie dlatego że byłam często tzw. łamagą, czyli często nierozgarnięta bo zawsze w stresujących mnie sytuacjach nie wiedziałam o co chodzi np. nauczycielowi, a było to w podstawówce. A może i to nie było tak do końca przez stres, tylko rzeczywiście po prostu taka jestem/byłam nierozgarnięta? Ale teraz jeśli się znów zdarzają takie kompromitujące sytuacje to jest to napewno spowodowane przez stres. W podstawówce - wracając do niej - miałam także złą nauczycielkę która często na mnie darła mordę - piszę prosto z mostu bo szczerze jej nie lubię za to i mam uraz przez nią. W czwartej klasie do szóstej, byłam ofiarą przemocy słownej czy jakoś tak na to się mówi, w każdym razie chodziło właśnie oto, ze dręczył mnie pewien chłopak z klasy, w sensie codziennie mnie wyśmiewał, zdarzyło się że na mnie przeklnął. Czasem nie wiem czy to była do końca przemoc, może to było po prostu to że nie umiałam się z siebie śmiać? Tylko niby z czego jak to on wymyślał o mnie jakieś jego zdaniem śmieszne rzeczy na mój temat i to w dodatku dzień w dzień. Uwolniłam się od niego gdy podzielili klasy w gimnazjum. No właśnie, gimnazjum było nieco lepiej, ale też zdarzało się że się ze mnie śmiali. A trzecia gimnazjum to było coś co mi znów dało popalić, podobnie jak w klasie czwartej podstawówki. Często się ze mnie śmiano, najbardziej z mojego wyglądu i z tego, że byłam/jestem wstydliwa. To było okropne. Klasa I liceum to jeden z największych koszmarów ale wydaję mi się że teraz to naprawdę spowodowanych przeze mnie. Stwierdziłam że po prostu nie umiem śmiać się z samej siebie, nie wiem dlaczego, zupełnie nie wiem! Czasem gdy ktoś zażartuje z kogoś to jest to dla mnie czasem śmieszne, ale jak już ze mnie to wielka przykrość itd. Jestem za to zła na siebie. Często udaję że się śmieje ale tak naprawdę to nie. Czemu?!!! Pewnie dlatego że odbieram to jak ich atak... Albo być może też dlatego, że wszyscy ludzie z klasy wydają mi się obcy i dlatego że czuję przed nimi lęk? Coś w tym jest, bo np. jeśli rodzina się ze mnie śmieje to ja szczerze z siebie również. No i najgorsze: czuję że teraz jestem coraz bardziej dzika, coraz bardziej się od wszystkich oddalam, coraz większy czuję lęk przed ludźmi. Kiedy zadawałam się z dawną koleżanką, nie było aż tak źle. Byłam bardziej wyluzowaną dziewczyną, bardziej żartobliwą itd. Dziś jestem pełna stresu, pełna lęku, jeszcze większego. To głupie, ale nawet trochę wydaję mi się, że coraz gorzej było kiedy naczytałam się o fobii, o tym jak ludzie z nią unikają innych. To właśnie zaczęłam czytać w trzeciej gimnazjum i stawałam się coraz bardziej małomówna, tak mi się zdaję. Czasem nawet tutaj w internecie nie czuje się zbyt bezpiecznie. Boję się że zbyt mocno zaufam ludziom tutaj i jeszcze stanę się jak Dominik z "Sali samobójców" który ciągle siedział w pokoju i rozmawiał z ludźmi z internetu ale ten lęk to pewnie spowodowany jest nerwicą natręctw którą też niestety mam.
No i teraz zastanawiam się jaki sens miało to że to wszystko napisałam. Zamiast pisać to, lepiej by było żebym wzięła się w garść i zaczęła to zwalczać. Ale nie wiem jak. Być może za bardzo zdaję się na psychologa do którego mam chyba zamiar iść. Ale przynajmniej się trochę "wygadałam". Szkoda tylko że w internecie - chciałabym mieć kogoś bliskiego w rzeczywistości, komu mogłabym o tym wszystkim tak bez wstydu powiedzieć. Rodziców mam wspaniałych ale wstydzę się im powiedzieć o fobii, nie zamierzam tego robić. A pro po ich, to tak się zastanawiam - z czego ta fobia tak przyszła? Inni mają fobię bo mają źle w domu, źle dogadują się z rodzicami a ja mam z nimi dobre relacje. To chyba też wynika z mojego przywiązania do swoich rodziców i z ich nadopiekuńczości, tak też czuje... Pomóżcie, co robić by pokonać te lęki, zapewne dostanę radę "idź do psychologa", ale przynajmniej napiszcie coś, cokolwiek. Jeśli w ogóle ktoś to przeczytał... [xD]
Dość marudzenia, pozdrawiam. :)
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
03 gru 2012, 20:23

Fobia społeczna - mój wielki problem

Avatar użytkownika
przez err 22 lut 2013, 15:57
Iść do psychologa to dobry pomysł na początek. Liceum powinno być już dla ludzi z pewną kulturą i poniekąd jest, a problem jest w "Tobie" - czyli zamiast śmiać się z samego siebie masz odwrotne uczucia gdy ktoś się z Ciebie "śmieje". Rodzicom pewnie wstydzisz się powiedzieć o swoim problemie, a słowa "fobia" "nerwica" Cię denerwują. Też kiedyś nie lubiłem tych słów, nawet płakać mi się chciało słysząc o swojej "chorobie", ale trafiłem do psychiatry - teraz te słowa są dla mnie normalnością :smile: chociaż znalazłem odpowiedniki dla pewnych słów :smile: trochę Cię rozumiem i w tej sytuacji jak masz taką możliwość najlepiej iść na początek do psychologa [nie wiem jak jest z psychiatrą - nie jesteś pełnoletnia - nie wiem czy rodzice muszą wiedzieć, ale to ktoś inny może się wypowie]
Avatar użytkownika
err
Offline
Posty
399
Dołączył(a)
08 maja 2011, 12:16
Lokalizacja
KRK

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 45 gości

Przeskocz do