do diabła z tą nerwicą !

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

do diabła z tą nerwicą !

przez degenero 11 lut 2013, 23:29
Witam was, drodzy forumowicze :smile: Musiałęm założyć to forum, wygadać się komuś... Powiem tak, na codzień nie potrafie mówić ludziom o własnych słabościach czy niepowodzeniach, pewnie przez to mój problem bierze się z tego bo tłumie w sobie emocje i niepotrafie ich nazywać po imieniu...
Moja historia zaczęła się pięc lat temu kiedy dostałem pierwszy atak/objaw tej wrednej jak cholera choroby... Do dziś nieiwiem czy to zapalony może z czwarty raz w życiu joint wydobył całe to gówno na powierzchnie czy i tak kiedyś musiałem z nadmiaru nagromadzonych emocji pęknąć jak balon ?!
Mój problem polega na tym że zawsze chciałem uchodzić za kogoś lepszego, silniejszego niż jestem... Kiedyś Bogusław Linda powiedział w jednym z wywiadów że postawienie sobie wysoko poprzeczki jeszcze nikomu nie zaszkodziło, jak widać minęło się to z prawdą...
Jestem jedynym dzieckiem moich rodziców, więc może dlatego wydaje mi się że jestem aspołeczny, nie miałem kogo trzepnąć w łeb, wylać swoich frustracji, pokłócić się, przystosować się poprostu i uodpornić na różne przeciwności losu... Czuje się jak ciapa a nie facet... Moim problemem jest to że nie potrafie konfrontować się z ludźmi... Potrafie konfrontować się tylko i wyłącznie z członkami mojej rodziny - mam tu na myśli szybką ciętą riposte i nieskazitelną pewność siebie w tym co mówie (są to poprostu moje realne uczucia i emocje, mówie to co myśle i czuje poprostu odrcu hbezwarunkowy). Największy problem pojawia się kiedy wyjde na zewnątrz, gdy ktoś próbuje mi ubliżać, grozić, wykorzystać, mam wtedy w głowie mętlik jak cholera, ślina nie przynosi mi nic na język, czuje się przygaszony a w dodatku moi znajomi patrzą jak rozwiąże swój własny problem... Później wychodze na ciote która nie ma nic do powiedzenia, poprostu nie potrafie identyfikować sie z emocjami... Jedyne co jestem w stanie zrobić na dzień dzisiejszy w takiej sytuacji to uderzyć kogoś za obraze ale o konfrontacji słownej nie ma mowy... Kiedy patrze komuś w oczy podczas rozmowy to odczuwam to jako pojedynek spojrzeń a nie rozmowe, z reguły nawet nie skupiam się na tym co ktoś do mnie mówi tylko jak patrzy, poźniej ewentualnie proszę żeby jeszcze raz powtórzyła to co chciała mi powiedzieć... jasna cholera dałbym wszystko żeby poczuć się sobą i być pewnym siebie w kontaktach z ludźmi i mieć każdą odpowiedź na ich głupie pierd....nie w moją strone... Na podstawie nerwicy wytworzyły się u mnie inne fobie takie jak agorafobia, lęk wysokości, fobia społeczna w dodatku cały czas razi mnie światło, boli mnie głowa robi mi się słabo i mam problem z równowagą. Moi znajomi nawet niewiedzą że jestem chory na tego typu gównianą chorobe już piąty rok, kiedys leżałem w szpitalu przez tydzień, ze dwa miesiące jadłem tabletki, pozniej samowolnie odstawiłem, zapisałem się na terapie, chodziłem przez rok na wizyty które odbywały sie raz w tygodniu. W czasie trwania całej tej choroby tylko przez miesiąc jadłem tabletki. Obecnie chodze na studia zaoczne - każdy zjazd wykańcza mnie emocjonalnie, mam problemy z nauką i koncentracją, stresują mnie ludzie którzy chodzą ze mną na studia choć jestem z nimi zaprzyjaźniony, to w głebi siebie gdy siedze na uczelni między całą grupą robi mi sie tak słabo czasem że myśle że zejde... oczywiscie nie daje tego po sobie poznać, a poźniej cały poniedizałek i wtorek jestem wrakiem psychicznym i fizycznym. Na nic zdały mi się sztuki walki jak również siłownia, która regularnie uprawiam, bo co z tego że dziś wyładuje się i poczuje się lepiej żeby na drugi dzień znów być wrakiem emocjonalnym z całodobową migreną. Z kobietami też mam od pewnego czasu wielki problem, znajomi mnie pytają czemu nie mam/nie szukam sobie dziewczyny... Odpowiadam im zazwyczaj że narazie nie potrzebuje związku lub wale inną ścieme... Wytłumacze wam krótko i zwięźle dlaczego tak jest: po pierwsze przez agorafobie - dokąd miałbym ją zabrać skoro podczas dalszych tras i nieznanych miejsc robi mi się słabo, stresuje się i czuje się jakbym miał zejść, a po drugie z takim stanem nie jestem w stanie dać jej poczucia bezpieczeństwa skoro sam nie potrafie rozwiązywać własnych problemów, a po trzecie facet to ma być facet a nie mameja z problemami jak Ja... Poznałem jedną cudowną kobiete, dla której mógłbym skraść tą przysłowiową gwiazdke z nieba, ale w tym stanie tracimy tylko na czasie a ja boje się powiedzieć jej o własnych problemach bo wyjde dla niej na pipe nie faceta... Dałbym wszystko żeby odbudować zrujnowaną na maxa pewność siebie, pozbyć się lęków i zacząć wreszcie żyć jak człowiek, podróżować, dobrze zarabiać, bez skrupułów i sumienia opierdal...ać złośliwych i nieprzychylnych mi ludzi, nie bać się konfrontacji i być wzorem dla innych...
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
11 lut 2013, 22:04

do diabła z tą nerwicą !

przez ewela30 14 lut 2013, 22:22
witam,
bardzo mi sie spodobal tytul- do diabla z nerwica! chyba stanie sie to moja mantra :) wczesniej mialam inna- Badz odwazny nawet jak nie jestes udawaj i tak nikt nie zauwazy roznicy- niewyszloooo... moje problemy zaczely sie 4 miesiace temu ale dopiero od miesiaca wiem ze to nerwica, powiem krotko jest przej..ane, tez potrzebuje sie komus wygadac bo nieprzyznalam sie jeszcze nikomu co mi dolega. Na razie jestem na zakrecie sama nie wiem co mam dalej robic jak sobie poradzic . wiem jedno nie poddam sie!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 lut 2013, 21:13

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do