Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Avatar użytkownika
przez black swan 22 sty 2013, 16:16
kiedyś przez długi czas miałam ogromnego doła i potrafiłam pół dnia przeleżeć na kanapie i nie robić dosłownie nic, i często rodzice mi mówili że marnuję życie

Mniej więcej tak ja teraz mam. :? Wcześniej też wydawało mi się, że wszystko muszę, a sama sobie wszystko nakładałam, chwytałam się 10 rzeczy, a potem miałam problem ze stresem i ogarnięciem wszystkiego na czas. Potem stało się coś w stylu "pier*ole nie robie", a w minione święta punkt dołowy depresji. Teraz mam ciągle problem z ogarnięciem się i zaczęciem znowu "robić". aguskaguska, jak pokonałaś ten stan? Czego ważnego dowiedziałaś się na terapii, że to pomogło?
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Avatar użytkownika
przez Sorrow 22 sty 2013, 17:08
Najgorzej jest jak takie podejście staje się normą oczekiwaną przez zatrudniaczy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

przez aguskaguska 23 sty 2013, 18:28
black swan napisał(a):
kiedyś przez długi czas miałam ogromnego doła i potrafiłam pół dnia przeleżeć na kanapie i nie robić dosłownie nic, i często rodzice mi mówili że marnuję życie

Mniej więcej tak ja teraz mam. :? Wcześniej też wydawało mi się, że wszystko muszę, a sama sobie wszystko nakładałam, chwytałam się 10 rzeczy, a potem miałam problem ze stresem i ogarnięciem wszystkiego na czas. Potem stało się coś w stylu "pier*ole nie robie", a w minione święta punkt dołowy depresji. Teraz mam ciągle problem z ogarnięciem się i zaczęciem znowu "robić". aguskaguska, jak pokonałaś ten stan? Czego ważnego dowiedziałaś się na terapii, że to pomogło?


Szczerze mówiąc to ciężko mi powiedzieć, bo to było dawno temu, poza tym miałam wtedy 11 lat i wielu rzeczy nie byłam świadoma.
chyba to było tak, że po prostu zaczęłam hamować w sobie ten smutek co później przypłaciłam nerwicą lękową. I tak na prawdę to z tym problemem poszłam na terapię a nie z nerwicą. Po prostu w pewnym momencie już nie mogłam przez moje lęki funkcjonować. I właśnie na terapii drogą różnych prób i błędów dowiedziałam się, że jedną z przyczyn tych moich lęków jest niska samoocena (czyli to samo, co było wcześniej powodem smutku). Ale to jest różnie w różnych przypadkach, u mnie też istotne było to, że w dzieciństwie miałam mało okazji do kontaktów z rówieśnikami, więc nie miałam okazji prawidłowo nauczyć się życia towarzyskiego. No więc siedziałam cały czas w domu, gdzie z kolei miałam z rodziną ogólnie dobre kontakty, jednak mam ojca, który chce, żeby wszystko w najdrobniejszym szczególe było po jego myśli (i to jest zawsze oczywiste, że ma być właśnie tak a nie inaczej, jak można się nie domyślić) a do tego ma słabe nerwy. Nigdy nas nie uderzył, poza klapsami wychowawczymi, ale potrafił tak zacząć wrzeszczeć, że wyglądało jakby miał zaraz stracić panowanie nad sobą. Większość osób mówi, że tak jest wszędzie, ale ja do tej pory pamiętam, jak mając 4-5 lat rozlałam herbatę i właśnie z tego powodu dostał takiego ataku (a mam lat prawie 24). Poza tym jestem osobą dosyć refleksyjną, a u nas siedzenie i myślenie oznaczało marnowanie czasu i wprowadzanie się w nerwicę (czyli nie skłaniali mnie do rozwijania w sobie tej cechy, tylko jej hamowania). I właśnie na terapii nauczyłam się wiązać te i inne fakty ze swoim stanem i patrzeć na nie z innej perspektywy (np te wrzaski ojca z perspektywy dziecka wyglądały, jakby to była sprawa losowa czy straci panowanie nad sobą czy nie, a z perspektywy osoby dorosłej już widać, że skoro przez prawie 24 lata żyliśmy z nim i nic się nie stało, to jednak nie był to przypadek). A to spojrzenie z innej perspektywy już ułatwia wymyślenie, w jaki sposób można sobie radzić teraz z konsekwencjami tych wydarzeń. Poza tym dostałam zadanie codziennie wieczorem wypisać sobie wszystko, co dzisiaj dobrze zrobiłam. Łącznie z tym, że wstałam z łóżka rano, bo w momencie kiedy się myśli, że nic nas dzisiaj przyjemnego nie czeka to - powiedzmy sobie szczerze - to jest trudne zadanie, mimo, że inni to bagatelizują - tylko dlatego, że nie mają takiego problemu. Wypisując sobie te większe i drobniejsze rzeczy ma się okazję zobaczyć, ile tak na prawdę razy dziennie spisujemy się na medal:)! I ja dzięki temu zaczęłam zupełnie inaczej patrzeć na te rzeczy, których nie udało mi się zrealizować, albo popełniłam w nich błąd. Właśnie zaczęłam je postrzegać jako błąd wśród wielu innych rzeczy które zrobiłam dobrze, a nie jako porażkę wśród rzeczy, których zrobienie było czymś "normalnym". Poprawiłam sobie w ten sposób samoocenę i dzięki temu mogę myśleć, że jeżeli popełnię jakiś błąd albo czegoś nie zrobię, to owszem poniosę tego konsekwencje, ale będę w stanie sobie z nimi poradzić. A to mi z kolei pozwala na posiedzenie i porozmyślanie wtedy, kiedy mam za sobą długi okres pracy i tego potrzebuję, w końcu jestem człowiekiem a nie maszyną:)

-- 23 sty 2013, 18:37 --

A jeszcze co do samych okresów nakładania sobie 10 rzeczy na sekundę i "pier8*ole nie robie" to w moim przypadku było tak, że odkładałam sobie wszystko na ostatnią chwilę, potem był okres kiedy w stresie nadrabiałam zaległości nie mając czasu zjeść obiadu, a kiedy ten okres się kończył to organizm był wykończony, stąd było to całe niechcenie. Do tego jeszcze dochodziło myślenie, że przecież "tyle rzeczy zawaliłam i taka jestem beznadziejna", że właściwie to po co się czegokolwiek podejmować, skoro i tak "niczego nie osiągnę".
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
08 wrz 2012, 00:17

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Avatar użytkownika
przez black swan 23 sty 2013, 18:58
aguskaguska, Dzięki za odpowiedź.

Poza tym dostałam zadanie codziennie wieczorem wypisać sobie wszystko, co dzisiaj dobrze zrobiłam. Łącznie z tym, że wstałam z łóżka rano

To jest dobra rzecz, sama bym na to nie wpadła. Rzeczy, które DOBRZE zrobiłam minionego dnia... Może napędzać do działania. Dzięki. ;)
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

przez Mightman 23 sty 2013, 19:05
A jeszcze co do samych okresów nakładania sobie 10 rzeczy na sekundę i "pier8*ole nie robie" to w moim przypadku było tak, że odkładałam sobie wszystko na ostatnią chwilę, potem był okres kiedy w stresie nadrabiałam zaległości nie mając czasu zjeść obiadu, a kiedy ten okres się kończył to organizm był wykończony, stąd było to całe niechcenie. Do tego jeszcze dochodziło myślenie, że przecież "tyle rzeczy zawaliłam i taka jestem beznadziejna", że właściwie to po co się czegokolwiek podejmować, skoro i tak "niczego nie osiągnę".


Jakbym widział siebie :mrgreen:
Offline
Posty
734
Dołączył(a)
20 lis 2011, 18:12

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

przez aguskaguska 23 sty 2013, 19:52
black swan, nie ma za co:)
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
08 wrz 2012, 00:17

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Avatar użytkownika
przez L.E. 24 sty 2013, 12:52
W ramach odwyku od pracoholizmu rezygnuję z jednej konferencji i dwóch publikacji.
I nawet mnie to nie boli :mrgreen:
Ale i tak mam za dużo na głowie...
'Każdy z nas jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć,
cało wyjść z burzowej chmury, musi tylko w to uwierzyć"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3514
Dołączył(a)
03 mar 2010, 18:48

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 24 sty 2013, 13:17
Posiadam tendencję do przeciążania się różnego rodzaju obowiązkami i zobowiązaniami, które później bardzo ciężko jest mi wypełnić. Zwykle udaje mi się wszystko zrobić na czas, ale przypłacam to codziennymi nerwami, paniką, czasem bezsennymi nocami. W tej chwili również jestem w takiej sytuacji, nie daję już rady nerwowo, irytuję się na ludzi, nie mogę utrzymać koncentracji na jednym temacie, cały czas mi się przypomina, że jeszcze mam coś do załatwienia, a tego nie zrobiłam.

Myślę, że ten problem faktycznie w dużym stopniu dotyczy osób „znerwicowanych”, które chcą sobie udowodnić, że na czymś się znają, że są w czymś dobre. Podejmują się wielu obowiązków, by tak trochę zamanifestować „Patrzcie, jestem w stanie temu sprostać”. To ma być mechanizm na podniesienie ich wątłej samooceny. Często jednak odbija się to rykoszetem, bo osoby, które biorą na siebie wiele zadań, wcale nie myślą po ich wykonaniu, że im się udało, że mogą być z siebie dumni, ale zaczynają sobie wyrzucać, że są nierozsądni: „Po co tyle brałem(-am) na siebie. Ledwo co się wyrobiłem(-am). Tylko stres, nerwy, panika, presja czasu i lęk, że się nie wyrobię”. Przy okazji tracą na tym relacje z innymi ludźmi. Człowiek nie potrafi się zrelaksować, odpoczywać. Nie pozwala sobie na chwilę wolnego, bo zaraz ma wrażenie, że marnuje czas, który mógłby poświęcić dla pracy. To kolejny argument, by wyrzucać sobie, że jest się beznadziejnym. Błędne koło.
Psycholog
Posty
7571
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Avatar użytkownika
przez L.E. 24 sty 2013, 13:26
To kolejny argument, by wyrzucać sobie, że jest się beznadziejnym.


No właśnie...
"Jestem beznadziejna" - to moje ulubione sformułowanie w momencie, kiedy się z czymś nie wyrabiam albo mam wrażenie, że się z czymś nie wyrabiam.
Zawsze robię wszystko na ostatnią chwilę, więc obiecuję sobie, że przestanę i będę zawsze wyrobiona wcześniej. Zazwyczaj to się nie udaje, więc mam pretensje do siebie mimo iż ze wszystkim nadążam.

Bonusowo do tego moi rodzice...
Nie mieszkam już z nimi, ale czasem do nich dzwonię, żeby się pożalić. I niby są wspierający, ale kończy się na tym, że słyszę głównie, że jak ja zarządzam swoim czasem, że nie mam w weekend wolnego i że przecież MUSZĘ jak już sobie wzięłam na głowę...
'Każdy z nas jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć,
cało wyjść z burzowej chmury, musi tylko w to uwierzyć"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3514
Dołączył(a)
03 mar 2010, 18:48

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 24 sty 2013, 13:47
Bonusowo do tego moi rodzice...
Nie mieszkam już z nimi, ale czasem do nich dzwonię, żeby się pożalić. I niby są wspierający, ale kończy się na tym, że słyszę głównie, że jak ja zarządzam swoim czasem, że nie mam w weekend wolnego i że przecież MUSZĘ jak już sobie wzięłam na głowę...

L.E., osoby, które biorą zbyt dużo na siebie są podwójnie dociążane. Raz, bo same odczuwają poczucie obowiązku i często są nadodpowiedzialne ("W końcu, jak do czegoś się zobowiązałam, to muszę to dociągnąć do końca, nie wypada teraz rezygnować. Jakby to o mnie świadczyło?"), a dwa, bo otoczenie wzmacnia poczucie winy, podobnie jak Twoi rodzice - "Zobowiązałaś się, to musisz". Człowiek oczekiwałby wsparcia i słów otuchy typu: "Poradzisz sobie, dasz radę, przecież jesteś zdolna i ambitna", a dodatkowo dostaje kopa i utwierdza się w swojej "beznadziejności", czyli niskiej samoocenie i niskim poczuciu własnych kompetencji, co oczywiście nie jest prawdą.
Psycholog
Posty
7571
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Avatar użytkownika
przez L.E. 24 sty 2013, 13:58
ekspert_abcZdrowie, dziękuję ;) Obiektywne spojrzenie na całą sprawę pomaga, ale i tak jestem przybita :(
Miałam w lutym wygłosić wykład na uniwersytecie trzeciego wieku, którym zarządza znajoma moich rodziców. A nagle okazało się, że termin został przesunięty na 31 stycznia i ja się dopiero teraz o tym dowiedziałam.
Napisałam do tej pani maila z informacją, że mogę, ale jeśli jest jakaś możliwość, żeby to było później to chętnie skorzystam.
Następnie zadzwoniłam do mojego taty spytać, co on o tym myśli. W końcu to jego koleżanka.
No i najpierw mi powiedział, że w porządku, ok, że może się coś da przełożyć, ale zaraz potem stwierdził, że w sumie to nie mam prawa mieć pretensji i przekładać, bo wiem o tym od listopada i mogłam się już dawno, dawno temu przygotować, a to, że teraz nie mam czasu to nie jest argument :(
I mi smutno :(
Bo robię kobiecie problem. Plus mam wyrzuty sumienia, że może rzeczywiście powinnam być wcześniej przygotowana.
Ale wcześniej miałam mało czasu zupełnie tak samo, jak teraz, więc starałam się wyrobić na bieżąco :(
'Każdy z nas jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć,
cało wyjść z burzowej chmury, musi tylko w to uwierzyć"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3514
Dołączył(a)
03 mar 2010, 18:48

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 24 sty 2013, 15:45
L.E., masz niską samoocenę, która jest zależna od opinii innych, a tym bardziej opinii osób, na których zdaniu Tobie zależy. Ja trochę tak to widzę. Niby zdajesz sobie sprawę, że nie byłabyś w stanie wcześniej przygotować się do wykładu, bo i tak na bieżąco miałaś mnóstwo pracy, to jednak zdanie taty, który powiedział, że nie masz prawa mieć pretensji, bo wiedziałaś o tym wcześniej, od razu wpędziło Cię w dołek psychiczny i poczucie winy. Jeżeli termin wykładu przełożono i Ty dowiedziałaś się o tym późno, to nic dziwnego, że może Ci coś nie pasować. Masz prawo negocjować, próbować coś przenieść, a nawet zrezygnować. To nie przejaw słabości, to umiejętność asertywnego zachowania. Wydaje mi się, że Twój tata może wpędzać Cię w poczucie winy, bo sam nie chce źle wypaść w oczach koleżanki, która zarządza uniwersytetem III wieku i umożliwiła Ci wygłoszenie wykładu. W jego głowie pewnie pojawia się coś na kształt myślenia "Zawiodła córka, zawiodłem ja". L.E., pora odciąć pępowinę i przestać być "małym dzieckiem", które musi słuchać poleceń rodziców. W przeciwnym razie ciężko będzie Ci uzyskać poczucie bezpieczeństwa i wewnętrzną równowagę. Ciągle będziesz dążyła, by sprostać wymaganiom otoczenia, rodziców i zasłużyć na ich podziw i szacunek. Taka samoocena nie może być stabilna, bo jest zależna od opinii innych, a wiadomo, że jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził. Ty również nie jesteś w stanie sprostać oczekiwaniom wszystkich. Najważniejsze, byś sprostała swoim własnym oczekiwaniom i potrafiła się cieszyć ze swoich sukcesów.
Psycholog
Posty
7571
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

Avatar użytkownika
przez New-Tenuis 24 sty 2013, 16:52
L.E. napisał(a):"Jestem beznadziejna" - to moje ulubione sformułowanie w momencie, kiedy się z czymś nie wyrabiam albo mam wrażenie, że się z czymś nie wyrabiam.

Tak. Ja mam takie natręctwo myślowe właśnie... :( Ale dziś jestem "nadziejna", bo wyszłam z uczelni z trzema 5. Tylko jeszcze trzeba przetrwać jutrzejszy dzień.
"I knew a man who lived in fear
It was huge, it was angry,
It was drawing near.
Behind his house a secret place
Was the shadow of the demon
He could never face."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2087
Dołączył(a)
13 gru 2010, 18:15

Zbyt wiele na mojej głowie - sama jestem sobie winna

przez aguskaguska 24 sty 2013, 17:17
New-Tenuis napisał(a):
L.E. napisał(a):"Jestem beznadziejna" - to moje ulubione sformułowanie w momencie, kiedy się z czymś nie wyrabiam albo mam wrażenie, że się z czymś nie wyrabiam.

Tak. Ja mam takie natręctwo myślowe właśnie... :( Ale dziś jestem "nadziejna", bo wyszłam z uczelni z trzema 5. Tylko jeszcze trzeba przetrwać jutrzejszy dzień.


To ja pozwolę sobie dodać: jesteś potrójnie "nadziejna":)
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
08 wrz 2012, 00:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 31 gości

Przeskocz do