Ważni ludzie w życiu "nerwicowca"

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ważni ludzie w życiu "nerwicowca"

Avatar użytkownika
przez Monia130 11 gru 2005, 20:18
Jaką rolę w

chorobie i kolejnych etapach zdrowienia mają ludzie,którzy są wokół nas?Rodzina,przyjaciele,znajomi...
Czy mówić o tej

chorobie,żeby nie było niedomówień,czy nabrać wody w usta i pozwalać myśleć o sobie jak o człowieku z fochami?
Moje

doświadczenia w tej kwestii nie są najprzyjemniejsze,jeśli chodzi o najbliższych znajomych i jednego jedynego

Przyjaciela.
W związku partnerskim nie jestem,bo wydaje mi się,że przez nerwicę,nie nadaję się do bycia z kimś.
Choć

głęboko wierzę,że wszystko,co najlepsze jeszcze przede mną,a nie już za

mną...

Temat przeniesiony do subforum 'O nerwicy lękowej...' (dop.

Lith)
Trzeba próbować tyle razy,na ile starczy sił...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
10 gru 2005, 17:57
Lokalizacja
Katowice

...

Avatar użytkownika
przez KOREK 11 gru 2005, 20:24
Maja najwazniejsza rolę.Nawet najlepsze leki i najlepsza

psychoterapia na nic sie nie zda,gdy nie masz oparcia w rodzinie i przyjacielach.Smutne ale prawdziwe.Ps.Mówic,napewno

mówic.W koncu nerwica jest chorobą jak kazda inna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
05 lis 2005, 22:53

Avatar użytkownika
przez Monia130 11 gru 2005, 20:27
Nie każdy chyba jednak potrafi to zrozumieć,że to choroba

taka jak każda inna.Może tak piszę,bo jestem rozżalona zachowaniem znajomych.Może to znów mój błąd polegający na nie mówieniu

o problemie.Chociać znajomi wiedzieli czytając mojego bloga.
Na pewno taki zawód i rozczarowanie najbliższymi ludźmi nie

pomaga w leczeniu.Z drugiej strony wiem,że ciężko wytrzymać" z nerwicowcem.Tak źle i tak niedobrze.
Najlepiej będzie mi

chyba w domu.Na pewno najbezpieczniej.
Trzeba próbować tyle razy,na ile starczy sił...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
10 gru 2005, 17:57
Lokalizacja
Katowice

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

...

Avatar użytkownika
przez KOREK 11 gru 2005, 20:33
W domu?A co bedziesz robić w domu?Przed samym soba nie

uciekniesz.A wiem z własnego doswiadczenia,ze siedzac w domu najlepiej nakreca sie lęki...Ps.Pierwsza osobą którą musisz

przekonac,że to choroba taka jak kazda inna jestes sama TY.Musisz to sama zrozumniec.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
05 lis 2005, 22:53

Avatar użytkownika
przez Monia130 11 gru 2005, 21:03
W domu czuję się najbezpieczniej.Powiem szczerze,że nie chcę

się już spotykać ze znajomymi,dla których moja choroba i mój problem,to dobry temat do plotek i śmiechu.Tym bardziej,że to

najbliżsi mi ludzie.
Mój błąd polegał jeszcze na jednej sprawie.Ja,poza znajomymi z ekipy,z którą spotykam się już bardzo

długo,w zasadzie nie mam innych znajomych.Jedynie w pracy,ale stosunki z ludźmi z pracy nie są aż tak zażyłe.
Może w końcu

czas się otworzyć na innych?Ale to nie będzie proste,bo ja byłam z wszystkimi emocjonalnie związana,a szczególnie z moją

Przyjaciółką,która...chyba tylko nazwy nią była.
Jutro może na to wszystko spojrzę lepszym okiem i bez emocji.
Dlaczego

mnie w udziale przypadła nerwica i takie życie?Czym zawiniłam?Tylko tym,że dorastałam w domu,gdzie moim nieodłącznym

towrzyszem był STRACH?To niesprawiedliwe...
Trzeba próbować tyle razy,na ile starczy sił...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
10 gru 2005, 17:57
Lokalizacja
Katowice

..

Avatar użytkownika
przez KOREK 11 gru 2005, 21:22
Tak to jest niesprawiedliwe...zwłaszcza,że niczym nie

zawiniłaś....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
05 lis 2005, 22:53

Avatar użytkownika
przez Monia130 11 gru 2005, 21:28
Czasami się zastanawiam nad tym wszystkim i mam wyrzuty do

Tego Najwyższego i żal mam do Niego,że taką właśnie drogę życia dla mnie przewidział.Za słaba jestem na to wszystko.Z

drugiej,jednak,strony patrząc,to przeżyłam i wytrzymałam już tak wiele,że może jednak silna kobita ze mnie i już gdzieś

niedalko jest kres tej udręki i już niedługo będę tak niemoralnie i nieprzyzwoicie szczęśliwa.
A szczęście dla mnie,to

życie bez strachu.Czy to tak dużo?
Trzeba próbować tyle razy,na ile starczy sił...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
10 gru 2005, 17:57
Lokalizacja
Katowice

przez Gość 11 gru 2005, 23:02
Cześć Moniko . Mam bardzo podobne myśli do Twoich i wiele

żalu czuję czasem do najwyższego , że dopuścił do tego , że jako dziecko doznałem tyle cierpienia u pokożenia i strachu . Ale

najgorsze jest to , że teraz niestety nadal moje zycie przesączone jest strachem czy może raczej lekiem i niepokojem i te

uczucioa często odbierają siły i chęć do życia.
I często pytam dlaczewgo ,,, czym zawiniłem. I wiem , że tak naprawdę nikt

mi nigdy na to pytanie nie odpowie.
Pozdrawiam Cię i życzę pogody ducha pomimo wszystko
Mirek z Rybnika
Gość
Offline

przez Gość 12 gru 2005, 10:46
Niesprawiedliwe to życie,niestety.Czasami szukam ratunku w

najbliższych mi ludziach,ale nie zawsze znajduję.Rodziców już nie chcę zamęczać,że znów coś nie tak.Na znajomych liczyć nie

bardzo mogę,bo przecież to moje fochy i widzimisię.Więc będę sobie z tym sama i albo się wezmę w garść albo pogrążę się

całkowicie.
Czasami wystarczy tak niewiele,żeby zrobić tak wiele...
Gość
Offline

wiara

przez iza 23 lata 12 gru 2005, 16:09
witam sama choruje na nerwice w wiem ze to ogromny

problem ,ale moim zdaniem nie powinnismy miec pretensji do Boga,bo przeciesz ludzie choruja na straszniejsze choroby takie

jak rak i jedyne co im zostalo to wiara ,kazdy ma do dzwigania swoj krzyz.Mi tez jest cholernie zle ale staram sie walczyc i

nie tracic nadzieji
iza 23 lata
Offline

Avatar użytkownika
przez cicha woda 16 gru 2005, 15:07
Bardzo ciekawy temat.
Moim zdaniem przyjaciele i rodzina

są najważniejszym elementem naszego życia.
Niestety nie każdy potrafi nas zrozumieć, z jednej strony się nie dziwię, no bo

jak zdrowa osoba może pojąć że czasem boje sie wsiąść do tramwaju.
Nikt tego nie zrozumie do końca jeśli sam nie

zachoruje, czego nikomu nie życzę.
Moi rodzice wiedzą o nerwicy, mama w miarę możliwości stara się mi pomóc a dla taty

taka choroba to abstrakcja, więc z jego strony nie mam żadnego wsparcia i zrozumienia.
Nie mówiłam o chorobie znajomym,

nie czuję się jeszcze na to gotowa ale kto wie, może kiedys się przełamię...
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

Avatar użytkownika
przez Fermina 16 gru 2005, 15:23
Ja o mojej wapaniałej i wspierającej mnie, jak się da,

rodzince pisałam już w innym topiku, a co do znajomych...

Hmm miałam podobny problem jak Cicha Woda, bałam się, że

nie zrozumieją jak im o tym opowiem. Ale ostatnio powiedziałam o tym koleżance i to wcale nie takiej "zaufanej, długoletniej

przyjaciółce" ;) tylko kumpeli ze studiów, którą znam raptem 2,5 m-ca (!). Wbrew moim obawom nie wyśmiała mnie ani też nie

potraktowała jak nienormalnej, zrozumiała mnie (na tyle, na ile to możliwe dla zdrowej osoby). Teraz jak mam atak na

zajęciach, to jej o tym mówię i czuję się, jakby ubyła mi połowa lęku :) Ostatnio doszłam nawet do tego, że gdy na wf-ie

poczułam się jakbym miała zemdleć to wcale nie wpadłam w panikę, tylko razem z kumpelą zaczęłyśmy się z tego śmiać

:D

Naprawdę warto o tym mówić, wtedy nie czujemy się tak bardzo wyobcowani z naszymi lękami. Tylko trzeba się przestać

bać odrzucenia... Powiesz komuś i nawet jak ten ktoś nie zrozumie to co z tego?? To nie twój problem!!! Nerwica to choroba

jak każda inna, nie ma potrzeby się jej wstydzić!!!
;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
142
Dołączył(a)
14 lis 2005, 18:32
Lokalizacja
nibylandia

przez reirei 16 gru 2005, 17:32
Monia130 napisał(a):Czasami się zastanawiam nad tym

wszystkim i mam wyrzuty do Tego Najwyższego i żal mam do Niego,że taką właśnie drogę życia dla mnie przewidział.Za słaba

jestem na to wszystko.Z drugiej,jednak,strony patrząc,to przeżyłam i wytrzymałam już tak wiele,że może jednak silna kobita ze

mnie i już gdzieś niedalko jest kres tej udręki i już niedługo będę tak niemoralnie i nieprzyzwoicie szczęśliwa.
A

szczęście dla mnie,to życie bez strachu.Czy to tak dużo?

"Najwyższy" wie najlepiej co ci jest

potrzebne, ciężko mi teraz jakoś to opisać, ale nie martw się w życiu wszystko jest absolutnie poukładane, być może ta

choroba jest ci potrzebna po to żebyś nabrała odpowiedniego doświadczenia np żeby za niedługo wychować gromadkę

znerwicowanych, śliczniutkich dzieci :wink: Bo tak naprawde takie podchodzenie do sprawy jest nieuczciwe, pomyśl - przecież

to życie dostaliśmy na krechę, a wszystko co teraz wycierpisz "Ten Najwyższy" Ci nie zapomni, Twoja "przyjaciółka" dla

przykładu takiej szansy nie otrzymała :idea:. A nikt tego nie wie czy w piekle czasem nie choruje się na nerwicę :lol:

:lol: :lol: :lol: A tak na poważnie, jak zresztą pisałem wcześniej może to co przechodzisz ma służyć komuś jezcze na tym

świecie, może masz do spełnienia jakąś misję, a może dzięki temu poznasz swojego księciulka :wink: Pomyśl też jak dzięki temu

będziesz doceniać szczęście kiedy już do ciebie przyjdzie :twisted: . Podejście izy 23 lata też jest bardzo mądre. Zresztą...

nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, troche cierpliwości :wink: :wink: :wink:

Jeszcze tylko wam powiem, że

nie wszyscy moi przyjaciele wiedzą do końca co mi jest i wcale nie domagają się wyjaśnień z mojej strony. Za to asolutnie

akceptują mnie takim jakim jestem i wszystkie moje dziwactwa bez żadnych definicji i wydaje mi się że to jest najlepsze

rozwiązanie.

Swoją drogą czy dla tych waszych "przyjaciół" nerwica to taka ciężka do zaakceptowania sprawa :?: Sądzę

że gdybyście mieli jakieś stwardnienie rozsiane to może by mogła być :shock: Cicha wodo :wink: zdrowa osoba jeśli tylko chce

to bez problemu może pojąć że czasem boisz sie wsiąść do tramwaju. Punkt patrzenia wcale nie zależy od punktu

siedzenia, ale od sumienia
Offline
Posty
891
Dołączył(a)
04 gru 2005, 20:14

Avatar użytkownika
przez bibi 17 gru 2005, 00:05
u mnie wszyscy wszystko wiedzą. nawet w pracy. i mam we

wszystkich oparcie. w pracy jestem tylko na popołudnie, mogę dłużej pospać, wszyscy są na telefon gdyby coś się działo. JAKA

JESEM SZCZĘŚLIWA ŻE ICH WSZYSTKICH MAM!!!
dobrze jest, dobrze jest, dobrze jest , DOBRZE JEST!
Nikt nie jest bezużyteczny na świecie, jeśli pomaga w trudnościach komukolwiek innemu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1373
Dołączył(a)
17 paź 2005, 10:56
Lokalizacja
zgorzelec

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 27 gości

Przeskocz do