jak nie urok... (jak edukować ukochanych/e?)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

jak nie urok... (jak edukować ukochanych/e?)

przez Mary-Go-Round 16 lip 2012, 15:33
...to tornada (wydarzenia ubiegłego weekendu w płn. Polsce), wybuchający Wielki Zderzacz Hadronów, Teorie Spiskowe, spadające asteroidy, czarne dziury, rak, padaczka i borelioza. WSZYSTKIE te fobie (nie wiem czy fobie/lęki) po ponad 1,5 roku spokoju od nerwicy, dopadły mnie w przeciągu ostatnich 3 tygodni.
Najmniejsze czynniki (od wiadomości w TV, po "wesołe" anegdotki mojego Taty) wywołują lawinę myśli, długie godziny paranaukowego "research'u", płacz i zgrzytanie zębami. Duszę tę lęk cały dzień w sobie, aby w końcu wybuchnąć złością i smutkiem na Osobę mi najbliższą.
Fiksuję się na danym temacie tak bardzo, czytam o nim, analizuję, aż dochodzę do momentu kiedy jestem nim zwyczajnie zmęczona, nadchodzi kilka godzin-dni apatii / "spokoju" i znów wynajduję nowy temat.
(Mam nadzieję, że przybliżyłam mój stan)

I tu powstaje kolejny problem - mój Wybranek serca nie widział mnie jeszcze w takim stanie (jesteśmy razem od 12 miesięcy). Znosi to bardzo dzielnie i utrzymuje, że rozumie mnie etc. Sam jednak popełnia faux pas, które we mnie (przewrażliwionej) wywołują skutki odwrotne do zamierzonych, np. -Boję się, że wciągnie mnie czarna dziura!!! :( - Nawet jeśli coś takiego jest możliwe to i tak nic nie poczujesz. (badum tssss, mój szloch i krzyk, że "życie nie ma sensu w takim razie").

Ponawiam pytanie z tytułu : JAK EDUKOWAĆ OSOBY NAM NAJBLIŻSZE?

PS. szukałam podobnego wątku, niestety nie znalazłam - jeśli istnieje to mea culpa!
Pozdrawiam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
16 lip 2012, 14:53

jak nie urok... (jak edukować ukochanych/e?)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 16 lip 2012, 16:07
Mary-Go-Round, Witaj!

Myślę, że masz wysoki poziom lęku.
I może dobrym rozwiązaniem byłaby tu psychoterapia, ponieważ masz trudność dotyczącą straty, utraty, końca czegoś.
Myślę, że wynika to z nieświadomych, nieprzepracowanych, nieuświadomionych mechanizmów.
Leki na uspokojenie ...może tak, ale nie jako podstawowe leczenie moim zdaniem.

No i nie polecam czytania artykułów o w/w tematyce, skoro nie masz do nich dystansu na chwilę obecną.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

jak nie urok... (jak edukować ukochanych/e?)

przez Mary-Go-Round 16 lip 2012, 16:26
Dziękuję za odpowiedź :]
do psychoterapii właśnie wracam (jutro pierwsze spotkanie), mam jednak problem z doborem specjalisty - ostatnia psychoterapeutka mnie znudziła i wzbudzała we mnie większy lęk. Leki brałam przez 5 miesięcy (asentra), lecz chciałabym z pewnych względów obyć się bez farmakoterapii.

Piszesz, że mój poziom lęku jest wysoki - jest to dla mnie hmm.."zaskakujące" stwierdzenie, gdyż do tej pory myślałam, że mój DDA, marihuanowo- indukowany przypadek był w miarę zwyczajny (przynajmniej tak mi to przedstawiano). Dlatego też, bałam udać się do specjalisty, który mógłby uznać moje zaburzenia za zbyt lekkie, żebym nie mogła sobie z nimi poradzić. I jak do tej pory było wszystko ok -sesja na studiach zdana, pracuję, związek daje mi szczęście etc...

Czy myślisz, że obecność mojego partnera na sesji terapeutycznej byłaby dobrym pomysłem ? Może lepsze zrozumienie pomogłoby mu radzić sobie z "atakami"/nawrotami...?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
16 lip 2012, 14:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

jak nie urok... (jak edukować ukochanych/e?)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 16 lip 2012, 16:56
Mary-Go-Round, Myślę, że terapeuta nie wyrazi zgody na obecność drugiej osoby. To nie terapia par.
Jak widać, masz trudność dotyczącą separacji.
I to nie On powinien radzić sobie z Tobą podczas ataków, tylko Ty sama musisz chcieć nad nimi zapanować, zająć się samouspokajaniem. Myślę, ze to niepotrzebne zajmowanie partnera swoją osobą.
Powiem Ci, że mam doświadczenia i znam z autopsji ataki paniki, sama miewałam, wiem o co chodzi.
Nie wyobrażam sobie, żeby obciążać partnera.
Nie boisz się, że się przestraszy, zniechęci?
I tak sukces, że partner stara zrozumieć się w jakim jesteś stanie.
Twoją domeną powinno być uczęszczanie na sesje i znalezienie przyczyny tych stanów, a następnie akceptacja tego stanu rzeczy i uczenie się życia z nimi.
Nie znaczy to, że już do końca życia będziesz nimi obciążona.
Pracować nad swoimi zaburzeniami masz Ty, a chłopak, co najwyżej może sobie poczytać literaturę jak będzie chciał.
Ale to jest oczywiście moje zdanie. :D
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

jak nie urok... (jak edukować ukochanych/e?)

przez Mary-Go-Round 16 lip 2012, 17:05
Zgadzam się z Tobą, aczkolwiek nie, nie boję się że to go wystraszy - nasz związek jest nader "normalny" poza moimi wyskokami.
Po prostu staram się znaleźć jakiś sposób żeby mu to wszystko ułatwić - potrafię być strasznie złośliwa w okresach natężonej nerwicy, nie jestem w stanie się skupić na codziennym życiu...
Czy mogłabyś w takim razie podać tytuł jakiejś godnej polecenia publikacji dotyczącej nerwicy ?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
16 lip 2012, 14:53

jak nie urok... (jak edukować ukochanych/e?)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 16 lip 2012, 17:17
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

jak nie urok... (jak edukować ukochanych/e?)

przez Mary-Go-Round 16 lip 2012, 18:18
dzięki
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
16 lip 2012, 14:53

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 36 gości

Przeskocz do