Nerwica/postnerwica/derealizacja/whatever - zgłupiałem

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica/postnerwica/derealizacja/whatever - zgłupiałem

przez zjebnerwicowy 04 lip 2012, 21:18
Zasadniczo nie wiem, gdzie nawet napisać posta, ech założę temat, ew. mod to przeniesie tam, gdzie będzie to pasować.

Zasadniczo zastanawiam się nad obecną kondycją zdrowia psychicznego, nad faktem, czy w ogóle nerwicę mam (jeszcze) albo czy to też jakiś okres postnerwicowy (zmiany mogły wywalić mi postrzeganie świata do góry nogami) lub derealizację (zdaje się pasować, a innego wytłumaczenia nie mam) albo inne schorzenie (czas pokaże).

Dziś są moje 21 urodziny, jeszcze niemal 2 miesiące i zaliczę pierwszą rocznicę dolegliwości. Na dobrą sprawę nie dolega mi nic poważnego, obserwator z zewnątrz stwierdziłby, iż wymyślam, o ile nie posądziłby mnie o schizofrenię albo nie nazwał innym wariatem (u lekarza już od dawna nie byłem, ale próba opisanie pewnego schorzenia wywoływała podejrzane uśmieszki). Zasadniczo funkcjonuję normalnie, nie widzę żadnych odchyleń od zdolności fizycznych/umysłowych czy w relacjach towarzyskich w stosunku do tego, co było w latach normalnego życia. Nawet jak coś się pojawiało zastanawiającego łatwo było to skorygować albo przypomnieć sobie, iż takie rzeczy też się zdarzały (no dobra, jedyna aberracja to mimowolne popełnianie błędów ortograficznych, nie wiem skąd się to bierze, acz poprawiam na bieżąco pisząc też tego posta :) ). Teoretycznie jest po staremu, niby zdrowy jestem, niemal.

Stan swój pozwalam określać mianem post-nerwicowego:
- żadnych lęków, bólów główy, itd, itp (ostatnie notowane w końcu lutego), stąd nie wykazuję żadnych typowych objawów nerwicy
- pewnie osłabienie odporności psychicznej (tzn. popadanie w pseudolęki, z których potem muszę wychodzić [np. lęk przed połykaniem pokarmów], acz to już też jakby coraz mniej dokuczliwe; zwiększone podenerwowanie w sytuacjach, które zawsze były stresowe [występowanie objawów somatycznych o większym nasileniu niż kiedyś typu pocenie, latanie do toalety, drżenie rąk, itd])
- constans występujące dolegliwości natury somatycznej: (od stycznia drżenie rąk, od lutego śnieg optyczny) oraz jakieś okresowo przewijające się, które imitują np. refluks żółądkowy
- do rzeczy tych się przyzwyczaiłem, śnieg optyczny, jakieś tam kropki na niebie (leukocyty), drżące ręce itd, to w zasadzie już normalność, ani nie stresują, ani nie przeszkadzającą, czasem drażnią, gdy zacznę zbytnio się zastanawiać nad nimi

Dokucza mi jedna rzecz. Za cholerę nie wiem co to jest. Rozważam derealizację. Mianowicie:
- występuje od samego początku (wrzesień 2011), aczkolwiek z przerwami, kiedyś zwalałem to na karb czego innego, po analizie, zbytnie podobieństwo; obecnie począwszy od kwietnia cały czas, do tego silniejsze jak kiedyś, do pewnego momentu (połowa maja?) się nasilało
- czuję się jakbym był na bani, bardzo mi to przeszkadza; po wypiciu alkoholu jedynie co się zmienia to fakt, iż de facto mam problemy np. z równowagą, a nie że mi się wydaje;
- nasila się w pewnych miejscach (np. w marketach {nie każdych, kpina?]), trochę inaczej działa w różnych regionach Polski (nasilenie na Pomorzu, słabsze w Małopolsce), do tego w różnych dniach też rózne nasilenie (dni upalne, słoneczne - mniej; pochmurne, deszczowe o ponurej atmosferze - bardziej)
- bardziej dokucza na dworzu, jak w domu
- wysiłek fizyczny ma wpływ (w trakcie zazwyczaj problemu nie ma, w fazie spoczynku nasilenie, wręcz czasem klatkowanie obrazu)
- aspekt somatyczny: zwykle kłucie na przodzie oka; w skrajnych wypadach nudności
- aspekt wizualny: wyostrzenie obrazu, rzeczy na tle innych wydają się być jakby zbyt wyostrzone, jakby bardziej trójwymiarowe niż są (do tego czasem załącza się taki efekt wczesnego HDRa, niby bardziej świecą/błyszczą niż powinny [tylko przy określonej pogodzie], do tego drażnią mój zmysł wzroku rzeczy typu: linie między kostkami pol-bruku, paski na swetrach, pręty w młotach metalowych i inne systematycznie ułożone rzeczy w liniach [np. podstawki pod talerze z cienkiego bambusa]; czasem bardziej, czasem mniej), obok tego wrażenie jakby lekkiego wirowania, czy drżenia obrazu (głównie jak idę szybko, pochylam głowę w dół i patrzę na mijany grunt)

Jakieś idee z czym mogę się borykać? Cholernie mi to przeszkadza, trudno tu znaleźć wytłumaczenie. A ile można to wytrzymywać (póki co ponad 2 miesiące)?
Moja walka. Z nerwicą. Nie uznaję kompromisu. Na polu bitwy w starciu o czystość mojego umysłu może zwyciężyć tylko jedna strona, druga musi zostać całkowicie zmiażdżona. Wiem, że wygram. Absolutne unicestwienie nerwicy, oto cel do którego dążę:

http://www.youtube.com/watch?v=6qG1sZhO74A
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
06 lut 2012, 21:16

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 29 gości

Przeskocz do