Związki

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Związki

przez nextMatii 06 lut 2012, 11:45
W pewnym sensie lubie swoja samotnie....nie mam sily wciaz sie rozczarowywac....bo kogos przerasta bycie ze mna.....po co sie ludzic?czy w zwiazku nie czujemy sie samotni?no wlasnie..nie gwarantuje nam on niczego....
Jednak takze uwazam,ze samemu nie jest dobrze,ze powinnismy szukac chcec milosci...
Tyle,ze akurat mnie to nie dotyczy
nextMatii
Offline

Związki

Avatar użytkownika
przez amelia83 06 lut 2012, 11:56
zawsze rodzimy się i umrzemy sami, jestesmy pojedynczą jednostką, która jak wiadomo gorzej radzi sobie w pojedynkę, nie jesteśmy stworzeni do samoistnienia do samotni.
też często uciekłąbym przed całym światem ale tak się nie da, tu i teraz, tak jak żyjemy zależy tylko od nas :smile:
'Jeśli nie umiesz latać, biegnij. Jeśli nie umiesz biegać, chodz. Jeśli nie umiesz chodzić czołgaj się. Ale bez względu na wszystko- Posuwaj się naprzód '
M. Luther King

'jak o mnie ktoś zapyta powiedzcie mu że znikam, za równoległym światem, gdzie liczby nie są ważne'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13390
Dołączył(a)
17 mar 2011, 16:01
Lokalizacja
daleko czasem blisko

Związki

przez nextMatii 06 lut 2012, 12:06
Oczywiście,że od nas tyle ze po co sie oszukiwac,lub zyc w iluzorycznym swiecie złudzen ,ze druga osoba wypelni nasza samotnie?
Za zludzenia płaci sie rzeczywistościa.......
nextMatii
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Związki

przez shinobi 06 lut 2012, 14:06
nextMatii napisał(a):Oczywiście,że od nas tyle ze po co sie oszukiwac,lub zyc w iluzorycznym swiecie złudzen ,ze druga osoba wypelni nasza samotnie?
Za zludzenia płaci sie rzeczywistościa.......


:great:
Offline
Posty
2481
Dołączył(a)
31 lip 2011, 22:09

Związki

Avatar użytkownika
przez halenore 06 lut 2012, 14:13
Związki...chyba chemiczne...
My mother said to get things done.
You'd better not mess with Major Tom...
Avatar użytkownika
Offline
Natręt Gramatyczny
Posty
4811
Dołączył(a)
12 kwi 2010, 21:32

Związki

przez shinobi 06 lut 2012, 14:19
Chemiczne są mniej toksyczne.
Offline
Posty
2481
Dołączył(a)
31 lip 2011, 22:09

Związki

Avatar użytkownika
przez halenore 06 lut 2012, 14:37
Proponuję polską mieszankę koktajlową: polon + rad. :twisted:
My mother said to get things done.
You'd better not mess with Major Tom...
Avatar użytkownika
Offline
Natręt Gramatyczny
Posty
4811
Dołączył(a)
12 kwi 2010, 21:32

Związki

przez alan22 29 lut 2012, 18:57
Witam wszystkich dawno nie pisałem tutaj ale jestem już tu od przynajmniej półtora roku.
Wtedy właśnie poznałem pewną piękną kobietę w której się bardzo szybko zakochałem niestety zrobiły się problemy bo ona jest chora na to samo co ja czyli nerwice lękową i obaj jesteśmy po przeżyciach(w młodości) nigdy we związku nie byliśmy:D.Więc jakoś tak dziwnie nam ten kontakt szedł ona mnie widzi negatywnie także mnie nie lubi a to jest normalne przy tej chorobie.Jenak u mnie jest odwrotnie ja ją uwielbiam i dobrze się przy niej czuję.Poza tym ona nie wie że jest na to chora i zastanawiałem się czy oraz jak mam jej o tym powiedzieć i jak zareaguje zastanawiam się również czy mogli byśmy być ze sobą razem bo jej obecny partner wywołuje u niej poczucie bezpieczeństwa więc jest ciężko go przebić.Może ktoś mi da jakąś cenną poradę typu "Idź na całość":D
Ostatnio edytowano 29 lut 2012, 19:03 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: z uwagi na tematykę połączono z powyższym wątkiem
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
27 sie 2010, 14:17

Związki

przez KrzysioPysio 01 mar 2012, 11:19
Ile ja nad tym myślałem i analizowałem, próbowałem. I nic !!!!! :roll: Kiedyś byłem wkurzony teraz nie a wręcz jestem bardzo radosny i szczęśliwy w końcu bycie siglem to w dzieiejszych czasach powód do dumy i oznaka silnego człowieka(tak sobie tłumaczę). Tak sobie ułożyłem życie i wizję, że mogę ale nie muszę mieć nikogo bliskiego. Z drugiej strony nigdy nie byłem w związku więc nie wiem co to znaczy to szczęście - podobno czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
14 lut 2012, 21:38

Związki

przez martas.1978 01 mar 2012, 11:49
Jack18 napisał(a):
Ale bycie samotnym człowiekiem pogłębia wszystkie złe nastroje nie pozwala przeżywać szczęścia jakie daje bycie z drugą osobą ,radości z dzieci życia rodzinnego pewnego spełnienia się człowieka.
Na terapii psychiatra i terapeutka w jednej osobie powiedziała mi ,, nich się pan zastanowi nad swoją samotnością '' .
Ja w każdą niedziele mam doła jak widzę rodziny z dziećmi na zakupach czy spacerach i zazdroszczę im tego .
Człowiek nie jest stworzony do bycia samotnym .

Ladywind:
Jak widze małżeństwa z dziećmi to też im zazdroszczę, ale jak pomyślę że miałabym mieć dzieci ze swoimi skłonnościami do nerwicy i depresji to ciężko to widze. A jeszcze jakby mąż miał wszystko w czterech literach i musiałabym tylko ja robić przy dzieciach mając np. nawrót choroby to nie wiem jakbym się z tym uporała. Teraz nie mając takiej odpowiedzialności za kogoś ciężko sobie radzę a co dopiero jeśli ma się pod swoimi skrzydłami człowieka, którego trzeba wychować i otoczyć opieką.


No własnie Ladywind, ja mam bardzo podobnie do opisanej przez Ciebie wizji. Otóż moja nerwica ujawniła się już w trakcie małżeństwa i jak już było dziecko na świecie. Jest mi tak przeokropnie ciężko, szczególnie kiedy mam ataki, że szok. Mojego męża całymi dniami nie ma w domu bo pracuje na dwa etaty, cały dom jest na mojej głowie , a oprócz tego ja też pracuję. Moje słoneczko chodzi do czwartej klasy podstawówki, więc lekcji jest nie mało do odrabiania i to też na mojej głowie. Myślę że w normalnej sytuacji nie byłoby w tym nic niepokojącego dla mnie, ale ta choroba to masakra. Ja czasami nawet jak mam obiad ugotować to jest dla mnie problem, pojawiają sie jakieś lęki nie wiadomo czemu. Najgorzej jak od samego rana mnie zaczynają nachodzić wtedy to już cały dzień spieprzony. A od zeszłego roku od sierpnia nie mogę dojść ze sobą do ładu i składu. Mam straszne dolegliwości żołądkowo-jelitowe, bardzo schudłam, mimo że jem sporo. Boję się że coś mi dolega poważnego może rak?, ale przede wszystkim boję się o moją córcię, jak to będzie gdy ja odejdę na zawsze. jak oni dadzą sobie radę beze mnie? Dlatego z perspektywy czasu stwierdzam, że gdyby ta choroba pojawiła sie przed urodzeniem dziecka, to napewno podjęła bym decyzję o byciu sama. Nie pakowała bym się w żaden związek.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
24 lut 2012, 10:13

Związki

przez KrzysioPysio 01 mar 2012, 12:40
No właśnie - ja po kilku jeśli nie kilkunastu nawrotach choroby +fobii społecznej zawsze muszę mieć jakąś furtkę -czy to w pracy czy w szkole ...nie mówiąc o znajomościach stąd też wiem, że związek lub co więcej rodzina i dzieci to odpowiedzialność, że to nie dla mnie. Bo z tego odwrotu już nie ma. CZasem patrzę na tych lekkomyślnych ludzi co się niczym nie przejmują i im też zazdroszczę - chociaż szczerze to coraz mniej( po osotaniej wizycie u znajomych co mają małe dziecko raczej mi się to średnio podoba).

Wiem, że są momenty kiedy chcę być sam - albo nawet muszę i "napraszanie" sie bliskich i rodziców raczej jest dla mnie wkurzające ...

Wiem też, że wyjścia, zabawy, spotkania w większym gronie czyli takie obowiązki towarzyskie, któe dla innych są przyjemnością a nawet spędzanie wspólne czasu było by dla mnie udręką stąd pewnie też i nieświadomie wykręcam się od relacji z kobietami.

Wiem, że moja osoba(praca, hobby, posiłki) zajmuje mój czas w 100% już nawet nie mam czasu na spotkania ze znajomymi ...więc nie mam też czasu na związki.

Kiedyś też się zastanawiałem nad związkiem z osobą też nazwijmy to "wrażliwą" ale ja jako ten co generalizuje stwierdziłem, że to by była patologia - nie dość, że ze sobą nie zawsze jest mi łatwo to jeszcze podrzymywanie drugiej osoby było by cholernie ciężkie jeśli w niektórych momentach życia w ogóle możliwe. Więc wybieram mniejsze zło ...jak iść na dno to samemu a nie ciągnąć jeszcze kogoś.

Jedyne wyjścia, które brałem pod uwagę:

1. W przyszłości dalekiej samotnie adoptuje dziecko albo rodzeństwo- może być już "lekko" odchowane :). Ew. ponieważ pewnie będę mieszkal za granicą (oczywiście ja to odwlekam) to będę zapraszał dzieci moich kuzynów na wakacje i takim sposobem mogę mieć namiastkę rodzicielstwa.

2. Poznam jakąś lekarkę albo psycholożkę ;), która zrozumie a i będzie chciała się zmagać z moją życiową niepełnosprawnością w niektórych momentach życia :(
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
14 lut 2012, 21:38

Związki

przez nextMatii 01 mar 2012, 13:46
KrzysioPysio co za rozsądny,dokładnie obmyślany plan życiowy...z doswiadczenia wiem,ze różnie bywa z realizacją tych planów....ale Powodzenia zycze..
nextMatii
Offline

Związki

Avatar użytkownika
przez rixaa 19 mar 2012, 01:01
Witam mam 19 lat, na nerwice lękową "choruje" już sporo czasu (duszności, kołatanie serca, ataki paniki, lęk przed smiercia , lek przed zwariowaniem).. zaczęło się już w gimnazjum.. wiadomo były lepsze i gorsze okresy , aktualnie jestem juz prawie rok na Asentrze widze lekką poprawę .. ale jednak jeszcze mam takie blokady ..

Chodzi o to, że mam chłopaka ma 23 lata.. kocham go, on wie ze jestem "chora" i naprawde stara się mnie wspierac.. problem w tym, że on mieszka i pracuje w angli.. przyjezdza praktycznie co miesiac na pare dni.. ale widomo, z biegiem czasu robi sie malo.. ja w maju zdaje mature i planowalismy zebym wyjechala do niego na studia.. sęk w tym, że bardzo sie boje tego wyjazdu.. nie chcialabym tez robic mu klopotu atakami paniki (choc juz rzadko je miewam) i boje sie tego ze sobie nie poradze.. Chociaz wiem ze to byloby najlepsze wyjscie .. może jak wyrwalabym sie z domu i od rodziny ktora mnie przytlacza (prawde mowiac nie wierza we mnie..) to byloby mi lepiej. Wiem, ze moj chlopak tu nie przyjedzie, bo nie znajdzie tu pracy .. chociaz jesli nie mialby innego wyjscia to by przyjechal.. ale nie chce mu zabierac pracy .. i wogole , bardzo bym chciala jechac do niego .. chce byc blisko , on tez.. wiem ze to ten.. eh :( co powinnam zrobic?
Ostatnio edytowano 19 mar 2012, 13:12 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z uwagi na tematykę
"Ale człowiek ta­ki już jest.Zastępu­je strachem większą część swoich emocji. "
"Co spra­wia, że człowiek zaczy­na niena­widzić sam siebie? Może tchórzos­two. Al­bo nieodłączny strach przed po­pełnianiem błędów, przed ro­bieniem nie te­go, cze­go in­ni oczekują."
P.Coelho
Avatar użytkownika
Offline
Posty
145
Dołączył(a)
19 mar 2012, 00:54
Lokalizacja
UK

Związki

przez martini1290 19 mar 2012, 01:40
A chodzisz do psychologa? Wiesz, miałam podobną sytuację, bo miałam lecieć do Irlandii na ślub znajomych z chłopakiem. Nie wyobrażałam sobie tego , ponieważ moje ataki są tak silne i tak panicznie boję się np że mogłabym dostać ataku w samolocie że aż mnie ciarki przeszły na samą myśl o tym. Ja do psychologa jeszcze się nie wybrałam, ale planuje się przełamać i iść bo tak się żyć nie da ... Co do Twoich ataków, to niewiem na ile są one silne, jeśli nie czujesz się na siłach żeby jechać to nie jedź. Doskonale Cię rozumiem ponieważ przechodzę to samo, a każdy taki "atak" mam praktycznie zaraz po wyjściu z domu ;(( Muszę z tym żyć, ale wydaje mi się, że już mam chore serce od tej ***** Nerwicy!!!!
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
28 gru 2011, 21:55

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 34 gości

Przeskocz do