Moja historia i prośba o informacje

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Moja historia i prośba o informacje

przez gusior 24 sty 2012, 22:20
Witam,
Komu się chce czytać jak wyglądały moje perypetie z atakami paniki to proszę bardzo, zachęcam do lektury :D Kto nie ma czasu czytać tego wszystkiego może od razu przejść do końcówki postu, do sedna sprawy. Post ten jest przedstawieniem mojej historii, ale także i prośbą o pomoc, o informację.
Mam 21 lat, walczę z atakami paniki półtorej roku. Wszystko zaczęło się na wakacjach 2010 roku, idąc ulicą dostałem pierwszego mocnego ataku wprowadzającego kompletny chaos. Najbardziej było widoczne kołatanie serca. Przez koszulkę widziałem jak wali, jak próbuje rozsadzić mi klatkę piersiową. Wylądowałem na SORze, powiedziano mi, że nic mi nie jest. Wróciłem do domu. Dwa dni później wyszedłem no i musiałem zawrócić po przejściu 200 metrów. Przyczyny można się domyślić. Kompletnie nie wiedziałem co mi jest, poszedłem do znajomego dobrego lekarza, on zrobił mi sporo badań, spirometrię (jestem astmatykiem) i EKG. EKG wiadomo, OK, serce sprawne w 200% :) Spirometria wyszła nieco słaba, zatem uznaliśmy, że to zaostrzenie astmy połączone z lekką nerwicą. Zacząłem konkretne leczenie pod tym kątem, dodatkowo zlecono mi abym brał leki ziołowe na uspokojenie, pił dużo melisy itp. Tak robiłem, po wakacjach wróciłem na studia, trochę się poprawiło. No ale od początku grudnia znowu wszystko zaczęło się walić. Mój stan szybko się pogarszał. Bałem się podróży pociągiem (nie studiuję w miejscu zamieszkania), kilka z nich było dla mnie istnym koszmarem ;) Wszystko kompletnie się zawaliło po dla mnie bardzo traumatycznym przeżyciu, po przedwczesnej śmierci mojego psa. To było na początku stycznia. Potem miałem okres, że przez kilka dni codziennie dostawałem mocnych ataków, opuszczałem zajęcia, wracałem z drogi na uczelnię. Warto zauważyć, ze wciąż nie wiedziałem co mnie tak naprawdę dręczy. Postanowiłem przerwać studia, nie było sensu się męczyć, wróciłem do domu i znowu poszedłem do lekarza. Tym razem zrobiłem więcej szczegółowych badań, które nic nie wykazały. Nie wiedziałem co z tym zrobić, byłem na krótkiej wizycie u psychiatry. Spytałem go o radę, on odpowiedział, żeby ćwiczyć wychodzenie z domu i całą resztę, ogólnie ćwiczyć życie. Postanowiłem tak robić. Studia i sesja ( :) ) przestały być moim zmartwieniem, więc pomyślałem, że wyjdę z tego sam, bez pomocy psychologów itp. Początkowo było naprawdę ciężko, ale z czasem się poprawiało. Na wakacje pojawiła się możliwość wyjazdu do luźnej pracy w ogrodzie z Szkocji. Czułem się już na tyle pewnie, że skorzystałem, szczególnie, że nie poleciałem tam sam, tylko ze starszym bratem. Tam było świetnie, prawie całkowicie zapomniałem o tym co mi się działo. Dokładnie po miesiącu pobytu w Szkocji trochę się przeziębiłem, długo trzymała mnie podwyższona temperatura, po kilku dniach takiego leżenia w łóżku i kurowania się, siedząc wieczorem w chatce dostałem mocnego ataku paniki, takiego jak pierwszy, który miał miejsce dokładnie rok wcześniej. Mimo, że to była godzina 22 poszliśmy z bratem do ludzi, u których pracowaliśmy i mieszkaliśmy, ci (jako że są świetnymi ludźmi :) ) bez wahania postanowili zawieźć mnie do lekarza. No i tu nastąpił, można powiedzieć, przełom. Nieduży, ale jednak. Miałem takie szczęście, że trafiłem na lekarza, który znał się na rzeczy i miał już z czymś takim styczność. Powiedział mi, że to był atak paniki. No i zostałem oświecony, wyszukałem na ten temat masę informacji w internecie, zrozumiałem co mi dolega. Wróciłem do Polski, zacząłem stosować się do rad innych ludzi siedzących w temacie, wróciłem na studia (zaocznie), daję sobie jakoś radę. Raz jest lepiej, raz gorzej. Mam takie okresy, kilkanaście dni jest w miarę OK, potem się to zmienia, pojawia się lekka depresja, trudniej panować mi nad emocjami i myślami. Przyznam, że od wakacji nie miałem tak mocnego ataku. Jakoś daję sobie z tym radę. Staram się robić jak najwięcej rzeczy, które mnie odprężają. Rozwijam swoją pasję, coś co kocham, czyli grę na gitarze, ogólnie interesuję się akustyką, pod tym właśnie kątem studiuję.
Głównym problemem jest to, że żyję w ciągłym strachu, totalnym napięciu. Niby nie myślę o przyszłości, ale czuję jakbym cały czas na głowie nosił fortepian. Czytałem niedawno wywiad z neurologiem z Włoch (artykuł w dodatku do GW) o atakach paniki. Z niego sporo się dowiedziałem. Uznałem, że muszę iść do lekarza - neurologa lub psychiatry. Jednak zwlekałem z tym, przekonywałem się, że dam sobie radę sam, że wyjdę z tego całkowicie. No ale nie udaje mi się. Jestem cierpliwy, gra na gitarze tego mnie nauczyła (kto gra na jakimś instrumencie to prawdopodobnie wie o co chodzi :) ). Wiem, że aby widzieć efekty potrzeba sporo czasu. Postanowiłem w końcu zebrać się w sobie i po prostu znaleźć jakiegoś lekarza, który ma pojęcie o leczeniu ataków paniki. Bardzo chcę z tego wyjść, strasznie ciężko żyje mi się z tą presją, nie potrafię sam się jej pozbyć. W końcu pewnie by mi się udało. Zajęłoby to pewnie kilka lat, nie mam jednak tyle czasu. Póki jestem młody to chcę żyć pełnią życia, nie chcę dłużej sam siebie ograniczać.

W tym momencie pojawia się moja ogromna prośba do Was, drodzy forumowicze. Poszukuję lekarza (neurolog bądź psychiatra), który zna się na rzeczy, ma jakieś doświadczenie w leczeniu ataków paniki. Psycholog czy psychoterapeuta nie wchodzi w grę (odwiedziłem już dwóch różnych).
Proszę Was o informację, o namiary na takich lekarzy w Krakowie. Może to też być Tarnów czy Rzeszów (także miasta pośrednie).

Będę ogromnie wdzięczny za każdą pomoc.

pozdrawiam,
Krzysiek :)

-- 25 sty 2012, 18:46 --

naprawdę nikt? Nikt nie korzystał z pomocy psychiatry w Krakowie albo nie wie o kimś dobrym?

Przyznam, że samemu, bez znajomości ciężko znaleźć sprawdzonego lekarza, dlatego tutaj postanowiłem napisać.
W ogóle coś mało wyświetleń. Może źle nazwałem temat, odstraszyłem na starcie, że będę przynudzał, smucił i użalał się nad sobą :D No, ale poza przynudzaniem nie ma w tyn nic innego :)
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
24 sty 2012, 21:36
Lokalizacja
Dębica/Kraków

Moja historia i prośba o informacje

przez bellabella 26 lut 2012, 21:42
gusior napisał(a):Witam,
Komu się chce czytać jak wyglądały moje perypetie z atakami paniki to proszę bardzo, zachęcam do lektury :D Kto nie ma czasu czytać tego wszystkiego może od razu przejść do końcówki postu, do sedna sprawy. Post ten jest przedstawieniem mojej historii, ale także i prośbą o pomoc, o informację.
Mam 21 lat, walczę z atakami paniki półtorej roku. Wszystko zaczęło się na wakacjach 2010 roku, idąc ulicą dostałem pierwszego mocnego ataku wprowadzającego kompletny chaos. Najbardziej było widoczne kołatanie serca. Przez koszulkę widziałem jak wali, jak próbuje rozsadzić mi klatkę piersiową. Wylądowałem na SORze, powiedziano mi, że nic mi nie jest. Wróciłem do domu. Dwa dni później wyszedłem no i musiałem zawrócić po przejściu 200 metrów. Przyczyny można się domyślić. Kompletnie nie wiedziałem co mi jest, poszedłem do znajomego dobrego lekarza, on zrobił mi sporo badań, spirometrię (jestem astmatykiem) i EKG. EKG wiadomo, OK, serce sprawne w 200% :) Spirometria wyszła nieco słaba, zatem uznaliśmy, że to zaostrzenie astmy połączone z lekką nerwicą. Zacząłem konkretne leczenie pod tym kątem, dodatkowo zlecono mi abym brał leki ziołowe na uspokojenie, pił dużo melisy itp. Tak robiłem, po wakacjach wróciłem na studia, trochę się poprawiło. No ale od początku grudnia znowu wszystko zaczęło się walić. Mój stan szybko się pogarszał. Bałem się podróży pociągiem (nie studiuję w miejscu zamieszkania), kilka z nich było dla mnie istnym koszmarem ;) Wszystko kompletnie się zawaliło po dla mnie bardzo traumatycznym przeżyciu, po przedwczesnej śmierci mojego psa. To było na początku stycznia. Potem miałem okres, że przez kilka dni codziennie dostawałem mocnych ataków, opuszczałem zajęcia, wracałem z drogi na uczelnię. Warto zauważyć, ze wciąż nie wiedziałem co mnie tak naprawdę dręczy. Postanowiłem przerwać studia, nie było sensu się męczyć, wróciłem do domu i znowu poszedłem do lekarza. Tym razem zrobiłem więcej szczegółowych badań, które nic nie wykazały. Nie wiedziałem co z tym zrobić, byłem na krótkiej wizycie u psychiatry. Spytałem go o radę, on odpowiedział, żeby ćwiczyć wychodzenie z domu i całą resztę, ogólnie ćwiczyć życie. Postanowiłem tak robić. Studia i sesja ( :) ) przestały być moim zmartwieniem, więc pomyślałem, że wyjdę z tego sam, bez pomocy psychologów itp. Początkowo było naprawdę ciężko, ale z czasem się poprawiało. Na wakacje pojawiła się możliwość wyjazdu do luźnej pracy w ogrodzie z Szkocji. Czułem się już na tyle pewnie, że skorzystałem, szczególnie, że nie poleciałem tam sam, tylko ze starszym bratem. Tam było świetnie, prawie całkowicie zapomniałem o tym co mi się działo. Dokładnie po miesiącu pobytu w Szkocji trochę się przeziębiłem, długo trzymała mnie podwyższona temperatura, po kilku dniach takiego leżenia w łóżku i kurowania się, siedząc wieczorem w chatce dostałem mocnego ataku paniki, takiego jak pierwszy, który miał miejsce dokładnie rok wcześniej. Mimo, że to była godzina 22 poszliśmy z bratem do ludzi, u których pracowaliśmy i mieszkaliśmy, ci (jako że są świetnymi ludźmi :) ) bez wahania postanowili zawieźć mnie do lekarza. No i tu nastąpił, można powiedzieć, przełom. Nieduży, ale jednak. Miałem takie szczęście, że trafiłem na lekarza, który znał się na rzeczy i miał już z czymś takim styczność. Powiedział mi, że to był atak paniki. No i zostałem oświecony, wyszukałem na ten temat masę informacji w internecie, zrozumiałem co mi dolega. Wróciłem do Polski, zacząłem stosować się do rad innych ludzi siedzących w temacie, wróciłem na studia (zaocznie), daję sobie jakoś radę. Raz jest lepiej, raz gorzej. Mam takie okresy, kilkanaście dni jest w miarę OK, potem się to zmienia, pojawia się lekka depresja, trudniej panować mi nad emocjami i myślami. Przyznam, że od wakacji nie miałem tak mocnego ataku. Jakoś daję sobie z tym radę. Staram się robić jak najwięcej rzeczy, które mnie odprężają. Rozwijam swoją pasję, coś co kocham, czyli grę na gitarze, ogólnie interesuję się akustyką, pod tym właśnie kątem studiuję.
Głównym problemem jest to, że żyję w ciągłym strachu, totalnym napięciu. Niby nie myślę o przyszłości, ale czuję jakbym cały czas na głowie nosił fortepian. Czytałem niedawno wywiad z neurologiem z Włoch (artykuł w dodatku do GW) o atakach paniki. Z niego sporo się dowiedziałem. Uznałem, że muszę iść do lekarza - neurologa lub psychiatry. Jednak zwlekałem z tym, przekonywałem się, że dam sobie radę sam, że wyjdę z tego całkowicie. No ale nie udaje mi się. Jestem cierpliwy, gra na gitarze tego mnie nauczyła (kto gra na jakimś instrumencie to prawdopodobnie wie o co chodzi :) ). Wiem, że aby widzieć efekty potrzeba sporo czasu. Postanowiłem w końcu zebrać się w sobie i po prostu znaleźć jakiegoś lekarza, który ma pojęcie o leczeniu ataków paniki. Bardzo chcę z tego wyjść, strasznie ciężko żyje mi się z tą presją, nie potrafię sam się jej pozbyć. W końcu pewnie by mi się udało. Zajęłoby to pewnie kilka lat, nie mam jednak tyle czasu. Póki jestem młody to chcę żyć pełnią życia, nie chcę dłużej sam siebie ograniczać.

W tym momencie pojawia się moja ogromna prośba do Was, drodzy forumowicze. Poszukuję lekarza (neurolog bądź psychiatra), który zna się na rzeczy, ma jakieś doświadczenie w leczeniu ataków paniki. Psycholog czy psychoterapeuta nie wchodzi w grę (odwiedziłem już dwóch różnych).
Proszę Was o informację, o namiary na takich lekarzy w Krakowie. Może to też być Tarnów czy Rzeszów (także miasta pośrednie).

Będę ogromnie wdzięczny za każdą pomoc.

pozdrawiam,
Krzysiek :)

-- 25 sty 2012, 18:46 --

naprawdę nikt? Nikt nie korzystał z pomocy psychiatry w Krakowie albo nie wie o kimś dobrym?

Przyznam, że samemu, bez znajomości ciężko znaleźć sprawdzonego lekarza, dlatego tutaj postanowiłem napisać.
W ogóle coś mało wyświetleń. Może źle nazwałem temat, odstraszyłem na starcie, że będę przynudzał, smucił i użalał się nad sobą :D No, ale poza przynudzaniem nie ma w tyn nic innego :)


Bardzo polecam Marcina Bardela, psychiatrę który przyjmuje w Tarnowie, naprzeciwko Zusu (w tym samym budynku co fryzjer i chyba apteka). Tam również przyjmuje Beata Staszewska, również dobry psychiatra. Nie wiem czemu nikt się nie udziela w tym wątku, chyba wszyscy mają depresję.. (podobnie jak i ja..)
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
27 wrz 2011, 09:26

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do