Lęk przed wyjściem z domu...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Lęk przed wyjściem z domu...

przez Joaśka 07 gru 2011, 10:21
To nie banały. Może brzmi prosto, ale wszystko, co mówisz jest prawdą. Problem w tym, że czasami nawet nie ma siły na to, żeby coś sobie wytłumaczyć, bo łatwiej przecież się poddać, nie wyjść kolejny dzień z domu, czuć się przez moment spokojnie. Ja odnoszę ostatnio wrażenie, że potrafię być szczęśliwa jedynie wtedy, kiedy wyobrażam sobie swoją przyszłość. Rzucam studia, marzę o pracy i stwierdzam, że to świetna opcja. Idę do pracy, dochodzę do wniosku, że nie mogę się doczekać ponownego rozpoczęcia studiów. Rzucam pracę, zaczynam studia, idzie dobrze, ale nie są wymarzone, więc kombinuję ponownie. Może praca? Nie wiem już, co mam robić. Wpojono mi od dziecka, że studiować trzeba, czuję presję, która mnie powstrzymuje od ucieczki. A ucieczka to jedyny sposób, jaki znam. Mimo, że nie rozwiązuje niczego. Wstaję rano, nawet docieram na uczelnię, ale z niewiadomych przyczyn nie jestem w stanie tam zostać. Wracam ze łzami w oczach i znów jestem w tym samym miejscu. A było przecież dobrze przez parę lat. Cholera!
Lepiej umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach.
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
06 gru 2011, 12:56

Lęk przed wyjściem z domu...

przez kobieta28 08 gru 2011, 19:52
Joasiu, ja też tak miałam nadal mam, że nie wiem do końca co zrobić ze swoim życiem...tak jak u Ciebie mnie również wpojono, że studia to normalny etap nauczania....nie było innej opcji...tyle, że ja zaczęłam chorować dopiero w połowie czwartego roku, a więc miałam z górki, a wcześniej podobało mi się na studiach:) wiesz co nie zadręczaj się tym, że nie wiesz co chcesz robić... wiele osób tak ma, daj sobie troszkę, bądź troszkę więcej czasu, nie przejmuj się tym, że czasem nie dasz rady wejść na uczelnię, to nic takiego, wejdziesz jutro, nie zmuszaj się do niczego i daj sobie czas:) trzymam kciuki za Ciebie:)
Offline
Posty
63
Dołączył(a)
16 cze 2011, 10:22

Lęk przed wyjściem z domu...

przez Joaśka 08 gru 2011, 23:51
Przede wszystkim dziękuję za Twoją odpowiedź i zainteresowanie. Problem w tym, że nie chodząc na zajęcia za każdym razem, kiedy "coś" mi na to nie pozwala, stwarzam sobie problemy.. Rozumiesz, nie mam żadnych usprawiedliwień, więc nie wiem, czy zostanę dopuszczona do egzaminów przez prowadzących ćwiczenia. Kurczę, być może użalam się nad sobą, ale to dość często jest silniejsze ode mnie. Momentami jest wspaniale, wszystko dobrze, widzę rozwiązania problemów, ale chwila przerażenia, smutku, łez przekreśla wszystko, bo zdaje mi się, że wraca najgorszy okres w moim życiu, kiedy nawet z domu nie byłam w stanie wyjść. Nie wiem, może nie powinnam myślami wracać do tamtej sytuacji i porównywać. Tak naprawdę przecież wiem, że powinnam przedyskutować jeszcze moje dzieciństwo etc. Ale czy mam na to siłę? Wiem, że mi nie odpowiesz i wiem, że wizyta u psychologa wymaga odwagi, ale mój problem tkwi chyba w tym, że ja nie do końca wierzę w normalne życie, będąc w mojej sytuacji i mając te konkretne doświadczenia, wspomnienia, bla bla. Trzeba siły i determinacji, żeby stawić czoła tym problemom, sobie, a skąd kurczę wziąć siłę i determinację, gdy nie zależy? Przecież w kryzysowych momentach właśnie nie zależy. Nie wiem, czy to, co teraz mnie dotyczy jest depresją czy nerwicą, ale wiem, że jedno i drugie nie polega na tym, że człowiek nie potrafi dostrzec piękna tego świata. Problem w tym, że to piękno widzi, ale nie wie, co z nim zrobić, nie zależy mu na nim. Bo ja widzę piękno, w niebie, w dziecku, które się do mnie uśmiecha, w pocałunku bliskiej osoby. Tyle tylko, że są dni, kiedy nawet na tym mi nie zależy, bo zdaję sobie sprawę, że prócz tego, istnieje też ogromne paskudztwo dookoła, z którym chcąc nie chcąc, trzeba będzie się zmierzyć.
Lepiej umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach.
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
06 gru 2011, 12:56

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Lęk przed wyjściem z domu...

przez kobieta28 13 gru 2011, 21:44
Niezależnie od tego czy ktoś cierpi na nerwicę czy nie, są lepsze i gorsze dni, więc na twoim miejscu w chwialach smutku, płaczu nie przypisywałabym wszystkiego nerwicy. to normalne, że raz się smiejemy, a raz jest namm gorzej i w takich chwilach chyba nie warto łączyć tego z nawrotem nerwicy, ja sobie mówie: mam spadek formy i na tym koniec mojego myślenia w tym temacie...wiem to trudne, a czasem niemożliwe, więc gdy przychodzą czarne myśli, pozwalam im być i myśle sobie to tylko myśli a ich nie muszę się bać nie ma żadnego, absolutnie żadnego realnego zagrożenia.
bądź dla siebie łagodniejsza... nie obwiniaj się za to, że nie idziesz na zajęcia, nie dręcz się.. najwyżej powtórzysz rok i świat się nie zawali;) też miałam problemy w liceum, nie bede wnikać, a potem wszystko się ułożyło i skończyłam dzienne studia:)

wiesz ja ostatnio przyjęłam taka technikę i też bardzo mi pomaga: jestem w miejscu, gdzie jest dużo ludzi itd. pojawia się atak: napływ gorąca, bicie serca, ucieczka... myślę wtedy: kochana moja zastanów się czy chcesz wyjść czy tu zostać, jeśli chces wyjść to wyjdź, nie ma żadnego problemu, możesz to zrobić w każdej chwili.. zazwyczaj ludzie z nl mają coś takieo, że bardzo chcą zostać i bardzo chą uciekać a te dwie rzeczy naraz są niemożliwe... więc może spróbuj iść na uczelnie z myślą wyjde jeśli poczuje, że chce wyjść i tyle i nie obwiniaj się później, nie przemyślaj tego..

uwierz w to, że można wyzdrowieć:)))) naprawde można, jestem najlepszym tego przykładem, nabrałam już tak dużego dystansu do siebie i świata, nie wierzę w to, że wróci, a nawet ja wróci to wiem, że to tyllo nl, nie ma czego się bać:)

a jeszcze co do doświadczeń z przeszłości to uwierz, że równie wiele przeszłam:((( u psychologa płakałam a raczej wyłam z rozpaczy, bólu, ojciec zadał mi takie psychiczne rany... ale wychodzę na prostą, jestem szczęśliwa i jak to pisze to też chce mi się płakać, ale ze wzruszenia:) pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki:)
Offline
Posty
63
Dołączył(a)
16 cze 2011, 10:22

Lęk przed wyjściem z domu...

przez Joaśka 06 sty 2012, 18:59
Wybacz, że dopiero teraz piszę, ale jakoś chyba nie miałam ochoty zastanawiać się nad tym wszystkim w tamtym czasie. Zrezygnowałam ze studiów, może to poniekąd tchórzostwo, ale tłumaczy mnie fakt, że był to wybór nie mający zbyt wiele wspólnego z moim zainteresowaniami. Studia, żeby studiować. To wszystko. Teraz chcę znaleźć pracę. Wróciłam do domu i lepiej mi z tym. Nie wiem, co będzie, ale póki co mam za sobą dwie wizyty u psychologa. On wiele mądrych rzeczy mówi, ale wiem, że większość zależy ode mnie. Na dzień dzisiejszy chcę stawić temu wszystkiemu czoła. Chcę normalnie żyć, a skoro Ty mówisz, że się da, to Ci wierzę :D;) W gorszych chwilach sądzę, że to nie jest możliwe, ale skoro są ludzie, którzy sobie poradzili, to czemu mnie miałoby się nie udać? Powiedz, co u Ciebie?

Pozdrawiam,
Asia :)
Lepiej umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach.
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
06 gru 2011, 12:56

Lęk przed wyjściem z domu...

przez kobieta28 06 sty 2012, 20:20
dawno mnie tu nie było, coraz mniej czasu poświęcam NL, radzę sobie coraz lepiej, nie uciekam, ataki się zdarzają, ale przyjmuję je z pokorą i jako coś normalnego, jedni mają cukrzyce i muszą nauczyć się z nią żyć, a ja mam problemy z lękami. czasem nie jest lekko, ale daję sobie wybór i dzięki temu świadomie podejmuje różne decyzje, jeśli chce skądś wyjść to wychodzę i tyle, zastanawiam się czy chce wrócić czy nie:) zazwyczaj wracam i wiem, że po prostu chce coś zrobić a nie muszę...:)))) czuje się swobodniej, nie obchodzi mnie co inni o mnie myślą, nie wchodzę w ich umysły.... z tego da się wyjść i żyć normalnie:) tylko w to uwierz:) słuchaj siebie i terapeuty, który poprowadzi Cię w odpowiednim kierunku:))))) wiem, że podczas ataku trudno jest uwierzyć w to, że będzie inaczej.. pamiętam jak chodziłam do psychoterapeuty, nie widziałam różnicy, ataki nie mijały, ja byłam coraz bardziej dobita, a wszystko wkoło było takie przerażające... przychodziłam do domu po terapii, płakałam, wyżywałam się na wszystkich, chciałam przerwać...odejść... nie widziałam sensu w niczym, dzwoniący telefon był dla mnie koszmarem... a dziś jestem pełna życia, zmieniam za chwile miejsce zamieszkania i zaczynam kolejny etap w swoim życiu:)))) zyskuję nową rodzinę, chcę urodzić dziecko, wybudować dom i pomagać innym znerwicowanym;)

Asiu wiem, że to głupie co teraz napiszę, ale uwierz mi na słowo, nie musisz już tak panicznie bać się przyszłości, bo będzie dobrze!!!! jesteś młodą, fajną, zdolną kobietą, spokojnie dasz sobie radę:)))))) pozdrawiam ciepło:)
Offline
Posty
63
Dołączył(a)
16 cze 2011, 10:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 31 gości

Przeskocz do