nerwica a rodzina...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez magda_26 01 maja 2007, 18:31
Z mojego otoczenia bardzo mało osób wie że mam nerwicę. Praktycznie tylko moja mama i mój mąż.

I tak jak moja mama mnie rozumie tak mój mąż w ogóle. Nawet w momentach kłótni śmieje się z tego :cry:

Z kolei mama rozumie bo sama miała nerwicę. Ostatnio rozmawiałam z nią na ten temat. Pierwszy raz uzewnętrzniłam się tak bardzo, spodziewałam że zbagatelizuje to wszystko, zacznie się śmiać, a ona po prostu zaczęła mnie wspierać, tłumaczyć. Po prostu zachowała się cudownie. Bardzo pomogła i podbudowała mnie ta rozmowa.

A mąż? Bardzo boli mnie jego postawa, on nie rozumie jak ważne dla mnie byłoby jego wsparcie :cry: i chyba nie chce tego pojąć. Chciałam żeby obejrzał ten program co leciał ostatnio na tvn style ale nie zmuszę go przecież. :cry:
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
22 kwi 2007, 16:54

przez Pstryk 05 maja 2007, 07:16
Hej.
Mam starszą siostrę, na której rodzice skupili swoją uwagę a ja mogłam robić co chciałam. Właściwie to byłam baaaardzo buntownicza i po paru ostrych słowach po prostu - jak teraz mi się wydaje - trochę się mnie bali. A z czasem uspokoili się, bo udowodniłam im, że choćby nie wiem co się działo, zawsze wychodziłam z tego cała i zdrowa.
Wówczas, jednak widziałam to inaczej. Uważała, że ich nie interesuję, że mają gdzieś to co się ze mną dzieje. Może byłam też trochę zazdrosna o siostrę. Nie wiem. Swoim zachowaniem chciałam ich sprowokować do poświęcenia mi uwagi, ale robiłam to troszkę niezdarnie bo zamiast miłości to wzbudzałam w nich gniew. Z czasem zobojętnieli na moje wybryki.
Ale moje myślenie nie było bezpodstawne. W dzieciństwie doznałam wielu przykrości ze strony babki - matki ojca - która nie życzyła sobie drugiego dziecka no a moi zrobili jej na złość. Mieszkamy wszyscy razem więc swoje usłyszałam i wycierpiałam. Siostra gdy byłyśmy dzieciakami cierpiała na takie zaburzenie związane z zazdrością o rodzeństwo (nie wiem jak to się fachowo nazywa) i cóż tu wiele mówić próbowała mnie parokrotnie zabić. Ojciec całe swoje niespełnione ambicje przelał na mnie ponieważ byłam "mądrzejsza" od siory, więc jego wymagania były gigantyczne. Musiałam być idealna. W końcu tatuś nie tylko pokładał we mnie swoje plany ale i siebie samego: gwałcił mnie. Ale wtedy jeszcze tego nie rozumiałam. Siostra natomiast bimbała w szkole na maxa. A mimo to rodzice skakali wokół niej jak opętani. Pomyślałam, że pewnie to dlatego, że ona jest zgrabniejsza i ładniejsza i wpadłam na pomysł żeby się odchudzać. I tak dziesięć latek w jednym tonie: schudnąć, schudnąć... aby rodzice mnie też kochali. Ale nie ruszyło ich. Potem zaczęły sie jazdy: samobóje, szpitale, karetki pogotowia to w domu to w szkole czy gdzieś na mieście... Alkohol, narkotyki...
Cztery lata temu poznałam Qube. On i jego rodzice właściwie siłą wlekli mnie do psychiatry. A ten skierował mnie do szpitala psychiatrycznego. W dniu, w którym wyjeżdżałam do szpitala, ojciec i jego matka - moja babka - wyparli się mnie i "wydziedziczyli". Na odchodne powiedzieli, że nie życzą sobie aby ktokolwiek się dowiedział, że mają w rodzinie wariatkę.
Minął miesiąc, dwa... Zmienił mnie szpital. Wróciłam do domu spodziewając się zmienionych zamków w drzwiach i głuchego telefonu ale było inaczej. Rodzice zmienili się o 360 stopni. Długo jeszcze trwało zanim się dogadaliśmy ale teraz żyjemy bardzo zgodnie. Jest nam dobrze razem. Nawet babka zmieniła poglądy.... I z siostrą świetnie się rozumie.
Szkoda tylko, że musiało to trwać aż 22 lata, zanim poczułam że mam rodziców a oni że mają drugą córkę...
Gdybym wcześniej wiedziała postępowałabym zupełnie inaczej... Szczera spokojna rozmowa oszczędziła by wszystkim lata cierpienia...
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez pfompfel 05 maja 2007, 11:52
Ktoś mi kiedyś napisał, że gdy się dorasta to nie należy pozwalać rodzinie na podejmowanie decyzji które dotyczą mojej osoby... dlaczego? Bo będzie coraz gorzej, będą manipulować moją osobą, przyzwyaczaja się, że dorosła osoba która wychowali, jest na ich usługach, wieczny dług wdzieczności życia... Ty też zasłużyłaś na SZCZĘŚCIE!!!

Nie wiem ile masz lat ale może nadszedł już czas, żeby odciąć się od rodziny...? Sama jestem na granicy takich decyzji... Bo niestety "Nie ma nic w co mogłabym wierzyć... Nic dobrego nie ma tu... dobrze umie tylko czekać, nie wiem jak uciec stąd..."
"boże na wysokości...może to pierwsza i ostatnia modlitwa,w ciemności niewypowiedzianego słowa,braku wiary. Niech się dzieje co się ma dziać i oto właśnie się modlę, skoro nie ja tworzę swój dzień i noc..."
A.Czekanowicz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
30 kwi 2007, 00:20
Lokalizacja
Opole // śląsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez IceMan 05 maja 2007, 12:37
pfompfel świetnym wyjściem są studia. Ja właśnie chcę w ten sposób się uniezależnić. Wyjeżdżasz do innego miasta, musisz być samodzielna, rodzice nie mają wpływu na twoje decyzje, jak dobrze pójdzie to w trakcie studiów znajdziesz pracę i jesteś urządzona. Wiadomo - problemem są pieniądze, ale to dobra inwestycja pod wieloma względami... i już Ci potencjalnie niewiele do niej zostało.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez pfompfel 05 maja 2007, 13:09
tak.. tylko musze sie najpierw dostać na te studia... :( a z moimi wynikami to wątpie... (tak, tak - nie znam ich a juz przypuszczam..)
po drugie, wiem, że jeszcze pod koniec tego roku, mój chłopak chce się oświadczyć, rozpoczynamy równiez rozbudowe jego domu... - w tymroku bedzie robiony plan i przede wszystkim wniosek o POZWOLENIE na rozbudowę...

Mam równiez wiele dylematów bo kupiłam sobie psa - spełniłam swoje marzenie które było ze mna od dziecka... Pare tyg temu matka mi powiedziała, że mam nie mysleć, ze wyjade sobie na studia i psa zostawie bo ona karmić go nie będzie... - czyli znów problem bo nie jestem w stanie okreslic czy znajde mieszkanie w którym bede mogła zostawić bez problemu psa... TANIE mieszkanie w Gliwicach badz Sosnowcu... :(

Rodzina ciagle kłody pod nogi daje i utrudnia... - chociaz sama jestem winna jesli chodzi o psa... przeciez nie miałam prawa spełnić swego marzenia, miałąm zostać sama i ciagle płakać do ścian, najlepiej z ksiazkami...
"boże na wysokości...może to pierwsza i ostatnia modlitwa,w ciemności niewypowiedzianego słowa,braku wiary. Niech się dzieje co się ma dziać i oto właśnie się modlę, skoro nie ja tworzę swój dzień i noc..."
A.Czekanowicz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
30 kwi 2007, 00:20
Lokalizacja
Opole // śląsk

Avatar użytkownika
przez IceMan 05 maja 2007, 15:11
pfompfel napisał(a):po drugie, wiem, że jeszcze pod koniec tego roku, mój chłopak chce się oświadczyć, rozpoczynamy równiez rozbudowe jego domu... - w tymroku bedzie robiony plan i przede wszystkim wniosek o POZWOLENIE na rozbudowę...

A jednak jest wyjście. Po prostu cierpliwości!
pfompfel napisał(a):tak.. tylko musze sie najpierw dostać na te studia... Sad a z moimi wynikami to wątpie... (tak, tak - nie znam ich a juz przypuszczam..)

Nie mów hop, zanim nie przeskoczysz
Nie mów bęc, zanim nie upadniesz ;)
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez Mizer 05 maja 2007, 17:46
Ułeeee, rodzina.

To jest najrorsze jak trzeba walić cepem w jedyny stały ląd, ponieważ tam jest coś czego szukam.\
utopie sie :P
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

przez stephanus 05 maja 2007, 22:38
Mnie też się wydawało przez wiele lat, że mama za bardzo na mnie wpływa i przez to sobie z wieloma rzeczami nie radzę. Dopiero niedawno odkryłem, że to była tylko moja wymówka. Szukałem winnego, a trudno było mi wskazać na siebie samego i przyznać się do własnej nieporadności. Padło więc na najbliższą osobę. Dokładnie przyjrzałem się więc relacjom między moimi ciotkami i wujkami, a ich dziećmi i zauważyłem, że miałem więcej swobody niż moi kuzyni. Im nic się nie dzieje i nie narzekają, a mnie wciąż coś nie gra. Nie mogło być tak, jak oczekiwałem, że mama zostawiłaby mnie samego z moimi sprawami. Rodzice tak nie postępują, a zwłaszcza kiedy wiedzą że dzieje się coś złego z ich dzieckiem. Nie wszystko, co uważałem za złe, takie było, tak się mi tylko wydawało.
stephanus
Offline

Avatar użytkownika
przez pfompfel 05 maja 2007, 22:51
Ze mna niestety jest troche inaczej bo ojciec nas zostawił i stałam sie bardziej "koleżanką" niz córka.... co wiaze sie równiez z pewnego rodzaju nieporadnoscia, pretensjami... ah ciezko to wszystko objąc...
"boże na wysokości...może to pierwsza i ostatnia modlitwa,w ciemności niewypowiedzianego słowa,braku wiary. Niech się dzieje co się ma dziać i oto właśnie się modlę, skoro nie ja tworzę swój dzień i noc..."
A.Czekanowicz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
30 kwi 2007, 00:20
Lokalizacja
Opole // śląsk

Avatar użytkownika
przez Mizer 05 maja 2007, 23:29
Ja jestem..
nawet nie- koleżanką.

takim pomiotem lekko.
Juz to pisałam
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

Avatar użytkownika
przez pięłkny pasztet 13 maja 2007, 21:44
Jestes nieporadny zyciowo- trzymasz sie rodziców, chcesz sie od tego uwolnic, ale brak ci sily, zeby życ wlasnym życiem i na własny rachunek-czas płynie, a nic się nie zmienia, nic nie wychodzi tak jak powinno, wycvzuwasz zniecierpliwienie z ich strony,miotasz się miedzy wdzięcznością do nich,że cały czas ci pomagają, daja kase i w ogóle, a złoscią ,że w sumie za tę kasę oczekują rezultatów np. w postaci skonczenia studiów i rozpoczęcia samodzielnego życia, a tu znow jakies jazdy, problemy, czas płynie, cisnienie rośnie, każdy przyjazd do domu to kłotnia, łzy mamy z byle powodu..to jest moje życie ostatnio :? Ehhh..
"Me english?Nicht verstehen-let's speak dance!"
Posty
28
Dołączył(a)
08 maja 2007, 20:30
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez ania22 13 maja 2007, 22:57
ja juz jestem dorosla, ale nadal mieszkam z rodzicami, rodzenstwo sie wyprowadzilo. Ale do tej pory pamietam jak sie ze mnie wysmiewali, ze jestem dziwna. W rodzicach i tak nei mam oparcia, jak staralam sie im opowiedziec (jak bylam mniejsza) co sie ze mna dzieje, o moich lękach, oni uważali ze to przejdzie i ze to nic takiego. Faktem jest to ze do tej pory (mam 23 lata ) nei przeszlo a nawte sie nasila, w przedszkolu zwymiotowalam i do tej pory pamietam jak wszyscy sie ze mnie smieli. Do tej pory nie jem normalnie, tzn jak ide do ludzi, jade autobusem, do szkoly, - potrasie do wieczora prawie nic nie jest, zeby nei zwymiotować. Nie jem przy ludziach, bo by mi sie zaraz zrobilo niedobrze, sprawdzam na kazdym produkcie date zeby sie nie zatruc, nei jem w barach ktorych nie znam.
Pamietam ze moim marzeniem w dziecinstwie bylo pojscie do psychologa, ale rodzice mi wmoiwli ze wszystko jest ze mna dobrze i ze tam chodzą tylko "wariaci". Kiedy dorosłam sama poszlam do psychologa ale teraz mi to juz nic nie dalo, leczylam sie ze 2 lata i nie widzialam efektow. To sie wsyztsko utrwaliło w mojej głowie. Moje życie to koszmar, a wystarczyloby zeby rodzice mnie zabrali do pscyhologa jak widzieli ze ze mna jest cos nie tak, ( nei jadlam normalnie, plakalam, uciekalam ze szkoly, prawwie z domu nei wychodzilam).

W zyciu musicie liczyc na siebie, mi nitk z rodziny nei pomogl, a wrecz przeciwnie, wysmiewano mnie. Idzcie jak najszybciej na terapie poki to wszystko sie nei utrwali :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
13 maja 2007, 22:22
Lokalizacja
Warszawa

jak powiedziec rodzicom?

przez dash 03 cze 2007, 16:53
Mam juz od jakiegos czasu nerwice (do tego jeszcze pani depresja sie czasami odzywa:-/ ) i do tej pory nie mowilem o tym rodzicom. Ale ostatnio to co sie ze mna dzieje to tragedia. W szkole sesja, prace by trzeba bylo jakas w wakacje znalezc tylko, ze ja do tego nie mam sil... Chce w koncu powiedziec o moim stanie chociaz rodzicom, ale boje sie. Ze mnie uznaja za swira, ze nie zrozumieja. Co mam ich wziasc na bok i powiedziec: wiecie co, mam nerwice? Jak im najlepiej o tym powiedziec?
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
02 maja 2007, 22:03

Avatar użytkownika
przez slitzikin 03 cze 2007, 17:32
Ja mówiłem tak stopniowo. Najpierw, że się obawiam o swoje zdrowie. Mówiłem co mi jest, że mi słabo, że się boję śmierci itd. itp. Aż w końcu otwarcie co mi jest, że to nerwica. Ojciec zareagował mało wyrozumiale, ale jak zauważył, że to nie są jakieś fanaberie pomaga mi ciepłym słowem od czasu do czasu :).

Najlepiej po prostu mów co Ci jest i tyle. Nie wal z bomby "mam nerwicę", ale np. ale się dziś czuję dziwnie, ciągle się boję, ale nie wiem czemu... Zaczną rozmowę i samo się potoczy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
258
Dołączył(a)
10 kwi 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 31 gości

Przeskocz do