nerwica a rodzina...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez Eva 02 lut 2007, 13:07
Magoszko po pierwsze takie gadanie o żywocie z ust młodej i zdrowej kobiety nie przystoi . Przecież jestes zdrowa fizycznie tylko duszyczka cierpi , a na to jest sposób żeby szybko wyjść z domu do ludzi . Tak jak piszesz nie można się zasiedziec bo pózniej jest coraz gorzej . Chcesz siedzieć przy oknie i patrzeć jak ludzie chodzą po ulicy i im zazdrościć . Mamy podobne doświadczenia z przeszłosci . Moja rodzina też jest powodem mojej nerwicy , ale ja juz żyje z nią od 20 lat i wiem że gdybym teraz tyle wiedziała co wiem nigdy bym nie dopuściła do tego żeby coś utrudniało mi życie . Mam już jakieś swoje osiągnięcia i teraz wiem, że wystarczy inaczej myśleć i wbić sobie do głowy że to są tylko myśli żeby poczuć się lepiej . Nie licz na innych Sama musisz chcieć . Więc wskakuj w ciuszki i wyjdz z domu chociaż obejdz pobliże swojego domu , ale przełam ten lęk i uwierz że za drzwiami nic Ci się nie stanie ...
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

Avatar użytkownika
przez IceMan 02 lut 2007, 13:33
magosza26
Mam coś takiego jak to co opisałaś wtedy, kiedy przez dłuższy czas nie ruszam się z domu (święta, ferie, albo choroba). Z mojego doświadczenia wiem, że im dłużej się zasiedzisz w domu bez wychodzenia gdziekolwiek (i nie zaliczam do tego wychodzenia 5-minutowych wypadów po żarcie dla kota), tym dla ciebie gorzej, bo im dłużej będziesz to przeciągać, tym ciężej będzie ci gdziekolwiek wyjść. Sam miałem tak, że to z niechęci urastało do lęku, a potem już prawie do histerii jak miałem gdziekolwiek wyjść. Musisz wziąć się w garść, bo wierzę, że masz siłę aby sobie z tym jeszcze poradzić i to przełamać. Zadzwoń po jakąś osobę, przy której dobrze się czujesz (choćby koleżankę, przyjaciółkę) i wyrusz na podbój okolicy :) A jeżeli nie czujesz się na siłach na coś takiego, to chociaż wyjdź przed dom/blok/posesję, pójdź do parku czy gdziekolwiek, gdzie jest jakaś ławka, usiądź i bądź chociaż w centrum wydarzeń a nie z boku. To jest coś, co musisz przełamać. Dasz radę! Pozdrawiam serdecznie :)

PS. w 100% popieram zdanie Evy
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez telimenka 02 lut 2007, 14:19
cześć! Zgadzam się z Piotrkiem - im dłużej się siedzi w domu tym jest potem gorzej wyjść... Dlatego nienawidzę różnego rodzaju przerw w życiu społecznym (ferie itp.) Bo potem trudno się znów wkręcic w normalny codzienny tryb, zorganizować się...
Dlatego trzeba nieustannie walczyć ze sobą, zmuszać się do rzeczy (tych najzwyklejszych) jak pójście do sklepu, czy zadzwonienie do znajomych... Może spróbuj sobie ustalać 'plan działania' na najbliższy tydzień i trzymać się go? Mi to pomaga...
A co do Twojej rodziny - przykro mi, że tak jest. Niestety, oni w pełni Nas nigdy nie zrozumieją. Tak naprawde to ich rady typu: 'Weź się za siebie' To Twój problem' mają ich zdaniem Nas zmobilizować... Oni mówiąc tak chcą dla nas dobrze i myślą, że nam tak pomogą, ale Nas krzywdzą nie zdając sobie z tego sprawy... A co do Twojego narzeczonego - jedna dziewczyna poprosiła swojego chłopaka by poczytał to forum, mówiła że dopiero wtedy zrozumiał, że to nie jej wymysły i że coś takiego jak nerwica to realny problem, na który cierpi wielu ludzi!!
Widzisz, fobii społecznej często towarzyszą stany depresyjne i widzę, że tak jest właśnie u Ciebie (ja też to mam - Gdy siedzę sama w domu - depresja, gdy wychodzę - lęki... hmm między mlotem a kowadłem) Ale trzeba się przełamywać i wychodzić do ludzi, nawet tych zamkniętych na Nas - to jedyny sposób by się z tym uporać... NIe załamuj się. Nie warto, jesteśmy jeszcze młodzi i wiele przed Nami :)
pozdrawiam cieplutko! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
270
Dołączył(a)
14 mar 2006, 21:36
Lokalizacja
Śląsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

jest trochę lepiej...

przez tygrysek21 19 lut 2007, 21:34
:smile: Hej!na razie jest lepiej od paru dni.przysłużyło się do tego przede wszystkim to że zdałam egzaminy i poprawki.No i widziałam się z ukochaną osobą która mieszka daleko odemnie.Wiem ,że to że na razie jest ok to nie znaczy że jestem zupełnie zdrowa.Ale chyba teraz na spokojnie przemyślę całą sprawę z lekarzem.Najbardziej martwi mnie to że jestemz tym sama.Rodzice mają większe problemy niż moje nerwy,a zresztą tata na przykład i tak mi zawsze powtarza ze przesadzam i rozczulam się nad sobą.no a takie komentarze dobijają jeszcze bardziej.
Czemu ludzie mają tak mało tolerancji dla ludzi bardziej wrażliwych?a może naprawdę rozczulam się nad sobą?

[ Dodano: Pon Lut 19, 2007 8:34 pm ]
Rodzina niekiedy wcale nie pomaga w chorobie,czasami wręcz przeciwnie,pogłębiaj ją.Może czasem i nieświadomie.tak jest u mnie.Jestem tylko kolejnym problemem.nawet boje się wspomnieć o lekarzu
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
10 lut 2007, 16:51

Avatar użytkownika
przez Atkaa 20 lut 2007, 18:30
Moi najbliżsi bardzo mi pomagają i nie mogę skarżyć na jakieś niezrozumienie między nami. Bardziej boli mnie to, że tkwie w tym stanie od wielu lat a postepy są znikome. Cieszę się, że wogóle są ale wciąż jestem dla nich ciężarem. Czuję się jak kamień u szyi moich najbliższych i często mam naprawdę destrukcyjne myśli. Bardzo się staram iść do przodu i nie martwić sprawami, które mnie rzekomo nie dotyczą. Jestem jak księżniczka na ziarnku grochu i wcale nie jest mi z tym dobrze. Otaczają mnie same cudowne osoby, a ja nie mogę się im odwdzięczyć w żaden sposób. Chciałabym w końcu zacząć dawać a nie wciąż brać. Mam nadzieję, że już wkrótce to ja będę mogła być oparciem dla nich i wtedy poczuję spełnieni i ulgę.
z zimna, z wysiłku, z nadziei, z pragnień
drżę każdego ranka
gdy wyruszam w świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
07 lut 2007, 19:53
Lokalizacja
Warszawa

przez Amator 21 lut 2007, 14:04
Atkaa napisał(a):Chciałabym w końcu zacząć dawać a nie wciąż brać. Mam nadzieję, że już wkrótce to ja będę mogła być oparciem dla nich i wtedy poczuję spełnieni i ulgę.


Dokładnie tak jak ja. Bardzo boli mysl, że ludzie od Twojej osoby mało wymagają, a chcieliby coś dostać. Boli swiadomość, że niewiele możemy w swojej chorobie zrobić. Ale nie warto się śpieszyć, to nie pomaga ani nam ani innym.

Ja jestem czasem trochę niewdzięczny dla swojej rodziny. Czasem staram się coś zrobić, ale na długi czas to mija sie z celem więc daje sobie spokój. Teraz głównie zajmuje się samym sobą, bo jak nie potrafię pomóc sobie, to nie pomogę nikomu.

Na to wszystko potrzeba jednak czasu..... wiele czasu.....
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
28 lut 2006, 00:44

Avatar użytkownika
przez maiev 21 lut 2007, 14:23
Atkaa napisał(a):Czuję się jak kamień u szyi moich najbliższych i często mam naprawdę destrukcyjne myśli. Bardzo się staram iść do przodu i nie martwić sprawami, które mnie rzekomo nie dotyczą

Atkaa napisał(a):chciałabym w końcu zacząć dawać a nie wciąż brać. Mam nadzieję, że już wkrótce to ja będę mogła być oparciem dla nich i wtedy poczuję spełnieni i ulgę.

Właśnie ja cały czas czuję się tak samo. Nawet nie lubie o tym pisać bo zaraz mi gorzej.
tak na marginesie- pięknie piszesz. Jak czytam twoje posty to jakbym czytała fragmenty jakiejś powieści. Świetne!

Amator napisał(a):głównie zajmuje się samym sobą, bo jak nie potrafię pomóc sobie, to nie pomogę nikomu.

a mnie to wkurza że się zajmuję sobą i soba i sobą- ale tak jak piszesz - innego wyjścia nie ma - trzeba najpierw dać sobie rade ze sobą
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez Atkaa 21 lut 2007, 14:56
maiev napisał(a):tak na marginesie- pięknie piszesz. Jak czytam twoje posty to jakbym czytała fragmenty jakiejś powieści. Świetne!

ojej... :oops:

PS. Bo ja taka mała pisarka jestem ale ciii...
z zimna, z wysiłku, z nadziei, z pragnień
drżę każdego ranka
gdy wyruszam w świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
07 lut 2007, 19:53
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez IceMan 22 lut 2007, 00:24
Atkaa, Amator, maiev - w końcu to wy będziecie tym oparciem dla bliskich, ale teraz czas jest na Was, żebyście się przygotowali do tego, bo być wsparciem można tylko bez lęków i nerwicy. Ale w końcu do tego dojdziecie, i spełnicie się jako rodzinna podpora... Trzeba tylko czasu.

PS. Podpisuję się do postu Maiev - Atkaa, jesteś faktycznie naszą kochaną forumową pisarką :D Pozdrawiam cieplutko ;)
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 22 lut 2007, 01:28
Mnie tam rodzice nie rozumieją,owszem pomagają mi ale nie rozumieją tego,że takie coś jak nerwica i depresja istnieje tylko myślą,że sam sobie je prowokuje,że sobie to wszystko ludzie wymyślają-te choroby tylko po to by usprawiedliwić swoje zachowanie....Rodzice nie potrafią zrozumieć że cierpie przez te ich głupie myślenie...
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez gusia 22 lut 2007, 01:42
Najblizsza-niby rozumie a własciwie przywykła-choc nie do końca potrafi(ła) zaakceptowac.
Dalsza-poprostu nie wie.

Najsmieszniejsze w tym wszystkim (a właciwie tragiczne),jest to że od kiedy zaczynam stawiac 'pierwsze kroki",zaczyna coś bolec.(ich),wiem ,przywykli do tego że zawsze bylo inaczej(zawsze-czyt.trzy lata),ale wolałabym aby razem ze mną cieszyli się każdym,chocby najmniejszym sukcesem...ano ,nie wszystko można miec, wszak życie z "nerwusem" to też nie sielanka...

Pozdrawiam.
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez wiatr 22 lut 2007, 11:48
no, z ta rodziną czy też najblirzszymi bywa różnie. Usilnie chcemy by oni nas rozumieli dlaczego wybuchamy płaczem, krzykiem, zamykamy się w pokoju, nie chcemy nikogo widzieć. No chyba to dla nich zbyt trudne i niewytłumaczlne, bo przeciez gdy bywają u swoich znajomych sądzą, że tam nie ma tych problemów. A to nie prawda czego oni nie przyjmują do wiadomości. Jest ok. No to w tym momencie zaczyna się nasza decyzja życiowa, muszę coś zrobic ze sobą ale tak by nikogo nie skrzywdzić a sobie pomóc. :lol: Bo tak naprawdę to tylko od nas i tylko od nas zalęży co wybierzemy. To otrzymamy i będziemy mogli na lewo i prawo to coś rozdawać :mrgreen: ;) Pa.Wytrwalości życzę. ;)
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

Avatar użytkownika
przez Atkaa 22 lut 2007, 12:15
człowiek nerwica
jesli rodzice Ci pomagają, to pokaż im, że ta pomoc nie pójdzie na marne. Ja na Twoim miejscu zaczęłabym z nimi rozmawiać, ale tak szczerze. Powiedz im, że dziekujesz za to, że są, bo bez nich nie dałbyś sobie rady. Pomiń fakt, że sprawiają Ci czasami przykrość. Po prostu okaż im wdzięczność, że CIE nie opuścili i że zdajesz sobie sprawę jak ciężko jest się Wam dogadać, ale zrobisz wszystko, żeby z każdym dniem było lepiej. Nie kłóć się z Nimi. Nie oskarżaj o swoje niepowodzenia. Rodzice lubią jak im się przytakuje, i czasami warto to zrobić nawet jesli nie mają racji. Przytakuj im ale też łagodnie wyrażaj swoje zdanie. łAGODNIE :D Klucz do sukcesu to wzajemne zrozumienie. Każda rozmowa z nimi to cegiełka waszego porozumienia. Rozmawiać, byleby nie podniesionym tonem :D

P.S. Czasami warto podsunąc im coś do przeczytania, bo de facto nasi rodzice nie bardzo orientują się w tej całej liście chorób XXI wieku. Pomóż im dotrzeć do źródeł a potem cierpliwie czekaj na wyniki :D
z zimna, z wysiłku, z nadziei, z pragnień
drżę każdego ranka
gdy wyruszam w świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
07 lut 2007, 19:53
Lokalizacja
Warszawa

przez Szajbus 22 lut 2007, 13:53
Ja mam wsparcia po pas bez kitu... Nie mysl o tym idz cos zrob to ci przejdzie a takie rady to ja mam w ****...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
03 lut 2007, 23:27

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: SCF i 26 gości

Przeskocz do