nerwica a rodzina...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez Eva 02 sie 2006, 13:53
Prisila może Twój mąż jest zazdrosny o uczucia jakimi darzysz ojca może on czuje się mniej wartościowy. Kochana coś Ci powiem rozumiem Twoją miłość do ojca ,ale teraz Twój mąż powinien być dla Ciebie autorytetem ,to z nim żyjesz ,to z nim planujesz przyszłość ,to jest wasze wspólne życie. Do czasu aż sama nie pogodzisz się z odejściem ojca i przecierpisz tego stanu trudno Ci bedzie się podnieść .Musisz zaakceptować to że jego już nie ma ,może to straszne ale tak chyba trzeba ,bo nie można wiecznie żyć tym co było. Trzeba pogodzić się z odejściem najbliższej osoby i żyć dalej . Zrób coś żeby Twój mąż czuł się ważny w Twoim życiu nie tylko jak masz złe dni i ataki . A co radzi Ci psycholog na taki stan czy mowiłaś mu o wszystkim ? pozdrawiam
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez prisila 02 sie 2006, 21:57
co do tematu mojgo ojca to najgorsze jest to ze po prostu ja nie wiem czy on zyje czy nie...on zaginal...I to jest najgorsze ze nie moge powiedziec czy on zyje czy nie..Jst to dluga historia,ale nie bede jej tu opowiadac...z zaginieciem ojca wiarze sie mnostwo problemow rodzinnych,finansowych,a co najgorsze dla mnie problemy psychiczne...jednego dnia wierze ze on zyje i wroci a drugiego trace nadzieje...mecza mnie sny co sie wydarzylo z nim...jest to naprawde stragedia...jezeli czlowiek umrze to sie o tym wie i czlowiek z czasem sie z tym godzi.Idzie na pogrzeb itp.Ja do konca zcia nie bede wiedziala co sie stalo jesli nie wroci.To tez jak wspomnialam nie tlko to,ze tata zaginal,ale po tym strasznie duzo problemow zaczelo sie pojawiac... nie chcialabym na forum o tym mowic bo to osobiste dla mnie...Co do metody psycholog to duzo mi wytlumaczyla o mojej chorobie pod kontem medycznym...Co zachodzi w organizmie w tym momencie i ze to jest zupelne nie grozne...to juz mni duzo uspokoilo.powidziala mi tez o metodzie,ktora mi tez pomogla tzn.w momencie ataku przylozyc do nosa i buzi plastikowy worek lub siatke i powoli odychac do niej ..wdech i wydech....to mi duzo pomaga. nastepnie zaczelam robic to co najepiej lubie i najlepiej umiem...wtedy moja samoocena podniosla sie...moze to byc np.jezeli ktos kocha tanczc i dobrze to robi to moze sie zapisac na jakies tance...cos by wiedzial ze jest w tyym dobry i inni to docenij i widza.natepnie zaczelam joge uprawiac plus medytacje z muzyka...kupilam ksiazki i dvd aby zaczac od czegos i super pomaga..tam sa tez kursy podniesienia swojej samooceny...pozytywngo myslenia itp...tydz.temu bylismy z mezem na sri lance i tam naprawde sie odprezylam ,duzo medytowalam...co jeszce moge oleciec to reiki...leczenie przez dotyk dlonmi.moja ciocia potrafi to bardzo dobrze i chodze do niej na terapie ...przez ostatnie 7 misiecy atak ojawi sie tylko 1 raz! a wlasnie od tego czasu zaczelam to wszystko robic...
pozdrawiam!!!
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
01 sie 2006, 21:42
Lokalizacja
berlin

Avatar użytkownika
przez agapla 02 sie 2006, 22:07
No to nie jest z Tobą tak źle gratulacje! a jezeli chodzi o ojca to nie można np dać tego do telewizji?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez prisila 03 sie 2006, 00:30
bylo juz w telewizji..telewizji...gazety..jasnowidze,wrozki...dedektyw naprawde wszystko...rece opadaja :(( ja wierze,ze wroci...tak mi lepiej zyc z ta swiadomoscia.A co do mojego stanu przyznam,ze od kiedy mam terapie to jest coraz lepiej,sa tez gorsze dni,ale ogolnie trzymam sie. Staram sie kierowac swoja psychika,a nie dac sie jej,aby ona przejela ster. co do tego ostatniego ataku dostalam go na urlopie w na sri lance,zaraz jak dojechalismy do hotelu.Mysle,ze bylo to przez stres zwiazany z lataniem(mam straszny lek przed lataniem) Bylo to 11godzin lotu...mimo,ze dostalam tabletki na spanie nie zasnelam :( Ale teraz mam to za soba i sie uspokoilam,ale bede i z tym lekiem walczyc...Nie mozemy sie poddawac lekowi,trzeba z nim walczyc! Wierze,ze kazdemu z nas to sie uda jesli tylko zechcemy! Wtedy bedzie i nam lzej i naszym bliskim :) Ja chce naprawde juz stanac porzadnie na nogach.Bardzo zalezy nam z mezem na dziecku za pare lat,to tez jest moj powod by sie wyleczyc...chce zeby moje dziecko mialo zdrowa mamusie :) A narazie zajme sie najpierw "naprawieniem "siebie.Mam wiele blokad i lekow z dziecinstwa,ktorych musze sie pozbyc. Jeszcze raz dziekuje wam za odpowiedzi i zycze powodzenia i POZYTYWNEGO MYSLENIA,ktore jest najwazniejsze i potrafi cuda...
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
01 sie 2006, 21:42
Lokalizacja
berlin

Avatar użytkownika
przez Eva 03 sie 2006, 13:05
Bedę za Ciebie również trzymała" kciuki " żeby Ci się udało wyjść z nerwicy, bo jesteś dzielną dziewczyną :) Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez Aga1 03 sie 2006, 14:17
Kochana nie ma na co czekać tylko sie leczyć.Przechodziłam różne stany w nerwicy i dokladnie wiem co to znaczy.Od marca sie lecze i jestem innym człowiekiem, a nie moglam wogóle z domu wyjść.Ostatni miesiąc przed leczeniem to nawet jak bylam z męzem to łabały mnie straszne ataki, że ledwo dochodziłam do domu.Nie ma sie nad czym zastanawiać tylko jak najszybciej do psychiatry. Moj mąz to na 4 pierwsze wizyty jeżdił ze mna bo sama nie bylam w stanie.Teraz jezdze już sama i jest wszystko ok. Pozdrawiam Moj mąz mnie wspierał przez cały czas i jemu trudno było uwierzyć jak ja sie czuje i co nerwica potrafi zrobić z człowiekiem. Teraz jest tak jak ja szcześliwy że wiele tych przykrych dla mnie spraw mamy już poza soba.
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

NERWICA A RODZINA

Avatar użytkownika
przez zea 25 wrz 2006, 16:44
Jak poradzić sobie z mamą, która chce mi ciągle układać życie?Jak poradzić sobie z bratem, który uważa, że jestem dziwna?Jak poradzić sobie z nadmiernym wpływem jaki mają na mnie rodzice?czy ktoś zna odpowiedzi na te pytania?
z każdym dniem coraz lepiej =)
Avatar użytkownika
zea
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 16:25
Lokalizacja
olsztyn

Avatar użytkownika
przez zea 26 wrz 2006, 10:30
czesto jest jednak tak, że to rodzice, rodzina poteguja w nas poczucie bezradności.Kiedy "kolejny" raz sobie z czyms nie poradzimy oni triumfują, bo wiedzieli, że tak bedzie...
z każdym dniem coraz lepiej =)
Avatar użytkownika
zea
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 16:25
Lokalizacja
olsztyn

przez AnnaR 01 paź 2006, 23:11
Zea, to bardzo trudne przeciwstawić się rodzinie i jej opiniom na swój temat ale niestety czasem trzeba, żeby nauczyć się żyć własnym życiem.to cholernie bolesne ale warto :D dla mnie najgorsze są te ambiwalentne uczucia - z jednej strony miłość a z drugiej brak zrozumienia a nawet czasem szkodliwe działanie rodziny, chociaż mieli dobre intencje.
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
15 sie 2006, 21:00
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez zea 04 paź 2006, 11:35
właśnie o to chodzi, wiemy, że chca dobrze, ale robia tak, że wclae nie jest lepiej.W dodatku sami potrzebuja pomocy, a wstydza się o niz poprosic i w ogóle przyznac, że jej potrzebują. Nie wiem jak mam rozmawiac ze swoja mamą, tyle razy jej tłumaczyłam na czym "to" polega a ona wydaje sie ciągle o tym zapominać...
z każdym dniem coraz lepiej =)
Avatar użytkownika
zea
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 16:25
Lokalizacja
olsztyn

przez AnnaR 04 paź 2006, 21:31
wyjazd wszystkiego nie załatwi bo po pierwsze, trudno zerwać całkiem z rodziną, a po drugie to jak sobie nie radzisz z rodziną, to gdy stworzysz własną czy też w kontakcie z innymi ludźmi którzy będą chcieli kierować twoim życiem może być tak samo.innych sie nie zmieni ale trzeba zmienić siebie tak, zeby nie krzywdzić siebie i jak najmniej innych.to bardzo trudne ale nie ma innej drogi.też sie klóce z mamą i aż sie wszystko we mnie gotuje, duszę się z żalu i bezsilności ale wiem, ze tak musi być.najgorsze jest to, ze ona mnie kocha a jednocześnie nie rozumie i nie akceptuje pewnych rzeczy we mnie, i jak jej to wypominam to czuję sie podle.teraz zrozumialam ze to jej lęki powodują, ze tak reaguje; po prostu nie radzi sobie z moimi obawami, lękami, chce mnie chronić ale na swój sposób.ale ja się nie mogę na to zgodzić bo takie postępowanie mi szkodzi więc staram się dyskutować i tlumaczyć ale też staram sie postepować tak aby bylo dobre dla mnie.pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.Ania
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
15 sie 2006, 21:00
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez bedlambloke 15 paź 2006, 05:23
Mnie z domu wyrzucona za to ze jestem taka pierdola.
To sobie w Anglii oboz robilem z siostrzyczka.
Ja paxil ona citalopram i nic porozumienia sie buduje.
Co ciekawe brat nasz jest wojskowym.
Raz sie chcial zabic ale mu dojebali i sie pozbieral.
Dokladnie pociol se lapki od nadgarstka do lokcia skalpelem.
Nie jakies bezpieczne nadgarstki.
To faktu nie zmienia chorazym zostac musial.
I teraz jest mu dobrze.
Proste?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
102
Dołączył(a)
15 paź 2006, 00:39
Lokalizacja
eva

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 21 gości

Przeskocz do