nerwica a rodzina...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez kochajacy 13 cze 2006, 12:53
melissaa napisał(a):Nie wiem jak mam sie wobec jej zachowywac rozmowy sa do niczego one nie maja sensu koncza sie tym ze pokora najwazniejsza i tym ze matka oczernia mnie tym ze mnie sie nie da lubic czyli podkopujac to wszystko co do tej pory zbudowałam ,sama tez tak była wychowana przez swoja matke i to sie ciagnie tak ,chciałabym z tego wyjsc tylko nie wiem jak mam to zrobic.Ona nawet posuwa sie do tego ze kiedy cos zrobie w domu czyli posłucham jej rozkazów ona mi na to płaci a kiedy ja np chce cos w domu zrobic chociazby lezała przez cały dzien podrywa sie i biegnie zebym tylko nie przejeła kontroli.


Melissko mysle ze twoja matka swoim zachowaniem ogranicza twoje mozliwosci ,a ty na to przyzwalasz ,bo czujesz bezradnosc kiedy ona przybiega do ciebie by ci przeszkodzic w wykonywaniu twych zadan, przybiega by zaingerowac i pokazac ci ze to ona jest nieomylna ,boi sie stracic ten obraz w twoich oczach i dlatego wytyka twoje bledy choc sama nie jest ich pozbawiona :idea:
ale nie moze nic zrobic kiedy ty odwazysz sie i zadecydujesz robic swoje podpierajac sie spokojna argumentacja
ale zeby moc byc niezalezna ty sama musisz uwierzyc w te argumenty,musisz uwierzyc w to ze twoj umysl nie jest w zadnym stopniu gorszy lub mniej wartosciowy od jej umyslu :idea: napewno wiesz ze masz prawo robic cos (np. sprzatac) tak jak masz na to ochote , wiesz to ale czy wplyw twojej matki nie powoduje ze cos tak oczywistego ci gdzies umyka :?: pewnie w wielu innych podobnych przykladach czujesz ze niby cos mozesz ale tak naprawde nie mozesz :idea: za wszelka cene nie pozwol zabrac ci twojej swobody i wolnosci :idea: to najcenniejsze co mozesz miec , moze zbyt to wyolbrzymie ale ludzie gineli za wolnosc , a ty nie musisz ginac ,nie musisz walczyc ,poznaj i uswiadom sobie swoje prawa i nie pozwol nikomu wkraczac w ta przestrzen
w przestrzen ktora jest tylko i wylacznie twoja i juz na starcie zaslugujesz by ja miec :!: :!: :!: nie pozwol zabrac ci twojej niszy ,twojego spokoju :!:
mozesz uchwycic te elementy,stawic temu czola
bez zlosci,bez walki i bez gniewu wykonuj nadal to co chcesz robic
nie boj sie radykalnej zmiany ,nie boj sie jej oceny ,to bedzie tylko zwykly osąd ,porpostu badz swiadoma swoich praw "chwyc je w swoja dlon" i trzymaj :!:
nie reaguj :idea: naucz sie ciszy :idea: kiedy reagujesz emocjonalnie na polecenia twojej mamy przekonujesz ja ze ten wplyw jest skuteczny ,ona czuje ze moze w ten sposob trzymac cie "w komorce" jej ograniczen ,czuje ze moze toba manipulowac wlasnie dzieki twoim reakcjom
pamietaj ze to ty sama na to pozwalasz :idea: pozwalasz na to by twoja matka miala nad toba kontrole :idea: nie demonizuj jej oceny :idea: pomimo tego ze moze krzyczec i jest twoja matka nadal pozostaje zwyklym czlowiekiem takim jak ty ,ja i 6 miliardow innych.
pozdrawiam cieplo ;)
"Człowiek doskonały posługuje się swym umysłem jak zwierciadłem. Zwierciadło niczego nie chwyta, niczego nie odrzuca; przyjmuje, lecz nie zatrzymuje." / Czuang Tsy /
Avatar użytkownika
Offline
Posty
603
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 21:03
Lokalizacja
z domu

Avatar użytkownika
przez dalilah 13 cze 2006, 14:14
hmmm ja z kolei mam syndrom malego dziecka, potrzebuje ciaglej aprobaty mamy, dorosla ze mnie baba ale we wszsytkim co robie (a szczegolnie w sytuacjach z zycia uczuciowego) czuje ze musze uzyskac jej akceptacje bo inaczej wssytko przestaje mnie cieszyc. Jesli moja mama stwierdzi ze facet ktorego przyprowadzilam do domu jest nieciekawy to mnei od razu sie to udziela, chocbym nie wiem jak z nim szlaala, od razu mnie to ochladza.
Secret Garden "Nocturne" - opowiesc o mnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
164
Dołączył(a)
27 lut 2006, 14:58
Lokalizacja
zachodniopomorskie

Avatar użytkownika
przez Eva 13 cze 2006, 14:19
Melissko może na spokojnie powiedz że chcesz spróbowac sama ,a kiedy nie dasz rady poprosisz Ją o pomoc .Wiesz może ona się boi stracić Ciebie i w ten sposób stara sie wyreczać Ciebie z różnych spraw. Często matki są nad opiekuncze i nie zdają sobie sprawy że w ten sposób robia tylko krzywde dziecku, bo niestety najlepsza nauka sa własne błedy ,nawet jak raz cos nie wyjdzie to nastepnym juz na pewno :) Możliwe że twoja mama jest z tych którzy uwazaja że tylko oni maja racje i wszysto wiedza najlepiej ,ale kochana jesteś dorosła i masz prawo żyć i robić jak sama chcesz nie powiem zebys z nia walczyła ale musisz pokazac że to co chcesz zrobic to zrobisz pokazac ze jestes silna i to ze ona bedzie ci mowiła ze robisz zle no cóż trwaj przy swoim nawet gdyby miała byc niemiła wymiana zdan.Bo ty jestes soba i masz prawo robic wszystko tak jak sama uwazasz .Badz melissko silna :) pozdrawiam
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez OLA-1982 14 cze 2006, 21:07
hmmmm.... Melisko, myślałam, że już zażegnałaś tą kwestię....ale jeśli nie, to wypowiem się tutaj :) więc ja może pomieszam opinie tu powiedziane. Kochający ma racje, ale ja bym spróbowała, jak Ci powiedziałam, po dorosłemu usiaść i jej powiedzieć co Ci się nie podoba, że jak będziesz potrzebować jej pomocy, to ją o to poprosisz... i że dziękujesz za pomoc. Nic z nerwami... na spokojnie też możesz jej wytłumaczyć, że masz już swoje lata i chcesz się usamodzielniać, a ona jako matka powinna to rozumieć. Zresztą co ja Ci będę gadac co masz mówić... Ty sama powinnaś wiedzieć, a i tak w trakcie rozmowy może wyjść wiele kwestii. Uważam, że to jest podejście dorosłego człowieka. Jeśli natomiast Twoja rozmowa nie przyniesie oczekiwanego skutku... to pomyśl... kto tu jest niedojrzały??Ty byłaś i będziesz i myśle, że po takiej rozmowie poczujesz się bardziej dorosła. A Twoja mama... cóż no nie jest dorosła, szkoda na nią słów, nie zrozumiała, więc żyj z lekką świadomościa tego, że ona to ona i jej niedojrzałego podejścia nie zmienisz...Olać system, a Ty po rozmowie sama możesz przekonać się do siebie...poczujesz co możesz i na co Cię stać. Uważam, że wzmożesz się z ustaleniem swoich granic!!celów i oczekiwań. A to jest ważne, jeśli nie zda rezultatu w kwestii z Twoja matka,to bedziesz miala swiadomosc tego,ze potrafisz...

Wiecej nie możemy powiedzieć, bo nie znamy ani Ciebie ani mamy ani sytuacji w domu :roll: ale czy nie zastanawialas sie... moze ona to robi z zawisci??ze ona sama tego nie miala a Ty to masz...moze boi sie zostac sama?? dzieci dosrataja i pewnie odejda... i co ona zrobi?? sa rozne powody jej zachowan, glowny moze wynikac z tego,ze ona nie dorosla i sie nie usamodzielnila emocjonalnie...pomysl nad tym, zrozum, bedzie Ci latwiej...a skoro ja kochasz... uwazam,ze podczas rozmowy mozesz jej leki zlagodzic...mowiac np. ze chcesz byc samodzielna, dorosla,ale to nie znaczy,ze matka bedzie wykluczona na amen z Twojego zycia!!moze ona sie tego boi?? nie spelnila sie jako matka i to czuje... nie chce miec wyrzutow sumienia...albo odwrotnie...skoro ona jest zakopleksiona na wiele rzeczy mozna zwalic. Pewnie jakbys sie zaglebila wszystko by ulozylo sie jak domino...ale to moze nie jest najwazniejsza kwestia.

Uwazam,ze najwazniejsza kwestia jest tu kwestia doroslego postepowania!!wszystko zalezy jak Ty chcesz dorosnac i jak pokazac to,ze dorastasz...
Pozdrawiam, :D
Ty panujesz nad czynami jeśli się w nie nie wciągasz
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
15 kwi 2006, 19:05

przez snaefridur 14 cze 2006, 21:29
Mnie również otaczają toksyczni ludzie,którzy potrzebują mnie,by się dowartościować,albo cholera wie do czego.Niestety chodzi o moją rodzinę.Moje stosunki z rodzicami są cholernie skomplikowane i niestety niezbyt zdrowe.Sama nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.Właśnie jestem po ciężkiej rozmowie z ojcem ,która trwała niecałą minutę,ale obawiam się ,że nieźle ją odchoruję.
Teraz stopniowo odcinam się od nich,a oni robią wszystko by ściągnąć mnie spowrotem :/.Mam wyrzuty sumienia...
snaefridur
Offline

Brak zrorumienia ze strony najblizszej :(((

przez prisila 01 sie 2006, 22:05
Witam ! Mam taki problem jak wszyscy tutaj tzn.NERWICA LEKOWA. Na poczatku nie wiedzialam co to jest i dlaczego mam takie objawy,do czasu gdy nie udalam sie do psychologa...Teraz wiem,ze nie umre,wiem,ze to minie,ze musze powoli oddychac itp. Ale mimo to zawsze na nowo jest to dla mnie strasznie nie przyjemne uczucie.Mysle,ze umieram,nie czuje swojego ciala,mam mrowienie w rekach,jezyk dretwieje itp. ale wroce do tematu...Na poczatku moj maz bardzo sie przejmowal moimi atakami leku,gdyz sam nie znal takiego czegos.Byl w tym momencie zawsze ze mna i staral sie mnie uspokoic,mowiac,ze to minie i nie umre...Teraz ,gdy juz sie przyzwyczail do moich lekow i wie ze nie umre od tego jest bardzo oschly w stosunku do mnie..Gdy zbliza sie atak to juz robi glupie miny i mowi "ojeju znowu twoj atak" Ja w tym momencie czuje sie strasznie,bo wiem,ze on to lekcewarzy,a ja znow przezywam koszmar i nie mam nikogo kto mnie uspokoi,chwyci za reke... czy wasi bliscy tez juz tak sie przyzwyczaili do atakow,ze to ich wrecz juz denerwuje??? Rozmwialam raz szczerze o tym z mezem i wyznal,ze juz czasem nie ma sil do mnie :( Ze on tylko zyje moimi problemami i ciagle ze mna cos nie tak jest. Ale ja potrzuebuje jego wsparcia...Czy ktos mnie tutaj potrafi zrozumiec???
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
01 sie 2006, 21:42
Lokalizacja
berlin

przez Kali 01 sie 2006, 22:44
prisila napisał(a):że juz czasem nie ma sil do mnie , że on tylko zyje moimi problemami i ciagle ze mna cos nie tak jest.


Dosłownie jak bym moją dziewczynę słyszał ona mi jakiś czas temu powiedziała dosłownie to samo naprawdę dosłownie a teraz mój związek się powoli rozpada.

Przepraszam że tak pesymistycznie ale nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo cię rozumię, chociaż ja nie mam tak ostrej nerwicy jak ty no a moje lęki są troche inne ale dosłownie to samo usłyszałem od swojej dziewczyny z którą chodzę ponad 4 lata.
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
25 cze 2006, 22:13
Lokalizacja
Jarosław

Avatar użytkownika
przez Eva 01 sie 2006, 23:28
Jak miewałam ataki nerwicy to mąż trzymał mnie tak długo w ramionach az przeszło i się uspokoiłam.Jak napadał mnie zły humor i ryczałam z niewiadomego powodu ,to również starał się żebym wtedy nie była sama. Wiele lat nie wiedzieliśmy o chorobie nic ,teraz wiemy już co nieco :) ale nadal (może to przyzwyczajenie) jak mnie coś boli albo czuję się zle to on musi trzymać mnie za to bolące miejsce ... i czasami pomaga zwłaszcza na ból głowy. Oczywiście jak coś się jemu dzieje ja również staram sie być zawsze obok. Możliwe że twój mąż widzi że twoje ataki są "bezpieczne" i nic takiego ci się nie dzieje bo na zewnątrz przecież jesteś nadal zdrowa. Myślę że powinnaś mu wytłumaczyć jak ważne jest dla Ciebie jego wsparcie i troska ,bo wtedy masz poczucie bezpieczeństwa i szybciej możesz pozbyć się uciążliwych dolegliwości. Powiem Ci że ja musiałam stracić kilka lat zanim wytłumaczyłam co potrzebuje i co sie ze mną dzieje. Teraz mam tylko do niego zaufanie tak na 100% bo jest też kilka osob przy ktorych rowniez czuje sie pewnie. Może też to ze jesteśmy ze sobą od 24 lat a od prawie 20 żyjemy z chorobą . Staram się żyć normalnie i chociaż nie jestem w pełni samodzielna bo nadal sama z domu nie wyjdę nie mam już takich lęków jak kiedyś ,nie mam ich teraz wcale.Po tylu latach razem spędzonych wiemy co nam potrzeba ,ale spędziliśmy wiele czasu na rozmowach na tłumaczeniu ,na tym co czujemy i dopiero teraz jestem zrozumiana. To zrozumienie i poczucie bezpieczenstwa jest dla nas najważniejsze i akceptacja naszej osoby nie jakiś ideałów ale nas takich "nerwusków" pozdrawiam
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

Avatar użytkownika
przez Hollow 02 sie 2006, 00:49
Wytłumacz mu co czujesz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
10 mar 2006, 17:29

przez betty 02 sie 2006, 11:07
witam Cie Prisila... mysle, ze najwazniejsza to szczera rozmowa z mezem... powiedz mu co czujesz, ze kiedy dopada Cie atak, to Ty wiesz, ze nic Ci sie nie stanie, ale wlasciwie za kazdym razem jest nieznosny i potrzebujesz jego wsparacia w takim momencie, aby potrzymal Cie za reke i przytulil... tak to jest, ze w momencie ataku wychodzi z nas dziecko, ktore upomina sie o swoje i boimy sie wtedy jak to bezbronne dziecko... i dlatego potrzebujemy chwili zainteresowania...
to co bym Ci radzila, z wlasnego doswiadczenia, abys zainteresowala sie w taki sam sposob Ty mezem, kiedy nie masz ataku... zauwaz, ze on tez ma problemy i skup sie czasami rowniez na nim, nie tylko na swojej nerwicy...
mi moj chlopak powiedzial ostatnio zdanie, ktore dalo mi duzo do myslenia..."pomysl o bliskich, ktorzy sa wokol Ciebie"...
...usiadl i zrobil najwazniejsza rzecz w swoim zyciu - posluchal tego, czego potrzebowal uslyszec od samego siebie...
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
25 cze 2006, 11:52

Avatar użytkownika
przez Eva 02 sie 2006, 11:14
Betty jak zwykle zgadzam się z Tobą :) oni również mogą potrzebować naszej pomocy ,i mogą również być wystraszeni naszymi atakami :) Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez prisila 02 sie 2006, 11:34
Dziekuje Wam za odpowiedzi...Napewno macie racje co do tego,ze ja powinnam sama zajac sie mezem,jego problemami..ale wierzcie mi,ze ja tez duzo mu pomagam i martwie sie jezeli cos jest u niego nie tak. Mysle,ze to ma glebsze podloze...1,5 roku temu zaginal moj ojciec,ktory byl dla mnie bardzo wazna osoba! Byl nie tylko ojcem,ale i przyjacielem.Mieszkalam od 11 roku zycia sama z ojcem,bo moi rodzice sie rozwiedli...Maz dobrze zawsze wiedzial,ze on byl dla mnie wazny.Po zaginieciu taty moja nerwica zaczela sie pogarszac...plus moje depresje z ta tragedia zwiazane...Na pocztaku maz byl przy mnie zawsze!!! Lecz teraz zauwazam,ze on juz ma dosc tego.Czasami podczas sprzeczek wygrnie mi cos w stylu"ojca zawsze bedziesz kochac bardziej ode mnie" lub"gdyby ojciec wrocil to bys odeszla do niego" Wiem,ze to go boli,ale spewnoscia gdyby jego to spotkalo to by tak samo sie zachowywal jak ja(nawet mi to powiedzial) ale ja wiem,ze kazdy patrzy na wszystko inaczej i on teraz nie wiem co ja czuje...Chodze na terapie i staram sie podniesc z kolan,choc mam nawroty i upadam spowrotem na kolana :( Moglabym pisac i pisac,ale to jest dluga historia zyciowa dlaczego jest ze mna tak a nie inaczej.Psycholog pomaga mi bardzo...Mieszkam w Berlinie i mam tutaj naprawde super psycholog i psychiatre. Tutaj lecza bardziej naturalnie niz tabletkami...Np.joga,medytacja...to naprawde dziala! Chce z tego wyjsc!!! Naprawde musze w koncu sie wyleczyc. Zycze Wam tego samego z calego serca,bo wiem co czujecie i co przezywacie...Zycie jest za krotkie zeby je zmarnowac na nasze leki!!!!!
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
01 sie 2006, 21:42
Lokalizacja
berlin

przez misia 02 sie 2006, 12:59
Tak, dokładnie nasi najbliżsi przyzwyczajają się do tego, że mamy "tę nerwicę lękową". Ja choruje od czterech lat. Mąż na początku bardzo mi pomagał i "bał się razem ze mną", obecnie wie , że nić mi sie nie stanie a ja próbuję go zrozumieć i sama wtedy kiedy mama atak , albo czuję, że się zbliża pomimo dokuczliwych objawów latam po chałupie mięrzę sobie ciśnienie i pytam go jaki trzeba mieć puls żeby zejść. N a wakacjach w tym roku poraz pierwszy od dawna wsiadłam na rower, jak dojechaliśmy na miejsce dostałam ataku kolki, lęku itp. kazałam mu zamówić sobie piwo a dla mnie wodę i wezwać karetkę bo mam zawał.Męczący jesteśmy my nerwicowcy i naszytm partnerom jest ciężko z nami żyć, codziennie im powtarzamy, że już umieramy... misia
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 lip 2006, 22:45

Avatar użytkownika
przez agapla 02 sie 2006, 13:52
Powiem szczerze co tu się dziwić tej drugiej stronie ,w końcu oni (zdrowi) też mogą mieć dosyć .Ja jakbym miala życ z człowiekiem który bez przerwy umiera, boi sie wszystkiego to bym poprostu tego nie wytrzymała! Dlatego rozumiem mojego partnera jak czasem mówi że ma moich jazd dośc, trudno oczekiwać że ktoś będzie trzymał nas całe życie za rączkę i mówił jacy to jesteśmy biedni i chorzy.Nasze życie w naszych rękach ,nie musimy sie uzależniac od nikogo bo to nie jest żadna straszna choroba! :idea:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 34 gości

Przeskocz do