nerwica a rodzina...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez Hollow 22 maja 2006, 12:03
Typowa nerwica ma początek właśnie w rodzinie.
Na emocjonalnych idiotów trudno coś poradzić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
10 mar 2006, 17:29

Avatar użytkownika
przez agapla 22 maja 2006, 12:12
Niech twój brat tak sie nie zachwyca nad soba, w życiu przydaje sie troche skromności, bo nigdy nie wiadomo co przyniesie nam los w przyszłosci i czy np twój brat za jakis czas nie bedzie sam potrzebował twojej pomocy i wsparcia.Uświadom go czym jest nerwica pokaz to forum niech zobaczy ile ludzi cierpi, może coś do niego trafi.I przede wszystkim daj mu do zrozumienia że przecież powinien cie wspierać bo jest twoja najbliższą osobą!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez Hollow 22 maja 2006, 12:15
agapla napisał(a):pokaz to forum niech zobaczy ile ludzi cierpi...

Odradzam. Zobaczy ilu ludzi się nad sobą użala, choć nie mają żadnych realnych problemów itd. Lepiej jakiś zwięzły, profesjonalny (dla ludzi) tekst.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
10 mar 2006, 17:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Tantrum 22 maja 2006, 12:29
nie wiem czy to dobry pomysl z pokazywaniem forum. Hollow chyba ma racje.
tak naprawde nauczylam sie go olewac. czesto mu kiedys powtarzalam, zeby Bogu dziekowal, ze nie cierpi na nerwice ale chyba nic do niego nie trafia
Offline
Posty
49
Dołączył(a)
30 kwi 2006, 23:03
Lokalizacja
z fotela

brak bliskich w chorobie, jak to przezyc?

przez beliefs 31 maja 2006, 23:23
Wiem, ,ze moge kogos zirytowac, bo dopiero od dziasiaj tu jestem i zadaje moze glupie pytania... , ale prosze pomozcie. Chodzi o to, co robicie gdy jest wam bardzo zle i nie chce sie juz zyc.
Ja jeszcze kilka godzin temu myslalam, ze maz to moje oparcie, ze mnie wesprze. Teraz jestem sama i uslyszalam, ze wcale by sie ze mna nie ozenil, zeby wiedzial, ze tak bedzie. Uwierzcie mi, ja nie chce nikogo krzywdzic i rozumiem meza, bo jak jestesmy razem 10 miesiecy to ponad 8 jest ze mna zle. Jak mam go uwolnic i przeprosic. Ja go kocham i nie widze sensu w zycia bez niego. Czy warto walczyc, czy moze blagac o koniec.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
31 maja 2006, 18:52

Avatar użytkownika
przez Virginia 01 cze 2006, 00:55
Wiesz kazdy ma kryzys. Dla meza to takze bardzo trudna sytuacja. Jest tylko czlowiekiem. Nie bierz wszystkich slow doslownie.
To tylko slowa, a milosc trwa. Masz dla kogo zyc, dla kogo sie starac. Trzeba sie leczyc i walczyc.

Nie zapuszczaj tej nerwicy. Trwa krotko, wiec mozesz z niej wyjsc. Potrzebujesz terapii!!!!!! nie odkladaj tego!!!!!
Twoje leczenie powino teraz byc priorytetem bez wzgledu na okolicznosci. Nie ma drogi na skroty, musisz poznac mechanizmy tego co wywolalo nerwice w Twoim zyciu, przepracowac to. Nie zaniedbuj jej. Dbaj o siebie.
Pozdrowienia.
Cudowna kobieta to taka, ktora nie wymaga cudow
Avatar użytkownika
Offline
Posty
509
Dołączył(a)
28 mar 2006, 21:00
Lokalizacja
...z daleka

przez beliefs 01 cze 2006, 02:11
Teraz jak juz troche ochlonelam i juz nie mam ochoty ani sie zabic, ani zabic meza zrozumialam, ze on tez ma prawo byc czasem slaby. Virginia bardzo ci dziekuje za to co napisalas. Chyba masz racje. Tak naprawde to on jest caly czas silny za nas razem. Na wszystko przymyka oko, dzis nie wytrzymal :cry: Ale musze sie przyznac, ze dalam mu dobrze popalic. Caly dzien dzwonilam do niego do pracy oznajmiajac, ze umieram, ze mam raka. A potem jeszcze postanowilam sie na nim wyladowac :cry: Wstyd mi... Nie wspomne o tym, ze porzadki czy gotowanie nie sa mi w glowie :?
Nie wiem skad w Tobie tyle spokoju i madrosci, jak ja wybucham to krzywcze wszystkich, ktorych kocham, a wcale tego nie chce....
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
31 maja 2006, 18:52

Avatar użytkownika
przez Virginia 01 cze 2006, 03:28
Wiesz, ja pakowalam mojemu mezowi i jego nerwicy walizki juz kilka dobrych razy :D :D

Mow o tym, ze nie mozesz zapanowac nad emocjami, ze wsciekasz sie i nic na to nie poradzisz. Ranisz, bo nie mozesz inaczej. To sposob na bol ktory nosisz w sobie. Jest naturalny.
Ale skoro Ty masz prawo do takiego zachowania pozwol innym na to samo.
Nie powstrzymuj meza. On tez musi sie wyzalic, zrzucic z siebie ciezar.

Wiesz oprocz nerwicy masz normalny zwiazek w ktorym sa wzloty i upadki, trzeba umiec to sobie oddzielic.

Twoje wysilki i starania na drodze do pokonania choroby, dodadza Twojemu mezowi sil. Uwierz mi ta choroba moze zblizyc Was do siebie jeszcze bardziej. To tylko zalezy od Was.
:D
Cudowna kobieta to taka, ktora nie wymaga cudow
Avatar użytkownika
Offline
Posty
509
Dołączył(a)
28 mar 2006, 21:00
Lokalizacja
...z daleka

Avatar użytkownika
przez dalilah 01 cze 2006, 11:16
Virginia: to co napisalas faktycznie podtrzymuje na uchu, fajnie jest "poczytac" kogos kto stoi z boku i sam nie ma nerwicy, masz zupelnie inny punkt widzenia i mysle ze takich punktow wlasnie nam tu trzeba :) pozdr
Secret Garden "Nocturne" - opowiesc o mnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
164
Dołączył(a)
27 lut 2006, 14:58
Lokalizacja
zachodniopomorskie

Avatar użytkownika
przez Faun 01 cze 2006, 12:36
Virginia napisał(a):ja pakowalam mojemu mezowi i jego nerwicy walizki


Tak z ciekawości, Virginio, czy Twój Mąż również zagląda na to forum?
Kosmaty faun za nimfą biegnie jasnoudą,
Z daleka już w jej ciało wgryza się oczyma
Avatar użytkownika
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
20 mar 2006, 15:43
Lokalizacja
z Lasu

Avatar użytkownika
przez Virginia 01 cze 2006, 13:42
Nie nie zaglada. Cale szczescie, bo jakby przylapal mnie z....... :mrgreen:

Po pierwsze nie ma na to czasu, praca go absorbuje. Poza tym on nie czuje potrzeby, zeby wiedziec o tej chorobie jak najwiecej. On skupia sie na normalnosci i zawsze o nia przede wszystkim walczyl.
Chodzi na terapie, lekow nie bierze od lutego, prowadzi bardzo udane zycie towarzyskie.
Przed komputerem w celach innych niz praca spedza 2 godziny dziennie od 6 do 8 rano, bo wtedy sobie gra i to go relaksuje.
Jest na bardzo dobrej drodze. Terapia bardzo mu pomogla. Wiele zrozumial, wyleczyl sie z depresji, nauczyl bronic przed lekami , natretne mysli ustepuja powoli. Prawie w ogole sie juz nie skarzy. Czasami ma kiepski dzien. Ale to mu przechodzi.
Po prostu nie ma juz depresji i nie zalamuje sie tak latwo, kiedy zle sie czuje podchodzi do tego troche bardziej racjonalnie. A i ja nie panikuje. Tylko wtedy staram sie nim zaopiekowac. Duza ulga to dla niego, ze dzieki Bogu do mnie dotarlo o co w tym wszystkim chodzi. Zrozumialam i zaakceptowalam jego chorobe. Widze mechanizmy jakie nim dzialaja, wiec moge go wspierac i dawac wskazowki.
Na szczescie on jest bardzo otwartym czlowiekiem, bardzo elastycznym jezeli chodzi o myslenie, trafiaja do niego argumenty.
To forum bardziej mi pomoglo, dalo mi chlodne spojrzenie na problem i dzieki temu moge efektywniej mu pomagac, przy okazji bardzo sie tutaj zadomowilam.
Nerwica jest zwiazana z rozwojem i uporzadkowaniem swojego zycia wewnetrznego. Czyli wszystko do czego powinnien dazyc takze zdrowy czlowiek. Problemy jakie sa tu opisywane, daja mi cenna wiedze jak unikac pulapek i utwierdzaja mnie jako czlowieka w wartosciach, ktore sa bardzo wazne. Przypominaja mi droge jaka sama przeszlam i sa bodzcem do ponownej stymulacji. I powrocenia do obszarow w ktorych sama mam jeszcze mnostwo pracy nad soba.

Wykorzystuje wiec moja obecnosc tutaj wieloplaszczyznowo. Pomagam sobie, mezowi i moze czasami komus innemu.

Jemu podsylam czasami mailem wyciag z jakiegos ciekawego posta. Bardzo go to cieszy, ale sie tutaj nie pcha. I mysle, ze bardzo dobrze.
Cudowna kobieta to taka, ktora nie wymaga cudow
Avatar użytkownika
Offline
Posty
509
Dołączył(a)
28 mar 2006, 21:00
Lokalizacja
...z daleka

Avatar użytkownika
przez Eva 01 cze 2006, 17:34
beliefs ja jestem z moim mężem już od prawie 24 lat i również miałam chwile zwątpienia czy nie lepiej by było go uwolnic od siebie.Kiedyś mu to powiedziałam żeby sobie poszedł znalazł zdrową taką która wychodzi która może wszystko sama załatwić ... odpowiedział że może woli własnie taka jaką ja jestem że to jest jego wybór i nie ma zamiaru go zmieniać.Wiem że mogę na niego zawsze liczyć ,on jest moim najlepszym lekiem.Ostra wymiana zdań też jest czasem w zwiazku potrzebna ,bo kazdy ma prawo do wyrażenia uczuc i emocji,ale najwazniejsze jest zeby byc dla siebie przyjaciółmi,żeby nie tylko w złosci mówić o czym sie mysli ale również gdy jest wszystko ok.Bo w związku ważne jest zeby ze sobą rozmawiać nie tylko o miłosci ale tez o obawach, lęku i o tym co się czuje. Pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez beliefs 01 cze 2006, 19:54
Jestem juz po... Moj maz nie wytrztmal zaciagnal mnie dzisiaj do psychaitry. Praktycznie na sile, ale jest mi chyba lzej i jestem mu bardzo wdzieczna. Virginia widze, ze on mnie bardzo kocha i stara sie mi pomoc, ale powiedzial, ze widzi, ze tylko jego pomoc juz nie starcza. Dzisiaj jak sie obudzil, to tak jakby znowu naladowal sie silami. Przeprosil mnie, przytulil i powiedzial, ze zaczynamy nastepna batalie, tylko tym razem pod opieka psychaitry....
Psychiatra powiedzial, ze ciezko ze mna (moniczka miala racje, zeby isc do lekarza). Potrzebuje pomocy psychiatry i psychologa, zeby zaczac normalnie zyc. Ale kazal mi sie dobrze nastawic. Nadal siedze tu jako klebek nerwow i wszystko mnie boli, ale czuje, ze zrobilam krok do przodu. Bylam nawet w sklepie, z tymi potwormymi swiatlami, prawie zemdlalam, ale nie ucieklam:) Zaczynam walczyc o siebie. Boje sie tylko pierwszych dni, bo lekarz mi powiedzial, ze pierwsze 5 dni moze byc ciezko, nawet bardzo. Nie wiem czego sie spodziewac, ale postaram sie byc silna.

[ Dodano: Czw Cze 01, 2006 7:56 pm ]
Eva zapomnialam Ci napisac, ze maz powiedzial, ze woli swoja "wariatke" niz jakakolwiek inna na swiecie :lol: I wlasnie to chcialam uslyszec...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
31 maja 2006, 18:52

przez paq 01 cze 2006, 23:33
bycie partnerem osoby z nerwicą nie jest łatwe, przekonałem sie o tym na własnej skórze przy mojej żonie. Mówi się że zdrowy nigdy nie zrozumie chorego i jest w tym dużo prawdy. Ja zrozumiałem żonę dopiero jak sam popadłem w nerwicę i zaczałem szukać wszelkich informacji o niej. Wcześniej myślałem że zachowania mojej żony wynikają z babskich fanaberii, o których to słyszałem w opowieściach moich kolegów z dłuższym stażem małżeńskim. Teraz wiem że zona ma typowe objawy nerwicowe i jej zachowania nie wzbudzają już u mnie negatywnych emocji ponieważ wiem że jak trudno jest jej zapanować na tym. Generalnie wydaje mi się że partnerzy osób z nerwicą powinni zapoznać się z informacjami o tej przypadłości wtedy łatwiej bedzie im zrozumieć i pomóc partnerowi.
paq
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
25 mar 2006, 11:09

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 25 gości

Przeskocz do