Związek z chorym na nerwicę.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez freaked;D 21 sie 2007, 18:16
Witam,

Wlasciwie mam tyle do powiedzenia ze nie wiem od czego zaczac. Moja wypowiedz bedzie troche chaotyczna, pisze pod wplywem emocji, ale po kolei...

Wiec, ponad rok temu poznalam przypadkiem chlopaka na tym wlasnie forum. Pisalismy godzinami, przez kilka miesiecy. Zakochalismy sie w sobie bardzo, pierwsze spotkanie to byly najwspanialsze dni mojego zycia. Mimo doslownie kilku spotkan w ciagu roku (mieszkamy bardzo daleko od siebie) wiedzialam, ze nie potrafilabym bez niego zyc. Pisalismy po kilka godzin dziennie, rozmawialismy bardzo czesto czekajac niecierpliwie kolejnego spotkania.

Kiedy zaczely sie wakacje, mielismy okazje pobyc ze soba dluzej. Wtedy zaczely sie drobne sprzeczki i klotnie ale szybko je rozwiazywalismy.
Ostatnio jest juz coraz gorzej...
On jest w zlym stanie psychicznym, ciagle zle sie czuje i boi sie, ze popada w psychoze. Ja staram sie pomagac jak moge, wspieram go i tlumacze racjonalnie ze nic mu nie grozi, ale teraz wiem ze konieczna jest wizyta u specjalisty. Sama rowniez mam nerwice, nie jest ona bardzo nasilona ale sa momenty zwatpienia i zalamania. Kiedys czulam ze ta choroba nas laczy, ze sie rozumiemy jak nikt inny i pomagamy sobie nawzajem. Ale teraz zastanawiam sie czy to nie jest toksyczne polaczenie, czy nie bedzie coraz gorzej...

Ciagle bardzo go kocham, jest czescia mojego zycia i mnie. Nie potrafie nawet wyobrazic sobie tego, ze jestem z kims innym. Niemniej jednak, czuje ze coraz bardziej oddalamy sie od siebie, oboje jestesmy uparci i ponosza nas emocje. Po klotni, w ktorej pada wiele niepotrzebnych slow zadne z nas dlugo nie ma godnosci zeby przeprosic, takie chore poczucie dumy...

Dzisiaj powiedzial mi, ze musimy od siebie odpoczac, ze meczy go to wszystko co sie dzieje. Jest mi z tym bardzo zle, czuje ze ten zwiazek nigdy nie da nam pelnego szczescia ale z drugiej strony nie potrafie tego skonczyc, nie chce i bronie sie przed tym jak tylko moge. Kocham go i tesknie bardzo za tym co bylo kiedys, za niczym nie skazonym szczesciem i poczuciem idealnego dopasowania. Gdzies gleboko wierze ze mozemy to odbudowac, ale rozsadek mowi mi ze ciagle bedzie przybywac nieporozumien i klotni. Boje sie tkwic w tym zwiazku ale jeszcze bardziej boje sie go zburzyc i wiem ze nie potrafilabym sie pozbierac po rozstaniu.

Dziekuje wszystkim ktorzy poswiecili swoj czas i przeczytali mojego posta, troche sie rozpisalam :D

Nie oczekuje od Was recepty na szczescie, jedynie obiektywnej oceny sytuacji, czy taki zwiazek, dwoch chorych na nerwice i kochajacych sie zaborcza miloscia osob ma szanse przetrwac???
otherside...
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:40

Avatar użytkownika
przez Twilight 21 sie 2007, 18:48
IMO - ma szanse, ale pod warunkiem, że obie strony będą chciały się leczyć, a nie tylko zaleczać i ''uwieszać'' na drugiej osobie. Twój partner MUSI sięgnąć po pomoc specjalisty, sama widzisz, że jest z nim coraz gorzej.

A że pojawiły się problemy? To normalne, wcześniej znaliście się przez sieć, a pełna znajomość, jak dogłębnie byście nie czuli pokrewieństwa dusz przez sieć, jest dopiero na żywo.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez freaked;D 22 sie 2007, 16:15
Masz racje Twilight, ale on ma opory przed psychologiem. Twierdzi ze i tak mu nie pomoze. A psychiatra moim zdaniem nie jest dobrym wyjsciem, przepisze leki i na tym sie skonczy. A przeciez nie mozna cale zycie byc pod wplywem lekow :-/
otherside...
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Szatański sposób mego chłopa

Avatar użytkownika
przez efka_19 22 sie 2007, 17:15
Jestem z moim chłopakiem już 4 lata, od pół roku mam nerwice. Mój mężczyzna rozpracował moje zachowania w każdym calu. Zaczęło sie od tego, że szliśmy razem do biura pracy, które znajduje się po drugiej stronie miasta. Autobusem oczywiście nie pojechaliśmy bo nie wsiądę :roll: Upał jak nie wiem, no i oczywiście w połowie drogi bum. Słabo mi sie zrobiło i zaczęłam sie nakręcać. Siadłam na ławce i koniec, odpływam, a Ten do mnie z gębą "co sobie znowu wkręcasz, bab w urzędzie sie boisz, czy może nie chce Ci się tyłka ruszyć leniwcu" i zyga do mnie. Słuchajcie tak mnie zdenerwował, że sie wkurzyłam, wstałam i maszeruje dalej do urzędu :lol:
Chłopak mnie dogonił i mówi "a widzisz wiedziałem że jak Ci na ambicje wjadę to Ci przejdzie" i faktycznie, dopiero wtedy kapnęłam sie że już zupełnie nic mi nie jest i że stoję już przed tym biurem pracy :lol:
Teraz zawsze tak robi, jak tylko coś mi się dzieje i zdenerwowanie na Niego napędza mnie do tego żeby zrobić mu nazłość i pokazać że jednak umiem!
Niestety teraz wojsko mi go zabrało, ale łażę z siostra i ona mnie teraz wkurza :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
03 cze 2007, 23:22
Lokalizacja
małopolska

Avatar użytkownika
przez Aniolek_74 19 paź 2007, 10:29
No i wykrakałam :( W dodatku kogoś wpędziłam w chorobę :(
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a mężczyznę po tym jak kończy... cokolwiek :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
24 sty 2006, 10:22
Lokalizacja
Świętochłowice

Avatar użytkownika
przez friida 05 kwi 2008, 14:25
Jeśli ktoś może mi pomóc... będę wdzięczna... Nigdy nie byłam w zwiazku- zapewne przez nerwicę (mam stwierdzoną od 6 lat- ale była już dużo wczesniej tylko bałam się pójść do lekarza). Moje życie jest nudne, ale w miarę spokojne, dawałam sobie radę- przez ostatnie 2 lata mogę nawet powiedziec, ze funkcjonowałam b. dobrze ( z malutkimi wyjatkami i ograniczeniami (sen, wyjazdy, nowe miejsca, wydarzenia itp., które już pozosatną na zawsze) i wszystko było ok. Ale poznałam kogoś- znam go już długo, ale dopiero teraz coś zaczęło się między nami dziać... nawet ja bardziej naciskałam , bo on był bardzo wstydliwy. No i jak on już zaczął próbować, to nerwica wróciła. Straszne ataki lęku, zmęczenie, co ja będę pisać- już tydzień czasu trwa ten okropny stan. Bardzo chciałabym, zeby z tego coś wyszło- ale nigdy z nikim nie byłam- no i wiem, że ten powrót choroby to "przez niego". Zaczęłam mu mówić, że mam jakieś problemy, ale chyba nie znajdę siły na to , żeby spróbować. Szkoda mi go starsznie, bo wiem, że i jemu było bardzo trudno się otworzyć i przełamać. Mam wrażenie że to moja ostatnia szansa w życiu i mam wrażenie, że jednak nie dam rady. Im blizej z nim- czestsze smsy i rozmowy przez gg- to tym gorzej. Wczoraj było po prostu tragicznie. Nie odzywam się do niego i jest w miarę, ale jak tylko pomyślę, to od razu pikawa. Co robić- próbować mimo silnych lęków, czy dać sobie spokoj- bo zdrowie najwazniejsze..? Pogodziłam się z wizją samotnosci, więc moze lepiej już się "nie wychylać"? Czytałam tu jak zdrowi partnerzy wspierają "nerwicowców", ale widzę, że nie zwsze te zwiazki wychodzą... Będę wdzięczna za odpowiedzi tu lub na mojego maila- friduczcza@wp.pl
Pozdrawiam
"jeszcze będzie przepięknie,
jeszcze będzie normalnie..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
05 kwi 2008, 13:34

przez celineczka3 05 kwi 2008, 14:53
friida napisał(a):Co robić- próbować mimo silnych lęków, czy dać sobie spokoj- bo zdrowie najwazniejsze..?

Ja mam tak samo ale próbuje, bo chce zmierzyć się z tym lękiem....zobaczyc co jest ''dalej''ale decyzja nalezy do Ciebie..:)Pozdrawiam
celineczka3
Offline

Avatar użytkownika
przez friida 05 kwi 2008, 15:17
Calineczko- dziękuję za odpowiedź...
Ja też próbuję... właśnie się przemogłam i rozmawiam z nim na gg, ale serce mi wali i lęk się wzmaga.. Czy ty powiedziałaś MU o nerwicy? Mówić czy nie mówić? Kiedy? Na początku czy trochę poczekać..?
"jeszcze będzie przepięknie,
jeszcze będzie normalnie..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
05 kwi 2008, 13:34

przez celineczka3 05 kwi 2008, 15:46
Nigdy nie mowie na poczatku bo chce zeby mezczyzna spojrzal na mnie obiektywnie dopiero potem jak juz jestesmy na bardziej zazylych stosunkach to mowie co i jak. Zawsze dzialalo....jeszcze nikt ode mnie nie uciekl:):)
celineczka3
Offline

przez seigi 11 kwi 2008, 12:25
friida mi osobiście to się zdaje że się zakochałaś :D i te lęki to jest fizjologiczna reakcja organizmu jaka pojawia się przy zakochaniu, a że my nerwuski tak bardzo wrażliwi jesteśmy na swoim punkcie to z lękami różnie bywa. Być może te lęki to reakcja obronna organizmu jak sama wspominałaś nie byłaś w związki i organizm może się zdziwił że zaburza mu się święty spokój, a my nerwuski jesteśmy bardzo wrażliwe na zmiany. Uszy do góry trzymam za was kciuki
To, co za nami,
i to, co przed nami,
to drobnostka
w porównaniu z tym,
co tkwi w nas samych.
Ralph Waldo Emerson
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
25 lut 2008, 13:47

Avatar użytkownika
przez Magdalenka81 11 kwi 2008, 16:24
hej wam,co do zwiazkow to moj chlopak uwaza ze ja nosze problemy calego swiata na moich plecach:)To prawda :? Ja sie martwie wszystkim i czasem chce mi sie z tego smiac :D No a czasem no wiecie :(
MOJA GLUPIA HISTORIA Z MOIM CHLOPAKIEM :!:
Mielismy sie spotkac na miescie,wiec umowilismy sie pod"polskim sklepem"mieszkam w anglii wiec w moim miescie sa 3 polskie sklepy!Moj kochany chcial sobie kupic gitare wiec umowilismy sie pod polskim sklepem na przeciwko sklepu z gitarami!Nie wiem dla czego ja czekalam pod innym on akurat byl na przeciwko cmentarza :D stalam tam 20min,po tym czasie bylam tak zla ze poszlam do domu!Moj chlopak wrocil do domu po jakiejs pol gdzinie,zly jak nie wiem co,biedak szukal mnie po calym miescie bo myslal ze padlam gdzies truprm nawte sprawdzil pobliczne toalety :D Oczywiscie jak na niego czekalam to nakrecilam sobie filmik ze albo on umar albo odszedl o demnie,wiec dostalam atak,a to tylko z wlasnej glupoty i tak sie skonczyla moja wyprawa na miasto :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
170
Dołączył(a)
09 kwi 2008, 15:40
Lokalizacja
Colchester

Avatar użytkownika
przez friida 11 kwi 2008, 16:46
seigi wielkie dzięki za odpowiedź.. i diagnozę :oops: Na pewno masz dużo racji... czy się zakochałam to do końca nie wiem, bo tak się tego boję, że nie dopuszczam tej myśli do siebie.. Na pewno zależy mi, bo własnie te fizjologiczne reakcje organizmu zawsze pojawiały się u mnie w takich sytuacjach. Nie są to jednak typowe objawy ludzi zakochanych. Są DUŻO przesadzoooneee i rczej negatywne niż pozytywne. Po pierwsze - jak wspomniałeś/aś my nerwusi o wiele mocniej wszystko przeżywamy, ale zniosłabym jeszcze - drżenie rąk, nadmierną potliwość, rozstrój żołądka, przy jednoczesnym ściśnieciu go na maxa przez brak łaknienia, walenie serca, ciśnienie 170/100, itp itd. Wiem, że będę tak reagować w trudnych, nowych sytuacjach... ale niestety zazwyczaj wtedy nadchodzi właśnie TEN okropny lęk, którego nie jestem w stanie opanować i mam ochotę wiać, bo to jest okropne uczucie... jak wiemy tu wszyscy... Tym razem chce się z nim zmierzyć... Pierwszy atak był ostry- około tygodnia.. ale poradziłam sobie sama- szybkie i długie spacery, rozmowy, troche ziół, leków i jest względny spokój... Rozmawiam z NIM codziennie na gg po 2-3 godziny, ale wiem, ze jak będziemy mieli się spotkać to TO znów wróci... Nie chcę żeby postrzegał mnie jak roztrzęsioną nastolatkę- bo to już nie przystoi w moim wieku... a te wszystkie objawy bardzo po mnie widać... No ale na początku znajomości nie bedę mu przecież mówiła, ze mam nerwicę... ?
Oj rozpisałam się.. DZIĘKUJĘ ZA ODPOWIEDZI! BARDZO!
POZDRAWIAM!
"jeszcze będzie przepięknie,
jeszcze będzie normalnie..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
05 kwi 2008, 13:34

Avatar użytkownika
przez CITRIA 12 kwi 2008, 14:38
hej friida
ja tez tak kiedys miałam łacznie z wysokim cisnieniem :) u mnie to był lęk przed mężczyznami, który trochę juz "oswoiłam". Nie zwalczysz go inaczej jak właśnie przez to że spróbujesz z nim być ! Może się wam uda! a nawet eśli nie to "następnym razem" lęk bedzie dużo mniejszy.
Moja rada: staraj się "kontrolować" sytuacje, wiem ze to trudne jak jest sie zakochanym ale czasem trzeba sie uszczypnąc ;D. nawet jak juz poczujesz sie z nim komfortowo i lęk minie, proponuje zeby z niczym sie nie spieszyc i pozwlic rozwijac sie związkowi stopniowo i powoli...
Życie jest piękne i wierzę, że wszystko jest po coś.
Bylebym się nie poddała.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
15 lut 2008, 15:16

Avatar użytkownika
przez friida 14 kwi 2008, 16:28
CITRIA- napisałaś, że nie zwalczę lęku przed mężczyznami inczej niż poprzez spróbowanie byc z nim... Wiem, ale chyba nie dam rady... W moim wieku pogodziłam się z tym, że już zostanę sama i ok. Uważam tak jak ty, że najważniejsze to z niczym się nie spieszyć i odkrywać się nawzajem powoli..
Ja w rozmowach próbuję go naprowadzać po trochu na to, że mam jakieś problemy, ale nie wyobrażam sobie, że miałabym mu to powiedzieć wprost. Ja chcę pomalutku, krok po kroku, żeby lęk się też do tego wszystkiego miał czas przyzwyczaić. Niestety, mimo moich dyskretnych informacji, np odnosnie tego, że nie lubię podróżować, on zaproponował mi wspólny wyjazd z jego znajomymi (małżeństwem) za granicę na 5 dni. Na samą myśl roztrzęsłam się... Zamarłam dosłownie na jakieś 10 minut... Odmówiłam oczywiscie, a on miał jakby żal, pretensje, był wkurzony... My się nie znamy tak naprawdę, nawet nie byliśmy na żadnym spotkaniu sam na sam, rozmawialiśmy 3 razy na żywo + gg... a tu wyjazd za granicę, z jego znajomymi... No ale normalna, zdrowa dziewczyna ucieszyłaby się i zgodziła.. a ja..? I tak sobie myślę, po co mu taki bagaż jak ja.. Nie mam siły na to próbowanie..
CITRIA- co mialas na myśłi pisząc, żeby "kontrolować" sytuacje- próbować nie pokazywać po sobie tych emocji i reakcji fizjologicznych organizu?
Dziękuję ci za odpowiedź i pozdrawiam!
"jeszcze będzie przepięknie,
jeszcze będzie normalnie..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
05 kwi 2008, 13:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 17 gości

Przeskocz do