Związek z chorym na nerwicę.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez Myka 28 sie 2006, 21:04
Ja mam chlopaka ponad 1,5 roku.Na początku sama niewiedziałam co mi jest ,więc przez wszystkie moje ataki zadreczałam wszystkich wokół ,ze pewnie mam raka i juz po mnie.Chłopak wszystko rozumiał ,wspierał ,pocieszał .Było mi ogromnie wstyd ,niewiedziałam dlaczego On jeszcze ze mną jest.Teraz gdy wiemy co mi jest ,jest tak samo z Jego strony jak wczesniej:) Pyta się jak się czuję ,wiem,ze zawsze mogę na Niego liczyć, czuje sie przy Nim bardzo bezpiecznie,jak w domu:) Wiem,ze gdy tylko gorzej sie poczuje to On mnie nie zawiedzie.
Pozdrawiam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
08 lut 2006, 17:29

jak pomoc żonie?, jak się mam zachowywac?

przez kali66 16 gru 2006, 10:05
Witam,
mam powazny problem rodzinny i znajduje sie w takiej sytuacji że nie za bardzo wiem jak delej postępować. Na wstępie chcę zaznaczyc że nadal bardzo kocham mą żonę i bardzo pragnę jej pomóc. Wydaje mi sie że cierpi ona na naerwicę, co gorsza nie jest sama chyba tego świadoma. Moje reakcje w ostatnim czasie tez nie było sprzyjające temu jakie być powinne w stosunku do osoby która cierpi na nerwice. Final jest taki że żyjemy w separacji a żona weszla i nie weszla w nowy związek. Psuc zaczeło sie u nas wsztystko po poronirniu naszego 3 dziecka 6 lata temu, ja wtedy mialem powazne problemy w firmie i nie zauważyłem tego tzn nie zachowywałem się tak by dac jej odpowiednie wsparcie. Jets ona też napiętnowana domem rodzinnym gdzie oboje rodziców sa alkoholikam i zawsze miała trudny stosunek z ojcem. Jak mam się zachować by jej pomóc?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
16 gru 2006, 09:49
Lokalizacja
Kędzierzyn-Koźle

przez Oliwka333 16 gru 2006, 11:12
Hej. Naprawde ciezka sprawa ciezko mi cos powiedziec. Troche daleko to zaszlo skoro jestescie w separacji.Moze to zabrzmi banalnie ale nie obedzie sie bez powaznej rozmowy czy przedewszystkim twoja zona chce jeszcze z toba byc?Wiem jak bardzo wazne jest wsparcie drugiej osoby w takich momentach.Stracic dziecko to jest najgorsze co moze byc.Poprostu kobiecie swiat sie zawalil na maksa a z tego co piszesz nie dawales jej wsparcia.Musisz byc wobec niej bardzo delikatny,nic na sile jezeli nie bedzie chciala z toba rozmawiac to daj jej tyle czasu ile bedzie potrzebowala,ale jezeli wyczujesz ze jest iskierka nadziei to walcz o nia walcz jak lew o swoje malzenstwo! jezeli dojdziecie do wzglednego porozumienia to moze zaproponuj delikatnie terapie rodzinna u psychologa bo duzo przeszliscie a tym bardziej jezeli podejrzewasz u zony nerwice.Badz cierpliwy i wytrwaly bo slubowaliscie sobie ze bedziecie ze soba rowniez na te gorsze chwile ktore to te tak naprawde ksztaltuja nasze zycie i wzajemne stosunki.Pokaz ze jestes silnym mezczyzna ktory potrafi zawalczyc o swoje.Co prawda w takiej sytuacji malymi kroczkami ale wkoncu ku lepszemu.
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
02 gru 2006, 13:35

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Deunia 16 gru 2006, 13:52
Witaj.
Jeśli twoje obawy są uzasadnione to musisz o nas - nerwusach - trochę wiedzieć, a to napewno się przyda.
Po pierwsze to potrafimy wpadać w nieuzasadnioną złość - my sobie ją tłumaczymy ale nikt inny nie rozumie. Musisz coś zmienić skoro od ciebie odeszła coś jej nie pasowało i nie możesz tylko w rozmowie zapewniać ją że coś się zmieni - zmień to wcześniej. Bardzo ciężko się z nami żyje, dopiero jak choroba przechodzi widzimy najczęściej że byliśmy niesprawiedliwi, ale do tego trzeba samemu dojść. Musisz być naprawdę silny. I tego ci bardzo życzę skoro ją wciąż kochasz.
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
08 lip 2006, 22:29
Lokalizacja
Warszawa

przez snaefridur 16 gru 2006, 15:31
Przeczytaj ten temat:
http://www.forum.nerwica.com/zwizek-z-c ... t2964.html

Dotyczy identycznej kwestii.
snaefridur
Offline

przez mysia_fisia 16 gru 2006, 17:05
Kali66, nie poddawaj się. Trzeba walczyć o swoją miłość, dopóki masz choć cień nadziei.
Nie wiem, czy Twoja żona ma nerwicę, może po prostu trudno jej się z Tobą dogadać. Może przestała Ci ufać, może zawiodłeś ją...
Tak czy inaczej (z nerwicą czy nie) żona musi wiedzieć, że Ci zależy, że będziesz się starał, że może na Ciebie liczyć.
A jeśli to nerwica, to wsparcie najbliższej osoby jest bardzo ważne, sama się o tym przekonałam.
Poczytaj wątki na forum, przyda Ci się wiedza o nas, nerwuskach :)
Każdy ma swoje marzenia i może mieć swój performens. Nie każdy próbuje...
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
08 maja 2006, 10:22

Jak pomagać, zachowywać się i zrozumieć moją ukochaną?

przez pepe1 21 gru 2006, 03:57
Witajcie

Znalazłem się tutaj, ponieważ potrzebuje wskazówek od osób cierpiących na nerwicę. Moją ukochaną męczy to już pare lat. Z początku nie przywierałem do tego znacznej uwagi. Była to dla mnie rzecz dziwna, bo nie znam i nie czułem nigdy takich objawów. Jestem osobą, która jest zupełnym przeciwieństwem nerwicowca - po prostu nawet jak coś mi się stanie olewam to lub wręcz śmieje się z tego bo takie jest życie w którym są przypadki i wypadki ;) Ale nie o mnie chcę pisać. Problem w tym, że nie wiem już w jaki sposób jej pomagać. Poza tym strasznie utrudnia mi to wszystko jej charakter i "ciężkie dni". Martwi mnie to, myślę ciągle jak jej pomóc. Poza tym, że staram się jak najwięcej być przy niej i dla niej nic innego nie wymyśliłem. Naprawdę jestem tylko człowiekiem, a od niej słysze tylko że ją olewam, że się nią nie interesuje, że śmieje się z jej problemów i ich nie rozumiem. Po czym (np. wieczorkiem) jak się wtula we mnie, mówi mi że jest jej przy mnie dobrze i bezpiecznie... Wydaje mi się, że tego nikt nie zrozumie kto tego nie przeżywa albo przeżył (wierzę, że są też takie osoby). Staram się jednak jak najwięcej to zrozumieć, ale to jest ciężkie. Zwłaszcza utrudniają mi to jej wywody i pretensje. Jestem osobą, którą łatwo wyprowadzić z równowagi i wtedy wybucha kłutnia. Jej charakter jest równie wybuchowy, ale jeszcze w dodatku uparty i samolubny. Ona wie, że mówi mi głupoty, ale ja nie wiem co ona chce tym osiągnąć. Czasem mam już dość tego wszystkiego i łapie się na czymś takim, że potrzebuje chwili dla siebie w spokoju, w ciszy i samemu. Wtedy ona, jak by to czuła na odległość i dzwoni, pisze, puszcza dzwonki...

Sam już nie wiem, gubię się w tym, w swoich myślach i jej zachowaniu. Proszę podpowiedzcie mi, co robić, jak się zachowywać, jak do tego wszystkiego podejść.

ps. czy nie macie czegoś takiego, że w nerwach mówicie głupie rzeczy choć wiecie dobrze, że tak nie jest, że to nie prawda, ale trzymacie się okłamanej wersji nie wiadomo dlaczego? Żeby tylko się kłucić i być górą w kłutni? Dodam, że często takie zachowania sprzeczne z podświadomością ranią bliskich. Moje kochanie tak właśnie ma, a tłumaczy to zachowanie jak i wiele innych nie przyjemnych, że to nerwica...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
21 gru 2006, 03:25

Avatar użytkownika
przez Róża 21 gru 2006, 08:53
Pepe podobnych tematów było już trochę poruszanych na forum.Mogę ci odpowiedzieć tyle,że nerwica nie bierze się ot tak z niczego,ktoś tu ładnie okreslił,że to co cie nie zabije,to będzie z tego nerwica.I to powiedzenie najlepiej oddaje sens nerwicy.Mogę mówić tylko za siebie,ale widzisz jest tak,że jak coś się stanie,to też to olewam i śmieję się z tego,przechodze nad tym do porządku dziennego,tylko widocznie moja podświadomość nie chce tego olać i po pewnym czasie odreagowuje atakami nerwicy.Dlatego tak ważna jest psychoterapia,żeby móc dotrzeć do przyczyn i jeszcze raz je przeanalizować i nauczyć podświadomość reagować prawidłowo.Myślę,że twoje wybuchy i zdenerwowanie na pewno nie pomagaja dziewczynie,czuje się zagrożona.Jednak chce mieć dalej w tobie oparcie i dlatego mimo wszystko przytula się i szuka ciepła i wsparcia.Na pocieszenie powiem ci jeszcze,że może gdyby była zdrowa dawno byście się rozstali,ale ona prawdopodobnie tak boi się zmian w swoim życiu,że trzyma się ciebie jak ostatniej deski ratunku.Przykre to,ale często tak jest.Myślę,że powinieneś zadbać przede wszystkim o to żeby się leczyła(psychoterapia jest tu bardzo wskazana)i chwilowo przymknąć oko na jej zmiany nastrojów.To naprawdę nie są "fanaberie",to ciężkie do wyleczenia zaburzenie psychiczne i spróbuj to zrozumieć.Powodzenia.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez Róża 21 gru 2006, 09:23
...
Ostatnio edytowano 01 kwi 2007, 16:02 przez Róża, łącznie edytowano 1 raz
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez kali66 22 gru 2006, 14:39
dzięki za wsparcie, bo czasem jest mi ciężko w tym wytrwac, ale dodaliscie mi dużo otuchy
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
16 gru 2006, 09:49
Lokalizacja
Kędzierzyn-Koźle

Avatar użytkownika
przez Czarownica_Akara 24 gru 2006, 00:00
Wiesz co???? poprostu zostaw swoja zone jesli nie potrafisz jej pomoc. Mi moj facet nie potrafil i sie rozeszlismy. Wy faceci jestescie tak ograniczeni i dumni, ze szok, dziwne ze nalezycie do tego samego gatunku.... Sorry jestem teraz cholernie rozgoryczona i moze dlatego nie potrafie zdobyc sie na krzte milego slowa i wspolczucia.
" Wlasna, wolna i swobodna wola stanowi
najkorzystniejsza korzysc, w skutek ktorej
diabli biora wszystkie systemy i teorie "

F. Dostojewski
Posty
228
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 19:39
Lokalizacja
Wrocław

przez merigoold 26 gru 2006, 22:58
Witam, jestem na forum pierwszy raz. Zanim postanowiłam napisać poczytałam sobie troszeczkę i stwierdzam, że mogę się od Was wiele nauczyć. Mój mąż ma prawdopodobnie nerwicę, nie została ona jeszcze zdiagnozowana ale wszystko na to wskazuje. Myślę, że ciągnie się to już od dłuższego czasu, z tym że od ok 2 miesięcy jakby się spotęgowało. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że jest to tak poważna choroba i aż mi się wstyd przyznać, chyba przez dłuższy czas ją lekceważyłam. Chciałabym móc jakoć pomóc mężowi, postanowiliśmy jutro zadzwonić i zapisać go do psychologa, aby zdiagnozował chorobę i udzielił wskazówek co mamy dalej robić. Nie mniej jednak bardzo zależy mi na tym aby mu pomóc, może jakieś wskazówki od Was co mogę zrobić, jak postępować, na co szczególnie zwracać uwagę.
Mój mąż nie ma lęków związanych z wychodzeniem z domu, bardziej jest to lęk o własne zdrowie. Myśli o tym, że coś go zacznie boleć, nakreca się a następnie czuje się coraz gorzej. Ciągle mu towarzyszy ta myśl, że źle się czuje, lub będzie się czuł źle, wprowadza go to w stan zdenerwowania i przygnębienia. Tak wygląda to w skrócie i oczywiscie nie jestem w stanie dokładnie przełożyć jego uczuć gdyż stoję niejako z boku.
Proszę o pomoc, wskazówki, każda rada będzie dla mnie bezcenna.
Pozdrawiam i trzmam mocno kciuki za Was wszystkich i Wasze rodziny również.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 gru 2006, 22:28

przez atrucha 28 mar 2007, 11:27
Jestem tym chorym ogniwem w związku (posiadającym nerwicę). Właściwie trudno nazwać to związkiem. To resztki czegoś co mają przypominać,że to kiedyś był "związek".
Największym zarzutem mojego (byłego) faceta jest to,że ponoć nie potrafię panować nad emocjami. Ma to miejsce podczas kłótni..Wbrew pozorom nie krzyczę, nie panikuję, nie wyrzucam z siebie potoków słów. Słucham tego co ma do powiedzenia ta druga strona i analizuję wyciągając przeróżne wnioski. Głównie zastanawiam się nad tym dlaczego osoba która mówi ze kocha potrafi tak ranić i jakie są tego powody..Dochodzę do wniosku,że związek szwankuje i zapewne wynika to z tego,że On ma dość..i że pewnie kwestią czasu jest to,że odejdzie.. Oczywiście to wszystko analizuję głęboko w sobie..i w efekcie oświadczam,że np. nasz związek zapewne niedługo się skończy, że to początek końca i takie tam..Oczywiście kiedy już się uspokoję - wszystko jest w najlepszym porządku.. Taka sytuacja miała miejsce jakieś 3-4 razy..
W efekcie doczekałam się tego,że On ma dość i nie chce tak dłużej żyć.. Bo nie daję poczucia bezpieczeństwa (związek - tymczasowość)..Bo nie panuję nad emocjami.. Bo krytykę odbieram jako atak na siebie.. Bo jestem egoistką.. Bo nie mamy planów..Bo nie rozumiem,że on ma prawo mieć fatalny okres..
Jednocześnie zapewnia mnie (DOPIERO TERAZ) że jestem dobrą kochającą osobą, że odpowiadam mu pod każdym względem...tylko nasz związek jest zły i nie funkcjonuje odpowiednio.. Nie każcie mi tego tłumaczyć bo nie rozumiem..
Wiem tylko,że jestem perfekcjonistką i chcę by wszystko było dograne w każdym calu. Kiedy coś szwankuje - denerwuję się. Nie znoszę ciągłej krytyki. Nie dlatego,że uważam się za ideała..dlatego że krytyka bywa rujnująca..szczególnie kiedy jest jej w nadmiarze a mało tych dobrych słów..
Teraz dochodzi jeszcze poczucie własnej wartości. Kiedy słucham tego wszystkiego co On ma teraz do powiedzenia na mój temat, zaczynam głęboko zastanawiać się nad sobą.. Wszystkie oskarżenia i zrzucanie całej winy na mnie zwyczajnie dobijają mnie.
Nie chcę znowu przerabiać załamania nerwowego i dlatego staram się znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Chcę pracować nad własnymi emocjami. Mieć na nie wpływ..
Macie jakieś pomysły..?
Nie zależy mi na opiniach w stylu "ten facet to gnój", "znajdziesz lepszego, mądrzejszego".. Chcę rady jak można wybrnąć z tej sytuacji.. Co zrobić żeby było ok.. A może odpuścić sobie..
Mam też poważny dylemat czy to wszystko zwyczajnie nie jest tylko oznaką braku uczucia z Jego strony.. Jak to jest z tą "miłością"? Można zrezygnować z tej drugiej osoby mimo tego,że kocha się..? Do tej pory myślałam,ze problemy należy rozwiązywać i żyć dalej..starać się..

Od kilku dni mam taki mętlik w głowie, że już nie wiem co jest słuszne a co nie..Potrzebuję wskazówek (najlepiej od ludzi mających doświadczenie w poważnych związkach)..
(Dodam też,że On zagląda anonimowo na to forum i istnieje możliwość,że przeczyta wszystko..)
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

Avatar użytkownika
przez Róża 30 mar 2007, 11:35
Emocje,no właśnie,my naprawdę nie umiemy nad nimi zapanować,jeśli tego nie widać nawet,to oni to wyczuwają.Nie umiemy patrzeć obiektywnie na wiele spraw i dobijamy siebie i ich naszym perfekcjonizmem,który przynajmniej u mnie-wynikał z lęku o konsekwencje,o to,że jeśli coś zaniedbam-potem nie dam sobie rady.Mnie też się wydawało,że ja jestem w porządku,że wszyscy wokół są winni,dziwni i nieodpowiedzialni,a ja to wszystko muszę taszczyć na swoich barkach.Dopiero jak nerwica mi odpuściła-przejrzałam na oczy.We wszystkim przesadzałam i doszukiwałam się czegoś,czego nie było,a jak nie dawałam sobie z tym już rady,moją jedyną myślą było uciekać,rezygnować ze związku,z przyjaźni itd.I to wieczne zapatrzenie wgłąb siebie,że to ja doznaję krzywdy,a przecież wszystko z siebie daję,że mną się poniewiera,a przecież staram się pałać empatią i zrozumieniem.Niestety,stwarzamy nienormalne warunki w związku.Partner nie może na nas polegać,zmuszamy go żeby ciągle skupiał się na nas i naszych przeżyciach,które dla niego są kompletnie obce i niezrozumiałe.
Najlepsze wyjście z sytuacji-to zignorowanie siebie,"zapomnienie"o swoich problemach,pozwolenie sobie na życie,tak jakby nigdy nic złego,czy przykrego się nie stało.Nie wspominać,nie rozpamiętywać,nie przemyślać,co on chciał dać mi do zrozumienia,co przez to chciał powiedzieć itd.Żyć chwilą i spróbować bez tego zbędnego balastu zbliżyć się do partnera jak do osoby,której najbardziej na świecie ufamy,którą najbardziej na świecie kochamy.Taka metamorfoza będzie istnym szokiem dla partnera,ale w tym pozytywnym znaczeniu.Zainteresuje się naszą osobą,zacznie teraz on zgłębiać co się stało.Ja mówię,że nic,tylko odkryłam na nowo to co nas łączy najbardziej,czyli miłość.Zadbać o jak najwięcej wspólnych,miłych chwil,wspomnień tych dobrych,które mogą was do siebie zbliżyć,a nie oddalić.Bez żalów i wyrzutów.I wtedy dopiero okaże się,co zrobi partner,czy będzie dbał o tę wskrzeszoną miłość,czy oleje i przejdzie do porządku dziennego,zadowolony,że kłopot sam się rozwiązał.Wtedy można zadecydować,czy to jest warte dalszego ciągu,czy lepiej sobie odpuścić.
Mogę powiedzieć tylko to,co znam ze swojego doświadczenia.Mam nadzieję,że znajdziesz w tym coś dla siebie.Życzę ci powodzenia w związku,bo życie jest za krótkie żeby go marnować Wink Trzymaj się.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 29 gości

Przeskocz do