Związek z chorym na nerwicę.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Kama1234 25 sie 2006, 12:59
Janku, co Ty opowiadasz, jakie "zaśmiecać"??? To forum jest dla nas - dla Ciebie! Ja tez chciałabym opisaćpokrótce swój "przypadek".
Otóż mam męża od paru lat. Gdy wychodziłam zamążmiałam nerwicę bardzo słabą i w stadium początkowym: kto nie wiedział, ten się nie domyślił. teraaz jest już trochę gorzej,niestety... Mój mąż mnie nie rozumie, mówi , że to fanaberie rozkapryszonej księzniczki, każe wziąć się w garść i pracować nad sobą. byliśmy nawet raz razem u psychologa, ale mój ukochany powiedział, że ten facet to pseudolekarz i że jako taki jest mi zupelnie zbedny.
Walczę więc sama i z nerwicą i z mężem, który tego nie rozumie i wścieka się na moje"histerie". Nie wiem, czy dlugo jeszcze to pociągnę, mam fatalne nastroje z tego powodu, ciężko mi bardzo...
Pozdrawiam

Kama
Na pustym niebie piękny jest lot sokoła...
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
17 sie 2006, 15:20
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez Czarownica_Akara 25 sie 2006, 16:25
Pamiętaj: Nigdy nie poznasz w całości tego, co czuje osoba chora na nerwicę. Nigdy. I nie jest to Twoja wina. Psychika płata nam tak złośliwe psoty, zawiłe, że czasami sami siebie nie jesteśmy w stanie zrozumieć a co dopiero osoba zdrowa. Wspieraj żonę albo od niej odejdź. Jeśli zostaniesz, to dam Ci dobrą radę- nie staraj się zrozumieć, Twoja żona napewno walczy o normalność i to Ci powinno wystarczyć. Jedyne, co możesz zrobić to być przy niej. To tak kilka słów ode mnie.
" Wlasna, wolna i swobodna wola stanowi
najkorzystniejsza korzysc, w skutek ktorej
diabli biora wszystkie systemy i teorie "

F. Dostojewski
Posty
228
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 19:39
Lokalizacja
Wrocław

przez atrucha 25 sie 2006, 16:55
W pełni zgadzam się ze słowami Czarownicy. Nigdy nie poznasz i nie zrozumiesz co czuje człowiek chory na ta chorobę,dopóki sam tego nie doświadczysz. Możesz tylko przypuszczać i wyobrażać sobie. To wszystko. Litość nie może być powodem bycia z drugą osobą.

Moje zdanie opiera się na obserwacjach z czasów kiedy jeszcze nie doświadczałam tych stanów. Potem wszystko diametralnie się zmieniło.

Eva..zazdroszczę Ci wyrozumiałości męża.
Bądźcie dzielni! Pa :)
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez emiflo 25 sie 2006, 23:20
witajcie :) to ja jestem tą żoną o której pisze Janek :)
To jest jego punkt widzenia. Mój jest inny. Owszem , nerwicę mam i to od 4 lat. Próbowałam się leczyć róźnymi sposobami i próbuję nadal. Prowadzę dom i wychowuję synka , kiedy Janek jest w pracy. Gotuję obiady , sprzątam (chociaż róźnie z tym sprzątaniem bywa :) ) jeździmy do rodziny (mimo ze czuję się nieraz fatalnie) . Staram się funkcjonować jak najlepiej. Nerwica nie jest na pierwszym planie i nigdy nie była , choć owszem wielu rzeczy nie mogę robić ( np. jechać na koncert czy na długą wyprawę) . Nie poddaję się nerwicy , ale jak szukam różnych sposobów leczenia (obecnie chodzę na terapię grupową ) to mam obawy przed krytyką Janka.
Tak z grubsza to tyle .
Pozdrawiam
---Na najważniejszych skrzyżowaniach życiowych nie stoją żadne drogowskazy -----Charles Chaplin
*****************************************
---Sekretem szczęśliwego życia jest wyrozumiałe akceptowanie zmian ----- James Stewart
Avatar użytkownika
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
25 mar 2006, 16:09
Lokalizacja
Sieradz

Avatar użytkownika
przez Marcia 26 sie 2006, 17:34
moj mezczyzna kiedy dowiedzial sie ze mam nerwice i depresje bardzo mi pomogl...
doszlo do tego ze tylko on jest wstanie zadzialac na moje ataki i bezblednie wie kiedy je dostane...
czasem boje sie ze go krzywdze...
ze powinien poszukac kogos lepszego...
bo ze mna bedzie m\u trudno wytrzymac...
i znow zakwitna maki i storczyki...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
19 sie 2006, 16:51
Lokalizacja
z Poznania

przez beautty 26 sie 2006, 18:41
dziewczyny, zazdroszczę wam tak wyrozumiałych partneróe...

Kama - współczuję Ci, wiem co odczuwasz i jak musi Ci być ciężko...
To straszne, że najbliżsi ludzie nie rozumieją tego, co dzieje się z osobą znewricowaną, a może nie chcą zrozumieć. Idą na skróty i mówią, że to "histerie, egotyczne fanaberie i zbytnie skupianie się na sobie"...
Znam to.

B.
"...ona jeszcze nie wierzy, ale juz podejrzewa..."
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
24 sie 2006, 19:25
Lokalizacja
Południe

Avatar użytkownika
przez Eva 26 sie 2006, 21:57
Emiflo Dlaczego masz obawy przed krytyką męża ? przecież nie siedzisz w domku i nie czekasz na cud ... że nerwica sama przejdzie. Skoro się starasz ,to rób to tylko dla Siebie .A prawo do krytyki kazdy ma tym bardziej jak( wybacz Janku ;) )nie czuje tego co my. Przecież żadna z nas nie chciałaby tak cierpieć ,kazda chciałaby cieszyć się życiem ,rodziną. To co nas spotkało to dodatkowo wzbudza w nas wyrzuty sumienia że nie jesteśmy "sprawne " emocjonalnie. Wtedy każda uwaga ze strony kogoś bliskiego rani jeszcze bardziej ,bo przecież my się przez 24 na dobę musimy starać i pilnować żeby wszystko było w normie. Dlatego ten kto tego nie czuje nigdy nie zrozumie tak samo jak "głodny nie zrozumie najedzonego". Emfilo mimo wszystko dobrze zrobiłaś że namówiłaś męża żeby trochę poczytał , Janku twoja dziewczyna się bardzo stara ale ta paskudna choroba jest tak podstępna że nieraz trzeba dużo cierpliwości i czasu żeby ją pokonać. Piszesz że masz zainteresowania ,że lubisz fotografie ,ale żona nie "złapała bakcyla" ma prawo bo może nie czuć tego... Może ma jakies ukryte zdolności ;) nawet kulinarne coś w czym czuje się najlepiej . Czasami taka pasja pomaga bo pozwala na moment zapomnieć o chorobie. Pozdrawiam was oboje :smile:
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez patti1985 26 sie 2006, 22:51
Witam.. jestes w wielkim błedzie ze myslisz ze to jest nasz sposób na życie... jesli tak jest to dlaczego wiekszośc z nas nie moze sobie poradzic... skoro to tylko sposób mozemy go zmienic prawda?? a My chozy nie mozemy.. nerwica to choroba emocji trudna do wyleczenie.. jedyne co mozesz zrobic to być wsparciem.. ja rozstałam sie z kim bo nie miałam takiego wsparcia... małymi kroczkami do przodu a bedzie dobrze... ja choruje od dwóch lat i jeszcze mam troszke siły by stwierdzic ze mozna wyzdrowiec.. pozdrawiam..
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
20 lut 2006, 23:15

Avatar użytkownika
przez emiflo 27 sie 2006, 11:18
fotografię lubię , ale nie na tyle aby się stała moją pasją. Kocham za to muzykę , która działa na każdy nerw w moim ciele, uwielbiam projektować dom , ogród , i dlatego nasz domek ma już mnóstwo planów dobudowy łacznie z umeblowaniem :) A co do krytyki , to jest tak : ja nie zarabiam , pracuje w domu i dlatego jak mam wydać jakiekolwiek pieniądze , to czuje , ze wydaje Janka pieniadze , a nie nasze wspólne . Dlatego mam takie opory.
Napisz coś Janek :P
---Na najważniejszych skrzyżowaniach życiowych nie stoją żadne drogowskazy -----Charles Chaplin
*****************************************
---Sekretem szczęśliwego życia jest wyrozumiałe akceptowanie zmian ----- James Stewart
Avatar użytkownika
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
25 mar 2006, 16:09
Lokalizacja
Sieradz

przez Aga1 27 sie 2006, 14:11
Ja na nerwice jak już kiedyś pisałam cierpie od ok 20lat.Praktycznie od 15 lat jestem w domu., tzn od momentu gdy okazało sie ze jestem w ciąży.Przedtem pracowałam .Miałam na tyle siły aby dojechac sama do pracy.Co prawda nerwica dawała mi wtedy w kośc .W pksie mialam silne bóle i zawroty glowy, ale do pracy zawsze docierałam na czas. Gdy okazalo sie ze jestem w ciaży lekarz postanowił ze bede pod specjalna troska po pierwsza ciąze poroniłam.8 miesiecy spędziłam wiecej w szpitalu niz w domu.Podczas pobytu w szpitalu nerwica dawała mi troche w kosc, ale świadomośc że mam urodzic dziecko zdominowała ja. Dopiero po powrocie z dzieckiem do domu zaczeło sie na dobre.Lęki o dziecko tak wzmogły moja nerwice ze nie byłam w stanie wyjśc poza podworko. Przez te 14 lat były okresy bardzo krótkie, ze wychodziłam tylko do najbliższego sklepu.Czułam sie bardzo chora .Nerwobóle, lęki bóle głowy sprawiły że praktycznie nie wychodziłam z domu. Wszystkie sprawy mogłam załatwiac tylko z męzem.Gdy z dzieckiem np. trzeba było iśc na szczepienie to on brał urlop i szedł.Lekarze w przychodni dawali mi leki na tzw.wyciszenie ale one pomagały na krótko i za 2 czy 4 miesiacy wszystko wracało.Moje bóle głowy wg nich spowodowane były krzywym kręgosłupem.Arytmia i omdlenia niskim ciśnieniem.Koło sie zamykało.Moj domowy świat z męzem układaliśmy tak że nikt z najbliższych nie domyślił sie przez te lata że ja tak cierpie.Wszędzie chodziliśmy razem, nawt do sklepu po pieczywo. Nie powiem mam męza bardzo wyrozumiałego.Jeżeli chodzi o wychowanie dziecka to role podzieliliśmy tak ja dom tzn.gotowanie , pranie spratanie, w wszelkiw wyjazdy na rowerze to mąż .Oczywiście w miare moich możliwości było i kino, ale tam tez mialam lęki to potem mąz jeżdził.Gdyby nie śmierc dwoch bardzo bliskich mi osob na raka.I zal po pogrzebie brata ktory juz chyba do ostatnich granic spotęgował moja nerwice, tkwiła bym w tym wszystkim po dziś dzień. Zadziałał instynkt samozachowawczy że trzeba sie ratowac.Zapisałam sie do psychologa , a on mnie do psychiatry.Męzowi balam sie powiedziec ze ide do psychiatry, ale nie miałam wyjście.Nie moglam sama wyjsc z domu. Wyśmiał mnie że nie mam do niego zaufania i powiedział że skoro tak cierpie i zrobi wszystko , aby mi pomóc.Na 4 pierwszw wizyty brał urlop i był ze mną .Potem odważyłam sie jecha sama i w tej chwili nie ma już problemu.Cho lecze sie dopiero od marca to jestem juz zupełnie innym człowiekiem.Wszyscy cieszymy sie ze robie sie samodzielna .Każdy mój sukces jest nasz wspólna radościa. Nie wyobrazam sobie jakbym miala byc zostawiona wtedy sama sobie.Ci którzy myśla że nam z nerwica latwo sie zyje , nigdy sie nie dowiedzą naprawde jak to jest. Ta pomocna dłoń jest bardo potrzebna i np tak jak w moim przypadku to tez krok ale nasz wspolny do pokonania nerwice. Nie odpychajcie nas, a wtedy naprawde chociażby dla was bedziemy starali sie z tego wyjśc.Mnie sie to udaje i życze aby wszyscy mieli takich wspaniałych partnerów w żciu jak mam ja.
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez rybogen 28 sie 2006, 01:24
hej!
ja tez mam nerwice, dopiero niedawno mi ja zdiagnozowali ale kojarze ataki juz od dziecinstwa, nie znosilam wyjezdzac no i podrozy autobusami, autami itd bo mi bylo niedobrze. teraz to wszystko przybralo takie rozmiary ze w niektore dni wogole nie chce wychodzic z domu.
mam chlopaka, ktory wie o tej chorobie, rozumie, wspiera, zgadza sie na chodzenie na nogach gdzie to tylko mozliwe, rozumie kiedy mowie zeby on przyjechal do mnie a nie na odwrot.
niby wszystko dobrze ale czasem wydaje mi sie ze mimo wszystko jest mu z tym ciezko, ze nie jest w stanie tego do konca zrozumiec, a mi jest tym bardziej glupio bo on ciezko pracuje wiekszosc dnia i pozniej jeszcze przyjezdza do mnie i nie narzeka a ja cale wakacje siedze w domu i ciagle czuje sie chora. czasem sobie mysle czemu tego wszystkiego nie rzuci w cholere bo miec dziewczyne z histeriami taka jak ja to musi byc strasznie przerabane :)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
28 sie 2006, 01:07

Avatar użytkownika
przez Eva 28 sie 2006, 09:57
Emiflo Ja od ponad 20 lat nie pracuje zawodowo ,równiez mam opory z wydaniem ciężko zarobionych przez męża pieniędzy ,ale mąż mi wierzy i ufa że ;) nic nie kombinuje .Zawsze jak coś sama kupię ,lub przez kogoś jest zadowolony bo wie że w ten sposób może mi zrobić radość. Każda kobieta uwielbia stroić "swoje gniazdko". Gorzej by było gdybyś miała męza dusigrosza który by wydzielał Ci każdy grosz i jeszcze czekał na resztę. Skoro jestescie rodziną to wszystko jest wspólne ,no chyba że jesteś nałogową hazardzistką i Janek musi kontrolować wasze wydatki ;) Wydaje mi się że kobieta najlepiej wie co trzeba kupić do domu. Ja gdy niewychodziłam z domu byłam lepiej zoriętowana w cenach i co gdzie w jakim sklepie jest od chłopaków. Oglądałam dokładnie wszystkie reklamy które przynosili pod drzwi. Kiedyś myślałam że jestem takim pasożytem męża że żyje z jego pracy ,ale ja też się nie obijam w domku . Robię tak samo jak Ty : gotuję,sprzątam,piorę... jestem do dyspozycji przez 24 godziny :lol: więc uwazam że w ten moze niekonwencjonalny sposób zarabiam na swoje utrzymanie. Może to tez jest złe bo wszystkie zajęcia domowe sa na mojej głowie ja musze myśleć co brakuje w domu co ugotować ... chłopaki przynosza zakupy do domu i więcej nic ich nie interesuje. Nasza praca kobiet siedzących w domu jest równiez cięzka nie myśl tak przeciez jestes z Jankiem ... jednością ;) Emiflo czy Twoje brak zainteresowania fotografią nie jest związane z tym że majac taką pasję trzeba wyjść z domku? skoro kochasz piękno ,jesteś estetką,jesteś wrażliwą osóbką to może połączycie wasze pasje ... Ty tworzysz a Janek to fotografuje :smile: i już macie coś wspólnego . Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez Aga1 28 sie 2006, 13:49
Kochane dziewczyny ja od 15 lat nie pracuje.Nigdy u mnie w domu nie było tak ze ja pracuje to sa moje pieniądze.Jesteśmy rodzina i wszystko co robimy jest nasze wspólne. Razem decydujemy o wiekszym zakupach.Natomiast wszystko to dotyczy jedzenia i kuchni, prania jest pod moja opieką.Choc zakupy zmuszeni bylismy przez moja chorobe robic razem.Nawet podstawowe produkty.Nigdy mojemu męzowi nie przyszło do głowy aby powiedziec nie rusz to sa moje pieniadze. Mój maz tez lubi fotografie.Wypuszcza sie na rowerze z córką w plener. W mieście tam gdzie mozemy dotrzec razem staram mu sie towarzyszyc.Nasz dom nie odczuł tego ze ja mam nerwice.I nikt nie traktował mnie jak osobe chora.Po prostu miałam słabości jak każdy człowiek.Mąz starał mi sie zawsze pomagac tak , zebym nie odczuła że jestem chora. Teraz gdy powoli uwalniam sie od leku nadrabiam stracony czas. Robie sobie wyzwania na przekór chorobie. Byc moze to kochana Emiflo ze uwazasz sie za osobe chora to tak ciebie traktuja. Lecze sie od marca , efekty sa. Teraz nie myśle wcale o tym ze jestem chora , traktuje wszystko normalnie , bo co mi moze sie stac? To tylko nerwica, a z nia po prostu trzeba walczyc samemu , bo nikt tego za nas nie zrobi. Kochanie wiecej wiary w siebie we wlasne siły, a zobaczysz ze powoli wyjdziesz z tego, czego bardzo Ci zycze.
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez beti 28 sie 2006, 14:12
...jestem w dośc długim związku...4 lata temu kiedy zachorowałam mój
chłopak bardzo mi pomógł...potem gdy było mi lepiej rozstalismy sie...
niedawno do siebie wróciliśmy i jest zupełnie inaczej...wiele sie zmieniło a uczucia wypaliły...tkwie w tym...poznałam fantastycznego mężczyznę...
spotykamy sie od niedawna...jestam rozstrojona bo nie wiem co dalej...
mysle,ze mój związek nie ma już szans...wczoraj powiedziałam tej drugiej osobie,na co choruje...tym bardziej,że poznalismy sie wtedy gdy choroba wróciła...ostatnio przy nim miałam atak...oczywiście mu o tym nie powiedziałam...jest to osoba,która przywróciła mi nadzieje,sprawiła,że chce mi sie życ...i boje sie,że zrobiłam błąd mówiąc mu o tym tak wcześnie...ale nie ma sensu budowac czegoś nowego bez szczerości...jeśli nie zrozumie widocznie nie jest mnie wart..
jutro ide do lekarza...bez tabletek nie dam rady...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 sie 2006, 13:14
Lokalizacja
warszaFFFka

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do