Związek z chorym na nerwicę.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Jak żyć z nerwicowcem ?

przez Vito 18 sty 2006, 10:42
Witam, mam kilka pytań odnośnie życia z osobą chorą na nerwicę. Moja dziewczyna ma nerwicę i od pewnego czasu jej lęki, zawroty głowy , omdlenia, nasilają się. Jesteśmy ze sobą dość krótko i nie bardzo wiem jak się zachować kiedy ona źle się czuje, co robić kiedy ma atak. Ona wie, że ma we mnie zawsze wsparcie, że ją bardzo kocham, ale gdy jestem w pracy, a ona ma np. gdzieś wyjść to zaczynają się lęki. Mówi że jest okej, ale czasem widze, że źle się czuje i nie wiem jak jej pomóc. Czy mówić, że wszystko będzie dobrze czy dać jej się wziąść w garść bez zbędnych ceregieli. Ja bym ją najchętniej położył w łóżku wtedy i niepozwolibym jej nic robić, ale wiem że to chyba przy nerwicy niewskazane.

Prosze pomóżcie mi, bo bardzo ją kocham i chce dla niej jak najlepiej.


Pozdrawiem serdczenie.
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
18 sty 2006, 09:56

Avatar użytkownika
przez cicha woda 18 sty 2006, 12:51
Napewno nie kłaź jej w łóżku i nie zostawiaj w domu. Wiem co to znaczy bo sama mam nerwicę. Wychodź z nią jak najczęściej ale bądź cierpliwy i wspieraj ją bo nerwica nie mija z dnia na dzień. W razie ataku bądź przy niej i spróbuj ją uspokoić, przeważnie atak mija bardzo szybko i nie jest tak ciężki na jaki wygląda.
Czy twoja dziewczyna się leczy?
Jeśli nie to pomyślcie o wizycie u psychiatry, najlepiej idź tam z nią - to pomaga!
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

przez Vito 18 sty 2006, 14:19
Tak leczy się, bierze relanium i jeszcze dwa inne leki, których nazw teraz nie pamiętam. Ataki jej się nasiliły i teraz szuka jakiegoś dobrego psychologa lub psychiatry. Najgorsze dla mnie jest to, że te ataki ma kiedy mnie nie ma w domu, prawie cały dzień jestem poza domem, a jak przyjeżdżam to już jest po tabletkach i jest niby wszystko dobrze. Największym jej lękiem jest właśnie wychodzenie z domu jak jest sama, wtedy ataki są najczęstsze. Jest już po jedej terapii jakimiś mocnymi lekami i boi się, że znowu będzie musiała przez to przejść. Trudno było jej później odstawić te leki. Jesteśmy ze sobą od listopada, ataki mniejwięcej zaczęły się od grudnia i jestem prawie pewien, że to też ma swoje piętno, że jestem z nią. Wiadomo jak to jest jak się z kimś jest i się go kocha, emocje, uczucia, szalejące myśli w głowie...

Wiem, że to nie moja wina, ale czasem mam wyrzuty sumienia, że to przezemnie jej choroba się nasiliła.
Napewno jej nie zostawie, bo to kobieta mojego życia i bardzo ją kocham, a ona czasem pyta czy napewno chce być z nią i że sprawia mi tylko same kłopoty...

Pewnie, że chce :)
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
18 sty 2006, 09:56

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Olka 18 sty 2006, 14:21
Vito moje rady sa takie: przede wszystkim dziewczyna musi trafic do psychologa im wczesniej tym lepiej:) A jesli chodzi o Ciebie- miej dla niej duzo zrozumienia, wiem, że ktos kto nigdy przez to nie przeszedł nie jest w stanie tego zrozumiec. Ale uwierz mi ze jak człowiek sie czegos boi, jest to silniejsze od niego! Zapewnij jej maksymalnie duzo poczucia bezpieczenstwa i wsparcia. Wiesz zdaje sobie sprawe ze ciezko jest zyc z osoba ktora ma nerwice, wiąze sie to z wieloma wyrzeczeniami. Moj chłopak przesiedział ze mna poł roku w domu, bo nie byłam w stanie wyjsc na piwo, do znajomych na dyskoteke.......
Vito przed Toba nie lada zadanie, ale uwierz mi ze jako bliska osoba możesz pełnic bardzo wazna funkcje w procesie powtoru do zdrowia Twojej dziewczyny. Ona Cie teraz napewno bardzo potrzebuje! Pamietaj, ze z nerwicy sie wychodzi, ale trzeba zaczac ja leczyc, w przeciwnym razie bedzie sie pogłębiac.
Jak masz sie zachowywac jak dziewczyna ma atak? - mi bardzo sie podobała postawa mojego chłopaka - był bardzo opanowany i spokojny, gdyby i on wpadał w panike widzac to co sie ze mna dzieje, to juz by było po mnie! Nawet jak mnie karetka zabierała z domu......zachowywał stoicki spokój. Natomiast panika mojej mamy dodatkowo wzmagała to wszystko co sie ze mna dzialo. Także spokój:) Miej ta swiadomość ze dziewczynie nie stanie sie nic złego, choc bedzie sie jej wydawac ze umiera, albo ma zawał....itd. Ataki nie sa groźne dla zdrowia, ale okropnie nieprzyjemne dla osoby ktora je przezywa. Staraj sie ja wtedy uspokoic, przytul.....napewno powinno pomoc:)
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Avatar użytkownika
przez Olka 18 sty 2006, 14:24
Vito nasilenie tych ataków jest wynikiem procesów jakie zachodza w niej samej, także nie mozesz sie za to winic, Ty absolutnie nie masz nic do tego! Twoja dziewczyna zdaje sobie sprawe z tego, ze jest dla Ciebie w pewnym sensie ciezarem............ mi przychodziły takie mysli do głowy zeby sie rozstac i nie meczyc nikogo......ale to byłaby chyba najwieksza głupota!
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Avatar użytkownika
przez cicha woda 18 sty 2006, 14:26
Bardzo się liczy twoje wsparcie i zapewnienie o uczuciu. Ja strasznie bałam się że kiedy mój chłopak dowie się w nerwicy to mnie zostawi, musisz ją przekonywać że tak nigdy się nie stanie. To jest bardzo ważne! Zabieraj ją na spacery, w miejsca które bardzo lubicie, nie dopuść do tego żeby w obawie przed atakiem zostawać cały czas w domu.
Jeśli chodzi o leki to jest z nimi różnie, trzeba długo czekać na efekty i wszystko zależy od organizmu. Koniecznie pomyślcie o psychoterapii bo same leki nie gwarantują 100% wyleczenia. Jest to długotrwały proces ale dobry psycholog czy psychoterapia grupowa może dużo pomóc.
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

przez Vito 18 sty 2006, 15:12
Wiem, że jestem dla niej wsparciem i chce nim być, a już napewno nigdy jej nie zostawie z powodu choroby....w sumie to wogóle jej nie zostawie :) Na spacery chodzimy dość często, bo mamy dwa psy więc wyjście razem nie stanowi problemu, ale tak jak pisałem jak jest sama to wptedy jest problem. Ona wie, że może na mnie zawsze liczyć, że jak będzie pod wpływem tabletek i będzie spała zajmę się domem i dziećmi, ma dwójkę wspaniałych dzieci :) Wie, że może mi zaufac pozostawiając je ze mną, ale ma charakter hmmm "wojownika" , przez kilka lat była sama, sama wychowywała dzieci i czasem jest jej trudno poprostu sie położyć i odpocząć lub czasemn nawet przyjąć najmniejszą pomoc. A czy to dla mnie ciężar ? Jakoś nie odczuwam tego w kategoriach ciężaru. Chce z nią być na dobre i złe i ona wie o tym. Są chwile zwątpienia kiedy myśli, że zaraz się ubiorę i wyjdę, bo będe miał dość, ale tak się nigdy nie stanie i przekonuje ją o tym jak tylko mogę...
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
18 sty 2006, 09:56

przez Dana 18 sty 2006, 20:34
Melisa - mialam to samo, wychodzilo na to, ze olewam lub ze mam fochy, a u VITO podstawowa rezcz jest spelniona, otwarcie się obu stron i chęć pomocy, to już wielki krok i na pewno Wam się uda, czego życze!
Offline
Posty
220
Dołączył(a)
23 gru 2005, 04:03

przez Vito 19 sty 2006, 00:33
Dziękuje za wszystkie wskazówki i za komplement :oops: Czy taki jestem? No cóż, nie mi oceniać ;) Ja tylko staram się dać jej miłość, szczęście i poczucie bezpieczeństwa na tyle na ile mnie stać i na ile mam sił.
A z tym otwarciem, to różnie na początku bywało. Musiałem ciągnąć za język żeby czegokolwiek się dowiedzieć, bo bała się mi powiedzieć prawdę o chorobie w obawie, że ją zostawie, ale codziennie staram się jej dać do zrozumienia, że tak łatwo to się mnie nie pozbędzie ;) W sumie się nie dziwie jej reakcji, czytałem troche forum i wiem, że takie przypadki się zdarzają czego szczerze nierozumiem, bo jeśli się kogoś kocha to jest się z nim na dobre i złe. Zawsze jej powtarzam, że lepsza najgorsza prawda, niż malutkie kłamstwo, pozatym wolę wiedzieć co się dzieje z moją ukochaną osobą by wiedzieć jak jej pomóc, stąd też zapisałem się na Wasze forum. Narazie dzień pomalutku sie kończy bez sensacji więc jest dobrze :)
Dziękuje Wam jeszcze raz i pozdrawiam serdecznie.

P.S. Porządni faceci są jeszcze na tym świecie, więc cierpliwości, sami Was znajdą. Wierze, że każdy z Nas wkońcu trafi na tą swoją drugą połówkę. Ja już znalazłem :)
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
18 sty 2006, 09:56

przez Vito 22 sty 2006, 05:16
Zawsze mam straszne wyrzuty sumienia jak się moja kochana przezemnie zdenerwuje. To nie są jakieś wielkie awantury, to nie są wogóle awantury, ale jak się z kimś żyje na codzień to czasem powstają jakieś małe nieporozumienia. Okropnie się z tym czuje, bo wiem, że niepowinienem jej denerwować. Czy to dobrze ? Czy traktować ją zawsze normalnie (nie chodzi mi o wszczynanie jakiś awantur, bo taki nie jestem) ale czy starać się zawsze by była spokojna. Nie wiem jak zdenerwowanie wpływa na kogoś chorego na nerwice. Może to głupie pytanie, ale chodzi mi o życie codzienne. Mam nadzieje, że rozumiecie o co mi chodzi.

Pozdrawiam
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
18 sty 2006, 09:56

Avatar użytkownika
przez innge 22 sty 2006, 09:38
Vito napisał(a):Zawsze mam straszne wyrzuty sumienia jak się moja kochana przezemnie zdenerwuje. To nie są jakieś wielkie awantury, to nie są wogóle awantury, ale jak się z kimś żyje na codzień to czasem powstają jakieś małe nieporozumienia. Okropnie się z tym czuje, bo wiem, że niepowinienem jej denerwować. Czy to dobrze ? Czy traktować ją zawsze normalnie (nie chodzi mi o wszczynanie jakiś awantur, bo taki nie jestem) ale czy starać się zawsze by była spokojna. Nie wiem jak zdenerwowanie wpływa na kogoś chorego na nerwice. Może to głupie pytanie, ale chodzi mi o życie codzienne. Mam nadzieje, że rozumiecie o co mi chodzi.

Pozdrawiam


mialam szczescie trafic na czlowieka podobnego do ciebie ;) i uwierz mi na pewno twoja dziewczyna kazdego dnia (tak jak ja) dziekuje, ze cie spotkala ;)

takie drobiazki codziennie potrafia kogos z nerwica doprowadzic do dzikiego wrzasku :lol: moj drogi znalazl rozwiazanie: nie podejmuje zadnych moich atakow, nie mialoby to najmniejszego sensu bo moje zachowanie w tych momentach nie ma nic wspolnego z racjonalizmem :cry: a mi przechodzi tak szybko jak przyszlo ;)

przy zdenerwowaniu nadejscie ataku jest prawie pewne :cry:

Vito napisał(a):bo bała się mi powiedzieć prawdę o chorobie w obawie, że ją zostawie, ale codziennie staram się jej dać do zrozumienia, że tak łatwo to się mnie nie pozbędzie


ja tez sie boje, a wlasciwie mam wyrzuty sumienia, ze kogos obarczam swoja choroba :cry: i powiem ci szczerze, ze ja chyba bym go i tym samym ciebie, nawet zrozumiala: bo dlaczego macie sie z nami meczyc zamiast spedzac czas z rozesmiana, milutka blondyneczka na imprezach itd.

dlatego na samym poczatku mu o tym powiedzialam, ze lekko to ze mna pewnie nie bedzie :? i na poczatku bylam dosc zdystansowana do idei nas, razem w dalekiej przyszlosci... :( ale udalo sie tzn. jak na razie udaje sie ;)

Vito napisał(a):Zawsze jej powtarzam, że lepsza najgorsza prawda, niż malutkie kłamstwo


to bardzo wazne w zwiazku: najmniejsze nieporozumienia zawsze wyjasniac, nie przepusc jej niczego, zawsze dopytaj co jest nie tak, nigdy nie idzcie spac z czyms niewyjasnionym... ona na pewno nie usnie :(

Vito napisał(a):codziennie staram się jej dać do zrozumienia, że tak łatwo to się mnie nie pozbędzie


...to bardzo wazne i nie mysl o tym racjonalnie, w tym wypadku to bardzo wazne... w moim 6-letnim zwiazku, powiedzialam mu chyba tylko 3 razy, ze go kocham :( oczywiscie dostajac zaraz po ataku :? ale sama musze slyszec minimum co godzine, ze jestem dla niego najwazniejsza osoba na swiecie itd. brzmi idiotycznie? przepraszam, ale tak to u mnie wyglada... iracjonalnie... ale czy wlasnie nie jest tak w sferze uczuc?

oczywiscie, moze u innych wyglada to zupelnie inaczej...

trzymam kciuki zebys wytrwal ;)
...a ty... badz... ze mna..., ktory jestes...,
zanim splosze cie mych powiek... zlym... szelestem...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
20 sty 2006, 00:45

Avatar użytkownika
przez Aniolek_74 24 sty 2006, 17:06
Przeciez zawsze powtarzam, że masz sie Vito nie przejmowac moimi humorami, a jak będę sie czuła naprawdę źle to Ci powiem. Musze się sama pozbierać i tyle :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
24 sty 2006, 10:22
Lokalizacja
Świętochłowice

Avatar użytkownika
przez innge 24 sty 2006, 17:07
Aniolek_74 napisał(a):Przeciez zawsze powtarzam, że masz sie Vito nie przejmowac moimi humorami, a jak będę sie czuła naprawdę źle to Ci powiem. Musze się sama pozbierać i tyle :)


moze teraz uwierzy :D
w koncu co na pismie to na pismie :lol: :lol: :lol:
...a ty... badz... ze mna..., ktory jestes...,
zanim splosze cie mych powiek... zlym... szelestem...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
20 sty 2006, 00:45

Avatar użytkownika
przez Aniolek_74 24 sty 2006, 17:12
Zdaję sobie sprawe z tego, że to tylko nerwica, że to tylko jakis cholerny lęk i panika , a nie coś co zagraża życiu i.t.d. I z tym lękiem muszę sobie poradzić sama :) Nie mam tego od roku czy dwóch, bo leczyłam już nerwicę wcześniej. I było znacznie gorzej i jakoś z tego wyszłam, więc teraz mimo nawrotu też na pewno dam radę. Tylko drażni mnie to, ze jest ten nawrót, bo fajnie było bez leków i lęków :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
24 sty 2006, 10:22
Lokalizacja
Świętochłowice

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: eovo i 34 gości

Przeskocz do