Nerwica, a wasi bliscy

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica, a wasi bliscy

przez Noopii 30 lip 2011, 11:41
Pisze o tym,że jeśli człowiek nauczy się być wsparciem dla samego siebie w sytuacjach stresowych,trudnych to będzie łatwiej nam radzić sobie w życiu.Wsparcia,pomocy należy szukać,jeżeli jest nam ciężko i nie dajemy rady.Nie popadajmy w skrajności..od uzależnienia,że ktoś musi mi pomóc bo mam problem,bez proby samodzielnego rozwiązania problemu..aż do bez łaski sam sobie musze poradzic i nikt mi nie jest potrzebny.Trzeba umieć wypośrodkować emocje,być świadomym kiedy trzeba poprosić o pomoc,a kiedy szukać samemu rozwiązań.
Noopii
Offline

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez Manka 10 sie 2011, 08:44
Część Wszystkim , co tu taka cisza ??? :shock:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez crazymajka 13 sie 2011, 16:46
witam was kochani nerwowcy :)
Jestem tu nowa chodź od jakiegoś czasu czytam na forum co nie co. Stwierdzono u mnie to co u was, nerwicę lękową. Straciłam przez nią wielu ukochanych osób ( partnerów) :( bo myśleli,że to mój charakter, ja zresztą też, a tym czasem to choroba ( podobno uwarunkowania biologiczne). Ale do rzeczy. Jestem teraz w związku, cóż ciężki to związek a i długa historia. Ale dogadujemy się coraz to lepiej i jest super, choć jest jeden MINUS. On nie wierzy w moją chorobę, twierdzi,że to sobie wymyślam aby zwrócić na siebie uwagę, aby się mną opiekowano.Fakt kiedy czuje się "zapomniana" czuje się nie potrzebna i zła. :( a innym razem powiedział mi że nawet jeśli to prawda to muszę sama sobie z tym poradzić bo on nie będzie przy mnie zawsze i muszę być silna, ma rację.. ale on jak dostaje ataków paniki czy histerii nawet mnie nie przytula, staje się zimny jak lód, podobno po to abym poradziła sobie z tym sama.. choć ciężko mi jest.. całe życie byłam lękliwym dzieckiem, straciłam wielu partnerów, biorę leki, za niedługo zaczynam psychoterapie ale smutno mi,że nie mogę dzielić się z nim swoimi uczuciami.. udawać,że się nie boję.. że jestem silna.. wtedy gdy potrzebuje się "schować". Nie wiem co mam robić?? on nawet nie chce czytać książek czy artykułów o tym.. unika tego tematu bo ciągle uważa,że to tylko zwrócenie na siebie uwagi :(POMÓŻCIE!!
"Zrób to czego się boisz a skończy się strach..." ;-)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
13 sie 2011, 16:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica, a wasi bliscy

przez Noopii 13 sie 2011, 18:21
crazymajka-cześć współczuje Ci szkoda że partner Cie nie rozumie..to jest problem z doświadczenia wiem ze raczej malo kto rozumie,chyba ze to ma..Mnie dziewczyna rzuciła z powodu nerwicy..miała dość mojego :shock: zachowania po trzech latach bycia razem oswiadczyla ze,, nie będzie niańczyc mojej nerwicy do końca życia,,więc narzarłem sie leków popiłem i pojechałbym niehybnie do Bozi gdyby nie mój kupel...wrócil wcześniej z imprezy... cóż mogę radzić..postaraj się jakos mu wytlumaczyć..jeśli nie zrozumie chociaz w jakims stopniu może warto pomysleć czy to ma sens? jest wielu wartościowych ludzi mężczyzn,kobiet,ja dogaduje się teraz jakos w związku..jak?nauczyłem sie ze jesli ktos na prawdę kocha rozumie,wspiera a każdy tego kiedys w życiu potrzebuje.Staram sie też radzić ze swoimi problemami tzn..chodzę na terapię..czasem moja dziewczyna ze mną jak mnie nie umie zrozumieć...i tak dzielnie sobie żyjemy :yeah: każde z nas sie stara uczy rozumieć kochać,trzeba chcieć dla siebie i innych .Nie chce byc dla nikogo ciężarem,poprzez moje dolegliwości.
Noopii
Offline

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez crazymajka 13 sie 2011, 18:37
:( właśnie.. nie chce być dla nikogo problemem dlatego też zdecydowałam się na leczenie, przeszłam już przez anoreksje, która też jest rodzajem nerwicy.. wielu ludzi mnie zostawiło bo myślało,że moje histerie i napady paniki to charakter... ja sama siebie potępiałam.. nienawidziłam siebie... aż w końcu przyszedł moment gdzie pojawił się lęk przed wszystkim.. poszłam do specjalisty i buum diagnoza..moja mama mi wierzy, wspiera mnie choć sama czasem ma dość.. a mój partner.. nie wiem czy on mnie kocha.. on sam tego nie wie.. kiedyś wyznał mi miłość jak nie byliśmy razem.. a teraz gdy jesteśmy on zastanawia się co do mnie czuje... smutne to, ale trwam przy tym bo wierzę w niego i w jego uczucie bo wielu już by odeszło a on trwa choć ma dość... nie wiem co mam robić.. czuje się teraz fatalnie.. nawet nie wiem czy mam do niego zadzwonić że mi smutno i źle.. a jak nie zrozumie? zdenerwuje się.. nie wiem co w takim momentach mam robić.. mówić.. czy udawać? :(
"Zrób to czego się boisz a skończy się strach..." ;-)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
13 sie 2011, 16:24

Nerwica, a wasi bliscy

przez Noopii 13 sie 2011, 19:15
udawać nie warto :cry: wczesniej czy póżniej nie będziesz już w stanie udawać..dobrze że sie leczysz..brawo :!: doszłas juz w tym leczeniu do przyczyn swojej nerwicy?bo takie są?anoreksji?warto sie nad tym zastanowić....przepracować to aby się nie męczyć...Partnerstwo-polega też na wspieraniu.....rozumieniu....staraniu się....twój partner jest chyba bardzo nie dojrzały.Jeśli sam nie zauważy że jesteś smutna,nie zapyta to znaczy ze chyba jest wygodnicki :cry: za bardzo nie zarzucaj go ,,sobą,,rozumiesz o czym pisze?bo ucieknie...niech to on sam pyta o twoje samopoczucie..jeśli go na to nie stać....to przykro mi...Nie miej pretensji do siebie skoro sie starasz.leczysz.partner powinien byc dla Ciebie wsparciem :!: a nie żebys bała sie jak zareaguje....Tylko to co u mnie sie sprawdza...mówie o swoich odczuciach problemach wtedy gdy sam nie potrafie juz z nimi sobie poradzić..tzn...znam swoją dziewczynę..na tyle że wiem co kiedy powiedzieć...i jeśli mam problem mówie...ale dopiero gdy to jest problem ,samopoczucie,biadolenie tego raczej nikt nie lubi..rzadko czasami...ale nie udaje że jest ok :bezradny: jak nie jest i w środku sie gotuje..nauczylem sie jakos radzic sobie samemu ze sobą....prawie zawsze....to trudne,bardzo trudne nawet czasem nawet mi sie wydaje że lepiej sobieradzę w zyciu niz moja dziewczyna....staram sie byc dla wsparciem....aby wiedziała ze może na mnie liczyć ona też....potrzebuje wsparcia....zrozumienia....nauczylem się dawać...i brać :brawo:
Noopii
Offline

Nerwica, a wasi bliscy

przez buu 13 sie 2011, 19:21
crazymajka, a nie myślałaś właśnie.. oczywiście jeśli partner by wyraził chęć iść razem z nim na wizytę.

Nikt nie chce być ciężarem.. Ja chce na siłę uporać się ze wszystkim sama. Choć to też złe rozwiązanie.
La inteligencia sin ambición es como un pájaro sin sus alas.
buu
Offline
Posty
624
Dołączył(a)
25 paź 2010, 11:16

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez crazymajka 13 sie 2011, 19:52
ale jak radzić sobie sama?? zanim dowiedziałam się o nerwicy starałam sobie sama wszystko poukładać.. pomagało ale na chwilkę, a ja mam dość " dobrze na chwilkę" :/ chce na dłużej.. a nawet na zawsze.... wiem ze nikt nie lubi biadolenia, ciągłego smutku czy ciągłych problemów... on pyta się mnie od razu jak widzi smutną minę co jest.. ale gdy mówię co jest.. tak jakby nie słyszał mnie.. wtedy pragnę przytulenia a on robi to co robił zanim mu powiedziałam dlaczego jestem smutna.. jakby nie usłyszał.. powiedział mi kiedyś że dlatego abym sama sobie z tym poradziła bo on nie może być na każde moje zawołanie... ma racje.. moja mama ze mną " się ciaćka" a potem jak dostaje krytyke czy mało zainteresowania panikuję.. może coś odwrotnego postawi mnie na nogi choć będzie o wiele bardziej boleć :( już bardzo boli.. zadzwoniłam do niego,że mi smutno... rozmawiał ze mną.. ale pow. że nie wie jak mi pomóc a i on sam ma nie za dobry humor... i nadal jestem na tym samym etapie plus wyrzuty sumienia,że znów zaprzątam mu głowę i jestem JEDNYM WIELKIM PROBLEMEM.. :( choć centymetrów nie mam za wiele ;-)
Razem na terapie? nigdy w życiu.. mam wrażenie że terapia, psychiatra równa się dla niego szpital psychiatryczny a przecież ja nie jestem wariatką.. tylko udaję chorobę aby zwrócić na siebie uwagę.. że tak naprawdę nie czuje lęku ale udaje histerie.. panikę...
Czasami fakt.. wyolbrzymiam dane odczucia aby on się mną zajął.. zatroszczył a nie był zimny jak lód.. dlatego jak pisałam.. to nerwica lękowa osobowości zależnej :( boje się dorzucenia.. boje się,że mama czy on mnie opuszczą czy to śmierć czy zwykłe odejście.. tata uciekł do Niemiec zanim się narodziłam ze swoją rodziną ( gdyż ja jestem dzieckiem romansu) i chyba dlatego boje się jakiegokolwiek odrzucenia.. dlatego strasznie staram się trzymać każdego partnera blisko choć wiem że właśnie ten brak oddechu powoduje,że uciekają ( sami po zerwaniu mi to oznajmiali) ale ja nie umiem inaczej.. tak strasznie boje się opuszczenia że panikuje i robie bardzo głupie rzeczy.. :(
"Zrób to czego się boisz a skończy się strach..." ;-)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
13 sie 2011, 16:24

Nerwica, a wasi bliscy

przez Noopii 13 sie 2011, 20:51
zdecydowałaś sie na leczenie jak piszesz tzn?jakie psychoterapia(jeżeli nie chodzisz)byłaby odpowiednia.To czego sie boimy rośnie w moc znasz to powiedzenie?musisz nauczyć się oswajać swoje lęki...radzić z nimi Nie wciąż się bać że,opuści cię ktoś a nikt nie jest Twoją własnością :!: więc może opuścić..i lepiej abyś brała to pod uwagę pakując się w jakiekolwiek relacje bliskie z ludzmi.Twój chłopak dobrze kombinuje..reaguje na twoj smutek,ale tym ze nie ,,rozczula,, sie nad Tobą nie chce żle przeciwnie..chce uodpornić cie na życie...jeśli zapyta o Twoje samopoczucie przytul sie do niego sama jeśli nie musisz nie zaprzątaj mu głowy nie wyolbrzymiaj :!: Przepraszam,ale swoim postępowaniem sama go straszysz zniechęcasz..skoro wiesz o tym popracuj nad tym aby tego nie robić.Wiem,że nie udajesz tyle ze nikt nie chce być trzymany na smyczy w jakimkolwiek związku i musisz to uszanować inaczej na prawde zostaniesz sama.Jeśli wiesz że taka masz osobowośc pracuj nad tym by zmienić swoje emocje,które Cię do tego skłaniają..
Noopii
Offline

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez crazymajka 13 sie 2011, 21:14
Noopii tylko ja nie wiem jak.. we wtorek ide do psychologa który stwierdzi czy indywidualna terapie czy grupowa.. wolałabym grupową.. mimo wszystko aby porozmawiać na żywo z innymi.. ja to wszystko znam w teorii ale jak przychodzi lęk ciach.. robie głupie rzeczy a potem mam wyrzuty sumienia bo wiem,że to złe :( ja nie wiem jak mam sie zmienić...
"Zrób to czego się boisz a skończy się strach..." ;-)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
13 sie 2011, 16:24

Nerwica, a wasi bliscy

przez Noopii 13 sie 2011, 21:57
Spokojnie ważne,że chcesz!dobrze,że idziesz do psychologa od tego są terapie aby pomagały nam rozwiązywać problemy.Na terapii dowiesz się jak. Dbaj o swojego chłopaka,mam wrażenie na podstawie tego co opisywałaś,że Cię kocha i zależy mu na Tobie tylko czuje się bezradny,przygnieciony Tym co jest w Tobie.On też potrzebuje pomocy by zrozumieć Ciebie..na terapii nauczysz się tego..
Noopii
Offline

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez crazymajka 13 sie 2011, 22:52
nie wiem czy mnie kocha.. on odpowiada tylko,że bardzo mu na mnie zależy i bardzo mnie lubi.. ale słowo "kocham" jest dla osoby z którą będzie chciał być do końca życia.. ale nie o tym mowa.. mimo wszystko mam przeczucie jakby do niego to nie docierało.. on ciągle powtarza,że sobie wmawiam tą nerwicę.. tylko jak ostatnio z nim rozmawiałam że biore leki które mają skutki uboczne i ta terapia to też koszt choćby podróży do innego miasta.. nie robiłabym tego tylko po to aby zwrócić na siebie uwagę.. za wysoka cena za tylko zwrócenie uwagi tym bardziej że mam wielu wielbicieli, nie on to inny da mi uwagę.. to nie egocentryzm ale starałam się mu wytłumaczyć,ze nie chodzi tu o zwrócenie uwagi.. eh fakt.. po rozmowie wpadłam w histerie że przez leki antydepresyjne mam problemy z seksualnością.. to mnie przytulił i wyjaśnił,że nie mam się czym przejmować,że to minie.. oczywiście szybko się uspokoiłam i czułam się spokojna... to wiele dla mnie znaczyło.. ale zależy mu chyba.. bo gdy waliłam głową o ścianę czy wzięłam nóż aby się pociąć a on mi go wyrwał lub gdy rzucałam krzesłami on nadal ze mną jest.. dlatego wiem jak jest cenny i tak cholernie się boję go stracić :( boli mnie to,że on nawet nie chce czytać o tej chorobie.. dowiadywać się.. słuchać mnie.. i chyba nigdy ze mną nawet na terapie nie pojedzie.. choć ostatnio pokłóciliśmy się i powiedziałam mu,że o niczym nie będę mu mówić to on znów odparł to po co on jest? ja nie wiem, z jednej strony chce mi pomóc a z jednej uodpornić i nie chuchać i dmuchać na mnie.. nie rozumiem go :(
"Zrób to czego się boisz a skończy się strach..." ;-)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
13 sie 2011, 16:24

Nerwica, a wasi bliscy

przez Noopii 14 sie 2011, 04:04
Jego to przerasta,ale skoro jest z Tobą to coś znaczy..idź do psychologa na terapie,to jedyne rozsądne wyjście.
Noopii
Offline

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez crazymajka 14 sie 2011, 10:47
też tak zrobie.. we wtorek wizyta.. eh boje się,że mi mimo wszystko nie pomogą.. leczyłam się w tym ośrodku na anoreksje, cóż nie było to idealne, ale wiem że mają grupę terapeutyczną dla nerwowców dlatego tam wróciłam.. nie wiem czy dobrze, ale nigdzie indziej nie ma takiego typu pomocy.

-- 14 sie 2011, 20:18 --

http://www.youtube.com/watch?v=oPeOAXZI ... re=related cała prawda o mnie.. z różnicą,że ja nie biorę pieniędzy za seks tylko żebram o miłość by mnie kochano i nie opuszczono :/
"Zrób to czego się boisz a skończy się strach..." ;-)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
13 sie 2011, 16:24

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 25 gości

Przeskocz do