Nerwica bez wyjścia

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica bez wyjścia

przez asko 16 gru 2010, 00:32
Dolegliwości w skrócie: typowa nerwica z napadami lęku, tj. budzenie nocne z napadami, ranna pobudka z niedospaniem. W ciągu dnia, zazwyczaj do 14-stej godz. ataki typu: kręcenie w głowie, niby omdlenia, nogi giętkie, brak tchu, ciężkie oddechy z bolącym sercem, chwilowe myślenia o zwariowaniu, brak możliwości skoncentrowania się na pracy, dziwne przytłoczenie siebie. Ciągła kontrola swojego zachowania i to co się dzieje w środku mnie. Pobudzenie żywnościowe – tłumaczenie sobie, że to objaw głodu, co i tak zjedzenie nie zdaje wyniku pozytywnego.
Leczenie w skrócie: od początku zotral 1 tabletka rano. Terapia 6 miesięczna – przerwana, bo objawy ustąpiły, więc sam lekarz zakończył terapię (terapia darmowa z NFZ). Powtórna terapia za darmo niemożliwa.
Dzieciństwo, które mogło wpłynąć na teraźniejszą sytuację: matka alkoholiczka, opuściła mnie gdy miałam 4 lata. Zmarła z przepicia gdy miałam 15 lat. Ojciec, który mnie wychowywał miał niespełnione ambicje, które nakładał na mnie, tj. być najlepszą (zawsze porównywać się do najlepszych), płacić za swoje błędy (bił mnie), podporządkować się jemu jako przywódcy, nie mieć własnych słabości, bo też kara za to była (cielesna). Czyli jako dziecko zmuszona byłam wiedzieć co jest dobre w oczach dorosłego, za omyłkę płaciłam bolesnym karceniem i co ważne brakiem kochania. Nie mogąc przeciwstawić się swoim słabością czułam od razu strach, że zostanę skarcona złością i biciem. Reasumując, dzieciństwo z mylnym myśleniem kochania i potrzeby. Opuszczenie przez matkę, tresowanie przez ojca, później samobójstwo siostry na moich oczach – wyskoczyła z okna 12 piętra, to wszystko daje mi się we znaki w życiu codziennym. Ale co mam zrobić? Terapie darmowe są tylko dla jak widać gorzej „postawionych” ludzi ode mnie, prywatne wydają mi się przedłużające w czasie by za każdą wizytę płacić 50 zł.
Życie teraźniejsze: Dążenie do perfekcji, ukończenie ponad wyższych szkół, ciągłe uczenie się w nowych kierunkach przez kursy, nowe szkoły. W pracy – perfekcjonizm, oddawanie z siebie wszystkiego, podwyższanie inteligencji i non stop praca. Zachwyt z tego, że ludzie oceniają mnie jako niezastąpioną i niezawodną.
Moje odczucia: chcę być perfekcyjna, najlepsza, niezawodna, doceniana.
A poza tym całym „gównem” mam nerwicę, z którą nie potrafię sobie poradzić.
Mam psychę skrzywioną życiem z dzieciństwa, nie mam do kogo iść po poradę bezpłatną, bo fachowcy „płatni” gdzieś mają pomoc, jedynie liczą zyski na seansach w których się człowiek wyżali. A ja.... nie wiem co mam robić, dłużej nie potrafię funkcjonować z nerwicą i pilnować swoich obowiązków, a śmierci się boję by móc skończyć ze sobą.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
16 gru 2010, 00:31

Re: Nerwica bez wyjścia

przez scarlett 16 gru 2010, 07:45
asko, Twoje objawy są praktycznie takie same jak moje. Z nerwicą męczę się już dobrych kilka lat. Wiem co to jest wychowywać się w rodzinie gdzie rodzice piją nie być kochaną i samotną (jestem jedynaczką). U mnie było to samo, moja matka też zmarła z przepicia, miałam wtedy 20 lat podobnie jak ojciec, który zmarł rok później. Objawy nerwicy pojawiły się u mnie zaraz po śmierci rodziców, trwały przez 6 lat. W końcu sama zaczęłam z nimi walczyć i udało mi się, jednak 4 lata temu gdy podczas porodu straciłam jedno z dzieci wszystko wróciło na nowo. Co do psychiatrów to naprawdę ciężko trafić na dobrego, byłam u dwóch prywatnie. Każda wizyta przebiegała tak samo, pytanie co pani dolega, potem plik recept i proszę przyjść za miesiąc
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
26 lis 2010, 09:18

Re: Nerwica bez wyjścia

przez asko 16 gru 2010, 22:02
scarlett....dokładnie też zaczęłam chorować po śmierci ojca, bo to z nim mieszkałam i się wychowywałam. Ciekawe dlaczego dopiero po śmierci osób, które krzywdziły, dopiero zaczyna się chorować. Przecież powinno się w jakiś sposób poczuć ulgę. Najgorsze jest to, że nie potrafię sama siebie kontrolować, wmawiać sobie, że to tylko choroba, że przecież jest dobrze w moim życiu. Tyle lat choruję, a nie przyzwyczaiłam się do tego. Ciągle mnie to męczy, czuję się wyczerpana fizycznie i psychicznie.
Może masz jakieś metody samokontroli? Może i mi coś pomoże?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
16 gru 2010, 00:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nerwica bez wyjścia

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 16 gru 2010, 22:07
asko napisał(a):scarlett.... Ciekawe dlaczego dopiero po śmierci osób, które krzywdziły, dopiero zaczyna się chorować. Przecież powinno się w jakiś sposób poczuć ulgę.

To jest dość częste zjawisko. Gdy trwa trudna sytuacja organizm się mobilizuje do walki z całej siły i jakoś ciągnie. Natomiast paradoksalnie wtedy gdy zabraknie kata zamiast wolności i ulgi pojawia się choroba., Powinnyście to na terapii przepracować.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości

Przeskocz do