Nerwica ? Strach ? Czy za dużo problemów ?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica ? Strach ? Czy za dużo problemów ?

przez Yuuri 13 gru 2010, 18:19
Mam 19 lat i jestem w ostatniej klasie Technikum.
Nie umiem sobie sama poradzić w rodzicach nigdy nie miałam wsparcia.
Jestem osobą bardzo wrażliwą, wstydliwą i skrytą ale nie miałam dużego problemu z kontaktowaniem się z innymi.

Wszystko zaczęło się w 3 klasie ... klasa zaczęła mnie powoli odrzucać. Bardzo dużo choruje, czasem po 3 tygodnie (choroba potem powikłanie za powikłaniem). Zawsze byłam wstanie nadrobić wszystko w tydzień. Wiem że jednej dziewczynie to się nie podobało, a nawet kilku tylko ja nie jestem osobą która liżę dupę nauczycielowi żeby mieć dobrą ocenę. Nigdy nie byłam najmądrzejsza i dobrze o tym wiem ale rodzice co innego próbują mi do tej pory wbić chociaż im tłumaczyłam. Ojciec zawsze mi powtarza że nie mogę stać się jak starsza siostra (imprezy, narkotyki, zawalenie kilku szkół), że mam być jak córka kujonka jego kolego z pracy. To jest nie do zniesienia.
Nigdy nie imprezowałam, zawsze pomagałam, nie nadużywam alkoholu. Staram się nie robić problemów bo wiem ile moi rodzice przeszli z moją starszą siostrą. Szczerze mówiąc zawsze ode mnie ludzie coś wymagali a ja starałam się temu podołać. Od podstawówki pomagałam innym kosztem swojego zdrowia. Nie raz wracałam do domu cała poobijana.
Rodzice mnie zawsze trzymali na uboczu. Mówili dasz sobie rade i tak powoli się zamykałam w sobie. Miałam chłopaka, pomógł mi się otworzyć, poradzić sobie z rodzicami. Moja mama zawsze była manipulowana przez ojca, nie podobało mi się to. Ojciec lubi sobie popić. Nie jest agresywny przy tym ale niszczy człowieka psychicznie. Moja mama ma nerwicę, przez dłuższy czas nie umiała sobie z tym poradzić i ulegała. Jak były jakie kłótnie ja wkraczałam do akcji, nie raz oberwałam jak się zaczął rzucać żebym się nie wtrącała, ale ja tak nie potrafię patrzeć jak się wyżywa na mojej mamie. Nade mną nigdy nie miał władzy.
Wracając do chłopaka. Z czasem jak z nim byłam ludzie się ode mnie odsuwali. Dopiero po 3 latach zobaczyłam że nie mam nikogo, że jestem w klatce, że jestem tylko jego zabawką. Jak chciałam z nim zerwać dostał szału, pobił mnie. Była policja sprawa została założona. Ale on nie odpuścił. Prześladował mnie. Pisał sms, wiadomości na gg, dzwonił do mnie, rodziców, starszej siostry, młodszej a nawet szwagra. Chodził nocą pod moim oknem. Strasznie się tego bałam. Bałam się wyjść na dwór , wyjść z psem bo mogłam go spotkać. Ta myśl mnie przerażała. Do tej pory próbuje mnie jakoś przyciągnąć do siebie. Zaczął rozpuszczać ploty, że się puszczam. Wmawiał ludziom że wszystko stało się przeze mnie. Gramy w tą samą grę rpg. Przestałam na 2 miesiące bo nie mogłam go słuchać. Nie byłam wstanie patrzeć jak chodził za mną, jak przeszkadzał w grze swoją postacią. Opuściłam sporo szkoły. Przez te wszystkie nerwy dostałam nadżerek na żołądku (bakterie mam już od kilku lat więc musiałam zawsze uważać jak jem, bo wiem że wszystko mogło wrócić i wróciło). I przez chorobę więcej opuszczonej szkoły. Wspomnę że chłopak jest policjantem więc zatuszował sprawę w policji.

Klasa i ludzie odwrócili się ode mnie bo się go bali.On nie jest normalny, zawsze przynosił pracę do domu. Chciał być gliną 24/7.
Od dziecka nie miałam łatwo. Ciężko mi było się dogadać z dziewczynami. Łatwiej mi było z facetami. W 4 klasie technikum jedna z dziewczyn rozpoczęła mobbing w stosunku do mnie. Klasa się totalnie odwróciła. Głupie odzywki, ciężko było cokolwiek pożyczyć żeby uzupełnić zeszyty. Najlepsza przyjaciółka w którą wierzyłam też zaczęła się tak zachowywać. Strasznie to zabolało. Zamykam się coraz bardziej i bardziej. Sytuacja w szkole i "ex" strasznie mnie dobili. Nauczyciele nie zwracali na to uwagi. Niektórzy nawet sami się z mojej sytuacji naśmiewali. Opowiadałam to mamie, powiedziała tylko że to chwilowe, że to nic wielkiego i stały tekst do mnie "Poradzisz sobie".
Ludzie w szkole patrzą się na mnie jak bym kogoś zabiła. Nauczyciele mają na to wylane. Sytuacja się ustabilizowała jak powiedziałam wychowawczyni że pójdę do psychologa szkolnego i po za szkołą i pociągnę sprawy jeszcze wyżej. Wystraszyli się ponieważ to nie jest najlepsza szkoła i każda błahostka może doprowadzić do jej zamknięcia. Jest spokój ale i tak traktują mnie jak trędowatą.

W tej chwili nie jestem wstanie nawet jechać do szkoły. Jak tylko o niej pomyśle wpadam w depresję. Jak mam wsiąść do autobusu to sztywnieje, nie mogę się ruszyć, wracam do domu i mówię że się źle czuję. Nadal boję się wychodzić z domu przed strachem że spotkam byłego.

Rodzice nigdy mnie nie wspierali, zajmowali się zawsze młodszą siostrą. Zawsze jak czegoś potrzebowałam musiałam przez długi czas prosić i błagać albo sama sobie załatwić. I tak powstał znowu mur. Nie potrafię tam nikogo wpuścić. Nikt mnie nie rozumie chociaż próbuję im to wytłumaczyć. Przy ostatniej rozmowie z mamą powiedziała tylko że jakoś się ułoży.
Naprawdę mi strasznie ciężko. Nie wiem jak sobie z tym radzić. Coraz bardziej się pogrążam w tej ciemności. Próbuje wszystko robić żeby nie myśleć. Wróciłam do gier rpg. Ale to nie pomaga. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Nie mogę spać. Chce płakać ale nie potrafię.

Nie wiem co robić ... Wszystko mnie przerasta. Nie jestem taka jak sądzą inni ale do nich nie dociera co mówię. To strasznie boli.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
13 gru 2010, 17:31

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 25 gości

Przeskocz do