Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

przez TAO 07 gru 2010, 00:18
marcja,

No to powiem Ci że się mylisz. Lata temu bałem się chodzić po ulicy, bałem się ludzi, bałem się wszystkiego prawie, miałem myśli samobójcze i cooo tam jeszcze... Teraz nic kompletnie nic, nawet nawrotów w sytuacjach baaardzo stresowych.
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

Avatar użytkownika
przez marcja 07 gru 2010, 00:25
A ile minelo od ostatniego nawrotu ???

W sytuacjach typowo stresowych, to ja tez nie mam nigdy nawrotu - wrecz przeciwnie - inni panikuja a ja zlewam wszystko. Zgubil nam sie bilet autokarowy, a nie ma juz czasu po niego wracac do hotelu ? Eee tam luz... Zostaniemy na dworcu i wyspimy sie na podlodze w razie czego. Szef drze sie, zeby zrobic cos za 15 minut, a ja wiem, ze potrafie zrobic to najkrocej w pol godziny... Eee tam, najwyzej mnie zwolni, poszukam czegos nowego itp. Tylko zamkniecie wyzwala czasem nerwice (choc typowej klaustrofobii nie mam), czasem tez pojawia sie sama (ostatnio we wrzesniu tego roku, pojawila sie bez przyczyny po 3 latach przerwy)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

przez TAO 07 gru 2010, 01:01
marcja,
Był tak dawno, że nie pamiętam... nerwica mnie dopadła w 1992/93 w listopadzie, zdiagnozowana w lutym. 1997 miałem pewność że sobie poradziłem, nawroty miałem tak do końca 1999 moze połowy 2000
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

Avatar użytkownika
przez marcja 07 gru 2010, 01:16
No to super - twardziel jestes :)
To moze ja tez kiedys przestane miec nawroty...:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

przez TAO 07 gru 2010, 01:22
marcja,

Jeżeli nerwicą nazywasz to, kiedy się rozpoznaje, że człowiek się wkręca, i na czas potrafi temu zapobiec, czyli nie ulec, to moim zdaniem to nie jest nerwica, tylko dobry kontakt z ciałem i umysłem.
Z mojej praktyki wynika, że warto się zatrzymać... ... poczekać i pomyśleć chociaż:
"A co sie dzieje w tym czasie z wierzą Eifla? Stoi pewnie i nic jej nie rusza..." ;) :D
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 07 gru 2010, 01:32
viviene, W jedych wątkach piszesz,ze wyszłaś z choroby, w innych opowiadasz, w jaki sposób sobie radziłaś, a teraz czytam,że nie do końca pozbyłas się lęku.
Nie wiem jakiego typu była Twoja terapia. W jakim nurcie. Może behawioralno-poznawczym. Nie wiem, może nie doczytałam.
Fajnie,ze odstawiłaś leki.
Ale jakieś wewnętrzne Twoje mechanizmy funkcjonowania są nadal w konflikcie. Jest jeszcze jakiś konflikt/-y.
Ze swojego doświadczenia wiem,że lęk przed zaśnięciem moze być przykrywką dla innych ukrytych lęków. Ale to moje doświadczenie.U Ciebie może być inaczej.
Poobserwuj siebie. Może przydałaby się jeszcze pogłębiona psychoterapia?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

Avatar użytkownika
przez marcja 07 gru 2010, 01:36
TAO napisał(a):
Jeżeli nerwicą nazywasz to, kiedy się rozpoznaje, że człowiek się wkręca, i na czas potrafi temu zapobiec, czyli nie ulec, to moim zdaniem to nie jest nerwica, tylko dobry kontakt z ciałem i umysłem.


Tak, ja to nazywam nerwica :) Zazdroszcze normalnym ludziom, ktorzy tego dobrego kontaktu z cialem i umyslem nie maja :lol:

TAO napisał(a): Z mojej praktyki wynika, że warto się zatrzymać... ... poczekać i pomyśleć chociaż:
"A co sie dzieje w tym czasie z wierzą Eifla? Stoi pewnie i nic jej nie rusza..." ;) :D


:D Wyprobuje kiedys 8)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

przez TAO 07 gru 2010, 01:41
marcja napisał(a):
TAO napisał(a):
Jeżeli nerwicą nazywasz to, kiedy się rozpoznaje, że człowiek się wkręca, i na czas potrafi temu zapobiec, czyli nie ulec, to moim zdaniem to nie jest nerwica, tylko dobry kontakt z ciałem i umysłem.


Tak, ja to nazywam nerwica :) Zazdroszcze normalnym ludziom, ktorzy tego dobrego kontaktu z cialem i umyslem nie maja :lol:



To maja ją wszyscy bez wyjątków... każdemu kiedyś zdarza się tracić kontrolę nad sobą...
Cała reszta to być może Twoje wyobrażenia o innych... chmmm?
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

Avatar użytkownika
przez marcja 07 gru 2010, 01:57
TAO napisał(a):To maja ją wszyscy bez wyjątków... każdemu kiedyś zdarza się tracić kontrolę nad sobą...
Cała reszta to być może Twoje wyobrażenia o innych... chmmm?


Moim zdrowym znajomym nigdy nie zdazylo sie miec ataku paniki w znaczeniu nerwicowym... Nie mieli ataku z towarzyszacymi myslami, ze wariuja/mdleja/umieraja/maja atak serca...Nikt kto ataku paniki w nerwicy nie przezyl, nie zrozumie tego...To nie jest wyobrazenie, a fakt. Ludzie wprost mi mowia, ze tego nie rozumieja :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

przez TAO 07 gru 2010, 02:00
marcja,

nooo tu bezsprzecznie masz rację :uklon:
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

przez hugim21 07 gru 2010, 02:05
A ja jedna nogą jestem w waszym "świecie" a drugą wśród zdrowych.Jak trzeba to jestem w chorym świecie a jak nie trzeba to żyję sobie powolutku wśród zdrowych.Tak sobie wędruje:)
Offline
Posty
63
Dołączył(a)
04 gru 2010, 19:25

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

przez viviene 07 gru 2010, 11:36
19_latek
Każdy pomysł który miałby pomóc jest dobr:)

LukLuk
Myslę właśnie,że ten nasz „perfekcjonizm”, który po części wpędził pewnie nas w tą nerwice teraz każe nam się obwiniać za każda chwilę słabości/ataku. Chcielibyśmy mieć wszystko już poukładane i kiedy coś nie wychodzi burzy nam tą całą siłę , która budowała się w nas wcześniej. I znowu beznadzieja, brak chęci...i tak w kółko. Ja się uczę ,że nie wszystko musi być perfekcyjne, że świat się nie zawali wraz z kolejnym łykiem hydroksyzyny, że nie muszę być idealna bo nikt nie jest, ale jest bardzo ciężko. Też staram się nie zmuszać do snu z różnym skutkiem:)


marcja
„W sytuacjach typowo stresowych, to ja tez nie mam nigdy nawrotu - wrecz przeciwnie - inni panikuja a ja zlewam wszystko” – ja mam dokąłdnie to samoJ to paradoks tej choroby.

Monika1974
W żadnym wątku nie napisałam,że wyszłam z choroby całkowicie. W jednym pisałam,że czuje się na 80% zdrowa bo tak jest, niestety zostaje to 20% o którym pisze w tym wątku. Pisałam o sposobach radzenia sobie z atakami w czasie przeszłym i zarazem teraźniejszym bo części z tych sposobów już nie potrzebuje -moje ataki nie sa już tak instensywne. Pisząc „nerwica po wszystkim” mam na myśli po terapii i lekach ale niestety nie jest to równoznaczne z wyleczeniem.

Co do kwestii tego jak długo powinno się leczyć nerwice to myslę,że nie ma schematów bo wszystko jest sprawą indywidualną. Gdy ktoś mówi mi, że pokonał ją w tydzień czy miesiąc to pozostaje mi tylko serdecznie pogratulować, niedowierzanie pozostawiam na sprawy , które są mniej zaskakujące niż ta choroba. Ja chce wierzyć, że będę tym wyjątkiem, który pokona nerwice w rokJ staram się nie traktować tego jako zło absolutne ale wierze,że to odejdzie kiedyś ode mnie całkowicie.


Kiedyś z psychologiem robiłam takie ćwiczenie pt.”Za co kocham moją nerwice?” na pierwszej sesji pomyślałam ,że chyba sobie jaja robi bo za co można ją kochać ? powiedziałam,że ją nienawidze i nigdy nie będę jej kochać! Odłożyliśmy to ćwiczenie na później. Po kilku sesjach na mojej liście z tego ćwiczenia pojawił się pierwszy wpis, kiedy zakończyłam terapie miałam pół strony. Teraz mogę stwierdzić że moją nerwice kocham i nienawidze zarazem. Myśle o niej jak o wizycie teściowej:) Przyjechała, przywiozła ciasto –fajnie, pousmiecham się, pogadamy ale spokój odzyskam jak już sobie pojedzie:)
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
06 gru 2010, 13:02

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

Avatar użytkownika
przez marcja 07 gru 2010, 15:20
viviene napisał(a):
Co do kwestii tego jak długo powinno się leczyć nerwice to myslę,że nie ma schematów bo wszystko jest sprawą indywidualną. Gdy ktoś mówi mi, że pokonał ją w tydzień czy miesiąc to pozostaje mi tylko serdecznie pogratulować, niedowierzanie pozostawiam na sprawy , które są mniej zaskakujące niż ta choroba


W miesiac to pokonuje teraz- wczesniejsze ataki trwaly dluzej...We wrzesniu balam sie wychodzic z domu z obawy przed atakiem i wciaz sie "dusilam", gdziekolwiek nie wyszlam... Na ulicy zdarzalo mi sie ryczec, takie mnie napady lapaly...Ledwo sie na nogach trzymalam... Masakra... A w pazdzierniku juz jechalam pociagiem do Lodzi zupelnie bez lęku i bylam pierwsza chetna do wszelkich wyjsc... Wiec jak widac, mozna :)

viviene napisał(a):Kiedyś z psychologiem robiłam takie ćwiczenie pt.”Za co kocham moją nerwice?” na pierwszej sesji pomyślałam ,że chyba sobie jaja robi bo za co można ją kochać ? powiedziałam,że ją nienawidze i nigdy nie będę jej kochać!


Jest to o tyle ciekawe, ze w ksiazce poswieconej nerwicy, ktora posiadam, napisane jest, ze jest sie o krok od wyzdrowienia, gdy poczuje sie calym soba, jak bardzo nerwicy sie nienawidzi! Przejscie do etapu frustracji, oznacza zdaniem autorki (Bronwyn Fox), ze zaczynamy emocjonalnie czuc, dlaczego nie ma sie czego bac! Autorka (sama cierpiaca kiedys z powodu nerwicy i prowadzaca warsztaty dla ludzi chorujacych na nia) pisze, ze trzeba czuc wrogosc wobec choroby. Cos w stylu: "Ta choroba moze zniszczyc twoje zycie, dlaczego ciebie to nie zlosci, dlaczego pozwalasz zaburzeniu to robic, jak ono smie ci to robic!" itp,itd. U mnie to dziala, nie umialabym napisac za co kocham nerwice - ja jej wlasnie nie cierpie! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Nerwica po wszystkim czyli kiedy już powinno być dobrze...

przez viviene 08 gru 2010, 11:55
marcja napisał(a):
viviene napisał(a):
Co do kwestii tego jak długo powinno się leczyć nerwice to myslę,że nie ma schematów bo wszystko jest sprawą indywidualną. Gdy ktoś mówi mi, że pokonał ją w tydzień czy miesiąc to pozostaje mi tylko serdecznie pogratulować, niedowierzanie pozostawiam na sprawy , które są mniej zaskakujące niż ta choroba


W miesiac to pokonuje teraz- wczesniejsze ataki trwaly dluzej...We wrzesniu balam sie wychodzic z domu z obawy przed atakiem i wciaz sie "dusilam", gdziekolwiek nie wyszlam... Na ulicy zdarzalo mi sie ryczec, takie mnie napady lapaly...Ledwo sie na nogach trzymalam... Masakra... A w pazdzierniku juz jechalam pociagiem do Lodzi zupelnie bez lęku i bylam pierwsza chetna do wszelkich wyjsc... Wiec jak widac, mozna :)

viviene napisał(a):Kiedyś z psychologiem robiłam takie ćwiczenie pt.”Za co kocham moją nerwice?” na pierwszej sesji pomyślałam ,że chyba sobie jaja robi bo za co można ją kochać ? powiedziałam,że ją nienawidze i nigdy nie będę jej kochać!


Jest to o tyle ciekawe, ze w ksiazce poswieconej nerwicy, ktora posiadam, napisane jest, ze jest sie o krok od wyzdrowienia, gdy poczuje sie calym soba, jak bardzo nerwicy sie nienawidzi! Przejscie do etapu frustracji, oznacza zdaniem autorki (Bronwyn Fox), ze zaczynamy emocjonalnie czuc, dlaczego nie ma sie czego bac! Autorka (sama cierpiaca kiedys z powodu nerwicy i prowadzaca warsztaty dla ludzi chorujacych na nia) pisze, ze trzeba czuc wrogosc wobec choroby. Cos w stylu: "Ta choroba moze zniszczyc twoje zycie, dlaczego ciebie to nie zlosci, dlaczego pozwalasz zaburzeniu to robic, jak ono smie ci to robic!" itp,itd. U mnie to dziala, nie umialabym napisac za co kocham nerwice - ja jej wlasnie nie cierpie! :)

Hej, przyznam,że nie czytałam tej książki ale to bardzo ciekawe co napisałaś... Ja chodzac na terapie byłam nieco inaczej kierowna przez swoją psycholog. Owszem mówiła mi,że nie mogę pozwolić zostać nerwicy ze mną na zawsze i,że mam z tym walczyć ale z drugiej strony nic się nie dzieje bez powodu. Moja psycholog twierdzi,że nerwica to odpowiedz z nas samych na to,że dzieje się coś co dziać się nie powinno, wewnętrzny konflikt. To tak jakby Twoja psychika krzyczała do Ciebie,że już nie może tak dalej i musi nastąpić jakiś przełom. Według tej psycholog taki przełom nastąpił kiedy wylądowałam w szpitalu z tym najgorszym atakiem jaki miałam (miałam 40 stopni gorączki, niedowład lewej strony ciała, przestałam widzieć – to była najstraszniejsza rzecz jaką przeżyłam). Według niej to była kulminacja i ostrzeżenie ze strony mojej psychiki ,że dzieje się cos niedobrego i mam się nią zająć-zastanowić się nad sobą i zmienić swoje życie bo coś jest nie tak.
Długo dochodziłam do tego ale w końcu zaczełam zastanawiac się co robie w życiu, co lubie czego nie, na co sobie pozwalam na co nie, co robić powinnam itd. W końcu doszłam do tego, że kilka lat pracuje w korporacji której nienawidze za wyzysk i obłude. Uświadomiłam sobie,że na każdym kroku jestem oszukiwana i wykorzystywana, że trzymają mnie tam tylko pieniądze. Zdałam sobie sprawe,że każdego dnia przezywam tam same stresy i już nawet ta wypłata mnie nie cieszy. Ja wiem,że to była po części moja wina bo się za bardzo przejmowałam i przez te lata powinnam już przesiąknąć tym hamstwem które mnie otaczało ale tak się nie stało. No więc odeszłam i zrobiłam coś o czym zawsze marzyłam-założyłam własną firmę. To dopiero poczatki, nie jest łatwo, nie zarabiam tyle co wcześniej ale każdego dnia wchodze do pracy z uśmiechem i jak na razie nie było minuty w której żałowałabym swojej decyzji. Nie wyleczyło mnie to z nerwicy ale na pewno pomogło. Możliwe ,że kiedyś i bez tej choroby doszłabym do takiego etapu ale nerwica dała mi do myślenia i zmobilizowała do tego żeby zrobić to właśnie teraz. Za to ją kocham:)
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
06 gru 2010, 13:02

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 31 gości

Przeskocz do